Best of Forum II

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 sie 2022 12:14

Murzyn miał trochę czasu od rana i lekkie pióro dziś to i szybko usmażył recki:

Nirvana - Smells Like Teen Spirit

Od czasu do czasu w naszej grze ktoś zarzuci jakimś Endżojem czyli flagowym utworem danego wykonawcy ale Czez poszedł nawet dalej bo Teen Spirit to przebój przy którym Enjoy The Silence może wydawać się obskjurem. Nigdy bym nie przypuszczał że jako pierwszy Nirvaną zarzuci akurat Czezucescu ale to miłe zaskoczenie. Nie chcę się nad nim tu zbytnio rozpływać, wiadomo ogólnie że to klasyk i numer który na dobre rozpoczął lata 90. w muzyce., ja zresztą Nirvanę bardzo sobie cenię i Cobaina za melodie i trochę za teksty, niemniej na samym albumie Nevermind miałbym spokojnie ze 3 inne kawałki które lubię bardziej od Teen Spirit. Tak czy srak jest to półka najwyższa, kolejna bezpieczna zagrywka Czeza, czekam na bardziej niszowe zaskoczenia nadal 😎

New Order - Touched By The Hand of God

Jako że powszechnie już wiadomo że wielki fanem blu mandej jestem ale New Order znam baaaaaardzo słabo (jednak mając jakieś przeświadczenie że chyba reszta dyskografii nie jest tak wciągająca) to każdej wrzutki od tej kapeli ciekaw jestem. I tu z miejsca zaskoczenie bo to co słyszę to mocno pobrzmiewa mi takim lekkim plastikowym brzmieniem Pet Shop Boys, i nie jest to nawet PSB w najlepszym wydaniu. Potwornie płaska ejtisowa produkcja z którą dopiero co zmagałem się przesłuchując album Moev to nie jest moim zdaniem najlepsza rekomendacja ani tym bardziej nic na poziomie flagowego numeru tej kapeli. Wszystko na dobrą sprawę powiela się ze z Twoimi poprzednimi wrzutkami PSB, Electronic czy nawet Papa Dance, czuję się jak na dyskotece z przełomu lat 80. i 90. i czekam czy w tym secie za chwilę pojawi się disco polo. A właściwie to nie czekam, w obawie że to nastąpi ulatniam się z imprezy.

Lupe Fiasco - Superstar

W pierwszej chwili pomyślałem sobie ŁOOO ale Musiał mi hita przypomniał, przecież jarałem się tym kawałkiem przed laty ostro. Lupe znam słabo w sumie i w mainstreamie w naszym kraju miał tylko na początku swoje 5 minut chyba (zdaje się po Superstar było jeszcze Daydreamin', ja jednak preferuję starszy Kick, Push który znam w formie wideoklipu przyniesionego na kompa przez brata). W Superstar naprawdę dobry jest ten refren śpiewany przez jak się okazuje Pana Santosa kimkolwiek on jest, chodzi po głowie i można zanucić nawet, poza tym lubiłem bardzo to pianinko które miało fajną wibrację w sobie ale pobrzmiewa ono zaledwie we wstępie i w końcówce numeru. Tekścik o cieniach sławy, Lupe zmęczył się nią szybciej od Kanye chyba xD ogólnie mega nostalgic joint teleportujący mnie w czasy studenckie, lekki, nieco popowy backpackerski rapik, dawniej uprawiany właśnie przez moich ulubieńców z ATCQ czy De La Soul a później Kanye i Lupe. W sumie ok ale jednak nie wracam zbytnio.

Japan - My New Career

O jeju jak to brzmi! Świetny sound ma ten kawałek, ostatnio w bestce chyba tak mnie brzmienie jarało jak mintaj wrzucał Bowiego. I ten numer nawet Bowiem pobrzmiewa mam wrażenie, przynajmniej w pierwszej części, jeszcze z tym saksofonem, takie eleganckie, sophisticated, trochę w stylu Young Americans, ale w drugiej części gdy bas zaczyna robić swoje zawijasy i wchodzą skrzypce tu już totalnie czuję Kate Bush. Tak czy siak same dobre inspiracje, problemem jest dla mnie tylko specyficzny śpiew Sylvaina, on tak zawodzi trochę po swojemu ale bardziej drażni mnie niemelodyjność tego śpiewu, nie płynie ten wokal tak dobrze jak ta muza, ten typ tak już ma. Niemniej jedna z najlepszych wrzutek Dragona, obok Fastlove kolejny raz przyznaję wyróżnienie, laur publiczności. Okładka płyty fajna, nie obrażę się jak przyjdzie mi jej posłuchać ;)

Queen - Death On Two Legs

Mentos ma swój dziaderski moment, to jest człowiek loteria trochę, raz wrzuca memy z XXI wieku a raz zadaje lekcję symfonicznego hard rocka. Ja z takim graniem mam tak sobie, hard rock ogólnie ok ale u Queen to jest specyficzny jednak i tą teatralnością zabarwiony. Wokal Freddy'ego uwielbiam, fantastyczny od zawsze na zawsze, gitary też w sumie robią swoje, tekst ciekawy nawet z tym kiss my ass i zachęcaniem do samobója, ale ogólnie trochę nie moja para kaloszy. Kciuk w bok, idziesz do czyśćca.

Grapetooth - Violent

No i o takie New Order nic nie robiłem. Utwór prosty, chwytliwy, nic nie jest przekombinowane, prosty rytm perkusji czy automatu perkusyjnego, gra gitara, syntezatorki dopełniają melodii, nic nie jest spieprzone. Wokalnie faktycznie trochę zalatuje niechlujstwem King Krule, ale naleciałości New Order przeważają w tym kawałku. Ejtisy przetłumaczone na współczesny język. Produkcja tu jest bardziej lekka z zamierzenia niż płaska jak w latach 80., zakończenie samym rytmem mi odpowiada. Swoją drogą trochę koresponduje mi to z polecajką jaką munlupowi wczoraj zapodałem, przy jej okazji wymyślając nazwę podgatunku ale przy tym kawałku Grapetooth ta łatka pasuje mi jeszcze bardziej - upbeat Hiencore xD zabawne że w tej rundzie padło wiele wielkich nazwisk ale to Grapetooth lekko (może tą lekkością właśnie?) wygrywa kolejeczkę.

Ocena kolejki: dojechana fest

Faworyt kolejki: podróba New Order

Nie, dziękuję: oryginalne New Order
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 sie 2022 17:35

Nirvana - Smells Like Twink Spirit

To jest jak z utworami, które stały się memami albo popkultura przeżarła je i wypluła, wiecie. W tym przypadku jednak jeszcze jestem w stanie dostrzec pewne walory czysto muzyczne xD W pewnym momencie nie dało się przejść przez etapy publicznej edukacji bez natknięcia się na (mniej lub bardziej) zaangażowanych słuchaczy Nirvany. O tych przeklętych koszulkach nawet nie wspomnę. Oczywiście w gimnazjum miałem dobrą znajomą, która nosiła taką. Pewnie znacznie lepiej się orientowała w twórczości zespołu ode mnie. Do dziś znam tylko Nevermind i mam do niej totalnie neutralny stosunek. Team Spirit jest ok, są tam lepsze kawałki. Na okoliczność kolejki przesłuchałem ten numer trzy razy, co może oznaczać największy powrót do niego w historii. Starczy. Nigdy nie wzbudzał we mnie głębokiego uczucia, solidne łojenie na gitarze, intensywny wokal, ale ja nigdy do końca nie czułem tej energii, a KC nie jest dla mnie jakąś ikoniczną postacią. Mały kciuk w górę, ale teraz przyda się znowu 30 miesięcy przerwy. Niby szach, lecz najbardziej zaskakujące może być to, że wrzucił to Chess.

Coldplay - Violent Hills

Coldplay, czyli jedni z głównych bohaterów moich samotnych posiadówek w domu w okresie późnej podstawówki. Bywały nudne okresy wakacji i całe dnie spędzane w domu albo okres choroby, gdzie mama w pracy, brat w szkole, a mi zostawało całe mieszkanie i święty spokój. Telewizje muzyczne nie miały litości dla Paradise, po czasie poddałem się ich wpływom i polubiłem ten numer. Kawałek z Rihanną wtedy też mi pasował. Rzadziej grali też Yellow i Clocks. Reszty sobie nie przypominam... ale dziś jest dzień researchu i recenzji, więc posprawdzałem sobie wszystko - za dobrze kojarzyłem tytuł płyty z Violet Hill w składzie, żeby czegoś z niej dawniej nie słyszeć. Tytułowa Viva la Vida też czasem leciała. Teraz już definitywnie wyspowiadałem się ze wszystkiego. Przed odsłuchem obawiałem się przesadzonego smęcenia. Na szczęście okazało się, że było to zupełnie niepotrzebne. Atmosferyczny start to tylko podpucha dla bardzo przyjemnego rockerskiego grania. Nad numerem wisi atmosfera tajemnicy i jednocześnie jakiejś niewypowiedzianej pewności. Pod koniec wchodzi już za dużo bajki, ale poza tym wszystko jest na swoim miejscu. Ostatnia linijka robi tutaj za refren i wychodzi naprawdę efektownie, chodzi po głowie. Czas zajrzeć wreszcie do jakiejś całej płyty Coldplay, bo to nie jest tylko parę chwytliwych melodyjek i kilka popularnych przeciętniaków.

Grapetooth - Violet

Powinienem być zadowolony. Króciutki, skoczny numer, który ma charakterną melodię i klawisze ładnie grajo i w ogóle jest bardzo spójnie... ha, NIE. Mnie to pachnie sytuacjami z liceum, kiedy podobne rzeczy były tłuczone przez moich znajomych w sytuacjach podbramkowych. Działa to na mnie jak Wczasy/Syndrom Paryski tylko intensywniej, na granicy przesady, bo wokalista jeszcze rozdziera gardło do tego. Niby pozytywnie, ale ta ekspresja wokalna sprawia, ze czuję w tym dużo dystansu i przewrotnie sporo pesymizmu. Gdyby to był pierwszy poznany przeze mnie numer w takim stylu no to pewnie zgrzytu by nie było. Dzisiaj, kiedy poznaję takie rzeczy z bagażem doświadczeń to cały ten vibe jest kompletnie poza mną. Spektakularnie hienowa wrzutka przelatuje obok mnie.

Dupe Fiasko - Superstar

Dejw mówi o Vivie i ja rzeczy pokroju Rise Up pamiętam do dziś, ale to? Jedynie sam początek zapalił mi parę lampek w głowie, ale potem już nic, cisza i ciemność. Trochę śmieszne, że taki temat na numer podejmuje gość, który jest dla mnie totalnym anonimem, ale spoczko, z pewnością coś przegapiłem. Pomysł na kawałek urywa się zaraz po wymyśleniu refrenu, reszta niespecjalnie działa. Bit nie jest jakimś wymiataczem, a w połączeniu z dość monotonną i niewyrazistą nawijką musi budzić totalnie neutralne wrażenie. Warszawzgi Deżdż postawiłbym wyżej.

New world Order - Touche by the Hand of God

Początek tak dla mnie brzmiał, że oczekiwałem nadejścia Thomasa Andersa, a to jednak pan Bernard ma zaraz śpiewać. Sorry, ale mnie to Moevem wonieje również. Klapa od kibla pracuje aż (nie)miło, przynajmniej aranż jest jakoś sensowniej uporządkowany. Refren ma paskudną melodię, ten wokal się tam wije i ostatecznie przegrywa z oczekiwaniami. Sex Shop Boys robili to znacznie zgrabniej. Może w jakimś remiksie bym polubił? Nie mówię, że nie. Takie uroki poszukiwań. Najciekawsze są ta wszystkie efekty dookoła, klawisze, tutaj można zacząć prace nad rzetelną przeróbką. Taki oryginał stoi w za dużym rozkroku między grzecznym popem a rozpędzoną, motoryczną, transową energią klubu. Dzwoniło dobrze, ale to nie ten kościół.

Queer - Death on Two Legs

Znaczy to jest trochę tak, że Mentos nas zaskakuje, ale na całej linii frontu. Queen i Pink Floyd to nie są pierwsze rzeczy, które kojarzą się z naszym forumowym człowiekiem od memów, a jednak rzuca nam je na stół i weź to sensownie opisz teraz, odnieś się do tego. Dla mnie Queen to przede wszystkim hity ejtisowe. Wczesne popisy Freddiego i spółki odstraszają mnie teatralno-musicalową otoczką do dziś. Wolę usiąść w kącie i doceniać Scandal, The Miracle, These Are The Days..., I'm Going Slightly Mad. Tam tego patosu jest mniej, co chwilę nie atakują szerokie harmonie, patos, gwałtowne zmiany, dziwne dopowiedzenia i dialogi. Po pierwszym odsłuchu nt. wrzutki miałbym tyle co powiedzenia, co właśnie wyżej podaję. Potem odpaliłem sobie zgodnie z instrukcją pierwszą trójkę z A Night at the Opera... i jeszcze większy mętlik w głowie. Przez tak kompleksową budowę tych kawałków pierwsze wrażenie jest absolutnie przytłaczające. Dopiero potem z tej mgły wyłaniają się całkiem przyzwoite melodie, które potraktowano bardzo efekciarskimi zabiegami. Gwałtownie urywające się dźwięki, szybkie przejście do czegoś innego, wokal wykorzystany na różne sposoby. Mnie to nie grzeje, a to dość typowe zagrywki dla Kłin. Napisali to w taki sposób, że chyba innej opcji dla tego numer nie ma. Rozciągnięte byłoby zaraz jak progresywne monstrum kompletnie nie do strawienia, krótsze raczej by nie wyszło. Podoba mi się początek, przede wszystkim gitarowa robótka w intro i melodia refrenu. Dalsze części (Lazing / I'm in Love) odstraszyły mnie w kwestii sprawdzenia całej płyty xD

Kolejka przyjazna, choć na początku wydawała mi się mocniejsza. Ostatecznie Coldplay dystansuje resztę... już mi się podoba, ale czuję tu growera jak nic. Nie będę szukał wyraźniej czerwieni na siłę.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 sie 2022 19:07

Dragon pisze:
20 sie 2022 17:35
Powinienem być zadowolony. Króciutki, skoczny numer, który ma charakterną melodię i klawisze ładnie grajo i w ogóle jest bardzo spójnie... ha, NIE. Mnie to pachnie sytuacjami z liceum, kiedy podobne rzeczy były tłuczone przez moich znajomych w sytuacjach podbramkowych. Działa to na mnie jak Wczasy/Syndrom Paryski tylko intensywniej, na granicy przesady, bo wokalista jeszcze rozdziera gardło do tego. Niby pozytywnie, ale ta ekspresja wokalna sprawia, ze czuję w tym dużo dystansu i przewrotnie sporo pesymizmu. Gdyby to był pierwszy poznany przeze mnie numer w takim stylu no to pewnie zgrzytu by nie było. Dzisiaj, kiedy poznaję takie rzeczy z bagażem doświadczeń to cały ten vibe jest kompletnie poza mną. Spektakularnie hienowa wrzutka przelatuje obok mnie.
Nic z tego nie zrozumiałem, ale ok xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 sie 2022 19:11

Przełożyć to na jedno zdanie to będzie: źle mi się kojarzy z liceum, dla mnie dzisiaj już zbyt edgy, żeby mnie ruszyło
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 sie 2022 19:21

TO jest edgy? Łopanie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 sie 2022 21:13

Nirvana - Smells Like Teen Spirit

Do tematu zaorania pewnych piosenek/albumów i odczarowywania ich sobie na własny użytek, wrócę przy okazji "Dark Side of the Moon", ale w moim przypadku, „Smells Like Teen Spirit”, numer który znam od dziecka, który pamiętam jeszcze z MTV, odblokował mi się po przesłuchaniu całego „Nevermind”. Zawsze lubiłem ten kawałek, ale dopiero kontekst albumu zerwał z niego taśmę numeru zaoranego, którego słucha się na automacie, nie zauważając tego co się w nim w ogóle dzieje. Było to w sumie późno, jakoś 12-13 lat temu chyba. Kontekst płyty był o tyle ważny, że na podstawie większej ilości utworów mogłem wyrobić sobie jakas opinie na temat Kurta jako wokalisty i tekściarza, Kurta jako gitarzysty i tego w jaki sposób wszystko to sklejało się w całość dzięki temu co robili Krist i Dave. Kurt to był doskonały gitarzysta, który z premedytacją robił rzeczy w sposób prosty. Nie chciało mu się myśleć nad solówką, więc powtarza ona po prostu melodie wokalu, co daje naprawdę zajebisty efekt. Te dwunutowe zagrywki w zwrotkach mają więcej mięsa, atmosfery i wyrazu, niż jakieś karkołomne, chujowe partie muzyków uprawiających sport na gitarze. Nirvana zawsze uderzała w mój ciąg do minimalu i do dziś uwielbiam wracać do tego zespołu i słuchać jego piosenek. „Smells Like Teen Spirit” leci równie często jak reszta, udało mi się uratować ten utwór przed zatruciem. BTW ciekawe czy Czez słuchał całej płyty?

Coldplay - Violet Hill

Pamiętam jak mój ojciec przywiózł kiedyś do domu „Viva La Vida”, nie wiem co go napadło, że kupił, bo mu o tym nie mówiłem, to był jedno z tych jego YOLO zakupów. Ja już wtedy Coldplay znałem od jakiegoś czasu. Przesłuchałem ten album i stwierdziłem, że to gówno, X&Y było lepsze i w ogóle ten band się skończył. Owszem, byłem idiotą. Tym bardziej nie rozumiem tego hejtu, bo to wyszło w 2008 r., czyli kiedy miałem już za sobą etap chodzenia na zloty i noszenia skórzanej kurtki z białymi dżinsami. Nie potrafię i nie będę próbował się tłumaczyć. W końcu coś mi jednak zatrybiło, zaczęło się od „Lost” i w zasadzie potem poszło lawinowo, nie mogłem się nadziwić, że tak złorzeczyłem na ten album, bo on jest doskonały od początku do końca. I ten numer, który wrzucił Murzyn, jest doskonały. Ma w sobie to napięcie i desperację, a jednocześnie nadzieję w tle. Co by nie mówić, Coldplay potrafią cuda robić w tym zakresie. Do tego całość brzmi rewelacyjnie, bo kaman, Brian Eno. Nie ma co się rozgadywać, jedna z najlepszym wrzutek Murzynka.

Lupe Fiasco - Superstar

Często wkurza mnie kiedy w jakiejś rozmowie, lub nawet tu na forum, Dev zjeżdża jakiś rodzaj muzyki, lub konkretne piosenki, czy zespoły, a potem wpada tu i wrzuca coś, co brzmi dokładnie tak jak te rzeczy, które masakrował. Ile razy słyszałem jak stęka na tego typu piosenki jak „Superstar”, a teraz proszę. Musiał nie ma godności człowieka. No, ale wuj, fajny jest ten kawałek. Lupe Fiasco to nazwa kompletnie mi obca (poza skojarzeniem z Montefiasco, od którego Dev brał swego czasu autograf i robiąc to, obraził facet jakąś głupotą xD), ale piosenka jest spoko, fajne melodie i aranżacja (brzmi jak Coldplay). Dziwię się, że Dev mi tego nigdy nie puszczał, ani nie wysyłał. Lajtowa, ale jednocześnie melancholijna atmosfera, taka na koniec lata.

New Order - Touched by the Hand of God

Wyłamię się z tego grona hejterów, bo ja bardzo lubię „Touched by the Hand of God”. Mam po prostu słabość do New Order, nigdy nie byłem w stanie ich traktować jako typową ejtisową tandetę, bo oni po prostu byli lepsi od większość wykonawców, która ich otaczała, poza tym to goście z Joy Division. Jest tu cała masa przestarzałych dźwięków, zwłaszcza ten taki głośny dźwięk, który kojarzy się z jakimś błędem Windowsa (wiecie o co mi chodzi) i użyty jest przez cały numer, ale i tak mi to nie przeszkadza, bo piosenka jest zbyt dobra żeby się czepiać takich rzeczy. To jest dla mnie problem ejtisów, że często słabe piosenki jechały na samym brzmieniu, ale nie w tym wypadku. Sumner na wokalu, to jest kwestia na długie dyskusje. Gość generalnie nie umie śpiewać, ale umie. Taki paradoks. Ma jednocześnie irytującą i fajną barwę głosu. Ja generalnie nie specjalnie umiem źle mówić o New Order i może sam bym wybrał coś innego niż „Touched by the Hand of God”, ale kawałek jest świetny i tyle.

