Best of Forum III

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum III

Post 20 kwie 2023 23:43

Fred Wesley & The J.B.'s - Blow Your Head

Powiem tak – utwór jako taki mi się podoba. Fajnie buja, naprawdę słuchając gibałem się na krześle. Nie jest to dla mnie muzyka pierwszego wyboru, na pewno nie chciałbym tego posłuchać 163 razy w ciągu 7 dni, ale jest ok. Bas, perkusja, trąbki, a nawet gitara robią fajny klimat. Jest tylko jeden zgrzyt i tu się zgadzam z Dragonem – ten syntezator jest koszmarny i nic go nie tłumaczy. Szczególnie jak gra wyżej to aż zęby bolą. I z tego powodu nie da się jednak utworu odratować. To znaczy w tej wersji, bo Murzyn wspominał o innej bez syntezatora. Nie słyszałem, ale musi być o niebo lepsza.

Queen - I'm Going Slightly Mad

Oj jak ja dawno tego nie słuchałem. Miałem kiedyś płytę Innuendo i lubiłem jej słuchać (zresztą dalej mam, ale się kurzy). W 1991 roku i chwilę wcześniej wyszło naprawdę sporo dobrych albumów. Mimo sympatii do Innuendo jakoś się w zespole Queen nie zanurzyłem. Nie ciągnęło mnie do poznawania innych albumów.
Dawno dawno nie słuchałem Queen, ale ten utwór to był miły powrót. Utwór pomimo upływu lat wciąż brzmi bardzo dobrze. Ta przewodnia klawiszowa zagrywka jest super. Mercury miał dobry i charakterystyczny głos, więc i wokalnie jest dobrze. Nawet gitarowe wygibasy w środku są ok i mi nie przeszkadzają.

Fink – Truth Begins

Jak nawet Murzyn chwali melancholijną balladę, to znaczy, że coś jest na rzeczy. I ja tym bardziej mogę jedynie pochwalić. I to mocno. Hien pisze, że to Hien-core do kwadratu. I ja się z tym zgadzam. To też w dużej mierze mój core, bo ja uwielbiam takie klimaty. Piękna kompozycja. Gitara jest po prostu świetna, szczególnie w refrenie. Utwór zaczyna się bardzo spokojnie i minimalistycznie, żeby potem pięknie rosnąć w siłę. Uwielbiam tak zbudowane numery. Pod koniec drugiej minuty wchodzi świetny bit. Rzeczywiście ten reverb perki jest niezwykle efektowny. No i do tego naprawdę bardzo dobry wokal. Kolegę deva utwór znowu zdołował. Bo to taka smutna i melancholijna piosenka. Ale takie są najlepsze. Mnie takie klimaty wprawiają też w melancholijny nastrój. Ale nie jestem zdołowany, bo na szczęście od dawna nie mam żadnych powodów do smutków i zmartwień. A jak kiedyś takie miałem, to było to bardzo dawno, że już tego nawet nie pamiętam.

Touch and Go - Would You...?

Ani tytuł ani nazwa zespołu nic mi nie mówiła, ale po pierwszych sekundach już wiedziałem, co to za numer. Bo kto by tego nie znał? Rozumiem Hiena, że tak przyatakował ten utwór, bo jak się przez lata czuje do czegoś wstręt i niechęć, to się nic na to nie poradzi. Ja też mam takie utwory, ale Would You…? do tego grona akurat nie należy. Nie, żebym się nim jarał albo chciał go mieć w playerze, ale również nie mogę powiedzieć, że mnie drażni. Po prostu zwyczajny utworek zarzynany wszędzie, gdzie się dało: w radio, w reklamach, w sklepach, galeriach handlowych. I w sumie się nie dziwię, bo idealnie się do takich miejsc nadaje. Powiem nawet, że jak go teraz słuchałem, to mimowolnie bujałem się w fotelu. Ten bas grany chyba na kontrabasie jest super, trąbka też daje radę. A tekst jak zwykle mam gdzieś.

Yellow Magic Orchestra - 1000 Knives

Przyznam, że na początku mi się zbytnio nie podobało, bo wydawało mi się to zbytnio chaotyczne i hałaśliwe. Ale potem się przegryzło i nawet spodobało. Nie umiem za bardzo pisać o takiej muzyce, ale wywołuje we mnie w różnych momentach pewne skojarzenia. To momentami brzmi jak soundtrack do jakiejś starej platformówki. Może i byłbym skłonny nawet uwierzyć, że Japończycy w jakimś stopniu inspirowali się Kraftwerk. Ich muzyka też jest mocno syntetyczna. Same syntezatory i automaty. A naparzają zdrowo i bardzo fajnie. Ten motoryczny rytm wprowadza słuchacza w niezły trans. Dobry utwór, ale muszę przyznać, że po trzech odsłuchach z rzędu miałem już dosyć tej intensywności dźwięków, hałasu. Nie wiem czy wytrzymałbym cały album w takim tempie. Może jakbym słuchał cichutko? :roll:

Tears for Fears - Shout

No i na koniec hiciorek, który chyba zna każdy średnio rozgarnięty miłośnik muzyki. Nigdy zespół Tears of Fears mnie nie kupił na tyle, żebym chciał ich słuchać. Ale wiele było takich zespołów i wykonawców. Teraz już tym bardziej nie mam ochoty nadrabiać zaległości z czasów szkolnych. Jakoś bardziej mnie ciągnie do nowszej muzyki. Ale utwór Shout oczywiście lubię i cenię. Bo to bardzo dobry utwór. Nawet dziś brzmi niezwykle przyjemnie. Właściwie nigdy wcześniej nie wnikałem w warstwę brzmieniową, bo nigdy tego nawet nie słyszałem w słuchawkach. A już na pewno w latach 80’ czy 90’ nie dysponowałem takim sprzętem jak dzisiaj. Walkman podpięty pod radio Śnieżnik musiał wystarczyć. Dlatego teraz utwór robi na mnie lepsze wrażenie, niż kiedyś. Sporo fajnych rzeczy się dzieje. Te instrumentalne partie robią najmniejsze wrażenie, za to powtarzany wielokrotnie refren to coś, co bardzo lubię w muzyce.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 21 kwie 2023 00:40

Fred Wesley & The J.B.'s - Blow Your Head


James Brown to kolejny przedstawiciel grona tych wykonawców, co to są wielcy, ale w sumie to ich nie znam. Ja wiem, że w zasadzie to można odnieść wrażenie, że tak piszę o całej muzyce, możliwe więc, że tak po prostu jest. Mimo to, rzecz wydaje mi się być dziwnie znajoma - słyszę tu mocno echa płyt Milesa Davisa z okresu, w którym grał fusion. Analogia może nie do końca trafiona, ale jest tu całkiem podobny groove i podobnie pracuje sekcja rytmiczna i dęciaki też robią tu dużo fajnej roboty. Generalnie to jest po prostu FAJNA muza, ja w kwestii funku jestem generalnie analfabetą i chyba muszę iść na solidne korepetycje na Wyższej Szkole Murzynologii w Bełchatowie, gdyż jeszcze jestem na tym etapie, gdy to wszystko brzmi dla mnie dość podobnie i te skojarzenia też siłą rzeczy są oczywiste. Faktycznie ten syntezator jest zajebisty, by nie rzec ROBI kawałek, ta metafora spoiwa między dęciakami i sekcją rytmiczną cały czas chodzi mi głowie gdy tego słucham. xd Fajne, fajne, zyskuje z każdym odsłuchem.

Queen - I'm Going Slightly Mad

Mam dość szczególny sentyment do KRÓLOWEJ, ale wy o tym dobrze wiecie, bo pisałem i już ją w tej zabawie wrzucałem. Generalnie to mimo niego - był to zespół hit or miss dla mnie, z wyłączeniem jednej płyty, którą kocham w całości (ale której raczej w albumowej nie wrzucę, bo jeden z jej HAJLAJTÓW mocno zdissowaliście) na każdej są jakieś przestoje, rzeczy niepotrzebne, a niektóre też nazwałbym słabymi. Innuendo, z którego pochodzi ten kawałek, to chyba najlepszy tego przykład, bo są tam zarówno i rzeczy wspaniałe jak chociażby tytułowy kawałek, jak i nijakie pierdolety typu Delilah (aczkolwiek i bez tego to ich najlepsza płyta od dobrych kilkunastu lat). Akurat Melczet rzucił tu jedną z tych fajniejszych rzeczy - kawałek relatywnie prosty, ale co mnie to obchodzi, skoro za pomocą tych prostych środków udało się stworzyć rzecz o ciekawym, intrygującym klimacie. No i wiadomix, że trzeba wyróżnić wokal Freddiego, bo co ja poradzę, że słyszałem miliard peanów jego głosu, skoro on faktycznie robi ten klimat i śpiewanie takich rzeczy w taki sposób niedługo przed śmiercią (acz pewnie i bez tego kontekstu by się nic nie zmieniło) mnie bierze? Dam plusik, bo mam spory sentyment i w ogóle, a na dodatek tak się składa, że składanka BEST OF QUEEN PT. 2, której okładka widnieje na miniaturce to pierwszy kupiony przeze mnie świadomie CD muzyczny w dorosłym życiu. Myślę, że fakt, iż zacząłem zbieractwo płyt CD od drugiej części składanki best of Queen mówi o mnie więcej, niż mogłoby się pozornie wydawać.

Fink - Truth Begins

Okej, to jest tak munlupowe, że jeśli już postulowałem w tej zabawie coś, co było wzorcem munlupizmu w muzyce takim, że można byłoby go postawić w Serves pod Paryżem, to ja nie jestem pewien czy tego nie odwołać. Albo żeby tej gablotki nie poszerzyć i nie umieścić tam tego utworu obok. W pierwszej kolejności chciałem tu wyśmiać wrzucającego, bo jakoś tak skojarzył mi się ten kawałek z jesienią i nawet nawiązać do tej sytuacji, gdy WUJA wrzucił w święta coś co mogło się kojarzyć ze wszystkim, tylko nie ze świętami, ale tak sobie słucham i słucham i jednak jest coś na rzeczy z tym przesileniem, budzeniem się do życia i w ogóle. Tak czy siak mnie się to po prostu podoba, ja te emocje kupuję i to jest rzecz dobra.
Z ciekawości sprawdziłem i ten cały Mega Club w Katowicach znajduje się praktycznie w tym samym miejscu, w którym odbył się pewien techno event na którym byłem z ówczesną laską na początku 2018, o którym zapewne nie będzie okazji napisać, bo zakończył się w sumie tak, że na gwiazdę imprezy czekaliśmy i się nie doczekaliśmy, a na gigach na których byliśmy nawalało nagłośnienie.

Touch & Go - Would You...?

O, to jest ten sztandarowy przedstawiciel gatunku "Znam ze słyszenia, ale nigdy nie wiedziałem kto to wykonuje ani jak to się nazywa, bo w sumie nigdy ta wiedza mi nie była do niczego potrzebna lol". Teraz tę wiedzę mam i nie za bardzo wiem co z nią zrobić, czuję się jak Himmilsbach z angielskim trochę. xD Jak se tak pierwszy raz tego posłuchałem, to mnie szczerze zdziwiło, że ktoś mógł uznać, tę rzecz za na tyle dobrą, by uznać ją za soundtrack swojego życia. Potem sobie przypomniałem, że sam tu wrzucałem jakieś Bananowe Songi i w sumie jak tego se posłuchałem, to uznałem, że to nawet nie jest tak złe. No, tak myślałem po pierwszej minucie, bo potem jednak ten kawałek to zaczął mnie męczyć. No i jestem rozdarty, bo nadal nie kumam co w tym Musiał słyszy takiego, a z drugiej nie chcę wyjść na hipokrytę lvl 1000. Dodam więc tylko, że mi radio/tv/cokolwiek nie obrzydziły tego kawałka JAKOŚ STRASZNIE i zostawię was z klasycznym NIE WIEM. Ujdzie jako ciekawostka.

Yellow Magic Orchestra - 1000 Knives

Gdyby mi się chciało jeszcze bawić w kolorki, to bym pewnie tutaj użył jakiegoś złotego, seledynowego, sraczko-buraczkowego, albo chociaż obsranozielonego. Kuźwa, to jest to czego szukałem i potrzebowałem. Śmieszna sprawa generalnie, bo wydawać by się mogło, że to jest projekt, który powinienem chociażby z nazwy kojarzyć - ale nawet i tego nie, będąc szczerym, nawet jeśli mi się przewinęła, to praktycznie nic nie mówi, tak jakbym nwm zlał ich w świadomości z ELO i na tej podstawie zlał, przez co czuję się trochę tak jakbym był nwm członkiem klubu literackiego i nie znał Czarodziejskiej Góry. Kurczę, to jest wspaniałe, to łączy w sobie chwytliwość i przebojowość "Zachodnich" ejtisów wraz z tym japońskim sznytem, który sprawia, że praktycznie wszystko co powstaje w tym kraju jest uroczo popierdolone - w anime mnie to nie grzeje, w muzyce odwrotnie. Nie sądziłem tbh że się tak da, ale najwyraźniej się da. Złoto.

Maria Mena - Leaving you

No cóż, wuja znowu stoi na straconej pozycji, bo ciężko, by wrzucił coś mocniejszego niż poprzednia wrzuta. No i w kontekście tejże ten kawałek raczej wypada nieprzekonująco - jest po prostu taki jakiś siakiś zbyt zwykły, poprawny, normalny (sam nie wiem czemu nie wymieniłem tutaj RZETELNY, bo teoretycznie też powinno pasować). Generalnie to ja odnoszę wrażenie, że słyszałem to na początku poprzedniej dekady szabanaście razy, co w sumie jest ciekawe, bo kawałek wyszedł w 2015. Nie powiem o nim nic złego, bo na to nie zasługuję, ale raczej nie zakładam sytuacji w której się okaże, że jakoś mocno u mnie zapunktuje z czasem.

Dobra kolejka, odkryłem dwie spoko rzeczy, które planuję zbadać szerzej w kiedyśtam, parę rzeczy typu poprawnych, przypomniałem sobie o spoko kawałku i poznałem nazwę kawałka, której w inny sposób zapewne bym w życiu nie poznał. Jestem zadowolony.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 21 kwie 2023 01:44

shodan pisze:
20 kwie 2023 23:43
Nie wiem czy wytrzymałbym cały album w takim tempie. Może jakbym słuchał cichutko? :roll:
Żaden z ich albumów nie ma jednostajnego tempa ;)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 21 kwie 2023 07:49

No, Melki, dzisiaj tu widzę recenzje. Zasada 24h Murzyna mode on.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 kwie 2023 09:23

mintaj pisze:
21 kwie 2023 00:40
Fred Wesley & The J.B.'s - Blow Your Head


Generalnie to jest po prostu FAJNA muza, ja w kwestii funku jestem generalnie analfabetą i chyba muszę iść na solidne korepetycje na Wyższej Szkole Murzynologii w Bełchatowie, gdyż jeszcze jestem na tym etapie, gdy to wszystko brzmi dla mnie dość podobnie i te skojarzenia też siłą rzeczy są oczywiste. Faktycznie ten syntezator jest zajebisty, by nie rzec ROBI kawałek, ta metafora spoiwa między dęciakami i sekcją rytmiczną cały czas chodzi mi głowie gdy tego słucham. xd Fajne, fajne, zyskuje z każdym odsłuchem.
Spoko, przy reszcie recenzentów i tak już brzmisz jak absolwent tej uczelni ;(
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 kwie 2023 00:02

Hien pisze:
21 kwie 2023 07:49
No, Melki, dzisiaj tu widzę recenzje. Zasada 24h Murzyna mode on.
Z 24 zrobiło się 48, ale jutro rano jedziemy z następną kolejką, a Melki (JAK ZWYKLE) dorzuci recenzje razem z wrzutką.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 kwie 2023 11:41

Trudno, Melki gapa utonął w szachach a ja zwarty i gotowy jak zawsze nową kolejkę ZACZYNAM DZIŚ...

Joe Armon-Jones - Starting Today
(2018)

Przy okazji mojej wrzutki The Bottle napisałem że:
stripped pisze:
01 kwie 2023 13:37
W każdym razie jeśli chodzi o czarną muzykę to jeden z najważniejszych numerów jakie znam, kolejne obok Expansions fajne połączenie groove'u i świadomego przesłania. Za jakiś czas (raczej w kolejnej 25. najwcześniej) wjedzie jeszcze numer który dla mnie brzmi jak muzyczne dziecko tych dwóch utworów.
Ale nie będę tyle czekał gdyż... The Bottle miało wlecieć w drugiej 25. a moja dzisiejsza wrzutka właśnie teraz wiosną, tamten opis zwyczajnie się zdezaktualizował.

Źródła tej wrzuty siegają do wytwórni Brownswood Recordings założonej przez Gillesa Petersona, radiowego DJa, pasjonata muzyki, często promującego dobry groove z różnych stron świata. Śledząc ich kanał na YouTube pewnego dnia zwyczajnie rzuciła mi się w oczy premiera utworu Starting Today jazzowego klawiszowca Joe Armon-Jonesa. Z tym nazwiskiem zetknąłem się chwilę wcześniej przy okazji kompilacji We Out Here promującej nowe nazwiska na brytyjskiej scenie jazzowej, Joe Armon-Jones miał tam jeden kawałek, był też w innym numerze jako członek Ezra Collective. O ile ta składanka nie wciągnęła mnie na dłużej tak premierowy singiel Starting Today z jego debiutu o tym samym tytule już bardziej.

Jest to całkiem zacny, długi kawałek jazz fusion z niezłym groovem napędzanym linią basu i rytmiczną stopą perkusji, w utworze wokalnie udziela się niejaki Asheber który ma taki trochę kaznodziejski ton i podobne przesłanie miłości które momentalnie skojarzyło mi się z wrzucanym już przeze Expansions, gość chwilami mocno się wczuwa i drze się w niebogłosy jak opętany w kulminacyjnym punkcie utworu. Joe czaruje na klawiszach, ktoś tam jeszcze dorzuca swoje trzy grosze na dęciakach a stopa uparcie prze do przodu przez cały numer aż do końcowego wyciszenia.

Byłby to numer jak wiele innych, po prostu kolejny fajny jazzowy kawałek na mej drodze ALE mam z nim związaną bardzo fajną historię akurat. Otóż w maju 2018 kiedy ukazywała się debiutancka płyta Joe Armon-Jonesa na jego fanpage'u ogłoszono konkurs w którym można było wygrać - uwaga - okładkę, alternatywną ręcznie malowaną okładkę płyty winylowej na jego album. Nie pytajcie czemu, chyba ze zwyczajnej chęci spróbowania wygrania czegokolwiek wziąłem udział w tym konkursie - choć co najśmieszniejsze wcale nie planowałem kupna tej płyty ani tym bardziej jeszcze droższej wersji winylowej. Konkurs polegał na tym by we wrzuconym przez niego filmiku znaleźć jakieś sekretne hasło i wysłać mu je we wiadomości na Messengerze. Oglądałem ten filmik jak porąbany doszukując się cholera wie czego i podsyłałem wszelakie napisy ujrzane w tym klipie ale raz po raz okazywało się że niestety to nie o to chodziło. Nie udało mi się wtedy wygrać tej okładki ALE wtedy Joe napisał do mnie że doceniając mój wysiłek mogę dostać nagrodę pocieszenia. Tą nagrodą pocieszenia okazał się być 10-calowy winylowy singiel Starting Today, tzw. white label (promo lub test press), czyli winyl bez okładki z białą etykietą opisaną jedynie markerem, który to winyl przyleciał do mnie z UK jakieś dwa tygodnie później. Tym oto zabawnym zbiegiem okoliczności zamiast do niczego mi nie potrzebnej okładki płyty albumu zdobyłem singiel którym mocno się jarałem. Zatem taka to historia, ja tam nie wierzę w przypadki i myślę sobie że kosmos działa w piękny choć niezrozumiały sposób xD

https://youtu.be/X_3lbnwLuMI
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 kwie 2023 14:44

Culture Club – Karma Chameleon

Teraz moja kolej aby przywalić oczywistym hitem. Jeśli chodzi o Culture Club, to naprawdę miałem rozterkę czy dać obsrany hit, czy może zamiast niego obsrany hit. Bo „Do You Really Want to Hurt Me” również bardzo sobie cenię, i mam fajne wspomnienia z tym kawałkiem kiedy byłem jeszcze za mały aby mieć coś takiego, jak wyrobiony gust muzyczny. A zawsze ten numer uwielbiałem. Ostatecznie przeważyły inne sentymenty i mój wybór pada na coś bardziej, heh, wiosennego, pogodnego, itd. Karma Chameleon.

Ogólnie, album z którego pochodzi ten kawałek („Colour by Numbers”) jest znacznie lepszy niż „Kissing to Be Clever”, na którym to, poza wspomnianym „Do You Really Want to Hurt Me” i może dwoma kawałkami, nie ma nic ciekawego. Tymczasem „Karma Chameleon” ma bardzo zacne towarzystwo, i to bardzo eklektyczne. Wrzucany przeze mnie kawałek nadal jednak się wyróżnia, bo to niemal country. Generalnie utwór mówi o ludziach, którzy nie mają w sobie siły żeby powiedzieć co myślą, i wszystkim potakują. Kiedy byłem młodszy, jakoś w okolicach gimbazy, byłem czasami takim „yes manem”, bo nie miałem jaj i przez to często wewnątrz czułem się jak pipa. Znacie ten moment wieczorem kiedy kładziecie się spać, mózg się odpala i robi projekcje „best of” najbardziej upokarzających momentów waszego dotychczasowego życia. Mnie często przypominają się wtedy te chwile, kiedy potakiwałem ludziom, z którymi się nie zgadzałem, bo chciałem uniknąć konfrontacji, bo się bałem, bo coś, ale wewnątrz się we mnie gotowało i po prostu gardziłem sobą za brak jakiegoś kręgosłupa, co musiało wynikać z jakichś kompleksów, których narobiłem się wcześniej w szkole (ten z astmą, najsłabszy, najmniejszy, popychadło). Smutna historia z happy endem, bo nie „wyrosłem” na takiego człowieka, nie boje się ludzi, ani swojego zdania, przez co nie czuję pogardy względem siebie.

Tym samym, „Karma Chameleon” przemawia do mnie na wielu różnych płaszczyznach, a to już coś na 80sowy przebój. Muzycznie, czerpię radość z tego kawałka, ale ja lubię klimaty country, nawet kiedy są tak ejtisowo przerysowane, jak tutaj. Poza tym, Boy George. Gdybym miał układać jakieś top10 najlepszych wokalistów, wśród zespołów kojarzonych przede wszystkim z tamtą dekadą, to Boy George by się tam znalazł, o ile nie wyżej. Facet ma niesamowicie piękny głos, i może akurat w „Karma Chameleon” to się jakoś bardzo nie odznacza, to słuchając płyt Culture Club wyrobiłem sobie taką opinię o Chłopcu Jerzym. W latach 80, to był naprawdę doskonały frontman, pełen uroku i jakiegoś magnetyzmu, nie dziwię się, że ulegały mu obie płcie.

W każdym razie, mam mnóstwo fajnych wspomnień związanych z tym utworem i generalnie uważam, że to świetna piosenka z refrenem, który jak się do was przyklei, to się nie odklei. Tak przed zbliżającą się długą majówką.

https://www.youtube.com/watch?v=h5WA79F ... Vvbg%3D%3D
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 22 kwie 2023 15:25

Mnie często przypominają się wtedy te chwile, kiedy potakiwałem ludziom, z którymi się nie zgadzałem, bo chciałem uniknąć konfrontacji, bo się bałem, bo coś, ale wewnątrz się we mnie gotowało i po prostu gardziłem sobą za brak jakiegoś kręgosłupa, co musiało wynikać z jakichś kompleksów, których narobiłem się wcześniej w szkole
Brzmi jak ja gdzieś w okolicach 2012-14, chyba najgorsze z tego było to, że poprzez to przyjąłem "pakiet" mało interesujących i naiwnych poglądów politycznych, plus elityzm muzyczny (tutaj to w ogóle dostawałem schizofrenii bo moje bańki mialy różne opinie na temat tych samych wykonawców). Jaki ja byłem zrąbany prostytutka, szczerze mówiąc nie jestem w stanie nawet czytać swoich niegdysiejszych postów tutaj, bo tak mnie krindz łapie. xD
Przypłaciłem to depresja, odcięciem się od większości znajomych jesienią 2014 (przy okazji poszedłem na kulturoznawstwo lol) i radykalnym nonkonformizmem od tamtej pory.
Czy czegoś żałuję? Nie wiem. Po co to napisałem? Nie wiem
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 kwie 2023 16:28

Propaganda - Dr Mabuse (1985)

Hienałcze atakuje z ejtisami, doskonale się składa, bo też takowe mam. Ale - dla niektórych przynajmniej - bardziej obskjurowe. Co jest ciekawe, bo Propaganda była dość "chodliwym" bandem back in the day, tylko mieli pecha być dość rozbudowanym zespołem, który miał problemy w określeniu własnej drogi artystycznej i jeszcze wmieszał się w konflikt z własną wytwórnią. Wylansowały ich 2 osoby można powiedzieć - Trevor Horn z The Buggles, który wyprodukował im pierwszy album (i był zachwycony ich muzą generalnie), zresztą, ZTT Records, która podpisała z nimi kontrakt to właśnie wytwórnia Horna, oraz Anton Corbijn swoimi klipami zrealizowanymi do ich singli (przede wszystkim właśnie do wrzucanego przeze mnie, aż 2 wersje powstały). MTV lubiło je wówczas puszczać, także zdecydowanie im to pomogło. Niestety, po pierwszym krążku (z którego Dr Mabuse pochodzi) i po pierwszej trasie (na której do bandu dołączyło dwóch eksczłonków Simple Minds, tj. Derek Forbes na basie i Brian McGee na bębnach, potem też Steve Jansen), jedna z dwóch wokalistek, Claudia Bruecken odeszła. Potem było jeszcze kilka przetasowań i nowy skład wydał drugi krążek z inną wokalistką dopiero w 1990. Nie był już wielkim sukcesem xD Oficjalnie Propaganda istnieje do dziś, ale składa się na nią tylko 2 oryginalych typów od muzy, za to mamy jeszcze grupę xPropaganda, gdzie Bruecken śpiewa z tamtą oryginalną drugą wokalistką, Susanne Freytag i grają dokładnie to samo xD Trochę jak z Baccarą swego czasu. Generalnie polecam cały pierwszy album Propagandy, bo jest złotem. Dr Mabuse to niejedyny dobry na nim numer, fajny jest nawet skrajnie popowy Duel, do którego opening był używany jako opening jakiejś audycji w bodaj Trójce... Fajna rzecz ta płyta, polecam i pozdrawiam.

Propagandę poznałem przypadkiem, bo o ile oczywiście FORUM80S.PL, to wtedy miałem gdzieś i numery i wideo. Takie czasy, teraz to se na Jutube wpiszę i mam, wtedy trzeba było zasysać klipy w jakości ziemniaka wrzucane na YouSendIt, niby te 150 MB ale Nerwostrada ciągnęła to w 3 godziny, trzeba było robić selekcję (wybierałem głównie Simple Minds i New Order). Aż zobaczyłem na VH1 klip do Doktora w lutym 2011. Zrobił wrażenie generalną industrialową rozpierduchą na secie (to była ta "kolorowa" wersja), poza tym, no, w końcu usłyszałem samą piosenkę. Zaciągnąłem płytę, i niemal cały (dopiero) kwiecień 2011 ją ciągnąłem (a był to dla mnie wyjątkowo paskudny czas). Tekst nawiązuje do postaci... well, Doktora Mabuse, fikcyjnej postaci z książki Norberta Jacquesa, którą spopularyzowały filmy Fritza Langa na podstawie pierwszej i drugiej części tej pozycji literackiej (trzeci film chyba nie miał pisanego pierwowzoru). Gość jest creepy kryminalistą, który w dużym skrócie chce zostać superkingpinem, ma paranormalne zdolności i w ogóle. Przyznaję, nie widziałem żadnego filmu, nie czytałem książki, ale poczytałem o jednym i drugim. Piosenka jest mocno ejtisowa, bębny, klawisze, przejścia, hity perkusyjne, cała produkcja. Wokal Bruecken wypadł fantastycznie (zresztą ona w ogóle jest dobrą wokalistką, robiła potem karierę, np. w duecie z Paulem Humphreysem z OMD, śpiewała u Apoptygmy Berzerk, miała kolabo z Wolfgangiem F. z Kraftwerk i Peterem Hookiem), też soczyście buduje klimat utworu. Jest kwiecień, znów wiosna (ale taka porządna), więc robię sobie revival tamtych czasów (trochę na pełnej, ale w sumie przypadkiem), no i sufluję Wam ciekawą muzykę. Słuchajcie, ale ostrożnie, bo potem KEIN ZURUECK FUER DICH!!!

https://www.youtube.com/watch?v=RicZSy1JcFU
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 kwie 2023 16:29

Mentos, mogłeś to zachować na recenzje xD ale spoko, możesz też napisać to wszystko jeszcze raz, bo w końcu tak fajnie się wraca do takich rzeczy lol
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 kwie 2023 16:31

mintaj pisze: Czy czegoś żałuję? Nie wiem. Po co to napisałem? Nie wiem
Nie wiem, NIE WIEM.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 23 kwie 2023 17:00

Trochę żałuję, że nie da się inaczej formatować wrzutek, bo rzuciłbym wam mój ulubiony duet z dysko YMO... trudno żebym wrzucił całą płytę, ale starałem się jak mogłem i wyszło bardzo sympatycznie!

Zapraszam na wycieczkę, proszę zabrać misia w teczkę. Wbrew ewentualnym narzekaniom wybieram najlepszą wersję, czyli najdłuższą wydaną oficjalnie, po bożemu. Krótka singlowa trochę nie zdąży wywołać większego wrażenia, bo zaraz się kończy. Na The Mix solidnie odświeżenie oznacza kompletne wytarcie monotonii i specyficznego, systematycznego narastania... a moja ulubiona wersja koncertowa jest niestety w dość średniej jakości.

Oczywiście przygoda z muzyką Niemców zaczęła się przy okazji jakiegoś programu muzycznego słuchanego w głębokim dzieciństwie. Modelka od zawsze robi wrażenie, a na młodym człowieku to już w ogóle. Surowe, chłodne brzmienie i jednocześnie bardzo specyficzny romantyzm w tekście... zawsze miałem skojarzenie z jakąś podróżą samochodem w głębokiej mgle, pomimo upływu lat ono nigdy do końca nie zniknęło. Bardzo wcześnie wzbudzili moją ciekawość, więc nic dziwnego, że znam dobrze całą dyskografię, sprawdzałem również Organisation. Był czas, kiedy nawet robiłem research koncertowy i dzięki temu znam parę rewelacyjnych bootlegów. Mimo tego nigdy mnie specjalnie nie ciągnęło do słuchania ich płyt po niemiecku, przede wszystkim angielski i ten nawyk jest już nie do zmienienia. Przez lata zmieniały się moje ulubione utwory, ale od dłuższego czasu sytuacja jest ustabilizowana i bez problemu rzucam wam Autostradą. Elegancki pomost między pure electronic mieszanką melodyjności i surowości a krautrockowym rodowodem. Utwór, który można bardzo swobodnie rozciągać i skracać, istnieją wersje od trzech do ponad czterdziestu minut. Albumówka zaskoczyła za którymś razem... w trakcie podróży pociągiem. Ciepła pogoda, jazda przebiegała dość monotonnie - trafiło na podatny grunt. To taki soczysty dżemik! Być może nie na każdą okazję, przyda się odpowiednie nastawienie, żeby potem nie oczekiwać bóg wie czego, ale z drugiej strony nic nie poradzę na ewentualnie narzekania, że słoń jest słoniem xD Kanoniczny motyw klawiszowy, równie klasyczne śpiewane zwrotki, a potem improwizacja jedna po drugiej, raz szybciej, raz wolniej, mniej lub bardziej urozmaicone.

Zadanie dla grupy rozszerzonej: jeśli podeszło, to zapraszam jeszcze do doskonałego wykonu Autobany w 1997 roku - idealny groove, a przede wszystkim świetna zabawa na klawiszach w połowie kawałka. W tym przypadku to tylko trzynaście minut!

Kraftwerk - Autobahn (1974)

https://youtu.be/vkOZNJYAZ7c

Bonus dla słuchaczy nie niedzielnych: https://www.youtube.com/watch?v=c8Ktbno ... k5Nw%3D%3D
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 kwie 2023 23:03

And One - Killing The Mercy

Tak naprawdę wcale nie znam tego zespołu, bo oprócz 3 utworów nie znam nic ponad to. I wcale nie mam ochoty poznawać czegoś więcej. Zwyczajnie nie lubię tych wszystkich zespołów będących podróbkami DM. Bo DM jest tylko jeden. Ale mam słabość do dwóch utworów zespołu And One: Military Fashion Show i Killing The Mercy. O ile ten pierwszy to taki naprawdę super brzmiący elektroniczny numer idealny do zabawy i skakania po paru głębszych, to Killing The Mercy ma zupełnie inny, niesamowity klimat i oddziałuje na mnie dosyć mocno. Co ciekawe wokal jest niby nieciekawy - bardzo niski i skrzypiący. I skala zaśpiewów jest na naprawdę nikczemnym poziomie. Ale do tego numeru to zwyczajnie pasuje. Zagrywki klawiszowe ze starej szkoły są super. Zwrotki są spoko, ale dopiero refren naprawdę ma ujmującą linię melodyczną. Wywołuje ten utwór we mnie jakieś zupełnie niezrozumiałe emocje. Dodatkowo teledysk robi super robotę. Tak więc mamy tutaj utwór nie interesującej mnie generalnie imitacji DM, która jednak potrafiła stworzyć coś, co mnie rusza, wzrusza, porusza. Wyszedł im ten numer niesamowicie. Ma w sobie jakiś potężny ładunek emocjonalny. I nie chodzi mi o tekst, bo chociaż go czytałem, to nie robi na mnie wielkiego wrażenia. Ja jestem dużo bardziej podatny na emocje związane z warstwą brzmieniową. I Killing The Mercy od lat niezmiennie mnie rusza i porusza. Czasem równie mocno, jak niejedna śpiewająca pani.

https://www.youtube.com/watch?v=2pCXdUFeY4c
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 kwie 2023 23:58

shodan pisze:
23 kwie 2023 23:03
Zwyczajnie nie lubię tych wszystkich zespołów będących podróbkami DM.
Mocne słowa, jak na kogoś kto zna całe TRZY utwory zespołu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 24 kwie 2023 23:54

XD
Wiem, że poprzednia kolejka miała miejsce 1000 lat temu, ale mimo wszystko spox z waszej strony, że doceniliście mój skok na lajki i megaoczywisty wybór.

Flipper - Ever

Miałem kilka pomysłów na tę kolejkę - pierwszym z nich było wrzucenie Dzwonów Rurowych, ale odpuściłem, bo nie wiem, czy to jest dla mnie AŻ TAK ważne dzieło, ale nawet jeśli tak jest, to nie uważam, by był na to odpowiedni czas. Potem rozważałem wrzucenie ultraoczywistego ejtisa będącego niejako uzupełnieniem mojej odpowiedzi do KUBY z soboty i wyznam wam, że ten kawałek się też u mnie pojawi, ale no nie teraz, bo co za dużo to niezdrowo i w ogóle.
Zamiast tego po prostu wrzucam nie aż tak oczywistego ejtisa. Flipper to raczej dość niszowy zespół i wątpie w to, by ktokolwiek z was się z nim zetknął (może Murzyn, bo to też jeden z zespołów, które Cobain wymieniał jako swój ulubieny, ale wątpie i w to), bo nie podejrzewam nikogo z was o pokryjome słuchanie hc punka i tego typu rzeczy. Mimo wszystko w swojej niszy uchodzi za kultowy, można znaleźć parę przykładów znanych artystów (jeden już wymieniłem), którzy go słuchali i generalnie dość powiedzieć, że na ich cześć nazwano pewien automat do gier. Tak, uważam to za zabawne i musiałem to napisać.
Znam w sumie tylko jeden DŁUGOGRAJ tego zespołu, jest to rzecz jasna debiut zwany "Album - Generic Flipper". To było jakoś wiosną 2013, w tym wielokrotnie opisywanym przeze mnie okresie, w którym nie robiłem nic wartego wzmianki, więc nadupcałem albumy jak leci i ile wlezie. Tak się składa, że miałem wtedy zajawkę na szeroko pojęty post-punk, więc leciałem jakimiś listami z RYMów i w sumie co kogo to gówno obchodzi, to nawet nie jest ciekawe. xD W każdym razie album urzekł mnie od pierwszgo odsłuchu, od razu "kupiłem" to charakterystyczne, brudne brzmienie i granie, które sprawia wrażenie chaotycznej kakofonii i może nawet nim jest, ale ja w tym brudzie i syfie dostrzegam pewien urok, może nawet zaryzykowałbym tezę, że ten album jest na swój sposób piękny. A nawet jeśli się ze mną nie zgodzicie, to na pewno nie zaprzeczycie temu, że to nie jest muza, która zostawia obojętnym.
Album o którym piszę zaczyna się od kawałka Ever i w sumie już po pobieżnym zapoznaniu się z nim oraz tekstem do wiedziałem, że jesteśmy w domu. W sumie już trochę "wyprztykałem" się z tego, co miałem tu napisać, opisując swój epizod libertariański (XD), więc najwyżej się powtórzę, ale kij z tym - te dekadę temu byłem mocno zahukanym i zakompleksionym bakłażanem, który próbował budować swoją osobowość na przynależności gdziekolwiek. Zazwyczaj kończyło się to kuriozalnie, bo mój ówczesny brak obycia w relacjach międzyludzkich połączony z kompleksami i - mimo wszystko - niewielką wiedzą ogólną sprawiał, że raczej bywałem czymś pokroju popychadła łamanego na NPCa i propsowałem najbardziej lamerskie wysrywy lamerskich spierdolin, przyjmując ich nierzadko spierdolone poglądy, w celu uzyskania PROPSÓW. Oczywiście zawsze kończyło się to czymś pokroju kaca moralnego, ale to chyba oczywiste.
No i tutaj wjeżdzamy z buta z tym kawałkiem i tekstem, który idealnie wręcz opisuje wspomnianego wyżej przeze mnie kaca moralnego i stan pogardy do samego siebie i z którym też siłą rzeczy też się utożsamiałem. Może już nie działa na mnie aż tak jak dziesięć lat temu, bo rzadko zdarza mi się myśleć o tym, że jestem najgorszym człowiekiem na ziemi (wychodzę z założenia, że nawet jeśli zorganizowanoby plebiscyt na taką istotę, to jego wyniki nie byłyby wiążace, ponieważ od zwycięzcy zdecydowanie gorsze byłyby osoby, które nawet i ten konkurs przegrały), ale nadal DOCENIAM, jest w tym jakaś przewrotność, może bym nawet zaryzykował tezę, że czuję w nim ducha Morrissey'a. xd Dobra, co ja będę pieprzyć - bierzcie i słuchajcie tego!

https://www.youtube.com/watch?v=oP38YezN88M
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 kwie 2023 00:01

Nie kojarzę tej nazwy w ogóle, ciekawie będzie.

Ja tylko napiszę, że od tego momentu, kolega PT TP HTTP Malkolit ma 24h na uzupełnienie braków i wrzucenie nowego numeru (razem, bez rozbijania), potem lecimy z recenzjami i Melki musi czekać do następnej kolejki (co mu będzie może nawet na rękę, nie wiem, bo nabrał wody w usta). Właśnie wybija północ, więc w praktyce Melki ma jakieś półtorej dobry na wypełnienie ubytków. Od środy rano lecimy z recenzjami.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 kwie 2023 09:51

mintaj pisze:
24 kwie 2023 23:54
Flipper to raczej dość niszowy zespół i wątpie w to, by ktokolwiek z was się z nim zetknął (może Murzyn, bo to też jeden z zespołów, które Cobain wymieniał jako swój ulubieny, ale wątpie i w to), bo nie podejrzewam nikogo z was o pokryjome słuchanie hc punka i tego typu rzeczy.
No nie, szczytem obskjurowości w moich przygodach z rockiem był chyba OST do dokumentu Hype! o grunge'u i album Meat Puppets II, podejrzewam że coś z tych płyt znasz i może lubisz nawet.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 26 kwie 2023 03:21

Parę słów podsumowania o Królowej:
Stripped, nie wiem, ja już się przyzwyczaiłem do bardzo dziwnych rzeczy w wykonaniu różnych wykonawców (chyba) - tzn. zauważam, że mnóstwo muzyków robi rzeczy, których, patrząc tylko na ich ogólny wizerunek w mediach, właściwie nie powinno się spodziewać. A i tak ciągle trafiam na kwiatki różne, więc to raczej tylko wiem niż czuję. I chyba dobrze. Też tak myślę, że to szaleństwo zapowiadało już finał. Zgadzam się z Hienem w kwestii podkręcania znanego już wcześniej klimatu, w jakim poruszał się zespół. Tak chyba łatwiej to zaklasyfikować. Cieszę się, że Devowi i Shodanowi przypomniałem o czymś fajnym. Dragon dużo pisze o kreacji, coś w tym jest, ale czyż znaczna część wystąpień publicznych nie jest taką kreacją? ;) Fajnie, że się podobało, tym bardziej, że dla mnie Queen głównie przewija się na dalszym planie. Ale może przyjdzie jeszcze na nich czas.

I czas zabrać się (znów) za kolejną kolejkę w stanie już mocno niedojeżdżającym.

Fred Wesley & The J.B.'s - Blow Your Head

Mmmm... syntezator... Mmmm... będzie rzeźnia, jeśli ten dźwięk będzie się przewijał przez cały utwór lub w pewnym momencie się przegryzie - tak pomyślałem przy pierwszym odsłuchu. I rzeczywiście - jest rzeźnia, ten dźwięk wyjątkowo drażni, męczy ucho, co za łobuz to włączył do kawałka. Tym bardziej, że jest zupełnie bez sensu, za to odbiera uwagę innym elementom utworu. Bit jest całkiem ok, potem wchodzą instrumenty dęte i może robiłoby się bardziej nastrojowo, gdyby nie ten agresywny dźwięk w tle, jakby ktoś się bawił klawiszem. Rytm biegnie do przodu, trąbka szaleje, ale wszystko trzyma w jednym punkcie to pseudokosmiczne coś. Dziwny to kawałek, bardzo. Bardzo chaotyczny. Sorry, Murzyn, jak zwykle bardzo jestem zainteresowany Twoimi wrzutkami z tej jazzowo-funkowo-rytmicznej strony, tak w Blow Your Head gdzieś się chyba zagubiła energia. Mmmm… syntezator, tak, to to!

Fink - Truth Begins

I od razu zmiana klimatu. W miejsce jazgotliwego keyboardu wchodzi nam melancholijna gitara i melancholik za mikrofonem, którego spokojny głos ładnie uspokaja nastroje po funkowych atakach. Refren buduje bardzo przyjemny nastrój, nienachalny, ale wyraźny rytm dodaje kawałkowi mocy. Fajna jest ta linia wokalu, bardzo przyjemnie się jej słucha, chwytliwa jest, buduje uczucie lekkiej nostalgii, powtarzalność dodaje uroku kawałkowi, fajnie to pasuje do pogody za oknem, zdecydowanie jestem na tak. Końcówka jest fajna, tam, gdzie zaczyna gasnąć część instrumentalna, dobrze jest. Nie wiem, co napisać więcej, bardzo mi się podoba.

Touch and Go - Would You...?

Znów zmiana nastroju. Teraz mamy mocny bit, na tle którego babka deklamuje, klimat faktycznie jest taki barowy, mnie skojarzył się od razu z innym znanym przebojem Tango in Harlem. Albo jakimś ELP w wykonaniu Lake’a. Tekst w sam raz do zapętlania i puszczania raz za razem. Fajna jest ta partia instrumentu dętego, piosenka, jak to barowa piosenka, wprowadza przyjemny nastrój w tle. Kobieta ma sympatyczny głos, bit mógłby być w sumie jeszcze bardziej bujający. Pewien sceptycyzm wkrada się, kiedy pomyślę, że na samym początku ten kawałek przemykał obok mnie jak typowa muzyka tła i w zasadzie nie za bardzo potrafiłem go zapamiętać, ale… to jest coś, co puszczone raz na jakiś czas dobrze się sprawdzi. Jest ok.

Yellow Magic Orchestra - 1000 Knives

I muzyka znów nabiera ciemniejszych barw, lokal zmieniamy na mniej piwiarski, a bardziej… wyrafinowany? Futurystyczny? Brzmienie w każdym razie mało zgiełkliwe i pod tym względem dosyć gładko wchodzi. Muzyka to biegnie i wykręca na różne strony, to uspokaja się i przystaje. Ciekawe to w sumie jest i chętnie bym się tym zainteresował później. Skoro ostatnio wróciłem do paru rzeczy z naszych bestek (przede wszystkim do Kiddy Smile), to perspektywy są całkiem obiecujące. Mocne, elektroniczne brzmienie długimi momentami utrzymuje napięcie lub coś (bliżej niesprecyzowanego) obrazuje. W tle leci nieźle bujający bit, trochę jak jazda przez dużą, miejską przestrzeń, trochę przypomina to reklamę nowoczesnego świata (co jest jak najbardziej pozytywne) z mnóstwem komputerów, różnych ułatwień na drodze i w budynkach, futuryzm pełną gębą. Czuję jakieś zaczepienie o niedawno słuchane przeze mnie The Orb. Dobra rzecz!

Maria Mena - Leaving you

O, a teraz mamy taki dość spokojny przebój. Bit taki trochę mało wyrazisty, pani ma nieco krzykliwy głos mimo że jakby na wpół szeptała, to jest chyba to, co pisał Murzyn, chęć bardzo wyrazistego śpiewania. Zaczyna się bardzo spokojnie, taki domowy, pokojowy kawałek. Muzyka w tle dość typowa, nie wiem, czy będę potrafił to odróżnić od innych, podobnych utworów. Refren chyba nazbyt głośny w relacji do zwrotek i jakoś mnie to nieco drażni. Jakbym słyszał niedawno coś podobnego, ale nie potrafię sobie przypomnieć, czyja to była piosenka. W sumie Leaving You wydaje się dość znośną piosenką, co przy Blow Your Head brzmi jak komplement.

Tears for Fears – Shout

Na finał kolejki mamy największy, najbardziej znany hit. Kawałek znany mi od… właściwie mogę powiedzieć, że od zawsze. W tym kawałku wszystko jest dobre: od narastającego napięcia w intrze, przez pierwsze wejście wokalu, linię zwrotki, część instrumentalną aż po finał. Mmmm… ten groźny wokal, jest w nim moc. Przyznam, że nie mam jakiegoś szczególnie osobistego stosunku do Tears for Fears, ale Shout jest jednym z takich hitów, do których bardzo lubię wracać. To potężne brzmienie jeszcze potęguje dobre wrażenie. Piszę chyba same banały, ale ta piosenka jest tak dobra, że trudno tu coś szczególnego dodać, nic, tylko słuchać i słuchać i wrzeszczeć do tego. Mocarne to!

Myślę, że kolejka jak najbardziej na plus. Na początek lekko mnie przerażało, że najbardziej wyrazistą wrzutką wydaje mi się moja własna (i Shout), ale dość szybko się przegryzło. Shout, YMO i Fink zdecydowanie na plus w tym zestawie. Na minus syntezator z Blow Your Head.


I wrzutka ode mnie do kolejnej rundy:

Mark Knopfler – Lights of Taormina

Ta wrzutka będzie mieć pewien rys osobisty. Trackera (2015) podsunął mi mój tata, sympatyk Dire Straits od lat (i Ultravoksu). Właściwie to dość łatwo go wchłonąłem razem ze ścieżkami bonusowymi. Mark Knopfler przy pomocy prostych środków wykreował bardzo piękny nastrój, a jego głos działał bardzo kojąco na mnie. Wtedy zresztą kształtowały się we mnie różne upodobania muzyczne. Ukoronowaniem tamtego okresu był koncert Knopflera w Krakowie, na który udaliśmy się wspólnie i bardzo przyjemnie spędziliśmy czas. Zagrał niemało piosenek solowych, kawałki Dire Straits miały charakter sentymentalny (świetna Romeo & Juliet). Z nowej płyty zagrał bodaj trzy utwory. Nie było wśród nich tego, który podrzucam.
Jego z kolei usłyszałem pewnego wieczoru w Radiu Kraków. To był raj dla uszu po dwudniowym katowaniu mnie i kolegi przez drugiego kolegę twórczością discopolowca spod Krakowa Albonisty (wyjątkowo prymitywne, wulgarne teksty; kolega lubi się odstresowywać przy muzyce dla jaj, często żenującej, często imprezowej – to on zaraził mnie Stachurskim; a ja wiem, że on to lubi i na swój sposób szanuję to, choć nie chcę, by puszczał tego typa i jeszcze paru podobnych).
Co my tu mamy: przyjemne brzmienie gitary, niespiesznie śpiewającego pana Marka i delikatny, aczkolwiek dość wyraźnie zaznaczony rytm. I ładną piosenkę wędrującego człowieka. Nigdy nie byłem na Sycylii. Ale miałem okazję spędzać wieczory w małych miejscowościach nieopodal wybrzeży Morza Śródziemnego (ostatni raz rok przed wydaniem Trackera) i w tej piosence czuję echa tych klimatów: ciepłych wieczorów, muzyki, kamiennych, niewielkich miasteczek i wielkiej, uśpionej energii tych miejsc. Przyjemny liryzm, niespieszna muzyka, po prostu urocza rzecz.

https://www.youtube.com/watch?v=4pyWTF20cgM
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 kwie 2023 07:24

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup