Ja też lubię The Gateaway, to dobra płyta. Z nowej podoba mi się cały jeden utwór, a te pajace chcą jeszcze w tym roku wydać kolejny album. Frusciante wrócił do zespołu żeby spłacić była żonę, a nie bo ma pomysły na granie w rhcp. Rozczarowanie roku (obok Kendricka).Dragon pisze:31 sie 2022 02:36The Getaway było bardzo spoko, więc kiedy Hien pisze, że następna płyta jest słabiutka, to raczej jej nie sprawdzę.
Best of Forum II
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Re:
Czez i Mentos, oni zawsze są w tyle.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Asekuracyjnie zasygnalizjuje, ze w tym tygodniu moze byc opoznienie u mnie.
Enjoy The Silence
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Czez to jest dopiero zagadka. Ma czas na obejrzenie kilku filmów z bestki, ale na kilka piosenek już nie ma ;0
W każdym razie, jak zwykle, lecimy w sobotę z następna kolejką, a Czezzy będzie nadrabiał. Chyba, że Mentos też da ciała.
W każdym razie, jak zwykle, lecimy w sobotę z następna kolejką, a Czezzy będzie nadrabiał. Chyba, że Mentos też da ciała.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Panowie dev, mentos, jedźcie może na urlopy to będziecie mieli czas żeby na bieżąco ogarniać forum bo już nie wiem jak Wam pomóc, tempo jest rozczarowujące delikatnie mówiąc
czujcie się smagani murzyńskim berłem spod Giżycka xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No, ja to sobie Czeza film chyba odłożę na jakiś świąteczny weekend, bo jestem tak mega zapracowany xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Hien, jaka zagadka, wystarczy troche pomyslec, albo sprobowac zrozumiec drugiego czlowieka, wszak kazdy ma swoje zycie.Hien pisze:31 sie 2022 11:08Czez to jest dopiero zagadka. Ma czas na obejrzenie kilku filmów z bestki, ale na kilka piosenek już nie ma ;0
W każdym razie, jak zwykle, lecimy w sobotę z następna kolejką, a Czezzy będzie nadrabiał. Chyba, że Mentos też da ciała.
Filmy polecialt na tv i to byl sposob na spedzenie wieczoru, tzn na wspolnym ogladaniu filmos. Cuacho, kawa i filmy.
A niekoniecznie ktos drugi moze miec ochote sluchac jakiejs muzyki. Proste?
Enjoy The Silence
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale zdajesz sobie sprawę, że te utwory mają po kilka minut? I że my tu wszyscy mamy pracę, życie, itd? To nie jest tak, że Ty zasuwasz, a my 24h słuchamy muzyki. Nie czepiam się jeśli ktos nie ma czasu przez weekend nad czymś siąść, itd, ale kiedy mija tydzień, to zaczynam się zastanawiać, czy w tym temacie każdy wrzuca po całym albumie, czy po jednym utworze?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Ja właśnie piszę xD a urlop by mi się przydał bardzo 
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Czez po prostu nie ma czasu na muzyczne bestki, filmy to może chociaż odbębnić przy okazji. Trochę szkoda bo jednak dla każdego z nas to jakiś tam kawałek życia, wspomnienia i numery ważne ale odnoszę wrażenie że nie wszyscy to szanują.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No na pewno Czez ma gorzej ode mnie, bo w przeciwieństwie do mnie nie ma chyba możliwości słuchania muzyki w pracy.
W domu zaś słucham głównie późno wieczorem, jak moja banda już śpi, bo ja z kolei siedzę dosyć długo.
No ale przesłuchując nawet jeden utwór dziennie można się wyrobić w tydzień.
W domu zaś słucham głównie późno wieczorem, jak moja banda już śpi, bo ja z kolei siedzę dosyć długo.
No ale przesłuchując nawet jeden utwór dziennie można się wyrobić w tydzień.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Radiogłowi - Rachmistrz
Mógłbym tu po prostu napisać, że zgadzam się z Hienem. Doskonały wybór doskonałego kawałka, jednego z moich absolutnie ulubionych na In Rainbows, które zassałem zaraz po ich bestce latem 2008 (to był wszak najświeższy album). Ulubionym jednak pozostaje następny, a więc House of Cards, ale no kurde, to jest kawał świetnej muzyki. Nie będę tutaj pieprzył, że Yorke wielkim poetą był (jest lol), bo to jakby oczywistość, ale mnie porywa całe instrumentarium, od tej lekko spłaszczonej i wyreverbowanej perkusji atakującej z samego początku, przez gitary po wspomniane już przez shodiego smyki, nie ma tutaj błędnych lub niepotrzebnych rozwiązań. I no, naprawdę nie wiem, co więcej dodać xD w sensie, nie bardzo potrafię wymyślić coś innego, czego nie napisaliby już przedmówcy i wrzucający. Dodam od siebie - bo zawsze muszę coś dodać - że swego czasu, gdy zagrywałem się w GTAIV pakowałem do prywatnego radia masę różnej muzy, która miała być immersyjna, i zdaje się, że któregoś razu wymieniłem zamulające nieco Exit Music (For a Film) właśnie na ten numer i zdecydowanie pomogło to w podjęciu decyzji o zassaniu absolutnie całej dyskografii. Tutaj efekt był interesujący, bowiem po dziś dzień obok Kid A(zbest) i w/w moim ulubionym albumem pozostaje Pablo Honey, Yorke przynajmniej tam NAPRAWDĘ śpiewa xD wchodzi srebro!
The Cure - Inbetween Days
Ehh, było tyle dobrych numerów Kjurów, a wleciał właśnie ten. Bezpieczny niczym seks w internetowych kampaniach społecznych grupy Ponton bądź w ramach akcji Anji Rubik. Z całej The Head on the Door udało się ustrzelić akurat ten utwór, którego nie lubię za bardzo xD w ogóle jest to album, do którego przekonywałem się bodaj najdłużej jeśli o Smisa i ekipę chodzi, gdyż nie mógł mi niemal z żadnej strony podejść. Kliknęło w marcu 2007 dzięki Sinking, które do dziś jest dla mnie highlightem płyty. Potem Screw, Kyoto Song, The Blood, A Night Like This, nawet Close to Me, zaruchane na różnych tematycznych imprezach w Pogłosie ale no akurat to nie. Gitary? Super. Bębny? Też super. I bardzo podoba mi się wideo. Ale cała reszta jakoś przynudza, wokal Smitha mnie zmęcza, klawisze do gitar robią z tego kawałka jarmarczne byle co (z byle kąd, puszczane byle gdzie). Z takiego słodko-pierdzącego repertuaru Lekarstwa lepiej wchodziłoby nawet Just Like Heaven (ci, którzy uważają, że to jest najbardziej słodkopierdzący kawałek jaki Robert napisał ewidentnie nie słyszał One More Time z tego samego krążka). Ale tutaj nic z tego nie będzie. Poleciało bo poleciało, i w zasadzie tyle. Papa!
Red Hot Habanero Sgt. Pepper - I Could Have Lied
Kurde, najbardziej z tego wszystkiego kupiła mnie historia Murzyna
w sensie, widzę, że mój charakterystyczny storytelling zaczyna wpływać na innych członków tego forum, bardzo mnie to cieszy tbh, oby tak dalej xD fajnie się czyta takie prywatne wrzutki, widzi się, że z konkretnym numerem są związane bardzo konkretne (często dość melancholijnie nastrojone ale jednak) emocje, nie jest to zawsze "bestka dla bestki", gdzie po prostu jakiś numer tak się nam spodobał, że tu trafia bo ma świetne brzmienie, bo jest doskonale wyprodukowany, bo osoba śpiewająca daje z siebie wszystko przed mikrofonem w sposób, który wyrzuca z kapci etc. To jest też bestka aż okrutnie momentami osobista, i dobrze! Kawałek przez ten opis i swój charakter świetnie uderzył u mnie we wszelakie ponure i posępne struny (i w takie same struny ewidentnie uderzał Frusciante), zaciągnął do mieszkania aromat jesieni (dziś już wyraźnie odczuwalny na ulicach Miasta Stołecznego), pięknie wymieszał się z zachodzącym słońcem ewidentnego już końca lata. Fajnie się ułożyło, że w kolejce ten numer wypadł zaraz po Summer Moved On, którego nie przeskoczyłem rzecz jasna, i w ten oto sposób dostałem świetną mieszanką po ryju. To o tyle ciekawe, że chyba się czegoś takiego po RHCP nie spodziewałem (albo generalnie jestem ograniczony), gdyż w głowie - na podstawie tych ich kawałków, które znam - zbudowałem sobie zupełnie inny obraz grupy. Grupy, za którą zresztą, no, średnio przepadam. Lub inaczej - kompletnie minął mnie hype na nich, nie byłem zajarany kiedykolwiek czymkolwiek (ok, trochę kłamię, Dani California było super i często sobie puszczałem), znam największe hity ale większość mnie ni ziębi ni grzeje. A tutaj zaskoczenie, i to na dobrym poziomie. Kolega Golas dostaje brąz!
Bella Ćwir - Paryż Płonie
O ile w ostatnim czasie obracam się srogo w środowiskach dość srogo queerowych, numer ten słyszę po raz pierwszy w życiu. Jest dziwaczny as hell xD jednocześnie coś mi podszeptuje, że to może być przyszłość muzyki. Dla mnie taki niby-hip hop wymieszany z The Advisory Circle albo Moon Wiring Club, produkowane przez Alvę Noto xD ktoś zużył potworne ilości mefedronu z Targówka żeby stworzyć takie coś. Nie bardzo wiem, jak zakwalifikować ten rodzaj muzyki, ale jeśli o brzmienia tematyczne chodzi, to wolę sobie z rodzimych wykonawców odpalić Shady Lady, albo wrócić do świetnej wrzutki Murzyna sprzed kilku kolejek (tamto było NAPRAWDĘ dobre). Tutaj widzę Dragon po swojemu zbacza ze szlaku i zamiast chociaż iść tym zapasowym, wbiega koniem pionowo pod górę jak Todd Howard przykazał. Z tym, że ja za bardzo się boję, że odpadnie od ściany i mnie zgniecie. Podziękuję.
Ania Dąbrowska - Bang Bang itd.
A to zaskoczenie, o ile mógłbym się po kimś spodziewać Ani Dąbrowskiej w tym wątku (phew, po kimś, OCZYWIŚCIE, że po shodanie), to jakoś nie wskazałbym akurat na ten numer. Anię-Movie zassałem jakoś krótko po premierze, jeszcze z Chomika, bo poprosiła mnie o to kumpela. Miałem wówczas w zwyczaju odsłuchiwać rzeczy ściągane innym (nawet, jeśli był to totalny paździerz, ale np. dzięki temu w pewnej chwili nawet spodobała mi się twórczość Kelly Clarkson xD), więc i to wleciało do Winampa. Dąbrowskiej znałem wtedy może ze 3 kawałki na krzyż i wiedziałem, że wygrała (albo przynajmniej zaszła wysoko) jakiś talent show (a może to sobie zmyśliłem?), nic ponadto. Powoli wkręcałem się w takie lekko hipsteryzujące (z mojej perspektywy, wiem, że ta muza z hipsterką nie ma nic wspólnego) klimaty, także siadło bardzo ładnie. A że ten utwór akurat album otwiera, no to zapamiętałem go najbardziej i również często do niego wracałem. Dowiedziałem się wówczas właśnie, że oryginał wykonuje Cher, ale nigdy po niego nie sięgnąłem xD starczył mi ten cover. Jest to bardzo fajna wrzutka, Dąbrowska troszkę zawodzi ale uroku to utworowi nie odbiera, ma on mocno filmowy sznyt, nieco przerysowany no ale charakter tej płyty taki jest, więc dla mnie super. No i propsy nostalgiczne, że tak to ujmę. Srebro ex aequo z Hienałcze (wiem, że to wyklucza właściwie brąz, ale już nie będę taki)!
Roxy Music - Avalon
Mintaj odnalazł klucz do mojego serca, a przynajmniej Graala w HoMM III. Roxy Music odkryłem na początku 2006 roku dzięki, no zero zaskoczenia raczej, Brianowi Eno, który przecież był ich współzałożycielem i klawiszowcem (tylko 2 pierwsze płyty co prawda, ale potem zawsze z kimś z zespołu współpracował, albo ludzie z zespołu współpracowali z nim, i choć kilkukrotnie przy różnych revivalach grupy - nawet ostatnio! - proponowano mu powrót zawsze odmiawiał; w 2010 jego upór doprowadził do tego, że ostatecznie comebackowy krążek RM stał się kolejną solówką Ferry'ego). Dopiero na jesieni jednak wessało mnie w pełni, właśnie jakoś 16 lat temu. Zassałem bestkę (wcześniej miałem tylko pojedyncze numery; w ogóle beka, że nie miałem pojęcia, że More Than This to TO More Than This z GTA Vice City xD) i kliknęło z miejsca (choć bezpiecznie zaczynałem od końca). Po bestce wleciały płyty - Manifesto, Flesh + Blood i Avalon właśnie, do dziś zresztą wszystkie 3 pozostają moimi ulubionymi. Pewnie zabrzmię kliszowo pisząc, że z singli Avalonowych wolę zdecydowanie More Than This (jest dla mnie w opór bardziej klimatyczne), nie znaczy to jednak, że tytułowy to zły kawałek. W ogóle cały album jest fantastyczny i polecam go mocno (True to Life to jeden z moich ulubionych kawałków in general), warto zassać i posłuchać właśnie na początek jesieni. Hienałcze coś tam marudzi, że nie przypomina sobie, by otrzymywał ode mnie Roxy Music ale to nieprawda - wysyłałem mu kiedyś Flesh + Blood i bardzo się pojarał, choć ucięło mu jeden kawałek
ja RM bardzo lubię, Ferry'ego solo - i jako osobę - zresztą też. Gość ma nieziemską wprost klasę, pamiętam, jak fazę na jego "prywatną" twórczość rozpocząłem od albumu Dylanesque, gdzie coveruje Dylana tak, jakby te numery były pisane nie tylko dla niego (Ferry'ego), ale i PRZEZ niego. 3 lata później wpadła Olympia, której nie potrafiłem słuchać inaczej niż... w marynarce pijąc dobre wino (xD), potem zaciągnąłem jego najbardziej znane krążki z ejtisów, potem lata 90. i dalej... Avalon to jest już zapowiedź właśnie takiego bardziej wysublimowanego Ferry'ego, porzucającego glam na rzecz glamouru, ale jednocześnie nietracącego pierwotnego charakteru grupy, którą zakładał. Doskonałe podsumowanie naprawdę fantastycznej kolejki i z tej oto okazji Miętus dostaje ZŁOTY MEDAL KONSUMENTA WRZESIEŃ 2022 GMINY NIEPOŁOMICE!
Mógłbym tu po prostu napisać, że zgadzam się z Hienem. Doskonały wybór doskonałego kawałka, jednego z moich absolutnie ulubionych na In Rainbows, które zassałem zaraz po ich bestce latem 2008 (to był wszak najświeższy album). Ulubionym jednak pozostaje następny, a więc House of Cards, ale no kurde, to jest kawał świetnej muzyki. Nie będę tutaj pieprzył, że Yorke wielkim poetą był (jest lol), bo to jakby oczywistość, ale mnie porywa całe instrumentarium, od tej lekko spłaszczonej i wyreverbowanej perkusji atakującej z samego początku, przez gitary po wspomniane już przez shodiego smyki, nie ma tutaj błędnych lub niepotrzebnych rozwiązań. I no, naprawdę nie wiem, co więcej dodać xD w sensie, nie bardzo potrafię wymyślić coś innego, czego nie napisaliby już przedmówcy i wrzucający. Dodam od siebie - bo zawsze muszę coś dodać - że swego czasu, gdy zagrywałem się w GTAIV pakowałem do prywatnego radia masę różnej muzy, która miała być immersyjna, i zdaje się, że któregoś razu wymieniłem zamulające nieco Exit Music (For a Film) właśnie na ten numer i zdecydowanie pomogło to w podjęciu decyzji o zassaniu absolutnie całej dyskografii. Tutaj efekt był interesujący, bowiem po dziś dzień obok Kid A(zbest) i w/w moim ulubionym albumem pozostaje Pablo Honey, Yorke przynajmniej tam NAPRAWDĘ śpiewa xD wchodzi srebro!
The Cure - Inbetween Days
Ehh, było tyle dobrych numerów Kjurów, a wleciał właśnie ten. Bezpieczny niczym seks w internetowych kampaniach społecznych grupy Ponton bądź w ramach akcji Anji Rubik. Z całej The Head on the Door udało się ustrzelić akurat ten utwór, którego nie lubię za bardzo xD w ogóle jest to album, do którego przekonywałem się bodaj najdłużej jeśli o Smisa i ekipę chodzi, gdyż nie mógł mi niemal z żadnej strony podejść. Kliknęło w marcu 2007 dzięki Sinking, które do dziś jest dla mnie highlightem płyty. Potem Screw, Kyoto Song, The Blood, A Night Like This, nawet Close to Me, zaruchane na różnych tematycznych imprezach w Pogłosie ale no akurat to nie. Gitary? Super. Bębny? Też super. I bardzo podoba mi się wideo. Ale cała reszta jakoś przynudza, wokal Smitha mnie zmęcza, klawisze do gitar robią z tego kawałka jarmarczne byle co (z byle kąd, puszczane byle gdzie). Z takiego słodko-pierdzącego repertuaru Lekarstwa lepiej wchodziłoby nawet Just Like Heaven (ci, którzy uważają, że to jest najbardziej słodkopierdzący kawałek jaki Robert napisał ewidentnie nie słyszał One More Time z tego samego krążka). Ale tutaj nic z tego nie będzie. Poleciało bo poleciało, i w zasadzie tyle. Papa!
Red Hot Habanero Sgt. Pepper - I Could Have Lied
Kurde, najbardziej z tego wszystkiego kupiła mnie historia Murzyna
Bella Ćwir - Paryż Płonie
O ile w ostatnim czasie obracam się srogo w środowiskach dość srogo queerowych, numer ten słyszę po raz pierwszy w życiu. Jest dziwaczny as hell xD jednocześnie coś mi podszeptuje, że to może być przyszłość muzyki. Dla mnie taki niby-hip hop wymieszany z The Advisory Circle albo Moon Wiring Club, produkowane przez Alvę Noto xD ktoś zużył potworne ilości mefedronu z Targówka żeby stworzyć takie coś. Nie bardzo wiem, jak zakwalifikować ten rodzaj muzyki, ale jeśli o brzmienia tematyczne chodzi, to wolę sobie z rodzimych wykonawców odpalić Shady Lady, albo wrócić do świetnej wrzutki Murzyna sprzed kilku kolejek (tamto było NAPRAWDĘ dobre). Tutaj widzę Dragon po swojemu zbacza ze szlaku i zamiast chociaż iść tym zapasowym, wbiega koniem pionowo pod górę jak Todd Howard przykazał. Z tym, że ja za bardzo się boję, że odpadnie od ściany i mnie zgniecie. Podziękuję.
Ania Dąbrowska - Bang Bang itd.
A to zaskoczenie, o ile mógłbym się po kimś spodziewać Ani Dąbrowskiej w tym wątku (phew, po kimś, OCZYWIŚCIE, że po shodanie), to jakoś nie wskazałbym akurat na ten numer. Anię-Movie zassałem jakoś krótko po premierze, jeszcze z Chomika, bo poprosiła mnie o to kumpela. Miałem wówczas w zwyczaju odsłuchiwać rzeczy ściągane innym (nawet, jeśli był to totalny paździerz, ale np. dzięki temu w pewnej chwili nawet spodobała mi się twórczość Kelly Clarkson xD), więc i to wleciało do Winampa. Dąbrowskiej znałem wtedy może ze 3 kawałki na krzyż i wiedziałem, że wygrała (albo przynajmniej zaszła wysoko) jakiś talent show (a może to sobie zmyśliłem?), nic ponadto. Powoli wkręcałem się w takie lekko hipsteryzujące (z mojej perspektywy, wiem, że ta muza z hipsterką nie ma nic wspólnego) klimaty, także siadło bardzo ładnie. A że ten utwór akurat album otwiera, no to zapamiętałem go najbardziej i również często do niego wracałem. Dowiedziałem się wówczas właśnie, że oryginał wykonuje Cher, ale nigdy po niego nie sięgnąłem xD starczył mi ten cover. Jest to bardzo fajna wrzutka, Dąbrowska troszkę zawodzi ale uroku to utworowi nie odbiera, ma on mocno filmowy sznyt, nieco przerysowany no ale charakter tej płyty taki jest, więc dla mnie super. No i propsy nostalgiczne, że tak to ujmę. Srebro ex aequo z Hienałcze (wiem, że to wyklucza właściwie brąz, ale już nie będę taki)!
Roxy Music - Avalon
Mintaj odnalazł klucz do mojego serca, a przynajmniej Graala w HoMM III. Roxy Music odkryłem na początku 2006 roku dzięki, no zero zaskoczenia raczej, Brianowi Eno, który przecież był ich współzałożycielem i klawiszowcem (tylko 2 pierwsze płyty co prawda, ale potem zawsze z kimś z zespołu współpracował, albo ludzie z zespołu współpracowali z nim, i choć kilkukrotnie przy różnych revivalach grupy - nawet ostatnio! - proponowano mu powrót zawsze odmiawiał; w 2010 jego upór doprowadził do tego, że ostatecznie comebackowy krążek RM stał się kolejną solówką Ferry'ego). Dopiero na jesieni jednak wessało mnie w pełni, właśnie jakoś 16 lat temu. Zassałem bestkę (wcześniej miałem tylko pojedyncze numery; w ogóle beka, że nie miałem pojęcia, że More Than This to TO More Than This z GTA Vice City xD) i kliknęło z miejsca (choć bezpiecznie zaczynałem od końca). Po bestce wleciały płyty - Manifesto, Flesh + Blood i Avalon właśnie, do dziś zresztą wszystkie 3 pozostają moimi ulubionymi. Pewnie zabrzmię kliszowo pisząc, że z singli Avalonowych wolę zdecydowanie More Than This (jest dla mnie w opór bardziej klimatyczne), nie znaczy to jednak, że tytułowy to zły kawałek. W ogóle cały album jest fantastyczny i polecam go mocno (True to Life to jeden z moich ulubionych kawałków in general), warto zassać i posłuchać właśnie na początek jesieni. Hienałcze coś tam marudzi, że nie przypomina sobie, by otrzymywał ode mnie Roxy Music ale to nieprawda - wysyłałem mu kiedyś Flesh + Blood i bardzo się pojarał, choć ucięło mu jeden kawałek
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Radiohead - Reckoner
Długo miałem problem z popularnymi Radiogłowymi, gdybym jeszcze kilka lat temu miał robić jakiś ranking najbardziej przehajpowanych zespołów muzycznych, to umieściłbym ich na miejscu albo pierwszym, albo wysokim. Wyłączywszy OK Computer, bo od zawsze było dla mnie super. ALe nie wiem, moze jestem jakiś nieten, ale z wiekiem trochę mi się zmieniło i mogę nawet zaryzykować tezę, że się z nimi polubiłem, a z Kid A to nawet bardziej niż polubiłem. O In Rainbows usłyszałem pierwszy raz jakoś niedługo po tym, jak ta płyta wyszła, ale ciężko mi było wyrobić sobie zdanie - po prostu ktoś w CD-Action napisał, że Radiohead wrzucili nowy album za darmo do neta i używał tego jako argumentu przeciwko głupocie piratów komputerowych, bo rzekomo ludzie to i tak ściągali. xD
I chociaż tamten okres był dla mnie raczej lepszy niz gorszy, tak Reckoner jest super. Nie wiem, może człowiek z wiekiem się zmienia, ale po prostu (tu zalecę shodanem) coś, co bym był w stanie nazwać pedalskim smęceniem parę lat temu teraz mi wchodzi jak nóż w brzuch czy coś tam. Bardzo fajna piosenka, pewnie będzie u mnie rosła i rosła i w ogóle muszę dać RZETELNĄ szansę In Rainbows w końcu. Trochę mam dysonans z tą gitarką, bo przez ten opis Kuby faktycznie mi Red Hotami zalatuje, ale i tak jest super. Tak jak wszystko tutaj. Daje okejke.
The Cure - In Between Days
Czez zaskoczył nie zaskakując. A może nie zaskakując zaskoczył? Dylemat jak przeciętnego drogowca zimą.
The Cure to ten zespół, co to mam z nim lekki problem, bo czasem wydaje mi się być zajebisty, a czasem równie mocno przereklamowany. Nie wiem dlaczego tak jest, ale w sumie to tak mam i nic mi nie zrobicie. Ale i tak czekam na ich koncert z ciastkami oraz innymi wypiekami, bo w ogóle to mam się tam zobaczyć z paroma ważnymi dla mnie osobami, a przynajmniej jedną. Matko boska, kto poprzednio ekscytował się możliwością przebywania w Łodzi? Chyba bohaterzy Ziemii Obiecanej hehe xD
Akurat In Between Days to jest jeden z tych kjurów, którzy są potwierdzeniem mych słów. Niby spoko, niby wszystko fajne i mi się podoba. To czemu brzmię jakbym marudził? Im dłużej słucham, tym bardziej NIE WIEM. Tutaj mam klasyczny syndrom "podoba mi się, ale jakoś w tym bieżącym momencie nie wchodzi". Pewnie za 2 dni bym miał inaczej. Albo jak dojebie nam ten kryzys i znowu trzeba będzie podpieprzać arbuzy sąsiadom, bo nie będzie niczego w sklepach.
a-ha - Summer Moved On
Znowu a-ha? no s-poko....
Dziwnie mi się słucha tych ejtizowych tuzów w innych epokach, albo próbują udawać, że czas się zatrzymał i to brzmi często śmiesznie, albo próbują za bardzo się dostosować do nowych czasów no i to też brzmi śmiesznie. Tutaj mamy raczej ten drugi casus. Nic tu szczególnie nie napiszę, bo w sumie to brzmi jak taki typowy pop-rock z radia ZET ale sprzed 25 lat, takie nawet se o sympatyczne, ale jakoś tego nie czuję. Generalnie to jednym z ciekawszych wniosków, jakie mi się nasuwają po tych blisko 9 miesiącach zabawy to to, że dev to serio muzycznie moja antyteza i to mnie trochę intryguje, bo jednak na podstawie tego co tam pisze tu czy na innej muzbawce to wydawało mi się, że raczej my się muzycznie dogadujemy, ale jak tak patrzę to zdecydowanie więcej ma MISS niż HIT. Myślałem tbh, że w drugiej "turze" będzie lepiej, ale jest jeszcze gorzej będac szczerym. xD
Ale ja pana, panie Adrianie, generalnie szanuję, by nie było. Ale a-ha to ja skwituję zwykłym m-eh, s-orry...
RHCP - I Could Have Lied
Jak zaczynałem słuchać muzy, to generalnie moje internetowe banieczki były rozdarte między klasyfikowaniem Red Hotów jako spoko zespołu a pitolenia dla nastolatek. W sumie ja też jestem rozdarty, bo też czasem sprawiają wrażenie tyleż COOL, co KRINDŻOWYCH ale jednocześnie W SUMIE mam to w dupie. Do Californication (włącznie) byli spoko, po niej może bywali, ale nie pomnę kiedy i gdzie, bo tego nie słyszałem/nie pamiętam. xD Wieki też nie słuchałem płyty, z której pochodzi kawałek, o którym piszę i w sumie to totalnie go nie pamiętam. I nie żałuję, bo mamy odkrycie i zwycięzcę kolejki tumdudmdudmdum. Zaskakująco dobra i ujmująca piosenka, jak na typów wykonujących koncerty w samych skarpetkach
Bela Świr - Paryż Płonie
Jest na instaagramie taki lewacki fanpej zespołu złota jesień, który z jakichś przyczyn stał się fanpejem z memami i jest absolutnie okropny, bo te memy są często przekombinowane, zbyt abstrakcyjne i w ogóle kojarzą mi się z typem człowieka, który wszędzie widzi wrogów klasowych oraz liberałów. No i to jest chyba muzyczny ekwiwalent takiego mema z takiego peja, bo to jest absolutnie asłuchalne, drażni i żenuje mnie tu dosłownie wszystko i po prostu nawet nie chcę mi się rozkładać tego na czynniki pierwsze, bo jestem zbyt wkurzony na to badziewie. Dziękuję, postoję.
Ania Dabrowska - Bang Bang my Baby shot me down
Ania Dąbrowska sprawia wrażenie spoko typiary, która jest z zupełnie innego muzycznie świata niż mój. Fajnie, że jest z Chełma, bo generalnie wychodzę z założenia, że polska popkultura potrzebuje ludzi z Chełma. Głosu lasce nie odmawiam, talentu też, może coś jest na rzeczy z tym, że laska momentami robi popisówę skillem wokalnym, ale nie jest to jakoś na tyle intensywne, bym miał to odczuć tudzież zwracać uwagę. Nie będę piał z zachwytu, bo w sumie to nie jestem jakimś wielkim fanem płyt typu WOKALISTKA X WYKONUJE COVERY KLASYKÓW W WERSJI JAZZOWEJ, ale po prostu jest rzetelnie. Trochę vibe soundtracku do n-tego polskiego filmu z akcją osadzoną w PRLu (to jakaś plaga w polskim kinie, bez kitu).
Generalnie to ten, mieliśmy tu chyba jedną z gorszych rzeczy w dziejach tej zabawy, ale i parę rzeczy fajnych. Generalnie tym razem znowu minimalnie murzyn nad munlupem, potem gdzieś stare wygi wuja i czez, no i za nimi musiał, a dragon to w ogóle wypieprzył się w rowie i poszedł do Surowca na występ drag queen. xD W sumie tak se o.
Długo miałem problem z popularnymi Radiogłowymi, gdybym jeszcze kilka lat temu miał robić jakiś ranking najbardziej przehajpowanych zespołów muzycznych, to umieściłbym ich na miejscu albo pierwszym, albo wysokim. Wyłączywszy OK Computer, bo od zawsze było dla mnie super. ALe nie wiem, moze jestem jakiś nieten, ale z wiekiem trochę mi się zmieniło i mogę nawet zaryzykować tezę, że się z nimi polubiłem, a z Kid A to nawet bardziej niż polubiłem. O In Rainbows usłyszałem pierwszy raz jakoś niedługo po tym, jak ta płyta wyszła, ale ciężko mi było wyrobić sobie zdanie - po prostu ktoś w CD-Action napisał, że Radiohead wrzucili nowy album za darmo do neta i używał tego jako argumentu przeciwko głupocie piratów komputerowych, bo rzekomo ludzie to i tak ściągali. xD
I chociaż tamten okres był dla mnie raczej lepszy niz gorszy, tak Reckoner jest super. Nie wiem, może człowiek z wiekiem się zmienia, ale po prostu (tu zalecę shodanem) coś, co bym był w stanie nazwać pedalskim smęceniem parę lat temu teraz mi wchodzi jak nóż w brzuch czy coś tam. Bardzo fajna piosenka, pewnie będzie u mnie rosła i rosła i w ogóle muszę dać RZETELNĄ szansę In Rainbows w końcu. Trochę mam dysonans z tą gitarką, bo przez ten opis Kuby faktycznie mi Red Hotami zalatuje, ale i tak jest super. Tak jak wszystko tutaj. Daje okejke.
The Cure - In Between Days
Czez zaskoczył nie zaskakując. A może nie zaskakując zaskoczył? Dylemat jak przeciętnego drogowca zimą.
The Cure to ten zespół, co to mam z nim lekki problem, bo czasem wydaje mi się być zajebisty, a czasem równie mocno przereklamowany. Nie wiem dlaczego tak jest, ale w sumie to tak mam i nic mi nie zrobicie. Ale i tak czekam na ich koncert z ciastkami oraz innymi wypiekami, bo w ogóle to mam się tam zobaczyć z paroma ważnymi dla mnie osobami, a przynajmniej jedną. Matko boska, kto poprzednio ekscytował się możliwością przebywania w Łodzi? Chyba bohaterzy Ziemii Obiecanej hehe xD
Akurat In Between Days to jest jeden z tych kjurów, którzy są potwierdzeniem mych słów. Niby spoko, niby wszystko fajne i mi się podoba. To czemu brzmię jakbym marudził? Im dłużej słucham, tym bardziej NIE WIEM. Tutaj mam klasyczny syndrom "podoba mi się, ale jakoś w tym bieżącym momencie nie wchodzi". Pewnie za 2 dni bym miał inaczej. Albo jak dojebie nam ten kryzys i znowu trzeba będzie podpieprzać arbuzy sąsiadom, bo nie będzie niczego w sklepach.
a-ha - Summer Moved On
Znowu a-ha? no s-poko....
Dziwnie mi się słucha tych ejtizowych tuzów w innych epokach, albo próbują udawać, że czas się zatrzymał i to brzmi często śmiesznie, albo próbują za bardzo się dostosować do nowych czasów no i to też brzmi śmiesznie. Tutaj mamy raczej ten drugi casus. Nic tu szczególnie nie napiszę, bo w sumie to brzmi jak taki typowy pop-rock z radia ZET ale sprzed 25 lat, takie nawet se o sympatyczne, ale jakoś tego nie czuję. Generalnie to jednym z ciekawszych wniosków, jakie mi się nasuwają po tych blisko 9 miesiącach zabawy to to, że dev to serio muzycznie moja antyteza i to mnie trochę intryguje, bo jednak na podstawie tego co tam pisze tu czy na innej muzbawce to wydawało mi się, że raczej my się muzycznie dogadujemy, ale jak tak patrzę to zdecydowanie więcej ma MISS niż HIT. Myślałem tbh, że w drugiej "turze" będzie lepiej, ale jest jeszcze gorzej będac szczerym. xD
Ale ja pana, panie Adrianie, generalnie szanuję, by nie było. Ale a-ha to ja skwituję zwykłym m-eh, s-orry...
RHCP - I Could Have Lied
Jak zaczynałem słuchać muzy, to generalnie moje internetowe banieczki były rozdarte między klasyfikowaniem Red Hotów jako spoko zespołu a pitolenia dla nastolatek. W sumie ja też jestem rozdarty, bo też czasem sprawiają wrażenie tyleż COOL, co KRINDŻOWYCH ale jednocześnie W SUMIE mam to w dupie. Do Californication (włącznie) byli spoko, po niej może bywali, ale nie pomnę kiedy i gdzie, bo tego nie słyszałem/nie pamiętam. xD Wieki też nie słuchałem płyty, z której pochodzi kawałek, o którym piszę i w sumie to totalnie go nie pamiętam. I nie żałuję, bo mamy odkrycie i zwycięzcę kolejki tumdudmdudmdum. Zaskakująco dobra i ujmująca piosenka, jak na typów wykonujących koncerty w samych skarpetkach
Bela Świr - Paryż Płonie
Jest na instaagramie taki lewacki fanpej zespołu złota jesień, który z jakichś przyczyn stał się fanpejem z memami i jest absolutnie okropny, bo te memy są często przekombinowane, zbyt abstrakcyjne i w ogóle kojarzą mi się z typem człowieka, który wszędzie widzi wrogów klasowych oraz liberałów. No i to jest chyba muzyczny ekwiwalent takiego mema z takiego peja, bo to jest absolutnie asłuchalne, drażni i żenuje mnie tu dosłownie wszystko i po prostu nawet nie chcę mi się rozkładać tego na czynniki pierwsze, bo jestem zbyt wkurzony na to badziewie. Dziękuję, postoję.
Ania Dabrowska - Bang Bang my Baby shot me down
Ania Dąbrowska sprawia wrażenie spoko typiary, która jest z zupełnie innego muzycznie świata niż mój. Fajnie, że jest z Chełma, bo generalnie wychodzę z założenia, że polska popkultura potrzebuje ludzi z Chełma. Głosu lasce nie odmawiam, talentu też, może coś jest na rzeczy z tym, że laska momentami robi popisówę skillem wokalnym, ale nie jest to jakoś na tyle intensywne, bym miał to odczuć tudzież zwracać uwagę. Nie będę piał z zachwytu, bo w sumie to nie jestem jakimś wielkim fanem płyt typu WOKALISTKA X WYKONUJE COVERY KLASYKÓW W WERSJI JAZZOWEJ, ale po prostu jest rzetelnie. Trochę vibe soundtracku do n-tego polskiego filmu z akcją osadzoną w PRLu (to jakaś plaga w polskim kinie, bez kitu).
Generalnie to ten, mieliśmy tu chyba jedną z gorszych rzeczy w dziejach tej zabawy, ale i parę rzeczy fajnych. Generalnie tym razem znowu minimalnie murzyn nad munlupem, potem gdzieś stare wygi wuja i czez, no i za nimi musiał, a dragon to w ogóle wypieprzył się w rowie i poszedł do Surowca na występ drag queen. xD W sumie tak se o.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Kolejna linijka roku xD ale w sumie to byłoby dopiero ciekawe, Alva Noto to jest jakośćdevotional pisze:01 wrz 2022 19:44Dla mnie taki niby-hip hop wymieszany z The Advisory Circle albo Moon Wiring Club, produkowane przez Alvę Noto xD
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Może przynajmniej jednostronnie, bo wiele Twoich wrzutek propsuję, vide ta terazmintaj pisze:01 wrz 2022 19:50(...)dev to serio muzycznie moja antyteza i to mnie trochę intryguje, bo jednak na podstawie tego co tam pisze tu czy na innej muzbawce to wydawało mi się, że raczej my się muzycznie dogadujemy, ale jak tak patrzę to zdecydowanie więcej ma MISS niż HIT.
Wiedziałem, że będziesz znać ^^ AN jest bardzo dobry, ale tutaj sam musiałby być pod wpływem tych szczurów I'm afraidDragon pisze:01 wrz 2022 19:50Kolejna linijka roku xD ale w sumie to byłoby dopiero ciekawe, Alva Noto to jest jakośćdevotional pisze:01 wrz 2022 19:44Dla mnie taki niby-hip hop wymieszany z The Advisory Circle albo Moon Wiring Club, produkowane przez Alvę Noto xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
srałczedevotional pisze:01 wrz 2022 19:44Hienałcze coś tam marudzi, że nie przypomina sobie, by otrzymywał ode mnie Roxy Music ale to nieprawda - wysyłałem mu kiedyś Flesh + Blood i bardzo się pojarał, choć ucięło mu jeden kawałek
No, jest to prawda, że słuchałem Flesh & Blood, mogłem sprawdzić na lascie i bym z siebie nie zrobił idioty, a tak sru. Kompletnie nie pamiętam tamtej płyty i smutno mi z tego powodu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jupikajej, czy wobec powyższego że w tyle tylko Czezu jutro można lecieć z następnymi wrzutami?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Możecie lecieć kiedy chcecie. Myślę, że Czez sobie w tym czasie na spokojnie nadrobi.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja zawsze znajdę czas na jakąś tam muzyczkę. Dzisiaj czas do namysłu, jutro coś podrzucę
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No ładnie się dzisiaj pany uwinęli. W granicach przyzwoitości jeszcze. 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Cleo Sol - Butterfly
(2020)
Obiecywałem że w tej drugiej 25. pojawią się jakieś śpiewające panie dla shodana, w pierwszej chwili nawet myślałem wrzucać Alicię Keys bo i tak obsłuchuję teraz HERE ale stwierdziłem że nie będę woził drewna do lasu, rzucę czymś czego możecie nie znać. Ostatnio jakoś chodzą mi po głowie ciągle akustyczne gitarowe melodie i dużo takich numerów sobie odświeżyłem, taka muzyka mi idealnie pasuje do wrześniowych jeszcze słonecznych dni, wybaczcie jeśli zrobię się monotematyczny w najbliższym czasie.
Do sedna, Cleo Sol to jedna z artystek której jakiś singiel namolnie podrzucał mi jutubowy algorytm, ostatecznie tamten numer sprawdziłem, był w porządku i potem obadałem nieco więcej. Koniecznie końców odkryłem dla siebie jeden numer który naprawdę mi się spodobał i było to Butterfly. Utwór jest delikatną gitarową balladą (z niewielkim dodatkiem klawiszy brzmiących trochę jak ten zapętlony klawiszowy sampel z Electric Relaxation), tekst utworu przypadł mi do gustu swoim motywującym przesłaniem, mówi o tym by nie tracić wiary w siebie, by nie skupiać się na przeszłości, uwolnić się od myśli o tych którzy złamali nam serce i przyjaciołach którzy nas zawiedli. W sumie drugi raz pod rząd podrzucam oszczędny w aranżu akustyczny numer na gitarę i nie wykluczam że jeszcze jakiś wleci w tym brzmieniu ale mi to siedzi, dodatkowo ładnie ten numer przypomniał mi się po ostatniej wizycie w motylarni na Rozewiu gdzie dużo tych pięknych, delikatnych stworzeń mogłem oglądać z bliska, zwłaszcza kiedy siadały mi na ubraniach.
https://youtu.be/pJ6bHjPP6WU
(2020)
Obiecywałem że w tej drugiej 25. pojawią się jakieś śpiewające panie dla shodana, w pierwszej chwili nawet myślałem wrzucać Alicię Keys bo i tak obsłuchuję teraz HERE ale stwierdziłem że nie będę woził drewna do lasu, rzucę czymś czego możecie nie znać. Ostatnio jakoś chodzą mi po głowie ciągle akustyczne gitarowe melodie i dużo takich numerów sobie odświeżyłem, taka muzyka mi idealnie pasuje do wrześniowych jeszcze słonecznych dni, wybaczcie jeśli zrobię się monotematyczny w najbliższym czasie.
Do sedna, Cleo Sol to jedna z artystek której jakiś singiel namolnie podrzucał mi jutubowy algorytm, ostatecznie tamten numer sprawdziłem, był w porządku i potem obadałem nieco więcej. Koniecznie końców odkryłem dla siebie jeden numer który naprawdę mi się spodobał i było to Butterfly. Utwór jest delikatną gitarową balladą (z niewielkim dodatkiem klawiszy brzmiących trochę jak ten zapętlony klawiszowy sampel z Electric Relaxation), tekst utworu przypadł mi do gustu swoim motywującym przesłaniem, mówi o tym by nie tracić wiary w siebie, by nie skupiać się na przeszłości, uwolnić się od myśli o tych którzy złamali nam serce i przyjaciołach którzy nas zawiedli. W sumie drugi raz pod rząd podrzucam oszczędny w aranżu akustyczny numer na gitarę i nie wykluczam że jeszcze jakiś wleci w tym brzmieniu ale mi to siedzi, dodatkowo ładnie ten numer przypomniał mi się po ostatniej wizycie w motylarni na Rozewiu gdzie dużo tych pięknych, delikatnych stworzeń mogłem oglądać z bliska, zwłaszcza kiedy siadały mi na ubraniach.
https://youtu.be/pJ6bHjPP6WU
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup