Best of Forum III
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
A no faktycznie, teraz to oczywiste xdstripped pisze:29 mar 2023 13:24YouTube ewidentnie forsuje treści wideo że tak powiem i utrudnia wyszukiwanie wersji audio - tip na potem którego nauczył mnie Hien - wpisz sobie autora i tytuł w google a potem wybierz zakładkę wideo i też jest łatwo dostępne, voila!
Choć ja nie zwracam tutaj uwagi na teledyski, ale ROZUMIEM UWAGI.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wierz mi Ty nie zwracasz uwagi bo te rzeczy znasz, dla nowicjuszy lepiej czy latwiej chłonąć jest jednak samo audio bez rozpraszania się, nawiążę jeszcze przy reckach do tego ale pisząc o kimś innym.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Czy ja wiem, np tego teledysku to w ogóle nie kojarzę za dobrze xd ale po tym tipie będę ostrożniejszy
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
That Kid u mnie zbierał dodatkowe baty za obrazki jeśli masz jeszcze wątpliwości xd to jest zawsze loteria a muzyka musi bronić się sama
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mamy osobną bestkę do klipów, to po co śmietnik robić.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
no-man - All That You Are
Jak tylko wjechał ten numer przy odsłuchu pomyślałem sobie OH NO, i że jeśli munlup będzie takie rzeczy serwował na wiosnę to pójdzie mu u mnie równie dobrze co gdy wrzucał Nine Horses czy The War On Drugs w sierpniu. Choć fakt faktem gdy słuchałem tego wczoraj rano po raz pierwszy na spacerku było jeszcze nieźle bo mieliśmy ten nawrót zimy, był lekki mróz, sucho i delikatnie padał śnieżek. Spodobała mi się melodia gitary wtedy i klimat nawet pasował. No ale to było rano, później pogoda dostała srogiego borderline i raczyła raz słonkiem raz śnieżycą a dziś mamy już raczej przyjemny wiosenny klimat, w którym znów odbijam się od tej wrzuty. Niestety Tim ma tu w sobie znów znaną mi już energię mimozy rodem ze Schoolyard Ghosts i tak mdły śpiew nie koresponduje mi nijak z wiosenną chęcią życia. Wrócę do tego wraz z pierwszym - zimowym a nie wiosennym - śniegiem i pewnie wtedy wjedzie gładko, obecnie niestety bez szans.
JPEGMafia - Baby I'm Bleeding
Tu z kolei odpalając miałem wręcz podwójne OH NOOO bo od razu wyczułem echa rwanych bitów od That Kid i pomyślałem że bankowo Melczet to polubi hehe. Na całe szczęście po tym specyficznym wstępie wjeżdżają rapsy które są naprawdę spoko, bit wchodzi potem jak zły, jest świeżo, eksperymentalnie, czuć taką bezkompromisowość. To jeden z tych wykonawców którego ksywę widziałem nieraz ale muzyki nie słuchałem, swoją drogą z ciekawości aż odpaliłem wykonanie live numeru o intrygującym tytule I Can't Fucking Wait Til Morrissey Dies, tu już było dość krindżowo. Ogółem wrzutka jest spoko i DOCENIAM od strony technicznej itd. i przyjemnie się tego słuchało, ale czy do tego wrócę - NIE WIEM.
Dire Straits - On Every Street
DS nie kojarzą mi się z latami 90., kojarzy mi się z nimi bardziej Bruce Springsteen dzięki nieśmiertelnej Filadelfii i słuchając tego numeru mam wrażenie jakbym to jego wokal słyszał. Ogółem wspomniał nasz kolega dev że porwała go końcówka tego numeru i niestety - ze mną jest podobnie, a to chyba akurat nienajlepiej świadczy o moim odbiorze skoro uważam że instrumentalne outro jest lepsze od całego kawalka. Refren jako tako i ten obój czy klarnet czy co tam pogrywa, mocny 90s vibe, Turnau mi się przypomina.
Danzig - How The Gods Kill
Teraz czas na małe osobiste wyznanie - lubię Glenna Danziga. Pierwsze zetknięcie z nim to oczywiście słynne Mother w GTA San Andreas, zaintrygowany sprawdzałem zatem kiedyś jego debiut (o ile kojarzę produkowany przez Ricka Rubina), i kilka luźnych singli. Znam jego twórczość naprawdę niewiele ale darzę gościa szczerą sympatią. To tandetny rock - bez dwóch zdań, Książe Ciemności jest zdrowo przerysowany w swojej manierze, jest to też mocno kliszowa i osadzona w swojej epoce muzyka ale to wciąż IMO dobra muza. Danzig zdaje się inspirować mocno Ozzym Osbournem i w sumie jak zgapiać to od najlepszych w swoim fachu. Miałem wspomnieć że wspomniane Mother miło też wspominam ze znalezionego na YT fragmentu Beavis & Butthead w którym oglądają ten numer ALE natrafiłem teraz na coś lepszego, fragment gdzie oglądają wideo do How The Gods Kill, hah. Dopowiem zatem jedynie że Danzig to ścisła topka mojego rockowego guilty pleasure i dziękuję pięknie za kolejny numer do kolekcji, obiecuję poprawę, zapuszczam długie włosy na klacie i idę na siłkę od jutra, resztę niech dopowiedzą już chłopcy:
https://youtu.be/79aUmguSf3s
Grimes - REALiTi (Demo)
Mentos to jest dziwny człowiek, pełen sprzeczności, hipokryzji, pozbawiony logiki i sensu w swoich wrzutkach nieraz co tym bardziej udowadnia teraz wrzucając ten numer GRAJMS. Wszystko dlatego że ten kawałek z miejsca pożarł płytę wrzuconą do bestki albumowej i jest na tyle dobrym teaserem że sięgnąłem po album który promował. Produkcja tutaj jest o wiele bardziej wypolerowana niż tam i lepiej współgra z delikatnym wokalem tej pani. Samo Realiti znajduje się tam w wersji bardziej dopracowanej, z innym bitem nieco ale lepiej wyeksponowanym synthem z refrenu którego brzmienie mi się tak podoba. Poza tym znalazłem tam jeszcze z miejsca ze dwa równie dobre jak nie lepsze numery więc na miękko zatarłem już pamięć o płycie Visions która teraz wydaje mi się że była taka szorstka próbując na siłę być edgy. Serio, polecam Wam sprawdzić, zwłaszcza shodanowi który śpiewające panie przygarnia garściami z reguły. O numerze niewiele tym razem ale ma fajną wiosenną energię i to chyba pierwszy w tej grze przypadek dla mnie żebym po utworze sprawdzał album z którego pochodzi, to już mówi samo przez siebie.
KNŻ - Nie zrobimy... itd.
Wuja od kilku kolejek konsekwentnie brnie w lata 90. i to głównie rockowe lata 90. i ja to szanuję bo sam choćbym nie wiem jak sobie obiecywał nie potrafię na dłużej pociągnąć jednego wątku. Numer coś kojarzę bo album KNŻ był obecny w domu, ten pierwszy, drugi może w formacie kasety też gdzieś był, musiał być skoro ten numer jednak trochę pamiętam. Jest to w sumie spoko wydanie Kazika którego lubię, jakimś sentymentem darzę będąc katowany jego muzyką jeszcze za małego gnoja. Kawałek dobrego 90sowego rocka, trochę kliszowo metalowo w refrenach a poza tym czuję vibe Rage Against The Machine, znów powiem jak w przypadku Danzig - jak zgapiać to od najlepszych. Posłuchałem, było ok, wracać pewnie nie będę ale czasu nie zmarnowałem jakoś mocno. To jest muzyka zaklęta w swej epoce (powtarzam się po raz kolejny lol), totalnie rozumiem czemu się tym jarano wtedy ale dziś brzmi mocno nieaktualnie.
To by było na tyle ode mnie, całkiem fajna ta kolejka powiem Wam chociaż munlup wrzucił ok numer nie na tę porę, Musiał wrzucił całkiem spoko pół numeru, Dragon i shodan co najmniej rzetelnie a nawet powyżej przeciętnej chyba, do GRAJMS i Danziga chętnie będę wracał, w ogóle Melki ładnie zaskoczył tą wrzutką totalnie w kontrze do jego dawnych słów o tym jak to on nie cierpi IDEOLOGII ROCKA i w ogóle tego gatunku dlatego
Jak tylko wjechał ten numer przy odsłuchu pomyślałem sobie OH NO, i że jeśli munlup będzie takie rzeczy serwował na wiosnę to pójdzie mu u mnie równie dobrze co gdy wrzucał Nine Horses czy The War On Drugs w sierpniu. Choć fakt faktem gdy słuchałem tego wczoraj rano po raz pierwszy na spacerku było jeszcze nieźle bo mieliśmy ten nawrót zimy, był lekki mróz, sucho i delikatnie padał śnieżek. Spodobała mi się melodia gitary wtedy i klimat nawet pasował. No ale to było rano, później pogoda dostała srogiego borderline i raczyła raz słonkiem raz śnieżycą a dziś mamy już raczej przyjemny wiosenny klimat, w którym znów odbijam się od tej wrzuty. Niestety Tim ma tu w sobie znów znaną mi już energię mimozy rodem ze Schoolyard Ghosts i tak mdły śpiew nie koresponduje mi nijak z wiosenną chęcią życia. Wrócę do tego wraz z pierwszym - zimowym a nie wiosennym - śniegiem i pewnie wtedy wjedzie gładko, obecnie niestety bez szans.
JPEGMafia - Baby I'm Bleeding
Tu z kolei odpalając miałem wręcz podwójne OH NOOO bo od razu wyczułem echa rwanych bitów od That Kid i pomyślałem że bankowo Melczet to polubi hehe. Na całe szczęście po tym specyficznym wstępie wjeżdżają rapsy które są naprawdę spoko, bit wchodzi potem jak zły, jest świeżo, eksperymentalnie, czuć taką bezkompromisowość. To jeden z tych wykonawców którego ksywę widziałem nieraz ale muzyki nie słuchałem, swoją drogą z ciekawości aż odpaliłem wykonanie live numeru o intrygującym tytule I Can't Fucking Wait Til Morrissey Dies, tu już było dość krindżowo. Ogółem wrzutka jest spoko i DOCENIAM od strony technicznej itd. i przyjemnie się tego słuchało, ale czy do tego wrócę - NIE WIEM.
Dire Straits - On Every Street
DS nie kojarzą mi się z latami 90., kojarzy mi się z nimi bardziej Bruce Springsteen dzięki nieśmiertelnej Filadelfii i słuchając tego numeru mam wrażenie jakbym to jego wokal słyszał. Ogółem wspomniał nasz kolega dev że porwała go końcówka tego numeru i niestety - ze mną jest podobnie, a to chyba akurat nienajlepiej świadczy o moim odbiorze skoro uważam że instrumentalne outro jest lepsze od całego kawalka. Refren jako tako i ten obój czy klarnet czy co tam pogrywa, mocny 90s vibe, Turnau mi się przypomina.
Danzig - How The Gods Kill
Teraz czas na małe osobiste wyznanie - lubię Glenna Danziga. Pierwsze zetknięcie z nim to oczywiście słynne Mother w GTA San Andreas, zaintrygowany sprawdzałem zatem kiedyś jego debiut (o ile kojarzę produkowany przez Ricka Rubina), i kilka luźnych singli. Znam jego twórczość naprawdę niewiele ale darzę gościa szczerą sympatią. To tandetny rock - bez dwóch zdań, Książe Ciemności jest zdrowo przerysowany w swojej manierze, jest to też mocno kliszowa i osadzona w swojej epoce muzyka ale to wciąż IMO dobra muza. Danzig zdaje się inspirować mocno Ozzym Osbournem i w sumie jak zgapiać to od najlepszych w swoim fachu. Miałem wspomnieć że wspomniane Mother miło też wspominam ze znalezionego na YT fragmentu Beavis & Butthead w którym oglądają ten numer ALE natrafiłem teraz na coś lepszego, fragment gdzie oglądają wideo do How The Gods Kill, hah. Dopowiem zatem jedynie że Danzig to ścisła topka mojego rockowego guilty pleasure i dziękuję pięknie za kolejny numer do kolekcji, obiecuję poprawę, zapuszczam długie włosy na klacie i idę na siłkę od jutra, resztę niech dopowiedzą już chłopcy:
https://youtu.be/79aUmguSf3s
Grimes - REALiTi (Demo)
Mentos to jest dziwny człowiek, pełen sprzeczności, hipokryzji, pozbawiony logiki i sensu w swoich wrzutkach nieraz co tym bardziej udowadnia teraz wrzucając ten numer GRAJMS. Wszystko dlatego że ten kawałek z miejsca pożarł płytę wrzuconą do bestki albumowej i jest na tyle dobrym teaserem że sięgnąłem po album który promował. Produkcja tutaj jest o wiele bardziej wypolerowana niż tam i lepiej współgra z delikatnym wokalem tej pani. Samo Realiti znajduje się tam w wersji bardziej dopracowanej, z innym bitem nieco ale lepiej wyeksponowanym synthem z refrenu którego brzmienie mi się tak podoba. Poza tym znalazłem tam jeszcze z miejsca ze dwa równie dobre jak nie lepsze numery więc na miękko zatarłem już pamięć o płycie Visions która teraz wydaje mi się że była taka szorstka próbując na siłę być edgy. Serio, polecam Wam sprawdzić, zwłaszcza shodanowi który śpiewające panie przygarnia garściami z reguły. O numerze niewiele tym razem ale ma fajną wiosenną energię i to chyba pierwszy w tej grze przypadek dla mnie żebym po utworze sprawdzał album z którego pochodzi, to już mówi samo przez siebie.
KNŻ - Nie zrobimy... itd.
Wuja od kilku kolejek konsekwentnie brnie w lata 90. i to głównie rockowe lata 90. i ja to szanuję bo sam choćbym nie wiem jak sobie obiecywał nie potrafię na dłużej pociągnąć jednego wątku. Numer coś kojarzę bo album KNŻ był obecny w domu, ten pierwszy, drugi może w formacie kasety też gdzieś był, musiał być skoro ten numer jednak trochę pamiętam. Jest to w sumie spoko wydanie Kazika którego lubię, jakimś sentymentem darzę będąc katowany jego muzyką jeszcze za małego gnoja. Kawałek dobrego 90sowego rocka, trochę kliszowo metalowo w refrenach a poza tym czuję vibe Rage Against The Machine, znów powiem jak w przypadku Danzig - jak zgapiać to od najlepszych. Posłuchałem, było ok, wracać pewnie nie będę ale czasu nie zmarnowałem jakoś mocno. To jest muzyka zaklęta w swej epoce (powtarzam się po raz kolejny lol), totalnie rozumiem czemu się tym jarano wtedy ale dziś brzmi mocno nieaktualnie.
To by było na tyle ode mnie, całkiem fajna ta kolejka powiem Wam chociaż munlup wrzucił ok numer nie na tę porę, Musiał wrzucił całkiem spoko pół numeru, Dragon i shodan co najmniej rzetelnie a nawet powyżej przeciętnej chyba, do GRAJMS i Danziga chętnie będę wracał, w ogóle Melki ładnie zaskoczył tą wrzutką totalnie w kontrze do jego dawnych słów o tym jak to on nie cierpi IDEOLOGII ROCKA i w ogóle tego gatunku dlatego
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Lol, to już bym szczerze wolał 100% diss na numer niż takie "wczoraj wiało i było super, ale przestało, to już siusiak" pierdoIenie xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Lol... Sam mówiłeś że pogoda zajebista i fajnie jakby ludzie wrzutkami z nią korespondowali xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tbh jestem w szoku, że tak ciepły numer może kojarzyć się bardziej z zimą, niż wiosną, ale może to ten hejt na Tima. Może inni to potwierdzą, lub nie. NIE WIEM.
Ja to wrzucałem z premedytacją jako coś na wiosnę xd
Ja to wrzucałem z premedytacją jako coś na wiosnę xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Oh well. No każdy odbiera inaczej. Nie będę hejtował numeru dlatego że tak byś wolał lol, mój problem z Timem znany jest nie od dziś ALE prawdę mówiąc wiosennie to kojarzył mi się numer jego solo wrzucany przez wujka, tudzież cudne Break Heaven. Mając już trochę doświadczenia w tych bestkach wiem i wierzę że mi się zmieni przy odpowiednim settingu.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Break Heaven wiosenne ok xd W sumie Musiał słucha "Colour of Spring" tylko jesienią, więc każdy ma swoje zboczenia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dodam jeszcze, co do REALiTi, że w pełni zgadzam się z Mentosem w kwestii tego, że demo jest lepsze od wersji z płyty. Albumowa ma potwornie drewniany bit, jest trochę za długa i generalnie brakuje jej tego, nie wiem jak to nazwać, kobiecego wajbu, który ma demo. Ktoś tu się silił, żeby zrobić z tego mniej tradycyjny radiowy numer i to wyszło in minus.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Wbrew kalendarzowi nie żartuję!
no-man All That You Are
Dziwna akcja z tą Trójką, z perspektywy czasu dotyczyła kompletnych pierdół i świadczyła o lekkiej odklejce każdej strony tego pożal się Marksie sporu xD Bez porównania z wydarzeniami po 2015 roku. Z drugiej strony ile ciekawszych propozycji DLA MŁODZIEŻY było wtedy w eterze, teraz zostają śmieszne grupki w internets... Na dzień 1 kwietnia AD 2023 roku jestem już mocno przesycony obecnością tego zespołu w bestce, ale co upodobania innych, to moja wyrozumiałość. Nie wiem czym jest to co gra po zaśpiewaniu tytułowej linijki - brzmi rewelacyjnie. Dodaje głębi niezbyt wyróżniającemu się kawałkowi. Rzewny wokal, gitarowe arpeggio kupione w sklepie z gitarowymi arpeggio, chyba melotron, organowe zamaszyste akordy. Lepiej siadłoby przy ostatnich oznakach ciepła na dworze niż w okolicznościach ciągle wracającej zimy w moich okolicach, aż już się rzygać chce. Podoba mi się brzmienie końcówki, robi się jakoś specyficznie przestrzennie. Jest ze mnie niepoprawny romantyk, ale nie na rockową nutkę. Poszanowanie bez serduszka.
Dire Straits On Every Street
Fajnie, że to nie ja słucham JPEGa, hehhe, bo pierwsze kawałki pasują do siebie jak dwa półdupki. Klimatycznie elegancko uzupełniają nastrój i wrażenia po premierze Memento Mori. Na początku wydawało mi się, że instrumentalne outro znacznie bardziej różni się od części z knoppersowskim mamrotaniem, ale już pomiędzy jego śpiewaniem pojawiają się interesujące frazy, szczególnie na tym oboju czy klarnecie czy co tam pogrywa. Końcowy gitarowy odpływ generuje we mnie znacznie więcej melancholii, sentymentu, paradoksalnie pozytywnego nastroju niż początek. Z czasem wokal pana Marka coraz bardziej mnie irytuje, coraz bardziej się wobec niego znieczulam. Trzeba szukać pozytywów gdziekolwiek i na szczęście są. Nie czuję potrzeby powrotów, kiedy raz na ruski rok wracam do niektórych kawałków z Brothers in Arms. Nie wykluczam jednak zaskakującego kontrataku i wkręcenia się w głowie, choćby na jeden dłuższy moment.
Ananda Shankar Jumpin Jack Flash
Jest to twór eklektyczny. Wybitnie czerwcowy, ma specyficzną ekstatyczną energię, choć nie ma wyraźniejszego momentu wystrzału. Pasowałoby do jakiegoś filmu albo przynajmniej gry osadzonej w amerykańskich realiach końcówki lat 60'. Dzieje się dużo i może tu jest podstawowy problem, bo rockowy szkielet miesza się z przeciętną partią na etnicznym instrumencie. Elektronika jako totalny ozdobnik, zaraz potem popowe chórki, wszędzie brakuje poważniejszego pomysłu. Wszystko zaprezentowane, ale nie ma w żadnym przypadku pójścia krok dalej. Albo głębokie zanurzenie albo lepiej dać sobie spokój. Do obrazka jeszcze ujdzie. Nie kryje się tutaj nic więcej po pierwszym odsłuchu, a mnie takie popisowe użycia dla samego użycia w ogóle nie biorą. Kiedyś chciałem poszukać czegoś więcej w kierunku dalekowschodnim, ale każda kolejna taka nutka skłania mnie do wniosku, że to nie ma sensu. Na ichniejszej muzyce się nie poznam, a mniej lub bardziej losowe znalezisko na RYMie często nie jest warte świeczki. Może gdybym tłukł w GTA: LCS...
Gdańsk Jak bogowie siupią
Podoba mi się lekki kontrast nastrojów. Wyraźny podział na szeptaną opowiadankę i moment eksplozji. Kawałek przyjemnie się rozwija. Nie ma totalnego rozdzierania japy oraz bezsensownej technicznej masturbacji na gitarach. Może pod koniec trochę po chamsku urywa się mocniejszy fragment, ale poza tym nie mam żadnych zarzutów... no dobra, jeszcze dość dziwnie brzmi wokal z nałożonym na niego szumem? Teraz już na pewno nie mam nic do dorzucenia. Sam również kojarzę Mother z wiadomej gry, idealny soundtrack do miejskiej rozwałki, najczęściej kraks ulicznych z tego co pamiętam. Tutaj próźno szukać takiej energii, prędzej kierunek bardziej do wewnątrz. Bez totalnego zdołowania, ale też nie jestem zupełnie neutralny po odsłuchach. Może nie aż KATHARSIS, ale jestem jak najbardziej na tak.
Grimes REALiTi (Demo)
Nie mam już dobrze swoich doświadczeń z jej całymi płytami, nie chcę też udawać większego konesera niż jestem, ale w takim dość wyważonym repertuarze byłoby jej najbardziej do twarzy! Lekki kawałek pasującej do wieczornego plątania się po wielkim mieście z kimś kogo darzysz szacunkiem, a na dodatek jesteś trochę wcięty. Podoba mi się oszczędny aranż (no demo no), wyśpiewana melodia ma coś w sobie frywolnego. Taki do pewnego stopnia minimal zawsze spoko. Sielskie, beztroskie, tak jak pan Seba powiedział. Nie ma jeszcze produkcyjnego przekombinowania, ukrywania właściwych walorów pod za grubą kołdrą dodatków i błyskotek. Czuję nieskrępowany fun w trakcie słuchania.
Szur na Żywo Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego
Kazik wraca do nas w ramach kolejnego artystycznego nowo-tworu. Kiedyś nawet miałem bliższy kontakt z całym Las Maquinas de la Muerte, ale poza Andrzejem Gołotą, którego i tak znałem wcześniej, nic mi nie przypadło do gustu. Nie lubię tego śmierdzącego szura. Trudno nie odnieść wrażenia, że ekipa odpowiedzialna za ten kawałek tłukła w swoim czasie Rage Against The Machine. Srazik to nie jest jednak Zack i lewak, więc jakości tekstów i porozumienia ponad podziałami (o zgrozo) nie odnaleziono. Tak czysto technicznie nie mam większych zarzutów, ale całość jest trochę za długa, tekst mnie nie grzeje, wolę źródło-inspirację. Brakuje też lepszych melodii, mocniej podbitego basu. Inna sprawa, że pan KS jest kompletnie niewiarygodnym hipokrytą i może w tamtym czasie tego typu wybiegi artystyczne zbierały jakiś street credit, ale dzisiaj starzeją się jak mleko. Wolę angst zarejestrowany na jakichś piwnicznych kasetach sklejonych za grosze. Ten niech sobie nagania Madryt i Walusia już z dala ode mnie.
no-man All That You Are
Dziwna akcja z tą Trójką, z perspektywy czasu dotyczyła kompletnych pierdół i świadczyła o lekkiej odklejce każdej strony tego pożal się Marksie sporu xD Bez porównania z wydarzeniami po 2015 roku. Z drugiej strony ile ciekawszych propozycji DLA MŁODZIEŻY było wtedy w eterze, teraz zostają śmieszne grupki w internets... Na dzień 1 kwietnia AD 2023 roku jestem już mocno przesycony obecnością tego zespołu w bestce, ale co upodobania innych, to moja wyrozumiałość. Nie wiem czym jest to co gra po zaśpiewaniu tytułowej linijki - brzmi rewelacyjnie. Dodaje głębi niezbyt wyróżniającemu się kawałkowi. Rzewny wokal, gitarowe arpeggio kupione w sklepie z gitarowymi arpeggio, chyba melotron, organowe zamaszyste akordy. Lepiej siadłoby przy ostatnich oznakach ciepła na dworze niż w okolicznościach ciągle wracającej zimy w moich okolicach, aż już się rzygać chce. Podoba mi się brzmienie końcówki, robi się jakoś specyficznie przestrzennie. Jest ze mnie niepoprawny romantyk, ale nie na rockową nutkę. Poszanowanie bez serduszka.
Dire Straits On Every Street
Fajnie, że to nie ja słucham JPEGa, hehhe, bo pierwsze kawałki pasują do siebie jak dwa półdupki. Klimatycznie elegancko uzupełniają nastrój i wrażenia po premierze Memento Mori. Na początku wydawało mi się, że instrumentalne outro znacznie bardziej różni się od części z knoppersowskim mamrotaniem, ale już pomiędzy jego śpiewaniem pojawiają się interesujące frazy, szczególnie na tym oboju czy klarnecie czy co tam pogrywa. Końcowy gitarowy odpływ generuje we mnie znacznie więcej melancholii, sentymentu, paradoksalnie pozytywnego nastroju niż początek. Z czasem wokal pana Marka coraz bardziej mnie irytuje, coraz bardziej się wobec niego znieczulam. Trzeba szukać pozytywów gdziekolwiek i na szczęście są. Nie czuję potrzeby powrotów, kiedy raz na ruski rok wracam do niektórych kawałków z Brothers in Arms. Nie wykluczam jednak zaskakującego kontrataku i wkręcenia się w głowie, choćby na jeden dłuższy moment.
Ananda Shankar Jumpin Jack Flash
Jest to twór eklektyczny. Wybitnie czerwcowy, ma specyficzną ekstatyczną energię, choć nie ma wyraźniejszego momentu wystrzału. Pasowałoby do jakiegoś filmu albo przynajmniej gry osadzonej w amerykańskich realiach końcówki lat 60'. Dzieje się dużo i może tu jest podstawowy problem, bo rockowy szkielet miesza się z przeciętną partią na etnicznym instrumencie. Elektronika jako totalny ozdobnik, zaraz potem popowe chórki, wszędzie brakuje poważniejszego pomysłu. Wszystko zaprezentowane, ale nie ma w żadnym przypadku pójścia krok dalej. Albo głębokie zanurzenie albo lepiej dać sobie spokój. Do obrazka jeszcze ujdzie. Nie kryje się tutaj nic więcej po pierwszym odsłuchu, a mnie takie popisowe użycia dla samego użycia w ogóle nie biorą. Kiedyś chciałem poszukać czegoś więcej w kierunku dalekowschodnim, ale każda kolejna taka nutka skłania mnie do wniosku, że to nie ma sensu. Na ichniejszej muzyce się nie poznam, a mniej lub bardziej losowe znalezisko na RYMie często nie jest warte świeczki. Może gdybym tłukł w GTA: LCS...
Gdańsk Jak bogowie siupią
Podoba mi się lekki kontrast nastrojów. Wyraźny podział na szeptaną opowiadankę i moment eksplozji. Kawałek przyjemnie się rozwija. Nie ma totalnego rozdzierania japy oraz bezsensownej technicznej masturbacji na gitarach. Może pod koniec trochę po chamsku urywa się mocniejszy fragment, ale poza tym nie mam żadnych zarzutów... no dobra, jeszcze dość dziwnie brzmi wokal z nałożonym na niego szumem? Teraz już na pewno nie mam nic do dorzucenia. Sam również kojarzę Mother z wiadomej gry, idealny soundtrack do miejskiej rozwałki, najczęściej kraks ulicznych z tego co pamiętam. Tutaj próźno szukać takiej energii, prędzej kierunek bardziej do wewnątrz. Bez totalnego zdołowania, ale też nie jestem zupełnie neutralny po odsłuchach. Może nie aż KATHARSIS, ale jestem jak najbardziej na tak.
Grimes REALiTi (Demo)
Nie mam już dobrze swoich doświadczeń z jej całymi płytami, nie chcę też udawać większego konesera niż jestem, ale w takim dość wyważonym repertuarze byłoby jej najbardziej do twarzy! Lekki kawałek pasującej do wieczornego plątania się po wielkim mieście z kimś kogo darzysz szacunkiem, a na dodatek jesteś trochę wcięty. Podoba mi się oszczędny aranż (no demo no), wyśpiewana melodia ma coś w sobie frywolnego. Taki do pewnego stopnia minimal zawsze spoko. Sielskie, beztroskie, tak jak pan Seba powiedział. Nie ma jeszcze produkcyjnego przekombinowania, ukrywania właściwych walorów pod za grubą kołdrą dodatków i błyskotek. Czuję nieskrępowany fun w trakcie słuchania.
Szur na Żywo Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego
Kazik wraca do nas w ramach kolejnego artystycznego nowo-tworu. Kiedyś nawet miałem bliższy kontakt z całym Las Maquinas de la Muerte, ale poza Andrzejem Gołotą, którego i tak znałem wcześniej, nic mi nie przypadło do gustu. Nie lubię tego śmierdzącego szura. Trudno nie odnieść wrażenia, że ekipa odpowiedzialna za ten kawałek tłukła w swoim czasie Rage Against The Machine. Srazik to nie jest jednak Zack i lewak, więc jakości tekstów i porozumienia ponad podziałami (o zgrozo) nie odnaleziono. Tak czysto technicznie nie mam większych zarzutów, ale całość jest trochę za długa, tekst mnie nie grzeje, wolę źródło-inspirację. Brakuje też lepszych melodii, mocniej podbitego basu. Inna sprawa, że pan KS jest kompletnie niewiarygodnym hipokrytą i może w tamtym czasie tego typu wybiegi artystyczne zbierały jakiś street credit, ale dzisiaj starzeją się jak mleko. Wolę angst zarejestrowany na jakichś piwnicznych kasetach sklejonych za grosze. Ten niech sobie nagania Madryt i Walusia już z dala ode mnie.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
no-man – All That You Are
Nareszcie nadszedł ten słynny moment, na który to wszyscy czekali z wypiekami, wędlinami itd. Faktiko trochę późno jak na jeden z zespołów życia, ale chyba jestem w stanie zrozumieć powody tej zwłoki. Z racji tego, że kolegę Munlupa w kwestii wrzucania nie-mena uprzedzili tu praktycznie wszyscy nie będę się jakoś rozpisywał o moim stosunku do tego zespołu - po prostu go lubię i tylko lub aż tyle. Oczywiście też nie powinno dla was być kosmiczną niespodzianką to, że poznałem ten zespół przez to forum i przez założyciela tego tematu. Było to jakoś jesienią 2010, bodaj w klasie maturalnej, gdy wbijałem z buta do zawirowanego świata muzyki szeroko pojętej, a że nie miałem wówczas o niej jakiegoś szczególnego pojęcia po prostu śledziłem to, czego słuchają znajomi i ludzie z jakichś for muzycznych, po czym sam to sprawdzałem. Myślę że spoko w sumie wyszło, że nie miałem jakiegoś jednego "autorytetu" muzycznego irl, nie mówiąc o tym, że wtedy nie było żadnej muzbawki, bo mimo iż moje poszukiwania bywały dość mocno losowe i ścieżki poznawania spoko muzy kręte, to jednak skończyłem z summa summarum otwartym muzycznym łbem, czego efekty widać na tym forum (lub nie).
O tym jak losowe było to poznawanie muzyki powinno chyba najlepiej świadczyć to, że swoją przygodę z no-man zacząłem od jakiejś składanki odrzutów i b-side'ów pobranej tylko dlatego, że wyskoczyła pierwsza na jakieś stronce typu peb.pl. xD Pamiętam, że mocno mi siadła i pewnie o niej wspomnę szerzej w odpowiednim czasie (lub nie).
Ofc etap bycia Trójkowym świrem też mnie ominął, chociaż przez jakiś czas praktykowałem słuchanie Topu Wszechczasów co Nowy Rok - ten kontekst dodawał oklepanym evergreenom mimo wszystko jakiegoś uroku. Nie żałuję, ale generalnie to ja wielu rzeczy w życiu nie żałuję. Przesłuchania tej piosenki też nie żałuję, bo jest spoko. Trochę może tym offtopem przysłaniam fakt, że nie mam nic konkretnego do napisania o samym kawałku, ale sam OP przyznał, że to jest mocno konwencjonalny kawałek. A jak coś jest konwencjonalne i dobre, to jest dobre i konwencjonalne, ja też tu koła na nowo nie odkryję. Miast tego - daję okejkę.
JPEGMAFIA - Baby I'm Bleeding
W ostatniej kolejce ROBERT trochę zaburzał mi plejkę wrzucaniem hałaśliwej Charli XDX po Gabrielu, teraz to w ogóle przegiął wrzucając coś takiego między no-mana a Dire Straits. xD JPEGMAFIĘ znam z nazwy, akurat tak się śmiesznie złożyło, że w okresie o którym pisze kolega zacząłem już coraz mocniej zacząłem się oddalać od niezalu (tj. poszedłem do pracy) i nie chciało mi się poznawać takich rzeczy. Generalnie to ja nigdy nie siedziałem w eksperymentalnym hh, Death Grips traktuję bardziej jako mema niż muzę, w dodatku tak sobie śmiesznego. Po pierwszym odsłuchu chciałem to zdissować, bo słyszałem podobieństwo do moich wysrywów robionych w spiraconym abletonie 10 lat temu, po kolejnych - jakoś zaczynam dostrzegać w tym darciu japy na tle zapętlonego dźwięku błędu Windowsa COŚ. Nie wiem co, pewnie nigdy się nie dowiem, a jak się dowiem, to się okaże, że szukanie tego czegoś było ciekawsze niż znalezienie, ale to jednak mimo wszystko - COŚ w tym jest. Powstrzymam się od jednoznacznych sądów, ale jestem szczerze zaintrygowany.
Dire Straits - On Every Street
Tutaj chciałbym docenić to, że kolega Adrian zawędrował w swoim opisie do tego momentu, że pisząc o Knopflerze wspomniał o Taco Hemingway'u (on jeszcze żyje? XD). Fajnie, że tym razem dostajemy coś spoko boomerskiego, ale mie to się wydaje, że w sumie to jednak coś musiało być w tej muzie takiego, że te stare wujasy z wąsem jak ten wuj Musiała wielbią ten zespół. Ja sam się zatrzymałem na najsłynniejszym albumie i jakiejś randomowej kompilacji hitów, która kojarzy mi się z tym jak kiedyś bez żadnego powodu po prostu pojechałem sobie do Krakowa poszwędać się po Galerii Krakowskiej zimą 2010, bo nie miałem nic lepszego do roboty (była jakaś jebitna awaria, przez którą nie mieliśmy prądu przez dobrych kilka dni). Jakoś mi ten kawałek nie utkwił wtedy w pamięci, ale tego nie żałuję, bo jak już pisałem: generalnie mało czego żałuję. Nie żałuję na pewno udziału w tej bestce, bo uświadomiła mi, że jest bardzo fajny. Może trochę trąci mi Turnau'em w tej spokojniejszej części, ale faktycznie - solo robi robotę. Kolejna dobra rzecz!
Ananda Shankar - Jumpin' Jack Flash
Trochę zabawnie, że nasze wspomnienia się nieco zgrywają, bo tak się składa, że ja latem 2009 kupiłem sobie konsolę PSP - co śmieszniej było do niej dołączone GTA: Liberty City Stories. Mam sporo spoko wspomnień związanych z tym urządzeniem, które dla mnie wówczas było niczym sprzęt z kosmosu i w ogóle - chyba nawet jadąc do tego Krakowa wspomnianą wcześniej zimą '10 słuchałem muzyki z tej właśnie konsolki, ale już nie dam sobie za to głowy uciąć i nie wiem kogo to w ogóle obchodzi lol.
Spoko też, że pierwszy raz w tej zabawie pojawiają się w jakiejkolwiek postaci Stonesi, bo jakoś tak zgodnie nasza forumowa brać ich omija. Ja kiedyś nawet ich lubiłem, ale jakoś tak z wiekiem trochę mi przeszło, bo jednak męczy mnie na dłuższą metę wokal Jaggera i jak se tak myślę to ta muzyka jest często zbyt prosta i oczywista na mój gust, ale nadal - nie żałuję tego, że ich słuchałem. Tu jest spoko, bo wystarczyło jebnąć sitar, by mnie brzmienie nie odstrzęczało i generalnie jakieś takie wydaje mi się to być po prostu ciekawsze niż oryginał, a przy tym zachowuje jego energię i klimat lat 60. I fajno.
Danzig - How The Gods Kill
Melczet znowu wrzuca rocka, choć rocka nie lubi, nie słucha i go ta muzyka nie interesuje. Ale niech mu będzie, bo zapodał muzyka, którego znam z legend i którego szczerze żałuję, że się za jego twórczość nie zabrałem. Ja po prostu lubię ten cały ALTERNATYWNY ROCK z przełomu 80/90 - tutaj chciałem w pierwotnej chwili napisać Radio X z San Andreascore, ale uznałem, że taki potworek to nawet na mnie przesada. xD Ale fakt, granie w San Andreas i słuchanie tej stacji bardzo często (tak się składa, że jedno z moich wielu podejść do tej gry zbiegło się na początek mojej zajawki na zespół, na którego forum siedzimy, toteż gdy tylko mogłem to słuchałem Radia X, gdzie leciał Personal Jesus xd) jakoś na mnie wpłynęło. Znam więc Mother, czego absolutnie nie żałuję, znam historię kryjącą się za personą sceniczną wokalisty, znam ten kawałek i wiecie co? Teraz to chyba żałuję, że nie znam wiele więcej.
Totalnie nie kumam zarzutów wobec wokalu - dla mnie to on właściwie robi tu robotę. Otoczka może i wali pretenchą, gdzieś niby może słychać jakieś echa Bon Jovi, ale se nie róbmy jajcurów, to jest po prostu zbyt fajne i zbyt dobre, by to ze sobą zestawiać. Znowu daję okejkę, z zaznaczeniem, że podchodzę do tego kawałka stuprocentowo poważnie i bez żadnego grama ironii, guiltypleasuringu ani tego typu pierdutów.
Kazik na żywo - Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam trochę tego trochę tamtego
Kazelot jaki jest, takiemu się nie patrzy w darowane zęby. Z tych jego najpopularnieszych projektów KNŻ słuchałem najmniej i sam nie wiem dlaczego, bo umówmy się, że jednak to była lepsza muzyka niż znakomita większość jego solowej dyskografii (może jakby nie nagrywał albumów składających się w 3/4 z żartów muzycznych to by to wyglądało inaczej). To jest muzyka do której potrzebuje moodu, której mogę nie słuchać przez dłuższy czas i nie mieć zupełnie potrzeby tego robić, ale jak do niej wracam to się za każdym razem okazuję, że słucha mi się tego nieźle. Wuja zarzucił akurat kawałkiem, którego totalnie nie pamiętam i bałem się trochę, zwłaszcza widząc te 7:00 na miniaturce, że dostaniemy jakimś niestrawnym żarciochem i to na dodatek przeciągniętym.
Welp, dostaliśmy RATM w domu. W sumie solidną kopię, ale tak mocno inspirowaną oryginałem, że brakuje jakiegoś napisu na okładce typu Inspired by czy czegoś podobnego. I jest okej, ja mam słabość do tekściarstwa Kazika, bo jednak miał talent do zwięzłych bonmotów, często nawet zabawnych, nie zawsze celnych - ale nie można mieć wszystkiego, ale jednak tych tekstów dobrze mi się słucha, one mi leżą. I przyznaję, że robią tu w jakimś stopniu robotę - może nie będę piać z zachwytu, ale bury nie będzie. Fajne zwieńczenie spoko kolejki.
Welp, jestem zadowolony, bo większości rzeczy wcześniej nie znałem, a jak znałem to tak słabo, że w sumie to nie znałem. Nikogo tym razem nie wyróżnię, ani nie zdepreconuję - każda wrzuta była na swój sposób cool i byłoby to jednak niesprawiedliwe, a póki nikt mi pistoletu do skroni nie przykłada ja naprawdę nic nie muszę. Podobała mi się ta kolejka, tak po prostu o.
Nareszcie nadszedł ten słynny moment, na który to wszyscy czekali z wypiekami, wędlinami itd. Faktiko trochę późno jak na jeden z zespołów życia, ale chyba jestem w stanie zrozumieć powody tej zwłoki. Z racji tego, że kolegę Munlupa w kwestii wrzucania nie-mena uprzedzili tu praktycznie wszyscy nie będę się jakoś rozpisywał o moim stosunku do tego zespołu - po prostu go lubię i tylko lub aż tyle. Oczywiście też nie powinno dla was być kosmiczną niespodzianką to, że poznałem ten zespół przez to forum i przez założyciela tego tematu. Było to jakoś jesienią 2010, bodaj w klasie maturalnej, gdy wbijałem z buta do zawirowanego świata muzyki szeroko pojętej, a że nie miałem wówczas o niej jakiegoś szczególnego pojęcia po prostu śledziłem to, czego słuchają znajomi i ludzie z jakichś for muzycznych, po czym sam to sprawdzałem. Myślę że spoko w sumie wyszło, że nie miałem jakiegoś jednego "autorytetu" muzycznego irl, nie mówiąc o tym, że wtedy nie było żadnej muzbawki, bo mimo iż moje poszukiwania bywały dość mocno losowe i ścieżki poznawania spoko muzy kręte, to jednak skończyłem z summa summarum otwartym muzycznym łbem, czego efekty widać na tym forum (lub nie).
O tym jak losowe było to poznawanie muzyki powinno chyba najlepiej świadczyć to, że swoją przygodę z no-man zacząłem od jakiejś składanki odrzutów i b-side'ów pobranej tylko dlatego, że wyskoczyła pierwsza na jakieś stronce typu peb.pl. xD Pamiętam, że mocno mi siadła i pewnie o niej wspomnę szerzej w odpowiednim czasie (lub nie).
Ofc etap bycia Trójkowym świrem też mnie ominął, chociaż przez jakiś czas praktykowałem słuchanie Topu Wszechczasów co Nowy Rok - ten kontekst dodawał oklepanym evergreenom mimo wszystko jakiegoś uroku. Nie żałuję, ale generalnie to ja wielu rzeczy w życiu nie żałuję. Przesłuchania tej piosenki też nie żałuję, bo jest spoko. Trochę może tym offtopem przysłaniam fakt, że nie mam nic konkretnego do napisania o samym kawałku, ale sam OP przyznał, że to jest mocno konwencjonalny kawałek. A jak coś jest konwencjonalne i dobre, to jest dobre i konwencjonalne, ja też tu koła na nowo nie odkryję. Miast tego - daję okejkę.
JPEGMAFIA - Baby I'm Bleeding
W ostatniej kolejce ROBERT trochę zaburzał mi plejkę wrzucaniem hałaśliwej Charli XDX po Gabrielu, teraz to w ogóle przegiął wrzucając coś takiego między no-mana a Dire Straits. xD JPEGMAFIĘ znam z nazwy, akurat tak się śmiesznie złożyło, że w okresie o którym pisze kolega zacząłem już coraz mocniej zacząłem się oddalać od niezalu (tj. poszedłem do pracy) i nie chciało mi się poznawać takich rzeczy. Generalnie to ja nigdy nie siedziałem w eksperymentalnym hh, Death Grips traktuję bardziej jako mema niż muzę, w dodatku tak sobie śmiesznego. Po pierwszym odsłuchu chciałem to zdissować, bo słyszałem podobieństwo do moich wysrywów robionych w spiraconym abletonie 10 lat temu, po kolejnych - jakoś zaczynam dostrzegać w tym darciu japy na tle zapętlonego dźwięku błędu Windowsa COŚ. Nie wiem co, pewnie nigdy się nie dowiem, a jak się dowiem, to się okaże, że szukanie tego czegoś było ciekawsze niż znalezienie, ale to jednak mimo wszystko - COŚ w tym jest. Powstrzymam się od jednoznacznych sądów, ale jestem szczerze zaintrygowany.
Dire Straits - On Every Street
Tutaj chciałbym docenić to, że kolega Adrian zawędrował w swoim opisie do tego momentu, że pisząc o Knopflerze wspomniał o Taco Hemingway'u (on jeszcze żyje? XD). Fajnie, że tym razem dostajemy coś spoko boomerskiego, ale mie to się wydaje, że w sumie to jednak coś musiało być w tej muzie takiego, że te stare wujasy z wąsem jak ten wuj Musiała wielbią ten zespół. Ja sam się zatrzymałem na najsłynniejszym albumie i jakiejś randomowej kompilacji hitów, która kojarzy mi się z tym jak kiedyś bez żadnego powodu po prostu pojechałem sobie do Krakowa poszwędać się po Galerii Krakowskiej zimą 2010, bo nie miałem nic lepszego do roboty (była jakaś jebitna awaria, przez którą nie mieliśmy prądu przez dobrych kilka dni). Jakoś mi ten kawałek nie utkwił wtedy w pamięci, ale tego nie żałuję, bo jak już pisałem: generalnie mało czego żałuję. Nie żałuję na pewno udziału w tej bestce, bo uświadomiła mi, że jest bardzo fajny. Może trochę trąci mi Turnau'em w tej spokojniejszej części, ale faktycznie - solo robi robotę. Kolejna dobra rzecz!
Ananda Shankar - Jumpin' Jack Flash
Trochę zabawnie, że nasze wspomnienia się nieco zgrywają, bo tak się składa, że ja latem 2009 kupiłem sobie konsolę PSP - co śmieszniej było do niej dołączone GTA: Liberty City Stories. Mam sporo spoko wspomnień związanych z tym urządzeniem, które dla mnie wówczas było niczym sprzęt z kosmosu i w ogóle - chyba nawet jadąc do tego Krakowa wspomnianą wcześniej zimą '10 słuchałem muzyki z tej właśnie konsolki, ale już nie dam sobie za to głowy uciąć i nie wiem kogo to w ogóle obchodzi lol.
Spoko też, że pierwszy raz w tej zabawie pojawiają się w jakiejkolwiek postaci Stonesi, bo jakoś tak zgodnie nasza forumowa brać ich omija. Ja kiedyś nawet ich lubiłem, ale jakoś tak z wiekiem trochę mi przeszło, bo jednak męczy mnie na dłuższą metę wokal Jaggera i jak se tak myślę to ta muzyka jest często zbyt prosta i oczywista na mój gust, ale nadal - nie żałuję tego, że ich słuchałem. Tu jest spoko, bo wystarczyło jebnąć sitar, by mnie brzmienie nie odstrzęczało i generalnie jakieś takie wydaje mi się to być po prostu ciekawsze niż oryginał, a przy tym zachowuje jego energię i klimat lat 60. I fajno.
Danzig - How The Gods Kill
Melczet znowu wrzuca rocka, choć rocka nie lubi, nie słucha i go ta muzyka nie interesuje. Ale niech mu będzie, bo zapodał muzyka, którego znam z legend i którego szczerze żałuję, że się za jego twórczość nie zabrałem. Ja po prostu lubię ten cały ALTERNATYWNY ROCK z przełomu 80/90 - tutaj chciałem w pierwotnej chwili napisać Radio X z San Andreascore, ale uznałem, że taki potworek to nawet na mnie przesada. xD Ale fakt, granie w San Andreas i słuchanie tej stacji bardzo często (tak się składa, że jedno z moich wielu podejść do tej gry zbiegło się na początek mojej zajawki na zespół, na którego forum siedzimy, toteż gdy tylko mogłem to słuchałem Radia X, gdzie leciał Personal Jesus xd) jakoś na mnie wpłynęło. Znam więc Mother, czego absolutnie nie żałuję, znam historię kryjącą się za personą sceniczną wokalisty, znam ten kawałek i wiecie co? Teraz to chyba żałuję, że nie znam wiele więcej.
Totalnie nie kumam zarzutów wobec wokalu - dla mnie to on właściwie robi tu robotę. Otoczka może i wali pretenchą, gdzieś niby może słychać jakieś echa Bon Jovi, ale se nie róbmy jajcurów, to jest po prostu zbyt fajne i zbyt dobre, by to ze sobą zestawiać. Znowu daję okejkę, z zaznaczeniem, że podchodzę do tego kawałka stuprocentowo poważnie i bez żadnego grama ironii, guiltypleasuringu ani tego typu pierdutów.
Kazik na żywo - Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam trochę tego trochę tamtego
Kazelot jaki jest, takiemu się nie patrzy w darowane zęby. Z tych jego najpopularnieszych projektów KNŻ słuchałem najmniej i sam nie wiem dlaczego, bo umówmy się, że jednak to była lepsza muzyka niż znakomita większość jego solowej dyskografii (może jakby nie nagrywał albumów składających się w 3/4 z żartów muzycznych to by to wyglądało inaczej). To jest muzyka do której potrzebuje moodu, której mogę nie słuchać przez dłuższy czas i nie mieć zupełnie potrzeby tego robić, ale jak do niej wracam to się za każdym razem okazuję, że słucha mi się tego nieźle. Wuja zarzucił akurat kawałkiem, którego totalnie nie pamiętam i bałem się trochę, zwłaszcza widząc te 7:00 na miniaturce, że dostaniemy jakimś niestrawnym żarciochem i to na dodatek przeciągniętym.
Welp, dostaliśmy RATM w domu. W sumie solidną kopię, ale tak mocno inspirowaną oryginałem, że brakuje jakiegoś napisu na okładce typu Inspired by czy czegoś podobnego. I jest okej, ja mam słabość do tekściarstwa Kazika, bo jednak miał talent do zwięzłych bonmotów, często nawet zabawnych, nie zawsze celnych - ale nie można mieć wszystkiego, ale jednak tych tekstów dobrze mi się słucha, one mi leżą. I przyznaję, że robią tu w jakimś stopniu robotę - może nie będę piać z zachwytu, ale bury nie będzie. Fajne zwieńczenie spoko kolejki.
Welp, jestem zadowolony, bo większości rzeczy wcześniej nie znałem, a jak znałem to tak słabo, że w sumie to nie znałem. Nikogo tym razem nie wyróżnię, ani nie zdepreconuję - każda wrzuta była na swój sposób cool i byłoby to jednak niesprawiedliwe, a póki nikt mi pistoletu do skroni nie przykłada ja naprawdę nic nie muszę. Podobała mi się ta kolejka, tak po prostu o.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Wpisze sobie to do cv xdMentos to jest dziwny człowiek, pełen sprzeczności, hipokryzji, pozbawiony logiki i sensu
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
no-man – All That You Are
Znowu za sprawą Hiena pięknie się zaczyna ta kolejka. I za sprawą Hiena poznałem ten zespół. Nie chce mi się wierzyć, że to już 12 lat minęło. Nie pamiętam już od którego utworu ta moja przygoda się zaczęła, ale All That You Are na pewno był jednym z pierwszych, które usłyszałem. Długo nie trzeba było czekać, żebym wsiąkł w tę muzykę. Przepiękne kompozycje, piękne aranżacje i fantastyczny wokal Tima musiały zadziałać na moją wrażliwą duszę. All That You Are nie jest moją najulubieńszą piosenką no-man. Pewnie nie jest nawet w top-10. Ale w przypadku tego zespołu utwór nr 1 od utworu nr np. 30 wcale nie dzieli duża różnica. Bo prawie cała dyskografia jest naprawdę piękna. Piękny jest też ten utwór. Nie ma co go tu opisywać, bo tu liczy się klimat. To jest najbardziej typowy utwór dla no-man. Spokojna i nastrojowa ballada z akustyczną gitarą na pierwszym planie. A album Returning Jesus, z którego pochodzi utwór idealnie nadaje się na grzybobrania. Możecie mi wierzyć.
JPEGMAFIA - Baby I'm Bleeding
Na początku byłem skonsternowany, bo początek jest dziwny. Opis przeczytałem później, więc nie wiedziałem, czego się spodziewać. Ale jak weszło rapowanie, to już byłem w domu. Bo od 50-tej sekundy to jest świetny utwór. Gość nawija rewelacyjnie. Jak wchodzi perka, to już w ogóle jest super. Jestem bardzo zaciekawiony i możliwe, że sprawdzę coś więcej od tego gościa. Co prawda wolałbym może bardziej klasyczny h-h, bo jako początkujący słuchacz w tym gatunku nie zdążyłem się tym jeszcze znudzić. A nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak eksperymentalny hh. Ten rwany początek do końca mnie nie przekonuje, ale rozumiem, że to ma być właśnie taka eksperymentalna muzyka, więc ok. I tak mi się podoba.
Dire Straits - On Every Street
Lubię generalnie Dire Straits i głos Knopflera. Choć też ich znawcą nie jestem i na co dzień nie słucham od dosyć dawna. Ale w latach 90 nawet trochę słuchałem. Nawet miałem jeden cały album. Tego utworu albo nie znałem, albo nie pamiętam. Choć tytuł kojarzę doskonale. Utwór jest bardzo dobry. Instrumentalna końcówka rzeczywiście najlepsza i wcale nie musi to źle świadczyć o reszcie utworu. Też miałem skojarzenia z Turnauem, bo są tam podobnie brzmiące nawet zagrywki. Rozumiem doskonale fazę deva na ten utwór i zespół, bo ja też takie miewałem wielokrotnie. Jak coś podejdzie i wejdzie do głowy, to można męczyć tygodniami. Dobry utwór krótko mówiąc. Ten zespół kojarzy mi się z moim starszym kolegą, który był fanem Dire Straits. Jeździliśmy często razem na ryby, na łódź, na lód (bo kiedyś na jeziorach był lód zimą), nawet razem kupowaliśmy nasze wieże Technicsa w 1998r. Niestety chłopina zmarł parę lat temu.
Ananda Shankar - Jumpin' Jack Flash
Kurde nie wiem co właściwie myśleć o tym utworze. Z jednej strony kompozycja jest nudna jak cholera, ale jak przeczytałem, że to utwór The Rolling Stonsów, których nie lubię, to mnie to już nie dziwi. Jestem jednak pewny, że wersja instrumentalna Ananda jest dużo lepsza, niż oryginał z Jaggerem na wokalu. Jak przeczytałem opis Murzyna, to byłem i zainteresowany i pełen obaw jednocześnie. Bo muzyka świata, muzyka orientalna to coś, co może być bardzo fajne. I w sumie jest. Ten sitar brzmi super. Czuć ten orientalny klimat. Ale slychać też to, co mnie niepokoiło, a o czym pisał stripped, czyli hippisowe klimaty. A tych zwyczajnie nie znoszę. Miesza się więc w tym utworze kilka rzeczy, które lubię i których bardzo mnie lubię. Więc w sumie jest tak dla mnie średnio. Powrotów nie planuję raczej.
Danzig - How The Gods Kill
Melki przywala znowu w ryj typową dla siebie starą rockową muzyką, której tak naprawdę w ogóle nie lubi. I ja w sumie też nie lubię. Jest to coś kompletnie nie dla mnie znowu. Choć pewnie jakbym posłuchał tego odpowiednią ilość razy, to by mi się jakoś przegryzło. Ale wcale nie mam jednak na to ochoty. Zaczyna się rzeczywiście jak jakaś ballada Metallicy, na którą zawsze byłem uodporniony, jak i na cały metal. Jak gość śpiewa spokojnie, to jego wokal jest całkiem dobry. Jak zaczyna drzeć japę, to robi się nieciekawie. Przynajmniej z mojej perspektywy. Niektóre zagrywki gitarowe są spoko, inne już nie. Perkusja gra bardzo dobrze. Tak więc przeplatają się tu znowu elementy dobre i niedobre, a całościowo wychodzi z tego coś, co mnie nie pociąga jednak.
Grimes - REALiTi
No z Grimesów to ja zawsze najbardziej lubiłem Ricka z The Walking Dead. Pamiętam swoje niemałe zarzuty wobec panny Grimes w bestce albumowej, szczególnie względem miauczącego ponad wszelką miarę wokalu. Ale REALiTi mi się podoba. Całkiem przyjemna kompozycja. Melodyjna, z łatwością wpadająca w ucho i dobrze zaaranżowana. Wokalnie o dziwo też całkiem spoko. I tyle mi wystarczy. I jestem zadowolony. Nie można tak było na Visions? Albo ten utwór jej tak dobrze wyszedł, albo po Visions się po prostu ogarnęła. Trzeba będzie za radą Murzyna to chyba sprawdzić na dystansie dłuższym niż jeden utwór. W każdym razie jestem tu miło zaskoczony.
Znowu za sprawą Hiena pięknie się zaczyna ta kolejka. I za sprawą Hiena poznałem ten zespół. Nie chce mi się wierzyć, że to już 12 lat minęło. Nie pamiętam już od którego utworu ta moja przygoda się zaczęła, ale All That You Are na pewno był jednym z pierwszych, które usłyszałem. Długo nie trzeba było czekać, żebym wsiąkł w tę muzykę. Przepiękne kompozycje, piękne aranżacje i fantastyczny wokal Tima musiały zadziałać na moją wrażliwą duszę. All That You Are nie jest moją najulubieńszą piosenką no-man. Pewnie nie jest nawet w top-10. Ale w przypadku tego zespołu utwór nr 1 od utworu nr np. 30 wcale nie dzieli duża różnica. Bo prawie cała dyskografia jest naprawdę piękna. Piękny jest też ten utwór. Nie ma co go tu opisywać, bo tu liczy się klimat. To jest najbardziej typowy utwór dla no-man. Spokojna i nastrojowa ballada z akustyczną gitarą na pierwszym planie. A album Returning Jesus, z którego pochodzi utwór idealnie nadaje się na grzybobrania. Możecie mi wierzyć.
JPEGMAFIA - Baby I'm Bleeding
Na początku byłem skonsternowany, bo początek jest dziwny. Opis przeczytałem później, więc nie wiedziałem, czego się spodziewać. Ale jak weszło rapowanie, to już byłem w domu. Bo od 50-tej sekundy to jest świetny utwór. Gość nawija rewelacyjnie. Jak wchodzi perka, to już w ogóle jest super. Jestem bardzo zaciekawiony i możliwe, że sprawdzę coś więcej od tego gościa. Co prawda wolałbym może bardziej klasyczny h-h, bo jako początkujący słuchacz w tym gatunku nie zdążyłem się tym jeszcze znudzić. A nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak eksperymentalny hh. Ten rwany początek do końca mnie nie przekonuje, ale rozumiem, że to ma być właśnie taka eksperymentalna muzyka, więc ok. I tak mi się podoba.
Dire Straits - On Every Street
Lubię generalnie Dire Straits i głos Knopflera. Choć też ich znawcą nie jestem i na co dzień nie słucham od dosyć dawna. Ale w latach 90 nawet trochę słuchałem. Nawet miałem jeden cały album. Tego utworu albo nie znałem, albo nie pamiętam. Choć tytuł kojarzę doskonale. Utwór jest bardzo dobry. Instrumentalna końcówka rzeczywiście najlepsza i wcale nie musi to źle świadczyć o reszcie utworu. Też miałem skojarzenia z Turnauem, bo są tam podobnie brzmiące nawet zagrywki. Rozumiem doskonale fazę deva na ten utwór i zespół, bo ja też takie miewałem wielokrotnie. Jak coś podejdzie i wejdzie do głowy, to można męczyć tygodniami. Dobry utwór krótko mówiąc. Ten zespół kojarzy mi się z moim starszym kolegą, który był fanem Dire Straits. Jeździliśmy często razem na ryby, na łódź, na lód (bo kiedyś na jeziorach był lód zimą), nawet razem kupowaliśmy nasze wieże Technicsa w 1998r. Niestety chłopina zmarł parę lat temu.
Ananda Shankar - Jumpin' Jack Flash
Kurde nie wiem co właściwie myśleć o tym utworze. Z jednej strony kompozycja jest nudna jak cholera, ale jak przeczytałem, że to utwór The Rolling Stonsów, których nie lubię, to mnie to już nie dziwi. Jestem jednak pewny, że wersja instrumentalna Ananda jest dużo lepsza, niż oryginał z Jaggerem na wokalu. Jak przeczytałem opis Murzyna, to byłem i zainteresowany i pełen obaw jednocześnie. Bo muzyka świata, muzyka orientalna to coś, co może być bardzo fajne. I w sumie jest. Ten sitar brzmi super. Czuć ten orientalny klimat. Ale slychać też to, co mnie niepokoiło, a o czym pisał stripped, czyli hippisowe klimaty. A tych zwyczajnie nie znoszę. Miesza się więc w tym utworze kilka rzeczy, które lubię i których bardzo mnie lubię. Więc w sumie jest tak dla mnie średnio. Powrotów nie planuję raczej.
Danzig - How The Gods Kill
Melki przywala znowu w ryj typową dla siebie starą rockową muzyką, której tak naprawdę w ogóle nie lubi. I ja w sumie też nie lubię. Jest to coś kompletnie nie dla mnie znowu. Choć pewnie jakbym posłuchał tego odpowiednią ilość razy, to by mi się jakoś przegryzło. Ale wcale nie mam jednak na to ochoty. Zaczyna się rzeczywiście jak jakaś ballada Metallicy, na którą zawsze byłem uodporniony, jak i na cały metal. Jak gość śpiewa spokojnie, to jego wokal jest całkiem dobry. Jak zaczyna drzeć japę, to robi się nieciekawie. Przynajmniej z mojej perspektywy. Niektóre zagrywki gitarowe są spoko, inne już nie. Perkusja gra bardzo dobrze. Tak więc przeplatają się tu znowu elementy dobre i niedobre, a całościowo wychodzi z tego coś, co mnie nie pociąga jednak.
Grimes - REALiTi
No z Grimesów to ja zawsze najbardziej lubiłem Ricka z The Walking Dead. Pamiętam swoje niemałe zarzuty wobec panny Grimes w bestce albumowej, szczególnie względem miauczącego ponad wszelką miarę wokalu. Ale REALiTi mi się podoba. Całkiem przyjemna kompozycja. Melodyjna, z łatwością wpadająca w ucho i dobrze zaaranżowana. Wokalnie o dziwo też całkiem spoko. I tyle mi wystarczy. I jestem zadowolony. Nie można tak było na Visions? Albo ten utwór jej tak dobrze wyszedł, albo po Visions się po prostu ogarnęła. Trzeba będzie za radą Murzyna to chyba sprawdzić na dystansie dłuższym niż jeden utwór. W każdym razie jestem tu miło zaskoczony.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kurde, może mnie powaliło, ale chyba tylko Wuja wrzucał tu no-man i raz do albumowej. Możliwe, że dla Smoka to już jest pod korek, no ale nie będę pod jednego fana experimental hip-hopu układał swoich bestek, zatem NIESTETY Dragon, będziesz w najbliższej przyszłości musiał słuchać więcej no-man. Wezmę pod uwagę to "przesycenie" czytając dissy w recenzjach xDDragon pisze:01 kwie 2023 01:01Na dzień 1 kwietnia AD 2023 roku jestem już mocno przesycony obecnością tego zespołu w bestce,
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jeszcze jest dużo możliwości, żeby posłuchać tu pana Bownessa lub Wilsona. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
I wszystkie te możliwości zostaną wykorzystane.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn