Best of Forum (Wideoklipy)
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No i fajnie, Hienałcze zrobił mi Dzień Dziecka, nadrobił zaległości i jeszcze spropsował klip, czuję się jakbym najadł się waty cukrowej i dostał pięć dych do wydania w sklepie z zabawkami, juhu.
Jak robimy dalej Panowie?
Proponuję może dajmy sobie tydzień na jakieś podsumowanie tej dyszki i 8 czerwca lecimy z wrzutami dalej, zapraszam również mentosa do zabawy który deklarował chęć.
Chyba że nie czujecie potrzeby podsumowania, nie wiem. Ta bestka trochę innymi prawami się rządzi myślę.
Jak robimy dalej Panowie?
Proponuję może dajmy sobie tydzień na jakieś podsumowanie tej dyszki i 8 czerwca lecimy z wrzutami dalej, zapraszam również mentosa do zabawy który deklarował chęć.
Chyba że nie czujecie potrzeby podsumowania, nie wiem. Ta bestka trochę innymi prawami się rządzi myślę.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No, przyznam, że ja nie czuję jakiejś potrzeby podsumowywania, bo to nie była jakaś przemyślana seria u mnie, wybierałem od kolejki do kolejki, więc w sumie nie czuję jakiejś spójności tej 10tki, po prostu dobiliśmy do milestone'a i tyle. Każdy tu wrzucał rzeczy tak różne od siebie, że będę zdziwiony, jeśli ktokolwiek będzie w stanie jakoś to podsumować xD Jakiegoś top3, też nie chce mi się za bardzo wybierać. Ogólnie zaczynam się lekko wypalać w tej bestce, nie wiem ile jeszcze wymyślę klipów, i coraz mniej chce mi się oglądać wasze (bez obrazy, ja po prostu nie jestem jakimś wielkim fanem teledysków jakotakich). Ale oczywiście na kontynuację się piszę, myślę że jak się bardzo wysilę, to kolejną 10 mogę stworzyć.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Hm no właśnie, to specyficzny przypadek jest myślę, trochę chwilami mam wrażenie spaliliśmy kilka fajnych numerów (które mogą oczywiście jeszcze wlecieć do bestki utworów NO ALE czy ktoś się zdecyduje to nie wiem), ja sam wiem że muszę albo tfu powinienem albo tfu czuję że mógłbym jeszcze bardziej na stronie wizualnej się skupiać choć tak naprawdę jedynie w 2-3 ostatnich kolejkach sobie poluzowałem nieco własne podejście do tematu. Mam na pewno jeszcze w zanadrzu rzeczy które funkcjonują jedynie z klipami a bez nich nigdy do niektórych rzeczy nie wracam praktycznie i pewnie się pojawią plus ewentualnie rzeczy wykonawców które nie pomieściły się w innych bestkach ale będą miały jakieś uzasadnienie z mej strony by tu wjechać.
Podsumowywać chyba też nie czuję potrzeby, z jednej strony kilka fajnych rzeczy obejrzałem a z drugiej nie wiem czy będę do nich regularnie wracał, to w sumie czas pokaże.
Podsumowywać chyba też nie czuję potrzeby, z jednej strony kilka fajnych rzeczy obejrzałem a z drugiej nie wiem czy będę do nich regularnie wracał, to w sumie czas pokaże.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
W każdym bądź razie dziękuję Wam póki co za udział i dla przypomnienia wszystkie 50 klipów jakie dotychczas wjechały:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... BV_C0UDImE
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... BV_C0UDImE
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
To ja w sumie na odwrót mam, sprawia na mnie wrażenie buca i jakiegoś przemądrzałego wujasa wyborcy Platformy, który zatrzymał się gdzieś w połowie lat 90 i wszędzie widzi czarnych i czerwonych. Inna sprawa to to, że mnie skręca od wypowiedzi praktycznie każdego muzyka rockowego w tym kraju, bo każden jeden plecie takie banały albo dyrdymały, że aż klawiatury szkoda.Kiedyś gościa nie lubiłem, ale mój stosunek do niego zmienił się przez lata na neutralny, aż po umiarkowaną sympatię
Ale teledysk faktycznie fajny, nie miałem w latach zerowych żadnych fancy stacji muzycznych, ale na TVNie bodajże było w którąś sobotę pasmo VIVY i regularnie się tam wówczas ten klip przewijał
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ok Panowie bo coś czuję że tu ogólnie ciśnienia na podsumowania nie będzie i może słusznie, a może zrobimy je w swoim czasie jak będzie tych klipów naprawdę sporo już.
Wobec powyższego zachęcam do kolejnych wrzutek, zaczynamy drugą dyszkę albo po prostu - jedziemy dalej i przy okazji zapraszam mentosa do udziału w zabawie skoro zgłaszał chęci
Wobec powyższego zachęcam do kolejnych wrzutek, zaczynamy drugą dyszkę albo po prostu - jedziemy dalej i przy okazji zapraszam mentosa do udziału w zabawie skoro zgłaszał chęci
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
U mnie chyba wygrał Dragon z Aphex Twin - Come to Daddy. Rewelacyjna rzecz. Dev miał świetny finisz z Banco i Austrą. Murzyn kilka rewelacyjnych clipów z Ameryki. Hien genialny teledysk Radiohead.
W sumie każdy coś dobrego wrzucił.
Aż mnie telepie z ciekawości, co Mentos mógłby tu wrzucić.
W sumie każdy coś dobrego wrzucił.
Aż mnie telepie z ciekawości, co Mentos mógłby tu wrzucić.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
To co miałem do powiedzenia to rzuciłem w recemzjach. Trudno robić podsumowanie przy tak różnych rzeczach. Mam trochę podobne podejście jak Hien, jeszcze chętnie coś tam rzucę, ale nigdy nie skupiałem się na teledyskach tak bardzo, by mieć potrzebę podsumowania, robienia serii wrzutek nawiązujących do.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
To ja może wrzucę, co będziemy czekać.
Taco Hemingway - Deszcz na betonie
(2016, produkcja - bo ciężko to nazwać do końca reżyserią - trio Łukasz Partyka, Tomasz Domański, Mikołaj Olizar-Zakrzewski)
Teraz Was trochę zaskoczę, drodzy PT Forumowicze, albowiem zapodaję wykonawcę w ogóle, którego może byście się po mnie nie spodziewali. Tzw. pop-rap dla późnych millenialsów jakoś mnie ominął, w 2013 byłem hipsterem, w 2014 robiłem nawrót w ejtisy a w 2015 moi ulubieni wykonawcy wypuszczali nowe krążki, więc jakoś nie było mi po drodze w Nową Polską Muzykę, czy jakąkolwiek muzykę w ogóle inną niż to, czego lubiłem słuchać. A jakoś w tamtym czasie ukazywała się Umowa o dzieło a potem Trójkąt warszawski, i z jakiegoś powodu każdy coś tam w moim otoczeniu z tego znał. W ówczesnej robocie miałem dość zgrany zespół, który przy okazji weekendów lubił sobie wybić na Pole Mokotowskie albo wprost na Bulwary Wiślane na browczyka lub dwa, a że były tam też osoby młodsze ode mnie i bardziej wkręcone w taką muzę to coś się poznało. I taką np. Umowę o dzieło, której pierwszy raz posłuchałem w 2016, lubię do dzisiaj (aż trudno uwierzyć, że aż 8 lat mija od tamtego czasu), Taco miewał momenty w tekstach, miewa niezłe bity, potem zrobił się mocno pretensjonalny i dość tandetny, no ale początków nie sposób mu odmówić. Marmuru nie słuchałem, jeszcze by mnie za fana wzięli, ale ten numer... jest w nim coś fajnego. No tak, ale to nie o muzyce, więc nawet lekko nostalgiczny tekst (i tytuł, którego nie rozumiem) oleję i skoncentruję się na samym wideo.
Wideo jest animacją przedstawiającą niby podróż Taco z Trójmiasta (choć przynajmniej jedno "ujęcie" sugeruje wręcz Półwysep Helski) do Warszawy pociągiem, który wylatuje z Gdyni czy tam Gdańska (a może Sopot, kto to wie i kogo to właściwie obchodzi) chyba jakoś rano, a do Stolicy dociera wieczorem (jak Was nie stać na EIP w postaci niebędącego pendolino Pendolino, to mniej więcej tyle się wciąż jedzie jak coś się na trasie zesra albo elektrowóz padnie). Pociąg sunie przez różne rysowane w jakichś cyfrowych warunkach krajobrazy, to morze, to jakaś rzeczka, łąka, pole, las, kemping, aż w końcu samo miasto stołeczne. Krajobrazom towarzyszą typowe scenki letnio-wakacyjne, mamy jakiś trap, jakieś molo, staw albo jeziorko, pewnie Mazury? Domki kempingowe typu Brda (ileż ja bym dał, żeby się w takim przespać, nawet z pająkami, których nie cierpię), jakiś modernistyczny pawilon sanatorium czy tam innego FWP Lokalna-Nazwa-Której-Towarzyszy-Nazwa-Mniej-Lokalnego-Zakładu-Pracy-Na-Drugim-Końcu-Kraju, w końcu ekipa jakichś pielgrzymów chyba, no i wszędzie w tle w refrenie gna ten pociąg. Podoba mi się dbałość o szczegóły, które są niby bzdurne, ale fajne (jak np. opadająca klapa od sracza w pociągu). W ogóle ujęcia z samego pociągu są fajne, ładnie oddano randomową stację CPN, jedną z szaf warszawskiego Osiedla za Żelazną Bramą, Dworzec Centralny, Most Średnicowy, no i śmietnik na Bulwarach po ewidentnym weekendzie melanżowym. Przyznam, choć może się to nie spotkać ze zrozumieniem, że uważam to wideo za małe arcydzieło. Lubię takie animowane rzeczy, a tutaj wyszło naprawdę super i dobrze zgrywa się z muzyką (która też jakaś bardzo zła nie jest). W taki przejazd znad morza do Warszawy bym się wybrał, koniecznie pociągiem. Zresztą, jechałem w przeciwnym kierunku w sierpniu 2018... i się wynudziłem xD więc może jednak nie?
https://www.youtube.com/watch?v=PCQs3vSJ6xA
Taco Hemingway - Deszcz na betonie
(2016, produkcja - bo ciężko to nazwać do końca reżyserią - trio Łukasz Partyka, Tomasz Domański, Mikołaj Olizar-Zakrzewski)
Teraz Was trochę zaskoczę, drodzy PT Forumowicze, albowiem zapodaję wykonawcę w ogóle, którego może byście się po mnie nie spodziewali. Tzw. pop-rap dla późnych millenialsów jakoś mnie ominął, w 2013 byłem hipsterem, w 2014 robiłem nawrót w ejtisy a w 2015 moi ulubieni wykonawcy wypuszczali nowe krążki, więc jakoś nie było mi po drodze w Nową Polską Muzykę, czy jakąkolwiek muzykę w ogóle inną niż to, czego lubiłem słuchać. A jakoś w tamtym czasie ukazywała się Umowa o dzieło a potem Trójkąt warszawski, i z jakiegoś powodu każdy coś tam w moim otoczeniu z tego znał. W ówczesnej robocie miałem dość zgrany zespół, który przy okazji weekendów lubił sobie wybić na Pole Mokotowskie albo wprost na Bulwary Wiślane na browczyka lub dwa, a że były tam też osoby młodsze ode mnie i bardziej wkręcone w taką muzę to coś się poznało. I taką np. Umowę o dzieło, której pierwszy raz posłuchałem w 2016, lubię do dzisiaj (aż trudno uwierzyć, że aż 8 lat mija od tamtego czasu), Taco miewał momenty w tekstach, miewa niezłe bity, potem zrobił się mocno pretensjonalny i dość tandetny, no ale początków nie sposób mu odmówić. Marmuru nie słuchałem, jeszcze by mnie za fana wzięli, ale ten numer... jest w nim coś fajnego. No tak, ale to nie o muzyce, więc nawet lekko nostalgiczny tekst (i tytuł, którego nie rozumiem) oleję i skoncentruję się na samym wideo.
Wideo jest animacją przedstawiającą niby podróż Taco z Trójmiasta (choć przynajmniej jedno "ujęcie" sugeruje wręcz Półwysep Helski) do Warszawy pociągiem, który wylatuje z Gdyni czy tam Gdańska (a może Sopot, kto to wie i kogo to właściwie obchodzi) chyba jakoś rano, a do Stolicy dociera wieczorem (jak Was nie stać na EIP w postaci niebędącego pendolino Pendolino, to mniej więcej tyle się wciąż jedzie jak coś się na trasie zesra albo elektrowóz padnie). Pociąg sunie przez różne rysowane w jakichś cyfrowych warunkach krajobrazy, to morze, to jakaś rzeczka, łąka, pole, las, kemping, aż w końcu samo miasto stołeczne. Krajobrazom towarzyszą typowe scenki letnio-wakacyjne, mamy jakiś trap, jakieś molo, staw albo jeziorko, pewnie Mazury? Domki kempingowe typu Brda (ileż ja bym dał, żeby się w takim przespać, nawet z pająkami, których nie cierpię), jakiś modernistyczny pawilon sanatorium czy tam innego FWP Lokalna-Nazwa-Której-Towarzyszy-Nazwa-Mniej-Lokalnego-Zakładu-Pracy-Na-Drugim-Końcu-Kraju, w końcu ekipa jakichś pielgrzymów chyba, no i wszędzie w tle w refrenie gna ten pociąg. Podoba mi się dbałość o szczegóły, które są niby bzdurne, ale fajne (jak np. opadająca klapa od sracza w pociągu). W ogóle ujęcia z samego pociągu są fajne, ładnie oddano randomową stację CPN, jedną z szaf warszawskiego Osiedla za Żelazną Bramą, Dworzec Centralny, Most Średnicowy, no i śmietnik na Bulwarach po ewidentnym weekendzie melanżowym. Przyznam, choć może się to nie spotkać ze zrozumieniem, że uważam to wideo za małe arcydzieło. Lubię takie animowane rzeczy, a tutaj wyszło naprawdę super i dobrze zgrywa się z muzyką (która też jakaś bardzo zła nie jest). W taki przejazd znad morza do Warszawy bym się wybrał, koniecznie pociągiem. Zresztą, jechałem w przeciwnym kierunku w sierpniu 2018... i się wynudziłem xD więc może jednak nie?
https://www.youtube.com/watch?v=PCQs3vSJ6xA
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ok mili Państwo, myślę że trzeba popchnąć temat dalej i czuję że jeśli nie ruszę z wrzutą to nie pojedziemy, (EDIT: dev mnie właśnie uprzedził) zapraszam mentosa do zabawy skoro się zapowiadał, otwieramy drugą dychę i po prostu kontynuujemy zabawę a w jakieś konkretne podsumowania może kiedyś się pobawimy jak tych klipów będzie już multum.
Ode mnie tym razem temat jak dla mnie dość świeży bo poznałem tenże numer i klip do niego w grudniu minionego roku zaledwie ale z miejsca bardzo ciepło go przyjąłem.
Buckshot Lefonque - Breakfast @ Denny's
(reż. Spike Lee, 1994 r.)
O utworze Breakfast @ Denny's dowiedziałem się z podcastu DJa Premiera w którym opowiadał on o historii powstania tego numeru, albowiem jest producentem bitu i autorem znajdujących się w nim skreczy. Buckshot Lefonque to alias jazzowego artysty Branforda Marsalisa pod którym przy współpracy z innymi muzykami wydawał on rzeczy odstające od tradycyjnych jazzowych nagrań, będące fuzją jazzu z rapem czy muzyką rockową. W 1994 roku wydał pierwszy album pod tym szyldem a Breakfast @ Denny's było singlem promującym. O ile muzycznie numer jest dość neutralny tak zarówno tytuł utworu jak i zawarty w utworze skit - monolog Jaya Leno - są nawiązaniem do ówczesnego wydarzenia w sieci restauracji Danny's gdzie grupie czarnoskórych agentów secret service ochraniających prezydenta USA odmówiono obsługi. Klip jeszcze bardziej brnie w tą rasistowską tematykę w której główny czarnoskóry bohater idzie do restauracji w której panuje jawnie rasistowska polityka rodem z lat 50-60. XX wieku.
Zasadniczo można powiedzieć niewiele się tu dzieje ale o rany, to ma po prostu świetny klimat i chętnie wracam do tego klipu, poza główną "fabułą" mamy jeszcze przebitki z DJ Premierem przy gramofonach, Branforda Marsalisa przygrywającego na saksie no i wycinek ze wspomnianą anegdotą od Jaya Leno i kąśliwym dowcipem nt. dziwnie podejrzanie szpiczastej czapce kucharza we wspomnianej restauracji Denny's. Klip reżyserował Spike Lee znany z wielu filmów o takiej tematyce krążącej często wokół życia i codziennych problemów czarnoskórej społeczności USA. Dodam jeszcze że bardzo podoba mi się ta ciepła kolorystyka tutaj, całość ma dla mnie w sobie coś magicznego czego ten utwór sam w sobie by nie osiągnął myślę.
https://youtu.be/SMrKGkKdKYU
Ode mnie tym razem temat jak dla mnie dość świeży bo poznałem tenże numer i klip do niego w grudniu minionego roku zaledwie ale z miejsca bardzo ciepło go przyjąłem.
Buckshot Lefonque - Breakfast @ Denny's
(reż. Spike Lee, 1994 r.)
O utworze Breakfast @ Denny's dowiedziałem się z podcastu DJa Premiera w którym opowiadał on o historii powstania tego numeru, albowiem jest producentem bitu i autorem znajdujących się w nim skreczy. Buckshot Lefonque to alias jazzowego artysty Branforda Marsalisa pod którym przy współpracy z innymi muzykami wydawał on rzeczy odstające od tradycyjnych jazzowych nagrań, będące fuzją jazzu z rapem czy muzyką rockową. W 1994 roku wydał pierwszy album pod tym szyldem a Breakfast @ Denny's było singlem promującym. O ile muzycznie numer jest dość neutralny tak zarówno tytuł utworu jak i zawarty w utworze skit - monolog Jaya Leno - są nawiązaniem do ówczesnego wydarzenia w sieci restauracji Danny's gdzie grupie czarnoskórych agentów secret service ochraniających prezydenta USA odmówiono obsługi. Klip jeszcze bardziej brnie w tą rasistowską tematykę w której główny czarnoskóry bohater idzie do restauracji w której panuje jawnie rasistowska polityka rodem z lat 50-60. XX wieku.
Zasadniczo można powiedzieć niewiele się tu dzieje ale o rany, to ma po prostu świetny klimat i chętnie wracam do tego klipu, poza główną "fabułą" mamy jeszcze przebitki z DJ Premierem przy gramofonach, Branforda Marsalisa przygrywającego na saksie no i wycinek ze wspomnianą anegdotą od Jaya Leno i kąśliwym dowcipem nt. dziwnie podejrzanie szpiczastej czapce kucharza we wspomnianej restauracji Denny's. Klip reżyserował Spike Lee znany z wielu filmów o takiej tematyce krążącej często wokół życia i codziennych problemów czarnoskórej społeczności USA. Dodam jeszcze że bardzo podoba mi się ta ciepła kolorystyka tutaj, całość ma dla mnie w sobie coś magicznego czego ten utwór sam w sobie by nie osiągnął myślę.
https://youtu.be/SMrKGkKdKYU
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Zapraszam Panowie, śmiało
(ok wiadomo że jestem tylko ciekaw co mentos wrzuci, no ale reszta też niech daje do pieca xD )
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A Mentos faktycznie bierze udział? Bo więcej widziałem postów innych o tym, że to robi, niż jego, że faktycznie to zrobi.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Shania Twain – Ka-Ching!
reż. Antti J (2003)
Twain już była w bestce utworowej, a teraz czas na teledysk. Właściwie to Ka-Ching! jest chyba moim ulubionym utworem od Shanii, ale zdecydowałem się go wrzucić do tego tematu, bo szkoda mi było clipu, który idealnie zgrywa się z tekstem utworu tworząc spójne dzieło. Utwór opowiada o znaczeniu pieniędzy w świecie, o chciwości ludzi, chęci coraz większego bogacenia się, wydawania pieniędzy nawet, gdy się ich nie posiada, czyli za pomocą kart kredytowych lub poprzez zaciąganie coraz to nowych pożyczek. Dorośli uczą swoje dzieci, jak zarabiać coraz więcej pieniędzy i głupio je wydawać. A niedzielne zakupy w supermarketach nazywa wręcz nową religią.
Teledysk został nakręcony w Meksyku i Hiszpanii. Wideo pokazuje miasto trawione chciwością. Twain występująca w clipie wychodzi na balkon hotelu i znajduje puste ulice i porzucone samochody. Nawet sam hotel zdaje się być wyludniony. Jak się potem okazuje wszyscy ludzie znajdują się w kasynie zajęci zdobywaniem pieniędzy (te powiększające się oczy na widok kasy). Na końcu nawet zwykła pokojówka podrzuca do pokoju Shanii jadowitego węża przekupiona przez kogoś plikiem banknotów.
Tak więc jest to fajnie i efektownie nakręcona historyjka tematycznie idealnie zgrana z tekstem piosenki. Teledysk po prostu przyjemnie się ogląda. Twain w czerwonej bogatej sukni wygląda szałowo i do tego świetnie gra. Śpiewając o pieniądzach robi przy tym wymowne gesty palcami. Miejsca akcji, czyli kasyno i hotel prezentują się bardzo efektownie. Bardzo odpowiada mi też kolorystyka clipu.
https://www.youtube.com/watch?v=iEe3hBXZEyI
reż. Antti J (2003)
Twain już była w bestce utworowej, a teraz czas na teledysk. Właściwie to Ka-Ching! jest chyba moim ulubionym utworem od Shanii, ale zdecydowałem się go wrzucić do tego tematu, bo szkoda mi było clipu, który idealnie zgrywa się z tekstem utworu tworząc spójne dzieło. Utwór opowiada o znaczeniu pieniędzy w świecie, o chciwości ludzi, chęci coraz większego bogacenia się, wydawania pieniędzy nawet, gdy się ich nie posiada, czyli za pomocą kart kredytowych lub poprzez zaciąganie coraz to nowych pożyczek. Dorośli uczą swoje dzieci, jak zarabiać coraz więcej pieniędzy i głupio je wydawać. A niedzielne zakupy w supermarketach nazywa wręcz nową religią.
Teledysk został nakręcony w Meksyku i Hiszpanii. Wideo pokazuje miasto trawione chciwością. Twain występująca w clipie wychodzi na balkon hotelu i znajduje puste ulice i porzucone samochody. Nawet sam hotel zdaje się być wyludniony. Jak się potem okazuje wszyscy ludzie znajdują się w kasynie zajęci zdobywaniem pieniędzy (te powiększające się oczy na widok kasy). Na końcu nawet zwykła pokojówka podrzuca do pokoju Shanii jadowitego węża przekupiona przez kogoś plikiem banknotów.
Tak więc jest to fajnie i efektownie nakręcona historyjka tematycznie idealnie zgrana z tekstem piosenki. Teledysk po prostu przyjemnie się ogląda. Twain w czerwonej bogatej sukni wygląda szałowo i do tego świetnie gra. Śpiewając o pieniądzach robi przy tym wymowne gesty palcami. Miejsca akcji, czyli kasyno i hotel prezentują się bardzo efektownie. Bardzo odpowiada mi też kolorystyka clipu.
https://www.youtube.com/watch?v=iEe3hBXZEyI
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
jednak ruszam z drugą dyszką
Autechre - Gantz Graf (2002)
reż. Alex Rutterford
Stajnia Warpu gromadzi w sobie masę naprawdę pokręconych ludzi i projektów i ja mam tę przyjemność, że od wielu lat jestem fanem wielu z tych najbardziej rozpoznawalnych i przełomowych dla najtisowej elektroniki. Wcześniej był Aphex, teraz pora na Seana i Roba. W ich przypadku postawiłem na konsekwentne chronologiczne odkrywanie płyt, co uważam za strzał w dziesiątkę, jeden z najlepszych możliwych sposobów na zmierzenie się z tak specyficznym, wymagającym, eksperymentalnym materiałem. Przejście drogi od dość konwencjonalnego IDM (inspirującego do dziś masę ludzi) przez coraz większą obecność zniekształceń, pozornego pozbawiania już i tak z założenia sztucznej, mechanicznej muzyki pierwiastka ludzkiego do wydawnictw nie do przejścia za jednym razem wymaga czasu, cierpliwości, otwartej głowy. Gantz Graf to dla mnie jeden z najbardziej radykalnych eksperymentów, choć za każdym razem zaskakuje fakt, że nawet tak surowy i odpychający utwór jest w 4/4. Pod krajobrazem nieuchwytnych, urwanych, trudnych do identyfikacji i sklasyfikowania dźwięków przynajmniej rytm stanowi logiczny punkt odniesienia, opierając się na nim łatwiej całość uporządkować.
Klip stanowi wizualną interpretację tego, co słyszymy. Techniczna materia o nieprzedstawiającym charakterze, ale sprzężona z rytmem i kompozycją ulega rozmaitym ewolucjom, przekształceniom. Podobno pomysł wpadł do głowy podczas zażywania LSD. Psychodela XXI wieku. Wizualny majstersztyk, który robi na mnie wrażenie. Jak bardzo coś pozornie odpychającego i z góry skazanego na niezrozumienie potrafi z czasem wciągnąć, zmusić do szukania skojarzeń, objawów sensownego działania. Człowiek kontra technologia, takie to oklepane, a mimo to da się ograć na wiele różnych sposobów.
Im wyższa jakość, tym lepiej.
https://www.youtube.com/watch?v=ev3vENli7wQ
Autechre - Gantz Graf (2002)
reż. Alex Rutterford
Stajnia Warpu gromadzi w sobie masę naprawdę pokręconych ludzi i projektów i ja mam tę przyjemność, że od wielu lat jestem fanem wielu z tych najbardziej rozpoznawalnych i przełomowych dla najtisowej elektroniki. Wcześniej był Aphex, teraz pora na Seana i Roba. W ich przypadku postawiłem na konsekwentne chronologiczne odkrywanie płyt, co uważam za strzał w dziesiątkę, jeden z najlepszych możliwych sposobów na zmierzenie się z tak specyficznym, wymagającym, eksperymentalnym materiałem. Przejście drogi od dość konwencjonalnego IDM (inspirującego do dziś masę ludzi) przez coraz większą obecność zniekształceń, pozornego pozbawiania już i tak z założenia sztucznej, mechanicznej muzyki pierwiastka ludzkiego do wydawnictw nie do przejścia za jednym razem wymaga czasu, cierpliwości, otwartej głowy. Gantz Graf to dla mnie jeden z najbardziej radykalnych eksperymentów, choć za każdym razem zaskakuje fakt, że nawet tak surowy i odpychający utwór jest w 4/4. Pod krajobrazem nieuchwytnych, urwanych, trudnych do identyfikacji i sklasyfikowania dźwięków przynajmniej rytm stanowi logiczny punkt odniesienia, opierając się na nim łatwiej całość uporządkować.
Klip stanowi wizualną interpretację tego, co słyszymy. Techniczna materia o nieprzedstawiającym charakterze, ale sprzężona z rytmem i kompozycją ulega rozmaitym ewolucjom, przekształceniom. Podobno pomysł wpadł do głowy podczas zażywania LSD. Psychodela XXI wieku. Wizualny majstersztyk, który robi na mnie wrażenie. Jak bardzo coś pozornie odpychającego i z góry skazanego na niezrozumienie potrafi z czasem wciągnąć, zmusić do szukania skojarzeń, objawów sensownego działania. Człowiek kontra technologia, takie to oklepane, a mimo to da się ograć na wiele różnych sposobów.
Im wyższa jakość, tym lepiej.
https://www.youtube.com/watch?v=ev3vENli7wQ
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Sparks - When Do I Get to Sing "My Way"
rez. Michel Gondry
Czas i na mnie. Tbh w kwestii teledysków jestem raczej jaroszem, oglądam ich od dawien dawna mało i generalnie to ten, ale co nieco widziałem i kto wie - może nawet uda mi się złożyć jakąś dyszkę (trochę się o to szczerze obawiam, bo jednak contentu tu trochę mniej, niż w przypadku bestki utworowej i prawdopodobieństwo tego, że ktoś mi coś podpieprzy jest wyższe).
Zaczynam od Sparks, które tym samym oficjalnie staje się pierwszym zespołem, który zaliczył mój forumowy tryplet, tj. wrzuciłem ich do każdej tutejszej zabawy okołomuzycznej - z tej okazji gromkie brawa i fanfary, nagroda oczywiście eee podzielimy się. Wykorzystuję więc poniekąd okazję do tego, by wrzucić bardzo dobry kawałek, na który brakowało w innych bestkach miejsca, bo wiecie jak to jest z tym ograniczeniem jeden artysta i jedna piosenka. Jest to singiel z wydanego w 1994 roku albumu "Gratuitous Sax & Senseless Violins and Balls" (czuję się jak Marek Sierocki pisząc to lol), pierwszego po kilkuletniej absencji na rynku wydawniczym (teraz to nie wiem jak kto) spowodowanej m.in. chęcią zaistnienia w branży filmowej - ostatecznie zakończonej fiaskiem i teraz możemy się tylko zastanawiać jak wyglądałoby to anime tudzież projekt z Timem Burtonem. Tak na marginesie tylko dodam, że dwa lata temu braciom Mael udało się w końcu tam zaistnieć, i film Anette zdobył tu i ówdzie parę nagród. Nadmienię też, że skaninąd cenię sobie powyższy album, gdyż najzwyczajniej w świecie jest to dobra płyta synthpopowa i tak jak o No. 1 in Heaven pisałem, że to płyta antycypująca trendy w muzyce, to tutaj ISKRY podążały za ówczesnymi trendami i nagrali płytę mocno osadzoną brzmieniowo i klimatycznie w duchu ówczesnej epoki. Ja nawet tak sobie o ją nazywam moją ulubioną płytą Pet Shop Boys nienagraną przez Pet Shop Boys, więc mam nadzieję, że przekonam w ten sposób wujasa tudzież innego Musiała do obczajenia całości.
Może rzucę parę słówek o obrazkach i muzyce doń towarzyszącej, bo poniekąd o to chyba tu chodzi, a przynajmniej tak mi się wydaje. Dla mnie to była od zawsze (czyli tych dwóch lat odkąd go znam lol) piosenka o dążeniu do sławy i popularności - ale takim wiecie, wręcz obsesyjnym, sławy na poziomie największych z największych gwiazd, uwielbienia oraz blichtru. Uściślając, to raczej wyobrażeniu sobie takiego stanu, bo jak znam braci Mael to nie sprawiają wrażenia tego typu osób, ale co ja tam ich znam i co ja tam o nim wiem. Moją interpretację podtrzymuje czy tam uzupełnia, jak kto woli, omawiany teledysk, stylizowany na zwiastun fikcyjnego filmu NOIR, opowiadającego o historii konfliktu między Ronem oraz Russellem, co skąninąd jest dość zabawne na poziomie meta, gdyż z tego powszechnie wiadomo, to jest to jeden z najlepiej zgranych duetów w historii duetów i nie słyszałem o żadnym poważniejszym ani wartym wzmianki konflikcie na przestrzeni dekad. Krzykliwe i głośne napisy, poniekąd mieszczące się w lekko IRONICZNEJ konwencji albumu, którego chociażby okładka jest stylizowana na okładkę tabloidu, sugerują niesamowitą intrygę, mocny mezalians, duży suspens, morderstwa, kobiety oraz gwóźdź programu - morderczy wzrok Rona Maela, który jest czymś pokroju mema tego zespołu, a stał się on na tyle charakterystyczny, że nawet Paul McCartney nawiązał do niego w którymś teledysku. Gdy piszę te słowa, dosłownie mam ochotę rzucić to wszystko i obejrzeć ten film, chociaż nie istnieje!
Ale że z oczywistych przyczyn tego nie zrobię, po prostu wrzucę wam ten cholerny teledysk. Bierzcie i oglądajcie to.
https://www.youtube.com/watch?v=C8dqCQ2MHfQ
rez. Michel Gondry
Czas i na mnie. Tbh w kwestii teledysków jestem raczej jaroszem, oglądam ich od dawien dawna mało i generalnie to ten, ale co nieco widziałem i kto wie - może nawet uda mi się złożyć jakąś dyszkę (trochę się o to szczerze obawiam, bo jednak contentu tu trochę mniej, niż w przypadku bestki utworowej i prawdopodobieństwo tego, że ktoś mi coś podpieprzy jest wyższe).
Zaczynam od Sparks, które tym samym oficjalnie staje się pierwszym zespołem, który zaliczył mój forumowy tryplet, tj. wrzuciłem ich do każdej tutejszej zabawy okołomuzycznej - z tej okazji gromkie brawa i fanfary, nagroda oczywiście eee podzielimy się. Wykorzystuję więc poniekąd okazję do tego, by wrzucić bardzo dobry kawałek, na który brakowało w innych bestkach miejsca, bo wiecie jak to jest z tym ograniczeniem jeden artysta i jedna piosenka. Jest to singiel z wydanego w 1994 roku albumu "Gratuitous Sax & Senseless Violins and Balls" (czuję się jak Marek Sierocki pisząc to lol), pierwszego po kilkuletniej absencji na rynku wydawniczym (teraz to nie wiem jak kto) spowodowanej m.in. chęcią zaistnienia w branży filmowej - ostatecznie zakończonej fiaskiem i teraz możemy się tylko zastanawiać jak wyglądałoby to anime tudzież projekt z Timem Burtonem. Tak na marginesie tylko dodam, że dwa lata temu braciom Mael udało się w końcu tam zaistnieć, i film Anette zdobył tu i ówdzie parę nagród. Nadmienię też, że skaninąd cenię sobie powyższy album, gdyż najzwyczajniej w świecie jest to dobra płyta synthpopowa i tak jak o No. 1 in Heaven pisałem, że to płyta antycypująca trendy w muzyce, to tutaj ISKRY podążały za ówczesnymi trendami i nagrali płytę mocno osadzoną brzmieniowo i klimatycznie w duchu ówczesnej epoki. Ja nawet tak sobie o ją nazywam moją ulubioną płytą Pet Shop Boys nienagraną przez Pet Shop Boys, więc mam nadzieję, że przekonam w ten sposób wujasa tudzież innego Musiała do obczajenia całości.
Może rzucę parę słówek o obrazkach i muzyce doń towarzyszącej, bo poniekąd o to chyba tu chodzi, a przynajmniej tak mi się wydaje. Dla mnie to była od zawsze (czyli tych dwóch lat odkąd go znam lol) piosenka o dążeniu do sławy i popularności - ale takim wiecie, wręcz obsesyjnym, sławy na poziomie największych z największych gwiazd, uwielbienia oraz blichtru. Uściślając, to raczej wyobrażeniu sobie takiego stanu, bo jak znam braci Mael to nie sprawiają wrażenia tego typu osób, ale co ja tam ich znam i co ja tam o nim wiem. Moją interpretację podtrzymuje czy tam uzupełnia, jak kto woli, omawiany teledysk, stylizowany na zwiastun fikcyjnego filmu NOIR, opowiadającego o historii konfliktu między Ronem oraz Russellem, co skąninąd jest dość zabawne na poziomie meta, gdyż z tego powszechnie wiadomo, to jest to jeden z najlepiej zgranych duetów w historii duetów i nie słyszałem o żadnym poważniejszym ani wartym wzmianki konflikcie na przestrzeni dekad. Krzykliwe i głośne napisy, poniekąd mieszczące się w lekko IRONICZNEJ konwencji albumu, którego chociażby okładka jest stylizowana na okładkę tabloidu, sugerują niesamowitą intrygę, mocny mezalians, duży suspens, morderstwa, kobiety oraz gwóźdź programu - morderczy wzrok Rona Maela, który jest czymś pokroju mema tego zespołu, a stał się on na tyle charakterystyczny, że nawet Paul McCartney nawiązał do niego w którymś teledysku. Gdy piszę te słowa, dosłownie mam ochotę rzucić to wszystko i obejrzeć ten film, chociaż nie istnieje!
Ale że z oczywistych przyczyn tego nie zrobię, po prostu wrzucę wam ten cholerny teledysk. Bierzcie i oglądajcie to.
https://www.youtube.com/watch?v=C8dqCQ2MHfQ
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Pkew Pkew Pkew – 65 Nickles (reż. Pkew Pkew Pkew)
To będzie krótki opis, do krótkiej piosenki, do której wideoklip był zapewne kręcony w krótkim czasie. Zespół znacie, bo to świeża sprawa. Klip ujął mnie przede wszystkim totalnym DIY. Myślałem, że nagrywanie klipów telefonem to mimo wszystko za mało, ale to nie prawda. Zawsze liczy się przede wszystkim pomysł i kiedy on jest, można nawet kręcić komórką sprzed 20 lat, i nadal zrobić coś fajnego. Bardzo inspirująca rzecz, a poza tym, po prostu fajna.
https://www.youtube.com/watch?v=EkJcKVh5pcQ
To będzie krótki opis, do krótkiej piosenki, do której wideoklip był zapewne kręcony w krótkim czasie. Zespół znacie, bo to świeża sprawa. Klip ujął mnie przede wszystkim totalnym DIY. Myślałem, że nagrywanie klipów telefonem to mimo wszystko za mało, ale to nie prawda. Zawsze liczy się przede wszystkim pomysł i kiedy on jest, można nawet kręcić komórką sprzed 20 lat, i nadal zrobić coś fajnego. Bardzo inspirująca rzecz, a poza tym, po prostu fajna.
https://www.youtube.com/watch?v=EkJcKVh5pcQ
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Taco Hemingway - Deszcz na betonie
Doskonała wrzutka acz... zjechałem już naszego forumowego kolegę że powinien był zostawić ten numer i klip na sierpień/wrzesień. No dobra, numer zwłaszcza nadawałby się do wrzucania w tymże okresie, klip sam w sobie zawiera tyle wakacyjnego klimatu że przymknę oko i uznam że nadaje się i teraz zapowiadając nadchodzące urlopy spędzane czy to nad morzem czy na Mazurach, w domkach typu Brda czy niedaj Boże w mieście nawet. Fantastycznie zrobiony obrazek, jarałem się nim od pierwszego wejrzenia kiedy wyszedł, z tego co mi wiadomo jest tu nawet drobne nawiązanie do gry wideo Papers Please, identyfikator kontrolera biletów zdaje się przedstawia jedną z postaci z tej gry. Przyjemny obrazek i fajnie było wrócić.
Shania Twain - Ka-Ching!
Tu z kolei przykład klipu i numeru który widywałem wielokrotnie w tv przed laty, zabawne jednak jak okazuje się że wcale nie pamiętałem jak ten numer leci. Klip fajnie się zaczyna, miło popatrzeć na Shanię w tym topie, podoba mi się motyw z pająkiem, potem ten myk z telefonem i opustoszała ulicą. Widoczki ładne, te stare auta i budynki każą mi się zastanawiać czy może nie kręcono tego na Kubie? Potem Shania krąży, spotyka trójnogiego psa, w końcu trafia gdzieś do jakiegoś kasyna czy coś, ogółem sporo błądzi i uzupełnione jest to zwyczajnymi przebitkami z kręcenia wideoklipu w różnych strojach. Na koniecznie wraca do pokoju (do którego nie mogła wejść bo się zatrzasnęła na zewnątrz) z pomocą pokojówki która liczy grube pliki (nie wiem jak to traktować, wyczyściła jej mieszkanie pod nieobecność? xd ). Na koniec znowu głuchy telefon i wąż. Zostaję z jednym wtf w głowie bo chyba nie załapałem sensu fabuły do końca. Poza tajemniczym wstępem i przyjemną dla oka Shanią oraz wspomnianą ciepłą kolorystyką charakterystyczną dla klipów tamtej ery nie widzę tu poważnego argumentu by wracać do tego obrazka.
Autechre - Gantz Graf
Ok, tu mamy z kolei surowy i mechaniczny numer uzupełniony takim samym obrazkiem. Całość oparta o CGI, obraz reaguje na muzykę, widywałem różne wideoklipy z takim motywem, w tym myślę że fajniejsze nawet dla oka rzeczy od Aphex Twin czy Squarepushera. Ten klip jakoś nie robi na mnie wrażenia, wręcz mnie nudzi, nie uważam tego z majstersztyk i w ogóle wiem że brzydko napiszę ale dla mnie iksde, nie podzielam fascynacji Dragona niestety.
Sparks - When Do I Get To Sing "My Way"?
Klipowy debiut mentos zaczyna próbując sprzedać kawałek, ma jednak to szczęście że klip ten jest dostatecznie dobrym pretekstem by tu wlecieć. Mamy fabułę, mamy historię zazdrości pomiędzy braćmi, jeden to zdolny acz niedoceniany kompozytor i autor piosenek a drugi to frontman, wykonawca którego uwielbiają tłumy. Przy okazji mamy dość zabawnie zobrazowane jak mogłyby - ale na szczęście nie wyglądają - relacje w Depeche Mode, tu na szczęście jednak każdy zna i szanuje wzajemnie swoje role
na koniec widzimy jak zazrosny Ron sam próbuje sił na scenie i odkrywamy genezę tej zazdrości wyniesionej już z dzieciństwa i błędów rodziców. Fajna krótka opowiastka z prostym morałem, przyjemnie też patrzyło mi się na te nieco kiczowate tańce Russella i tej laski, pasuje to do dance'owego klimatu numeru. Udany wstęp mentosa, witamy na pokładzie!
Pkew! Pkew! Pkew! - 65 Nickels
Hien dalej obraca się w prostych rockowych obrazkach tworzonych przy niewielkim nakładzie finansowym myślę. No ok, Mansun to był jeszcze normalny klip latający po tv i zapewne wspierany przez wytwórnię a tu bardziej mamy już punkowy etos DIY w zastosowaniu. Widywałem - rzadko ale jednak - parę jakichś takich współczesnych punkowych (i nie tylko) klipów w tej konwencji i jako że budżet był niewielki raczej to stawiano właśnie na jakieś takie głupawe nieco historyjki i ten ha ha lekki humorek jak tutaj. Mamy więc bromance brutalnie zerwany przez pana z takim łagodnym i nieco żałosnym wyrazem twarzy (to jeden z tych rzadkich posiadaczy takich smutaśnych brwi przez które gość wygląda jak smutny spaniel czy coś lol xD ). Niby taka o lekka zabawna nieco historyjka ale w sumie przypomina mi od razu tę moją historię z ziomem który ot tak nagle okazał się mega ch*jkiem więc no wiem jak to jest xD ten klip jest po prostu ok, pasuje ta konwencja do tej muzyki, ale czy sam coś zapodam w tym stylu - KTO WIE? Obejrzałem, uśmiechnąłem się, zapłakałem, wracać pewnie nie będę XD
Doskonała wrzutka acz... zjechałem już naszego forumowego kolegę że powinien był zostawić ten numer i klip na sierpień/wrzesień. No dobra, numer zwłaszcza nadawałby się do wrzucania w tymże okresie, klip sam w sobie zawiera tyle wakacyjnego klimatu że przymknę oko i uznam że nadaje się i teraz zapowiadając nadchodzące urlopy spędzane czy to nad morzem czy na Mazurach, w domkach typu Brda czy niedaj Boże w mieście nawet. Fantastycznie zrobiony obrazek, jarałem się nim od pierwszego wejrzenia kiedy wyszedł, z tego co mi wiadomo jest tu nawet drobne nawiązanie do gry wideo Papers Please, identyfikator kontrolera biletów zdaje się przedstawia jedną z postaci z tej gry. Przyjemny obrazek i fajnie było wrócić.
Shania Twain - Ka-Ching!
Tu z kolei przykład klipu i numeru który widywałem wielokrotnie w tv przed laty, zabawne jednak jak okazuje się że wcale nie pamiętałem jak ten numer leci. Klip fajnie się zaczyna, miło popatrzeć na Shanię w tym topie, podoba mi się motyw z pająkiem, potem ten myk z telefonem i opustoszała ulicą. Widoczki ładne, te stare auta i budynki każą mi się zastanawiać czy może nie kręcono tego na Kubie? Potem Shania krąży, spotyka trójnogiego psa, w końcu trafia gdzieś do jakiegoś kasyna czy coś, ogółem sporo błądzi i uzupełnione jest to zwyczajnymi przebitkami z kręcenia wideoklipu w różnych strojach. Na koniecznie wraca do pokoju (do którego nie mogła wejść bo się zatrzasnęła na zewnątrz) z pomocą pokojówki która liczy grube pliki (nie wiem jak to traktować, wyczyściła jej mieszkanie pod nieobecność? xd ). Na koniec znowu głuchy telefon i wąż. Zostaję z jednym wtf w głowie bo chyba nie załapałem sensu fabuły do końca. Poza tajemniczym wstępem i przyjemną dla oka Shanią oraz wspomnianą ciepłą kolorystyką charakterystyczną dla klipów tamtej ery nie widzę tu poważnego argumentu by wracać do tego obrazka.
Autechre - Gantz Graf
Ok, tu mamy z kolei surowy i mechaniczny numer uzupełniony takim samym obrazkiem. Całość oparta o CGI, obraz reaguje na muzykę, widywałem różne wideoklipy z takim motywem, w tym myślę że fajniejsze nawet dla oka rzeczy od Aphex Twin czy Squarepushera. Ten klip jakoś nie robi na mnie wrażenia, wręcz mnie nudzi, nie uważam tego z majstersztyk i w ogóle wiem że brzydko napiszę ale dla mnie iksde, nie podzielam fascynacji Dragona niestety.
Sparks - When Do I Get To Sing "My Way"?
Klipowy debiut mentos zaczyna próbując sprzedać kawałek, ma jednak to szczęście że klip ten jest dostatecznie dobrym pretekstem by tu wlecieć. Mamy fabułę, mamy historię zazdrości pomiędzy braćmi, jeden to zdolny acz niedoceniany kompozytor i autor piosenek a drugi to frontman, wykonawca którego uwielbiają tłumy. Przy okazji mamy dość zabawnie zobrazowane jak mogłyby - ale na szczęście nie wyglądają - relacje w Depeche Mode, tu na szczęście jednak każdy zna i szanuje wzajemnie swoje role
Pkew! Pkew! Pkew! - 65 Nickels
Hien dalej obraca się w prostych rockowych obrazkach tworzonych przy niewielkim nakładzie finansowym myślę. No ok, Mansun to był jeszcze normalny klip latający po tv i zapewne wspierany przez wytwórnię a tu bardziej mamy już punkowy etos DIY w zastosowaniu. Widywałem - rzadko ale jednak - parę jakichś takich współczesnych punkowych (i nie tylko) klipów w tej konwencji i jako że budżet był niewielki raczej to stawiano właśnie na jakieś takie głupawe nieco historyjki i ten ha ha lekki humorek jak tutaj. Mamy więc bromance brutalnie zerwany przez pana z takim łagodnym i nieco żałosnym wyrazem twarzy (to jeden z tych rzadkich posiadaczy takich smutaśnych brwi przez które gość wygląda jak smutny spaniel czy coś lol xD ). Niby taka o lekka zabawna nieco historyjka ale w sumie przypomina mi od razu tę moją historię z ziomem który ot tak nagle okazał się mega ch*jkiem więc no wiem jak to jest xD ten klip jest po prostu ok, pasuje ta konwencja do tej muzyki, ale czy sam coś zapodam w tym stylu - KTO WIE? Obejrzałem, uśmiechnąłem się, zapłakałem, wracać pewnie nie będę XD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Deszcz na betonie
Twoja skóra pachnie jak ostatnie dni wakacji... i ja mam poważniejsze doświadczenia z muzyką pana Filipa. Będzie mieć większe szanse na obecność w bestce z mojego powodu wtedy, gdy zacznie się wrzucanie luźnych propozycje faktycznie pod wpływem chwili. Taco od Musiała wcale nie dziwi, Dev już wielokrotnie przemycił okołohipsterskie i m ł o d z i e ż o w e treści, ja to się nawet zastanawiam, czemu tak rzadko moje propozycje się przecinają z adrianowymi. No ale dobra. Kawałek znam dość dobrze, duża w tym zasługa kolegów z klasy w liceum i pierwszej poważniejszej fali imprez, na które wreszcie zaczęto mnie zapraszać z zaskakującą regularnością. To jeden z łączników między mną i tymi mniej queerowymi znajomymi często. Co na temat klipu? Kurczę, bardzo mi się podoba, do tej pory nie zwróciłem na niego uwagi i to był błąd! Wiele sytuacji i obrazów tak bliskich serduszku i generalnie życiowego doświadczenia. Jako mikol muszę zdementować - wiele pociągów znad morza do Wawy leci poniżej czterech godzin, nie tylko "ekspresy pierdolino"! Idealnie trafia pod nadchodzącą porę roku. Jestem już po zrealizowaniu większości przedmiotów na studiach, do Wrocka będą ciągnąć jeszcze wielokrotne dyżury w teatrze, a potem hulaj dusza i podróże małe-duże. Znika rozczarowanie dotychczasowym kierunkiem studiów, nadchodzi towarzyski luz na pierwszym planie i wewnętrzny spokój. W przeciwieństwie do bohatera Deszczu... ostatnim razem na peronie Centralnego ktoś na mnie czekał i było to przyjemne wprowadzenie do wydarzeń dalszych. Mogę bredzić, ale nie wyobrażam sobie lepszego miejsca dla tej muzyki niż Warszawa. Idealnie oddaje ducha tego miejsca, a końcówka klipu z ujęciem na wiadomą plażę, PKP Powiśle, itede to czysta przyjemność. Jeśli tego nie przeżyłeś, to nie poczujesz. Podoba mi się podążanie wizualnego przekazu za nawijką Taco. Subtelnie nienachalne detale też na plus. Jego pierwsze płyty to było to. Świetny start kolejki.
Breakfast @ Denny's
Jest to wideoklip do instrumentalnego hip-hopowego kawałka ze sznytem jazzowym. Warto zwrócić uwagę na zaistniałe przenikanie się gatunków, gdyż utwór stanowi efekt końcówy kolaboracji artystów z dwóch różnych światów, choć paradoksalnie łączy ich pewien kontekst zarysowany w teledysku. Ujdzie w tłoku nawet XDDD
W tym przypadku faktycznie kontekst pomaga i tu Pan Jaca dobrze wypadł w roli kuratora wystawy, bo klip sam w sobie jest po prostu w porządku. To raczej muzyka ciągnie obrazek za sobą. Początek niezamierzenie humorystyczny, wraz z wejściem prezenterskim plus zarysowanym tłem dla powstania kawałka wszystkie ewentualne niedopatrzenia zyskują na znaczeniu. Sceneria sama w sobie dość oklepana, ale to służy czemuś innemu, historia dzieje się ponad właściwym obrazkiem. Dostrzegamy dziwną formę nieobecności bohatera w budzie zdominowanej przez białych. Ulica i blokowicha mają bardziej podkręcone kolorki i wzbudzają ciepłe uczucia. Szanuję za subtelny punch podszyty KKK. Trochę jak kontakt z równoległą cywilizacją, ale dobrze się oglądało.
Ka-Ching!
Ooo kurde blaszka, Wuja znowu trafia w najgłębsze zakamarki mojej pamięci. Ile lat nie słyszałem tego kawałka! W ogóle nie przypuszczałem, że odpowiada za niego właśnie Shania Twain, wow. Tu to od razu zapiszę na zaś w jednej z plejlist na Spotify. Cały numer i w warstwie lirycznej i wizualnej przesiąknięty poetyką konsumpcjonis zły, ale jednocześnie naznaczony perspektywą z dystansu przy ostatecznej refleksji typu "jaka piękna katastrofa" w myślach. Podane jest to w lekki sposób, prędzej przykuwają uwagę znowu detale. Najmniej udane efekty poszerzenia ust i oczu, za to znacznie lepiej wypadają kreacje Twain, kolorystyka w tej hiszpańskiej scenerii cieszy oko, tak jak zgrabne smyki i bujający rytm robią dobrze uszom. Biedny ten piechur poruszjący się na trzech łapkach. Cały ten przekaz relacjonowany przez Wujasa subtelnie wybija się właśnie w tych scenkach z psem chociażby. Kasyno i mielenie kasy to jedno, ale zwierzak wcinający resztki z talerza to drugie.
When Do I Get To Sing "My Way"
To też mi coś przypomina, jakiś ejtisowy synthpop z początku, ale tu z ChRL nie dam sobie sobie przywołać tytułu. Seba wjeżdża z wrzutą, która pasuje mi jako bardzo odpowiednie wprowadzenie dla jego serii filmowych propozycji. Gra z konwencjami; aspekt humorystyczny, który trudno się opisuje, ale objawia się w taki nie na siłę sposób; sznycik artystyczny dookoła - no to tutaj wszystko jest i faktycznie działa. Protoplasta (tak luźno rzucam) późniejszych tworów z branży muzycznej, które też bawiły się ze skojarzeniami filmowymi, inicjowaniem i jednoczesnym parodiowaniem od samego początku jakiegoś wyobrażonego uniwersum rzeczy. Taką dawkę krzykliwych napisów da się strawić, gdyby było za dużo, to takimi literami z tego filmu by biło: SATYRA. A jednak, dobrze się na to patrzy i basta. Muzycznie to chyba moje najlepsze doświadczenie ze Sparksami, hehe
65 Nickles
Cieszy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest. Co może dobrze pasować do lekkiego gitarowego kawałka z malutkim szkieletem fabularnej sytuacji? To samo, tyle że w formie lekkiego teledysku w określonej konwencji. Jak na dwie i pół minuty, oszczędne kadrowanie i minimalną liczbę bohaterów to dzieje się bardzo dużo, a do tego to taki pozytywny humorek do strawienia. Trochę dziwny sposób na przyjaźń, no ale dobra, jestem ostatnią odpowiednią osobą do negatywnej oceny. Śmieszny przede wszystkim początek jak w filmach niemych, w połączeniu z sytuacją mordobitki na ulicy rodem z paradokumentów robi robotę. Złote, a skromne.
Twoja skóra pachnie jak ostatnie dni wakacji... i ja mam poważniejsze doświadczenia z muzyką pana Filipa. Będzie mieć większe szanse na obecność w bestce z mojego powodu wtedy, gdy zacznie się wrzucanie luźnych propozycje faktycznie pod wpływem chwili. Taco od Musiała wcale nie dziwi, Dev już wielokrotnie przemycił okołohipsterskie i m ł o d z i e ż o w e treści, ja to się nawet zastanawiam, czemu tak rzadko moje propozycje się przecinają z adrianowymi. No ale dobra. Kawałek znam dość dobrze, duża w tym zasługa kolegów z klasy w liceum i pierwszej poważniejszej fali imprez, na które wreszcie zaczęto mnie zapraszać z zaskakującą regularnością. To jeden z łączników między mną i tymi mniej queerowymi znajomymi często. Co na temat klipu? Kurczę, bardzo mi się podoba, do tej pory nie zwróciłem na niego uwagi i to był błąd! Wiele sytuacji i obrazów tak bliskich serduszku i generalnie życiowego doświadczenia. Jako mikol muszę zdementować - wiele pociągów znad morza do Wawy leci poniżej czterech godzin, nie tylko "ekspresy pierdolino"! Idealnie trafia pod nadchodzącą porę roku. Jestem już po zrealizowaniu większości przedmiotów na studiach, do Wrocka będą ciągnąć jeszcze wielokrotne dyżury w teatrze, a potem hulaj dusza i podróże małe-duże. Znika rozczarowanie dotychczasowym kierunkiem studiów, nadchodzi towarzyski luz na pierwszym planie i wewnętrzny spokój. W przeciwieństwie do bohatera Deszczu... ostatnim razem na peronie Centralnego ktoś na mnie czekał i było to przyjemne wprowadzenie do wydarzeń dalszych. Mogę bredzić, ale nie wyobrażam sobie lepszego miejsca dla tej muzyki niż Warszawa. Idealnie oddaje ducha tego miejsca, a końcówka klipu z ujęciem na wiadomą plażę, PKP Powiśle, itede to czysta przyjemność. Jeśli tego nie przeżyłeś, to nie poczujesz. Podoba mi się podążanie wizualnego przekazu za nawijką Taco. Subtelnie nienachalne detale też na plus. Jego pierwsze płyty to było to. Świetny start kolejki.
Breakfast @ Denny's
Jest to wideoklip do instrumentalnego hip-hopowego kawałka ze sznytem jazzowym. Warto zwrócić uwagę na zaistniałe przenikanie się gatunków, gdyż utwór stanowi efekt końcówy kolaboracji artystów z dwóch różnych światów, choć paradoksalnie łączy ich pewien kontekst zarysowany w teledysku. Ujdzie w tłoku nawet XDDD
W tym przypadku faktycznie kontekst pomaga i tu Pan Jaca dobrze wypadł w roli kuratora wystawy, bo klip sam w sobie jest po prostu w porządku. To raczej muzyka ciągnie obrazek za sobą. Początek niezamierzenie humorystyczny, wraz z wejściem prezenterskim plus zarysowanym tłem dla powstania kawałka wszystkie ewentualne niedopatrzenia zyskują na znaczeniu. Sceneria sama w sobie dość oklepana, ale to służy czemuś innemu, historia dzieje się ponad właściwym obrazkiem. Dostrzegamy dziwną formę nieobecności bohatera w budzie zdominowanej przez białych. Ulica i blokowicha mają bardziej podkręcone kolorki i wzbudzają ciepłe uczucia. Szanuję za subtelny punch podszyty KKK. Trochę jak kontakt z równoległą cywilizacją, ale dobrze się oglądało.
Ka-Ching!
Ooo kurde blaszka, Wuja znowu trafia w najgłębsze zakamarki mojej pamięci. Ile lat nie słyszałem tego kawałka! W ogóle nie przypuszczałem, że odpowiada za niego właśnie Shania Twain, wow. Tu to od razu zapiszę na zaś w jednej z plejlist na Spotify. Cały numer i w warstwie lirycznej i wizualnej przesiąknięty poetyką konsumpcjonis zły, ale jednocześnie naznaczony perspektywą z dystansu przy ostatecznej refleksji typu "jaka piękna katastrofa" w myślach. Podane jest to w lekki sposób, prędzej przykuwają uwagę znowu detale. Najmniej udane efekty poszerzenia ust i oczu, za to znacznie lepiej wypadają kreacje Twain, kolorystyka w tej hiszpańskiej scenerii cieszy oko, tak jak zgrabne smyki i bujający rytm robią dobrze uszom. Biedny ten piechur poruszjący się na trzech łapkach. Cały ten przekaz relacjonowany przez Wujasa subtelnie wybija się właśnie w tych scenkach z psem chociażby. Kasyno i mielenie kasy to jedno, ale zwierzak wcinający resztki z talerza to drugie.
When Do I Get To Sing "My Way"
To też mi coś przypomina, jakiś ejtisowy synthpop z początku, ale tu z ChRL nie dam sobie sobie przywołać tytułu. Seba wjeżdża z wrzutą, która pasuje mi jako bardzo odpowiednie wprowadzenie dla jego serii filmowych propozycji. Gra z konwencjami; aspekt humorystyczny, który trudno się opisuje, ale objawia się w taki nie na siłę sposób; sznycik artystyczny dookoła - no to tutaj wszystko jest i faktycznie działa. Protoplasta (tak luźno rzucam) późniejszych tworów z branży muzycznej, które też bawiły się ze skojarzeniami filmowymi, inicjowaniem i jednoczesnym parodiowaniem od samego początku jakiegoś wyobrażonego uniwersum rzeczy. Taką dawkę krzykliwych napisów da się strawić, gdyby było za dużo, to takimi literami z tego filmu by biło: SATYRA. A jednak, dobrze się na to patrzy i basta. Muzycznie to chyba moje najlepsze doświadczenie ze Sparksami, hehe
65 Nickles
Cieszy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest. Co może dobrze pasować do lekkiego gitarowego kawałka z malutkim szkieletem fabularnej sytuacji? To samo, tyle że w formie lekkiego teledysku w określonej konwencji. Jak na dwie i pół minuty, oszczędne kadrowanie i minimalną liczbę bohaterów to dzieje się bardzo dużo, a do tego to taki pozytywny humorek do strawienia. Trochę dziwny sposób na przyjaźń, no ale dobra, jestem ostatnią odpowiednią osobą do negatywnej oceny. Śmieszny przede wszystkim początek jak w filmach niemych, w połączeniu z sytuacją mordobitki na ulicy rodem z paradokumentów robi robotę. Złote, a skromne.