Japan - My New Career

Bardzo długo przekonywałem się do Japan. O ile DS-a solowe płyty zachwyciły mnie od razu, to jego wcześniejszy zespół był dla mnie poważnym wyzwaniem. Ani nie podobała mi się jego maniera śpiewu, anie aranżacje, ani piosenki i w zasadzie poza Rain Tree Crow, nie byłem w stanie docenić niczego co robili. Oczywiście do czasu, bo końcu się to przegryzło, ale z niektórymi zespołami/wykonawcami tak jest, po prostu musi nadejść odpowiedni moment i jest to kwestia tego, czy po prostu konsekwentnie daje się im szansę. Ja dawałem Japan szansę, ze względu na to, że bardzo lubiłem muzyków, którzy w nim grali (Mick Karn, Steve Jansen, Barbier, który grał potem w PT, no i sam Sylvek). „My New Career” to dobry przykład utworu, który otworzył mi drzwi do polubienia większej ilości Japan. no-man na samym początku tez bardzo od nich czerpali i to słychać. Jest to dobry kawałek, bardzo atmosferyczny i ma tę przedziwną atmosferą, którą tamten skład potrafił wyczarować. Śladowe ilości tego można usłyszeć na późniejszych płytach JBK, czy nawet wczesnych rzeczach Sylviana ala „Bamboo Houses/Music” i momentami na „Brilliant Trees”. Japan nadal wydaje mi się być taką wersją demo prawdziwych możliwości tych ludzi, które później zostały odpowiednio rozwinięte, ale propsuję.

Queen - Death On Two Legs (Dedicated To...)

Ale co ma późne Marillion z neoprogiem wspólnego? Czekałem aż Mentos wrzuci coś Queen, ale nie spodziewałem się tak wczesnego Queen. Z drugiej strony, czytając ten boomerski wysryw we wrzutce, to mnie już nic nie dziwi xD Queen lubię, zawsze lubiłem, od małego, bo rodzice słuchali. Mam takie wspomnienia jak mały, pięcio-sześcioletni ja chodzi po mieszkaniu z wielką, czterokasetową (w wielkim, czterokasetowym opakowaniu) składanką Queen i walkmanem. Pamiętam gdzie byłem kiedy w tv ogłoszono, że Freddie nie żyje. Moje pierwsze, wyraźne muzyczne wspomnienia są związane, między innymi, z Queen. Krótko mówiąc, jest to dla mnie bardzo ważny zespół, w który nigdy się w pełni nie wkręciłem kiedy już byłem duży. Nawet mnie swego czasu pojarało, że oni się bawili w prog i mają numery z tytułami ala „Ogre Battle”, ale ten early Queen jest dla mnie nadal trochę nieodkryty. Kawałek jest ok, Freddie to kolejny wokalista, który ma taki głos, że wiele rzeczy potrafić wynieść na poziom, do którego podkład muzyczny nie powinien mieć w ogóle dostępu i to jest dobry przykład. Mercury jest tu zajebisty, solo Maya może być, reszta się nie wyróżnia, kompozycja jest jakby wyrwana z kontekstu i no właśnie. Wydaje mi się, że Mentos nie zrobił przysługi Queen, wyciągając kawałek z kontekstu płyty, bo to po prostu nie wchodzi tak dobrze. Lepiej było to przedstawić razem z całą Nocą w Operze, bo to dobry album jest. Medley jest o wieeele lepszy. Fajny kawałek, ale jednak go trochę Mintaj zabił tą wrzutką.

Fajna kolejeczka. Na przedzie zdecydowanie Murzyn z Coldplay, a do tego Shodan z New Order, Dragon z Japan, Czez z Nirvaną... no dużo rzeczy, które lubiłem już wcześniej. Odrobinę z boku Mentos i Dev, ale tez dobre wrzuty.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 21 sie 2022 00:43

Nirvana - Smells Like Teen Spirit

Na początku muszę powiedzieć, że Smells Like Teen Spirit to jest jedyny utwór Nirvany, który znam. I ten utwór ma w zasadzie wszystko to, co powinno mnie od niego odrzucać – np. zarzynane gitary, darcie japy. Mimo tego zawsze podobał mi się ten utwór i złego słowa na jego temat nie powiem. Że zarżnięty do granic możliwości? Nie uznaję takiego argumentu. Nie jest winą utworu, że na przestrzeni lat był nadmiernie eksploatowany. Jeżeli jakiś zespół czy wykonawca rzeczywiście nagra zaledwie jeden dobry hit w karierze, to można się wtedy wyżywać. Ale w przypadku, gdy wykonawca ma całe mnóstwo dobrych utworów (jak choćby DM), a stacje radiowe i telewizyjne męczą w kółko tylko jeden numer, to mówienie o zarżniętym utworze jest bezsensowne. Nie wiem, czy Nirvana miała więcej dobrych utworów, bo jak pisałem wyżej nie znam nic ponad omawiany numer, ale tenże numer jest bardzo dobry. I trochę jestem zaskoczony, że Czezunio takie cuś zapodał.

Coldplay - Violet Hill

Coldplay to jeden z tych zespołów, do których przymierzam się od lat. Niby ma sporo fajnych numerów, wokalista ma fantastyczny dla mnie wokal, ale wciąż coś mi tu brakuje do pełnego zanurzenia się w tej muzyce. Nie mniej Violet Hill to bardzo dobry utwór. Bardzo dobry.
Naprawdę uwielbiam tego wokalistę. Trzeba wreszcie chyba wziąć się w garść i posłuchać Coldplay w szerszym zakresie.

Grapetooth – Violent

Może i brzmieniowo utwór ma nieco wspólnego z New Order, ale wokal to już absolutnie nie to samo. Wokal to najsłabsze ogniwo tej propozycji. No ale jak Hien przyrównuje to do Krule, to nie ma się co dziwić. Poza tym jest spoko. Fajne klawisze, spoko perka. I sama kompozycja też niezła. Ale wokal średnio mi się widzi.
Z klimatów około neworderowych najbardziej widzi mi się jednak New Order z Sumnerem w roli głównej.

Lupe Fiasco – Superstar

Dev nieco odszedł od swojego sztandarowego nurtu i chyba dobrze. Wokal mocno przypomina mi Coldplay. Właściwie gdyby nie momenty rap to bym powiedział, że to śpiewa gość z Coldplay.
No nie jest to złe. Nic wielkiego czy niezapomnianego, ale jednak jest nieźle.

Japan - My New Career

Nie no Dragon, ja naprawdę wolę te Twoje instrumentale niż taką nudę. Bo myślałem, że przez te niespełna 4 minuty umrę z nudów. Od lat Hien coś tam wspominał o kulcie niejakiego Sylviana, a ja po raz drugi słyszę gościa i po raz drugi mnie totalnie zniechęca. No niestety. Poza tym utwór jest kompletnie bezbarwny i pozbawiony jakiegokolwiek sensu. Zero melodii, zero czegokolwiek. Dla mnie totalna pulpa.
Dragon wróć!

Queen - Death On Two Legs (Dedicated To...)

Znam jeden album Queen – Innuendo i cenię tę produkcję. Bardzo lubię tę płytę.
Death On Two Legs (Dedicated To...) słyszę pierwszy raz życiu i podoba mi się to bardzo średnio. Taka typowa rockowa naparzanka. Głos Merkurego chociaż nieprzeciętny, nie wszystko wbrew pozorom udźwignie. Bo Death On Two Legs (Dedicated To...) to dla mnie w dyskografii Queen niestety totalny zapychacz. Nie mój styl, nie moja bajka.

Kolejka mimo wielkich nazwisk mocno przeciętna. Wygrywa Murzyn, potem Czez, a potem to nie wiem.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 21 sie 2022 20:38

Nirvana - Smells Like Teen Spirit

Ehh, niestety, ale dawno temu pewne towarzystwo zohydziło mi Nirvanę tak bardzo, jak się tylko dało. Właściwie jest tylko jeden numer, który od nich naprawdę lubię, i jest to Come As You Are. Ten... no, trochę nim rzygam. Owszem, jak się wejdzie głębiej w kontekst i warstwę liryczną to się ładnie wszystko składa, ale muszę bezczelnie przyznać, że moje osobiste uprzedzenia trochę tutaj wygrywają. Nie jestem z tego dumny, jednakowoż w tej chwili nic na to nie poradzę. Grunge nigdy nie był moim gatunkiem, choć akurat - o czym wspominałem w poprzedniej bestce - Soundgarden polubiłem. Podobnie miałem z Alice in Chains, do których przekonała mnie trochę jedna z moich byłych partnerek (Hien chyba nawet wie, która), ale Nirvana jest poza moim scope of interest. I raczej tak pozostanie. Niby z technicznego punktu widzenia wszystko jest w porządku, szanuję postać Cobaina i wkład Nirvany w historię muzyki, ale to jest totalnie nie moja bajka. Jednocześnie szacun dla Czeza za wrzutkę poza jego scopem.

Coldplay - Violet Hill

Prawie 17 lat temu (do ciężkiej cholery, jak szybko ten czas ucieka...), kiedy eks-admin-obecny-autor-poczytnych-książek tego forum założył bodaj na O2 skrzynkę mailową do wrzutek albumowych (2005 rok, przypomnę), obok Disintegration The Cure wleciały tam Paraszuty od Zimnogrających. I to była moja pierwsza pełna styczność z tą grupą, która poskutkowała oczywiście odsłuchem. Nigdy nie rozumiałem hejtu na nich, a przynajmniej okazywanej wprost niechęci. Tutaj będzie clash z Hienem, bo akurat pod wpływem dość negatywnych recenzji odpuściłem sobie słuchanie Viva La Vida w momencie premiery, i wróciłem do tej płyty dopiero 2 lata temu. Niestety, było to w... specyficznych okolicznościach i aż wstyd przyznać - w ogóle nie zapamiętałem tego numeru. Tym przyjemniej było go teraz odpalić, i faktycznie, jest mocno emocjonalnie. Jednocześnie nie w bijący mnie po głowie sposób (albo mi się po prostu humor poprawił), choć Murzynowe backstory jest czymś bardzo w moim stylu (i w ogóle fajna historia, z jakiegoś powodu dostałem vibe na Londyn L.Stadt xD), przec co planuję do tego numeru wracać. I w ogóle do VLV, akurat jesień idzie. Good job sir! Leci srebro.

Grapetooth - Violent

Po raz kolejny mam wyraz twarzy a la Melania Trump, która zawsze coś skądś kojarzy, ale nie bardzo wie skąd i co. Ale nie - już wiem! Hienałcze puszczał mi ten kawałek i to stosunkowo niedawno temu. Jest absolutnie świetny! Podoba mi się żywy tekst, sposób śpiewu (maskuje nieco denerwujący głos wokalisty, który btw brzmi trochę jak Simon Rivers z The Bitter Springs), brzmienie będące czymś w rodzaju miksu NO z różnymi hipsterskimi wynalazkami, jakich słuchałem przed 10-ma laty (Frank just Frank np., głównie przez perkusję). Dla mnie to jest takie MGMT meets ktokolwiek z Wierd Records, i wszyscy byli fanami Sumnera i ekipy. Jest wakacyjnie, jest lekko, odjazdowo i nastoletnio. Podejrzewam, że gdybym miał tzw. fajne młode życie mając lat 18 - i wtedy byłby gdzieś ten numer - byłbym jego fanem. Jednak 15 lat temu wyszedłem z morza i się ubrałem (kmwtw) żeby posłuchać Nine Inch Nails. Aż mnie wzięło na tańczenie! Zwycięzca kolejki <3

New Order - Touched By the Hand of God

Kurde, to powinno być złoto xD Nie jest tylko dlatego, że chcę powstrzymać się od biasu i dam mu srebro ex aequo z wrzutą Golasa. Primo: kocham ten kawałek. Secundo: właściwie kocham New Order. Tertio: NOSTALGIA BIATCH. To był jeden z pierwszych 5 numerów NO, jakie wrzucono mi przez to forum zresztą, na koniec lata 2005. Pozostałymi były Blue Monday w wersji z 1988, True Faith, Crystal i Bizarre Love Triangle (nie mając za bardzo opcji posłuchania czegokolwiek w inny sposób wybierałem kawałki, których... tytuły mi się podobały xD poza BM i Crystal, bo te poznałem przez MTV). Byłem na fali, miałem fazę na ejtisy i na New Order, które było dla mnie świeżutkim odkryciem można rzec, no i byłem zachwycony. Ale... nadal jestem. Świetny kawałek, czy to przez muzykę czy pokręcony tekst (który nota bene niektórzy interpretują - to info wisiało nawet parę lat na oficjalnej, nieaktualizowanej od 2015 roku stronie zespołu - jako odwołanie do masturbacji lol), jeszcze lepsze video, będące mockingiem ejtisowych grup hard rockowych mających pop stylówę, generalnie jest genialnie. Pamiętam swoje rozczarowanie, kiedy odkryłem, że Substance to składanka a nie album, z którego TF i TBTHOG są singlami... Ale i tak obydwa numery uwielbiam do dziś. Jak większość katalogu NO zresztą, także no (lol), byłoby zwycięstwo, ale chciałem dać szansę tym, które mniej znałem lub o których zapomniałem. Że plastikowe klawisze i klapa od sracza? Toż to pastisz! I tak się będę tego trzymał.

Japan - My New Career

O ile był czas, że Kuba wciskał mi postać Sylviana (zaznaczam, samego Sylviana) głębiej, niż mój pracodawca wciska mi przyrodzenie między pośladki, o tyle okazało się to być całkiem przyjemne - Sylvian jest super i zdążyłem to już podkreślić za poprzednim razem. Jednocześnie Hien zawsze wspominał, że Japan może mi nie podejść poza swoim późniejszym okresem twórczości, a i z tym może... nie być łatwo. Bo to jednak specyficzna muza, która ewoluowała z glam punku i tak dalej. W końcu jesienią 2018 pociągnąłem bestkę - co było zresztą początkiem mojego ejtisowego revivalu tamtego okresu - i muszę przyznać, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Ale też żadnej płyty w całości nie zassałem, przez co było to moje pierwsze spotkanie z czymś niebestkowym od Japończyków Sylviana. I kurde, sam nie wiem xD może muszę się przegryźć z tym kawałkiem, póki co nie zaskoczyło jakoś mocno. Bas Karna jest... potwornie niepokojący. Nie wiem jak to lepiej opisać xD jest trochę creepy, trochę... nijako jeszcze, ale faktycznie wyczuwam vibe Bowiego. Planuję od pewnego czasu zaciągnąć Dżentelmenów, co trzaskają polaroidy, i mam nadzieję, że pójdzie im lepiej niż mnie na przystanku Łódź Olechów Wschód.

Queen - Death on Two Legs (Dedicated to Autistic Screeching)

Queen to znów grupa, której właściwie nie znam ale dorobek i wkład szanuję etc. etc., Adam Mickiewicz wielkim poetą był (chociaż tak naprawdę to team Słowacki, a w ogóle to je*ać romantyzm, team pozytywistyczna wibracja, Młoda Polska, praca u podstaw i tym podobne) etc. etc. W całości znam tylko album Innuendo, bo wujek mi ją nagrał na stronie B tej samej kasety, gdzie A była Forever Young Alphaville. Ale no, lubię, to co znam lubię, choć nigdy nie byłem i już nie będę hardkorowym fanem. Przypadkiem dużo tego trafiało do moich uszu - zwłaszcza z początków istnienia zespołu - dzięki bratu, który akurat jest hardkorowym fanem (obok ELO, ale głównie Part II). Także znałem ten utwór pobieżnie, i teraz przy takim pełniejszym odsłuchaniu, no cóż, szanuję za faktyczny hardrockowy kunszt. Fajne doświadczenie, jednocześnie trochę za mało dla mnie na podium. Może straciłem nieco szansę na to, żeby ich pochłonąć. Czy ją kiedyś odzyskam? Teraz mam dużo do czynienia z Queen, choć z powodów bardziej technicznych xD spróbuję, a co się wydarzy, to się okaże. Mimo wszystko Miętus trochę zaskoczył.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9728
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 21 sie 2022 23:37

A ktoz to jest tym autorem?
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 21 sie 2022 23:57

Jako, że jest od jakiegoś czasu osobą publiczną, myślę, że mogę.

Mowa o Bartinim, którego dzieło to - https://wydawnictwo.krytykapolityczna.p ... owski-1011
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 22 sie 2022 01:02

My wszyscy z Forum, jeszcze więcej sław... TO jest dla mnie zaskoczenie dopiero
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 sie 2022 11:35

Czezucescu, mentos, co jest paniska, skrobnijcie tu jakieś ładne recenzje dla nas pliz to se jeszcze ładne sierpniowe wrzutki wkleimy z munlupem xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 23 sie 2022 11:35

No dziś wieczorem wlecau!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 sie 2022 11:37

Jauuuuu co za skowyt jprdl wszyscy wrażliwi jacyś nagle xdddd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9728
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 23 sie 2022 12:52

Coldplay - Violet Hill

Fajny kawslek muzyki. Wogole Coldplay jako zespol jest ciekawym tworem i maja ciekawe koncepcje. W tej chwili sa w trasie i akurat dzis, tj we wtorek 23 sierpnia graja u mnie w Glasgow ( jutro zreszta tez ) Chetnie poszedlbym na koncert, ale niestety, czasami trzeba dokonywac wyborow miedzy roznymi rzeczami no i ja wybralem troszke inaczej, moze nastepnym razem bedzie okazja.
A Violet Hill to solidny gitarowy utwor, z fajna linia wokalna. No nie bardzo wiem co tu nawet napisac. Podoba mi sie i tyle. A teledysk troche w klimacie teledysku do Useless.

Grapetooth - Violent

Ani zespolu, ani piosenki nie znalem. I przy pierwszym odsluchu skojarzylo mi sie to bardzo z The Cure. Nie wiem czemu, moze przez ten beat, sposob spiewania, a moze przez brzmienie klawiszza. Tak czy owak dla mnie to brzmi jak Kjury i pewnie dlatego fajnie sie slucha. Malo tego, z kazdym nastepnym odsluchem to odczucie jeszcze sie poteguje i utrwala. Poszperalem w necie i okazuje sie, ze chlopaki z Czikago zaczeli grac w 2015 i wzoruja sie na ... new wave. Czyli jestesmy w domu.

Superstar - Lupe Fiasco

Mieszanka niby popowo rapowa. Ani z tego dobry pop, ani porzadny rap. Niby wokal spojny, nawet melodyczny, cos tam miarowo gra, ale slyszy sie w tym jakis zlepek. Brakuje mi jakiejs spojnosci. Ale ogolnie jest ok, tylko pod koniec od tego wrzasku juz zaczynaja bolec uszy. Dobrze, ze outro jest juz ciche.

Touched By The Hand Of God - New Order

Typowe brzmienie New Order. Monotonne intro, ale juz jest w nim cos urzekajacego, co wprawia w jakis trans. Piosenka melodyczna, a bogactwo dzwiekow i brzmien ze wspolgrajacym wokalem jako kolejny instrument powoduje, ze utwor hipnotyzuje i wciaga do sluchania. No nie da sie tego nie lubic. 

My New Career - Japan

Bardzo ciekawa koncepcja utworu, ktory jest stworzony z roznego rodzaju beatow z fajnymi wstawkami roznych instrumentow jak np. saksofon. Wokal jest najslabsza strona tej kompozycji, ale nawet jakos wspolgra z reszta. Ogolnie kolejny fajny kawalek w tej serii. Na pewno nie wylacze jak znowu uslysze.

Queen - Death On Two Legs

Kompletnie mi nie znana piosenka Queen. Jesli nawet kiedys slyszalem, to nie pamietam. A utwor naprawde ciekawy. Podoba mi sie zabawa instrumentami, to znaczy dzwieku, jakie wydobywaja. Gitara na wiele sposobow, fortepian, rytmiczna perkusja, spiew i zaspiewy. Naprawde dziwie sie, ze ta piosenka nie jest tak popularna jak inne kompozycje zespolu bo na pewno na to zasluguje. Jak dla mnie bomb
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 sie 2022 12:57

Czez pisze:
23 sie 2022 12:52
Grapetooth - Violet

No prosze, druga piosenka w tej kolejce z fioletem w tytule
Wszystko by było super, gdyby ten fiolet w ogóle był w tytule.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9728
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 23 sie 2022 12:59

Kuzwa, dzieki. Sam sobie zrobilem literowke, a potem jeszcze dobilem. Przepraszam, juz poprawiam.
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 sie 2022 13:00

To już szybciej było zmienić Coldplay na "Violent Hill" lol
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 sie 2022 13:03

Zaraz do Silent Hill dojdziemy tym tropem xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 23 sie 2022 13:11

Hien pisze:
23 sie 2022 13:00
To już szybciej było zmienić Coldplay na "Violent Hill" lol
KISNĘ XDDDDDDDDDDDDDDDD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl