Best of Forum VI
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
recenzje suzanne vegi chciałeś dopisać 
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
stripped
- Posty: 13847
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
sorry ale nie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7404
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Nâdiya - Parle-moi (2004)
Proszę Państwa, rzecz niesłychana. Bezwiednie minęliśmy się z kol. Hienem o centymetry, albowiem planowałem wrzucić do tej rundy... Wouldn't It Be Good xD Dokonuję więc małej ekwilibrystyki zamieniając kolejnością kawałki, zaś zamiast Kershawa wstawiając coś, co miało być w przyszłym roku (ale będzie w następnym rozdaniu). Tymczasem...
Uciekamy na chwilę od Krakowa i w ogóle panien wszelakich, lądujemy na kaszubskiej wsi, zaś jeśli chodzi o ścisłość - w niewielkiej miejscowości o nazwie Ostrzyce. Los (i moi starzy) rzucił mnie tam na obóz językowy w sąsiedztwie całkiem ładnego jeziora, pośrodku lasu, i w ogóle z dala od wszelkiej cywilizacji. Wiecie, niby Polska była już w Unii od paru miesięcy (był to jakoś przełom lipca i sierpnia jak się tam znajdowałem), ale wciąż tkwiła srogo w najntisach. Miałem wówczas pierwszy telefon komórkowy, nieodżałowany Siemens A51, ale do niczego się nie nadawał - pośrodku puszczy nie było ni grama zasięgu, przez co jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym był automat telefoniczny na karty (to był chyba ostatni raz, kiedy takowego używałem). Była nas grupa może 30 osób, z czego 90% to była dzieciarnia poniżej 10-go roku życia (ja sam miałem wtedy 15 lat). Prócz dosłownie 3 innych osób - dwóch kolesi, z których jeden był ode mnie rok młodszy a drugi rok starszy i jednej dziewczyny w moim wieku, co do której doskonale pamiętam, jak wyglądała, ale ni cholery nie pamiętam, jak miała na imię (za to do dziś pamiętam imiona i nazwiska tamtych dwóch typów). Mieszkaliśmy se we 3 z tymi kolesiami i jako jedyni mieliśmy telewizor w pokoju. Odbierał garstkę kanałów z satelity jak akurat nie padało (a telewizor ów pamiętał przynajmniej rząd Mazowieckiego), najczęściej wieczorami filmy na Polsacie i często Vivę lub... nie no, chyba tylko Vivę.
Ale co tam latało wtedy! Natasha Bedingfield, Maroon 5, Hoobastank, 52 Dębiec z Polakami, jakiś Mezo na kiju, Sidney Polak ze swoim nieszczęsnym Otwieram Wino, Rammstein (wspominałem tamten wyjazd przy opisie klipu do Mein Teil wrzucanego przez Shodana), ba! nawet Depeche Mode z wideo do remiksu ETS w wykonaniu Shinody. No i, oczywiście, TO. Wyjątkowo dobrze zapamiętałem każdy klip, który wtedy śmigał po Vivie, a co za tym idzie - każdy kawałek. I moja wrzutka jest jednym z tych, które najbardziej wpadły mi w ucho. A wtedy, sami Państwo rozumieją, mogłem sobie najwyżej zapisać nazwę wykonawcy i utworu na kartce papieru modląc się, że jej nie zgubię (zgubiłem). Neta "dostałem" dopiero we wrześniu tamtego roku, ale i tak nie istniało jeszcze YT ani nic pokrewnego, więc niczego bym nie znalazł. W ogóle na lata olałem te wszystkie kawałki. Wróciłem do nich nagle w dwóch turach - na 10-lecie tamtego wyjazdu (tj. 2014 rok) i na 15-lecie. A że akurat na owo 15-lecie byłem w związku z laską, która miała niemal tyle samo lat co ja, sama pamiętała te numery i tak sobie je razem odświeżaliśmy przy różnych okazjach. Najczęściej Nâdiyę.
Sama Nâdiya naprawdę nazywa się Nadia Zighem (ale, jak rozumiem, rumuński daszek nad pierwszym "a" fonetycznie zamieniający to "a" w "y" ma sugerować jej okołoarabskie pochodzenie, nie udało mi się do tego dojść) i obecna jest na scenie od początku XXI wieku. Parle-moi to pierwszy singiel z jej drugiego albumu, wydanego właśnie w 2004 roku. Był to wielki europejski hicior, nie tylko w jej rodzinnej Francji (kawałek, rzecz jasna, jest w całości po francusku), ale też w Polsce (gdzie został jednym z bezwzględnych hitów tamtego lata). Tytuł tłumaczy się jako "mów do mnie" i stanowi coś w rodzaju manifestu wygłoszonego w stronę jej samej będącej dzieckiem, którego większość problemów było olewane przez jej rodziców. Całkiem niezła strategia na psychologiczne autooczyszczenie. Sam utwór jest czymś pomiędzy popem, hip hopem a r'n'b w wydaniu mocno typowym dla pierwszej dekady tegoż XXI wieku. Dość powiedzieć, że singlowi towarzyszy jeszcze nieco tandetny (z perspektywy czasu), ale jednak uroczy (imho) klip, który i tak nawet wtedy wydawał się pochodzić z jakiejś ogólnej fabryki klipów, gdzie teledyski zamawiały jeszcze Christina Aguilera i Britney Spears. Tak czy inaczej wciąż mnie ten numer łapie za feelsy, podoba się od początku do końca, i muzycznie i wokalnie (chociaż te momentami dość agresywne zaśpiewy brzmią trochę absurdalnie). Śmieszne, że pamiętam tamte czasy naprawdę bardzo dobrze, a ta dziewczyna miała wówczas 31 lat, tzn. w momencie ukazania się jej hit singla. Była młodsza ode mnie w tej chwili, a teraz ma 50 ;_; Well, czas ucieka, szybciej niż mi się wydaje...
Na 20-lecie jak znalazł. A że coś takiego mi się wówczas spodobało to już niezły wyczyn, wszak od kwietnia 2004 byłem po uszy w Depeche Mode i nie wyobrażałem sobie słuchania czegokolwiek innego. A tu ZONK.
https://www.youtube.com/watch?v=r9jpfBfPj_E
Proszę Państwa, rzecz niesłychana. Bezwiednie minęliśmy się z kol. Hienem o centymetry, albowiem planowałem wrzucić do tej rundy... Wouldn't It Be Good xD Dokonuję więc małej ekwilibrystyki zamieniając kolejnością kawałki, zaś zamiast Kershawa wstawiając coś, co miało być w przyszłym roku (ale będzie w następnym rozdaniu). Tymczasem...
Uciekamy na chwilę od Krakowa i w ogóle panien wszelakich, lądujemy na kaszubskiej wsi, zaś jeśli chodzi o ścisłość - w niewielkiej miejscowości o nazwie Ostrzyce. Los (i moi starzy) rzucił mnie tam na obóz językowy w sąsiedztwie całkiem ładnego jeziora, pośrodku lasu, i w ogóle z dala od wszelkiej cywilizacji. Wiecie, niby Polska była już w Unii od paru miesięcy (był to jakoś przełom lipca i sierpnia jak się tam znajdowałem), ale wciąż tkwiła srogo w najntisach. Miałem wówczas pierwszy telefon komórkowy, nieodżałowany Siemens A51, ale do niczego się nie nadawał - pośrodku puszczy nie było ni grama zasięgu, przez co jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym był automat telefoniczny na karty (to był chyba ostatni raz, kiedy takowego używałem). Była nas grupa może 30 osób, z czego 90% to była dzieciarnia poniżej 10-go roku życia (ja sam miałem wtedy 15 lat). Prócz dosłownie 3 innych osób - dwóch kolesi, z których jeden był ode mnie rok młodszy a drugi rok starszy i jednej dziewczyny w moim wieku, co do której doskonale pamiętam, jak wyglądała, ale ni cholery nie pamiętam, jak miała na imię (za to do dziś pamiętam imiona i nazwiska tamtych dwóch typów). Mieszkaliśmy se we 3 z tymi kolesiami i jako jedyni mieliśmy telewizor w pokoju. Odbierał garstkę kanałów z satelity jak akurat nie padało (a telewizor ów pamiętał przynajmniej rząd Mazowieckiego), najczęściej wieczorami filmy na Polsacie i często Vivę lub... nie no, chyba tylko Vivę.
Ale co tam latało wtedy! Natasha Bedingfield, Maroon 5, Hoobastank, 52 Dębiec z Polakami, jakiś Mezo na kiju, Sidney Polak ze swoim nieszczęsnym Otwieram Wino, Rammstein (wspominałem tamten wyjazd przy opisie klipu do Mein Teil wrzucanego przez Shodana), ba! nawet Depeche Mode z wideo do remiksu ETS w wykonaniu Shinody. No i, oczywiście, TO. Wyjątkowo dobrze zapamiętałem każdy klip, który wtedy śmigał po Vivie, a co za tym idzie - każdy kawałek. I moja wrzutka jest jednym z tych, które najbardziej wpadły mi w ucho. A wtedy, sami Państwo rozumieją, mogłem sobie najwyżej zapisać nazwę wykonawcy i utworu na kartce papieru modląc się, że jej nie zgubię (zgubiłem). Neta "dostałem" dopiero we wrześniu tamtego roku, ale i tak nie istniało jeszcze YT ani nic pokrewnego, więc niczego bym nie znalazł. W ogóle na lata olałem te wszystkie kawałki. Wróciłem do nich nagle w dwóch turach - na 10-lecie tamtego wyjazdu (tj. 2014 rok) i na 15-lecie. A że akurat na owo 15-lecie byłem w związku z laską, która miała niemal tyle samo lat co ja, sama pamiętała te numery i tak sobie je razem odświeżaliśmy przy różnych okazjach. Najczęściej Nâdiyę.
Sama Nâdiya naprawdę nazywa się Nadia Zighem (ale, jak rozumiem, rumuński daszek nad pierwszym "a" fonetycznie zamieniający to "a" w "y" ma sugerować jej okołoarabskie pochodzenie, nie udało mi się do tego dojść) i obecna jest na scenie od początku XXI wieku. Parle-moi to pierwszy singiel z jej drugiego albumu, wydanego właśnie w 2004 roku. Był to wielki europejski hicior, nie tylko w jej rodzinnej Francji (kawałek, rzecz jasna, jest w całości po francusku), ale też w Polsce (gdzie został jednym z bezwzględnych hitów tamtego lata). Tytuł tłumaczy się jako "mów do mnie" i stanowi coś w rodzaju manifestu wygłoszonego w stronę jej samej będącej dzieckiem, którego większość problemów było olewane przez jej rodziców. Całkiem niezła strategia na psychologiczne autooczyszczenie. Sam utwór jest czymś pomiędzy popem, hip hopem a r'n'b w wydaniu mocno typowym dla pierwszej dekady tegoż XXI wieku. Dość powiedzieć, że singlowi towarzyszy jeszcze nieco tandetny (z perspektywy czasu), ale jednak uroczy (imho) klip, który i tak nawet wtedy wydawał się pochodzić z jakiejś ogólnej fabryki klipów, gdzie teledyski zamawiały jeszcze Christina Aguilera i Britney Spears. Tak czy inaczej wciąż mnie ten numer łapie za feelsy, podoba się od początku do końca, i muzycznie i wokalnie (chociaż te momentami dość agresywne zaśpiewy brzmią trochę absurdalnie). Śmieszne, że pamiętam tamte czasy naprawdę bardzo dobrze, a ta dziewczyna miała wówczas 31 lat, tzn. w momencie ukazania się jej hit singla. Była młodsza ode mnie w tej chwili, a teraz ma 50 ;_; Well, czas ucieka, szybciej niż mi się wydaje...
Na 20-lecie jak znalazł. A że coś takiego mi się wówczas spodobało to już niezły wyczyn, wszak od kwietnia 2004 byłem po uszy w Depeche Mode i nie wyobrażałem sobie słuchania czegokolwiek innego. A tu ZONK.
https://www.youtube.com/watch?v=r9jpfBfPj_E
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Vril - Verkunstungstraktat (2020)
W czasie jednej z potężniejszych zamuł warto wrócić do przyjemnych chwil. Wspominałem o Bad Manners i Vrilu przy okazji powrotów z TNMK 2022. Teraz sprawdzimy, kto słuchał! Jego muzykę oczywiście poznałem jakiś czas wcześniej. Ulli wciąż wierny starej szkole techno. Wplata w klubowe standardy sporo dubowych lub industrialnych akcentów. Zaczęło się od Anima Mundi, której do tej pory nie umiem zmęczyć. Ciągle coś tam można odnaleźć. Jedna z potężniejszych płyt techno ostatnich lat.
Razem ze znajomym M. byliśmy pewni wizyty w Katowicach m.in. po zapowiedziach występów Stotta czy właśnie Vrila. Kawałek potężnego seta. Na żywo dobiera mocniejsze rytmy, choć tamtego dnia wyjątkowo zaskoczył jakimiś dubowymi obskujrami. Na tym gruncie nie jestem znawcą - powiem tylko, że współtowarzysz był mocno pozytywnie zaskoczony. Całkiem zaawansowana noc, opary dookoła, a okupacja barierek skuteczna przez cały czas. Po wszystkim zbita piona. Tego samego dnia festiwalowego po jakimś czasie widzieliśmy go jak gdyby nigdy nic gadającego z innym gościem przy piwku. Szanuję.
...a Bad Manners 4 to pierwsze nowe odkrycie studyjnego Vrila na świeżo po TNMK. Wczesne popołudnie, stan zmęczeniowy, spory tłok w ICku. Przynajmniej zająłem wygodne siedzące korytarzowe. W tle trzeci track ze wspominanej płyty, który wam podrzucam. Wolę rzucić czymś mniej asekuranckim. Opener byłby bardziej oczywisty podobnie jak kawałki inspirowane Basic Channel czy GASem (Biohak czy rewelacyjny Psionik). Na moje nie ma tutaj jakościowego odstępstwa. Vril prędzej czy później musiał wlecieć. Teraz to może nawet za późno, ale... wreszcie jest.
https://www.youtube.com/watch?v=hRF5t-JzcCc
W czasie jednej z potężniejszych zamuł warto wrócić do przyjemnych chwil. Wspominałem o Bad Manners i Vrilu przy okazji powrotów z TNMK 2022. Teraz sprawdzimy, kto słuchał! Jego muzykę oczywiście poznałem jakiś czas wcześniej. Ulli wciąż wierny starej szkole techno. Wplata w klubowe standardy sporo dubowych lub industrialnych akcentów. Zaczęło się od Anima Mundi, której do tej pory nie umiem zmęczyć. Ciągle coś tam można odnaleźć. Jedna z potężniejszych płyt techno ostatnich lat.
Razem ze znajomym M. byliśmy pewni wizyty w Katowicach m.in. po zapowiedziach występów Stotta czy właśnie Vrila. Kawałek potężnego seta. Na żywo dobiera mocniejsze rytmy, choć tamtego dnia wyjątkowo zaskoczył jakimiś dubowymi obskujrami. Na tym gruncie nie jestem znawcą - powiem tylko, że współtowarzysz był mocno pozytywnie zaskoczony. Całkiem zaawansowana noc, opary dookoła, a okupacja barierek skuteczna przez cały czas. Po wszystkim zbita piona. Tego samego dnia festiwalowego po jakimś czasie widzieliśmy go jak gdyby nigdy nic gadającego z innym gościem przy piwku. Szanuję.
...a Bad Manners 4 to pierwsze nowe odkrycie studyjnego Vrila na świeżo po TNMK. Wczesne popołudnie, stan zmęczeniowy, spory tłok w ICku. Przynajmniej zająłem wygodne siedzące korytarzowe. W tle trzeci track ze wspominanej płyty, który wam podrzucam. Wolę rzucić czymś mniej asekuranckim. Opener byłby bardziej oczywisty podobnie jak kawałki inspirowane Basic Channel czy GASem (Biohak czy rewelacyjny Psionik). Na moje nie ma tutaj jakościowego odstępstwa. Vril prędzej czy później musiał wlecieć. Teraz to może nawet za późno, ale... wreszcie jest.
https://www.youtube.com/watch?v=hRF5t-JzcCc
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Przyjebałem w del Rey i o dziwo się spodobało. Narzekał tylko Murzyn, ale on cały czas głównie narzeka i właściwie to nawet nie pamiętam kiedy pochwalił ostatnio jakąkolwiek moją propozycję - pewnie to było w 2013. No nic.
VideoSex - Detektivska priča
To będzie wrzuta w Musiałowskim stylu, albowiem tylko jego tutaj podejrzewałbym o podrzucenie muzyki rodem z Bałkanów. A skoro tak, to niechaj i nota będzie w jego stylu.
Zatem Videosex jest zespołem z nurtu synth pop założonym w mieście Lublana, niegdyś w Jugłosławii, a teraz nie, bo ponoć tego kraju już nie ma i teraz to miasto leży w jednym z tych krajów, które zawsze mi się mylą. W jego skład wchodzili różni ludzie i równie różni ludzie też w jego skład nie wchodzili, w każdym razie twarzą i głosem była niejaka Anja Rupel - możecie ją znać ze współpracy z Laibachem, możecie ją też znać, bo wykonywała cover Beatelsów, możecie ją też znać tak se. Generalnie w skład tego zespolu wchodzili jacyś ludzie oraz jacyś jugole, tak samo jak nie wchodzili i był taki okres, że ten zespół istniał, a potem nie, więc wtedy to nikt nie wchodził.
Utwór ma tekst i ponoć jest o czymś, ale z racji tego, że poniższa nota jest utrzymana w humorystycznym tonie, ale jednak ma naśladować stylistykę kogoś, kto tymi tekstami się jakoś bardziej przejmuje, to parę słów o nim. Ano, generalnie opowiada on o historii kobiety, która ucieka przed gliniarzami w świetle nocy.
Brzmi może sztampowo, ale jest tu pewien suspens - mimo tego, że akcja prawdopodobnie dzieje się na Bałkanach, okazuje się, że kobieta ta nie ucieka w związku z popełnionymi przezeń zbrodniami wojennymi, tylko z racji tego, że zamordowała bliskiego jej mężczyznę, z którym najprawdopodobniej spała. Jest to oczywiste nawiązanie do biografii Musiała, który, jak wiemy, został 242 razy zamordowany przez swoje byłe kochanki.
Dobra, pośmialimy się i pożartowaliśmy, albo i nie. Ja nie. Fajny zespół, fajny odkryłem to w nieco fajniejszych czasach, siadło, zaskoczyło, jedna z lepszych synthpopowych płyt z ejtisów jakie znam. Napisałbym po jugolsku bierzcie i słuchajcie tego, gdybym umiał.
https://www.youtube.com/watch?v=YuOekH3AiXY
VideoSex - Detektivska priča
To będzie wrzuta w Musiałowskim stylu, albowiem tylko jego tutaj podejrzewałbym o podrzucenie muzyki rodem z Bałkanów. A skoro tak, to niechaj i nota będzie w jego stylu.
Zatem Videosex jest zespołem z nurtu synth pop założonym w mieście Lublana, niegdyś w Jugłosławii, a teraz nie, bo ponoć tego kraju już nie ma i teraz to miasto leży w jednym z tych krajów, które zawsze mi się mylą. W jego skład wchodzili różni ludzie i równie różni ludzie też w jego skład nie wchodzili, w każdym razie twarzą i głosem była niejaka Anja Rupel - możecie ją znać ze współpracy z Laibachem, możecie ją też znać, bo wykonywała cover Beatelsów, możecie ją też znać tak se. Generalnie w skład tego zespolu wchodzili jacyś ludzie oraz jacyś jugole, tak samo jak nie wchodzili i był taki okres, że ten zespół istniał, a potem nie, więc wtedy to nikt nie wchodził.
Utwór ma tekst i ponoć jest o czymś, ale z racji tego, że poniższa nota jest utrzymana w humorystycznym tonie, ale jednak ma naśladować stylistykę kogoś, kto tymi tekstami się jakoś bardziej przejmuje, to parę słów o nim. Ano, generalnie opowiada on o historii kobiety, która ucieka przed gliniarzami w świetle nocy.
Brzmi może sztampowo, ale jest tu pewien suspens - mimo tego, że akcja prawdopodobnie dzieje się na Bałkanach, okazuje się, że kobieta ta nie ucieka w związku z popełnionymi przezeń zbrodniami wojennymi, tylko z racji tego, że zamordowała bliskiego jej mężczyznę, z którym najprawdopodobniej spała. Jest to oczywiste nawiązanie do biografii Musiała, który, jak wiemy, został 242 razy zamordowany przez swoje byłe kochanki.
Dobra, pośmialimy się i pożartowaliśmy, albo i nie. Ja nie. Fajny zespół, fajny odkryłem to w nieco fajniejszych czasach, siadło, zaskoczyło, jedna z lepszych synthpopowych płyt z ejtisów jakie znam. Napisałbym po jugolsku bierzcie i słuchajcie tego, gdybym umiał.
https://www.youtube.com/watch?v=YuOekH3AiXY
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
stripped
- Posty: 13847
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13847
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Gwoli ścisłości drogi mentosie - chwaliłem nie tak dawno:
Dinali, Suzanne Vega, Smarkiego, New Order, The Who, czyli nie licząc kolejki którą zaczynamy to by było 5 wrzut z 10 poprzednich kolejek, chyba nie tak wcale najgorzej ;-)
Dinali, Suzanne Vega, Smarkiego, New Order, The Who, czyli nie licząc kolejki którą zaczynamy to by było 5 wrzut z 10 poprzednich kolejek, chyba nie tak wcale najgorzej ;-)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Niech fakty nie psują nam narracji czy coś
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
stripped
- Posty: 13847
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Labrinth - The Feels
Wujek chyba jakby ośmielony wielokrotnym pojawianiem się Suzanne Vegi w naszych bestkach ostatnio sięga po kolejnego dubla. Do Labrintha mieliśmy dwa podejścia w bestce, w projekcie LSD mi to nie leżało, pamiętam że z Zendayą było lepiej ale samego numeru już nie pamiętam, a to o czymś pewnie świadczy. Najpewniej o tym że to po prostu taka forma współczesnego pop/r&b na elektronicznych podkładach jaka mnie zwyczajnie nie kręci. Wokalu Labrintha już się tak nie czepiam, Zendaya wokalnie jest spoko ale muza mi nie siedzi - brzmi dla mnie zbyt "generic" chyba, dlatego stronię obecnie od muzy opartej o taką elektronikę a z popu/r&b sięgam ostatnio przeważnie o rzeczy oparte o żywe aranże w których czuję dużo więcej emocji. Druga sprawa to ta patetyczna, bujająca walcem kompozycja, wiem że Wujas lubi takie sprawy, mi to się kojarzy z jaką Ellie Goulding i rzeczami do soundtracków Greya lub rom-comów. Miało być FEELS ale dla mnie feelsów właśnie zabrakło.
Nik Kershaw - Wouldn't It Be Good
Miałem rzec że szkoda że Musiał nie zwędził jednak numeru Kubie i nie otrzymaliśmy w tej kolejce w zamian jakiegoś fajnego munlupizmu, no ale nie będę złośliwy bo z dwóch numerów tego kolesia Hien zapodał ten który akurat lubię. Lubię a znam zdaje się z soundtracku do GTA Vice City Stories, Rockstarowe selekcje ejtisów przeważnie trafiały w sedno i serwowały mi tą odsłonę popowych ejtisów jaką lubię, bardziej FLASH, różowo-neonową i pachnąca Hameryką a nie smutnymi szarymi Brytolami - tak, nawet jeśli to nagrywali Brytole jak Nik Kershaw. Jest to po prostu kolejna świetna kompozycja z lat 80. z dobrą melodią, chwytliwym hookiem, fajnymi gitarami i cukierkowym klawiszem. Jeśli coś mogę dodać to podoba mi się wokal Kershawa, nie wiem czy to tylko kwestia pochodzenia i akcentu ale delikatnie kojarzy mi się z Sylvianem, tak lekko zawodzi podobnie czy jak zwał. Fajny Enjoy zatem ale czekam na inne łakocie od Kuby.
Nadiya - Parle-moi
Musiał ma ostatnio jakby lepszy streak we wrzutkach wszelakich, fajnie było odkryć Taxi Taxi od Cher, równie fajnie trafił z Mike + The Mechanics a teraz zaprasza w kolejną nostalgiczną podróż do czasów naszej młodości. Numer oczywiście znam, nie miałem pojęcia kto go wykonuje i uwaga - lubię go w sumie joł. Podoba mi się ten para-militarnt aranż heh, w tamtych czasach chyba coś było z kobietami śpiewającymi takie numery z energią wojowniczek (przypominam sobie Destiny's Child i takie "Independent Women" czy "Survivor"). Nie chce mi się sięgać do tekstu i wyrifikować na ile jest tu właśnie takiej feministycznej siły ale bije z tego taki vibe i serio brzmi spoko, no ale to piszę ja - koleś od wrzucania rapujących pań. Bit spoko, dęciaki spoko, może te wstawki walki ciut przesadzone i zbędne - domyślamy się że toczysz jakąś istotną bitwę droga Nadiyo. Fajny blast from the past.
Vril - Verkungtungstung... Verkindstund....
Verkunstungstraktat no!
Dragon wyrywa nas ze strefy komfortu słuchania Eski i zapodaje coś czego dawno nie było czyli kawałek dobrej techniawki. Rzecz jasna jak to Dragon - słuchacz momentalnie zostaje przeniesiony metodą wyobraźni do jakiegoś zadymionego klubu w opuszczonym garażu tudzież magazynie na przedmieściach Berlina czy coś. Jest surowo i repetetywnie ale generalnie dostajemy coś co brzmi jak wyrywek z setu całościowo będącego zapewne tysiącem godzin tego samego - przynajmniej dla szarego Kowalskiego, wprawione ucho z pewnością wychwytuje w mig wszelkie zmiany w miksie i wie które gałki skręcono do zera a które wzamian podkręcono wyżej. Teraz nie wiem czy o czymś zapominam czy nie mieliśmy takiej muzy w bestce od czasu Phylyps Trak ale w sumie fajnie było tu znów zajrzeć.
Videosex - Detektivska Priča
Mentos rzuca ejtisowym obskjurem pod koniec lata, mam lekki flashback ze słuchania Oppenheimera rok temu. Tego typu wykonawcy i numery funkcjonują u mnie przeważnie w formie ciekawostek i pojedynczych pereł, mentos zdaje się serio lubi ten projekt tudzież album przynajmniej skoro twierdzi że to jedna z lepszych synthpopowych płyt jakie zna. Jak dla mnie ten tytułowy Videosex z depeszwizji był ciut lepszy jednak, tu trochę zbyt energiczne rżnięcie dostajemy. Być może też ten język mnie zbytnio nie kręci, a skoro produkcja jakoś zbytnio nie nadrabia to całość mi zwyczajnie nie siedzi. Zatem niech będzie - oficjalnie rzucam mehem aby zaspokoić masochistyczne zapędy mentosa do samoupadlania.
Wujek chyba jakby ośmielony wielokrotnym pojawianiem się Suzanne Vegi w naszych bestkach ostatnio sięga po kolejnego dubla. Do Labrintha mieliśmy dwa podejścia w bestce, w projekcie LSD mi to nie leżało, pamiętam że z Zendayą było lepiej ale samego numeru już nie pamiętam, a to o czymś pewnie świadczy. Najpewniej o tym że to po prostu taka forma współczesnego pop/r&b na elektronicznych podkładach jaka mnie zwyczajnie nie kręci. Wokalu Labrintha już się tak nie czepiam, Zendaya wokalnie jest spoko ale muza mi nie siedzi - brzmi dla mnie zbyt "generic" chyba, dlatego stronię obecnie od muzy opartej o taką elektronikę a z popu/r&b sięgam ostatnio przeważnie o rzeczy oparte o żywe aranże w których czuję dużo więcej emocji. Druga sprawa to ta patetyczna, bujająca walcem kompozycja, wiem że Wujas lubi takie sprawy, mi to się kojarzy z jaką Ellie Goulding i rzeczami do soundtracków Greya lub rom-comów. Miało być FEELS ale dla mnie feelsów właśnie zabrakło.
Nik Kershaw - Wouldn't It Be Good
Miałem rzec że szkoda że Musiał nie zwędził jednak numeru Kubie i nie otrzymaliśmy w tej kolejce w zamian jakiegoś fajnego munlupizmu, no ale nie będę złośliwy bo z dwóch numerów tego kolesia Hien zapodał ten który akurat lubię. Lubię a znam zdaje się z soundtracku do GTA Vice City Stories, Rockstarowe selekcje ejtisów przeważnie trafiały w sedno i serwowały mi tą odsłonę popowych ejtisów jaką lubię, bardziej FLASH, różowo-neonową i pachnąca Hameryką a nie smutnymi szarymi Brytolami - tak, nawet jeśli to nagrywali Brytole jak Nik Kershaw. Jest to po prostu kolejna świetna kompozycja z lat 80. z dobrą melodią, chwytliwym hookiem, fajnymi gitarami i cukierkowym klawiszem. Jeśli coś mogę dodać to podoba mi się wokal Kershawa, nie wiem czy to tylko kwestia pochodzenia i akcentu ale delikatnie kojarzy mi się z Sylvianem, tak lekko zawodzi podobnie czy jak zwał. Fajny Enjoy zatem ale czekam na inne łakocie od Kuby.
Nadiya - Parle-moi
Musiał ma ostatnio jakby lepszy streak we wrzutkach wszelakich, fajnie było odkryć Taxi Taxi od Cher, równie fajnie trafił z Mike + The Mechanics a teraz zaprasza w kolejną nostalgiczną podróż do czasów naszej młodości. Numer oczywiście znam, nie miałem pojęcia kto go wykonuje i uwaga - lubię go w sumie joł. Podoba mi się ten para-militarnt aranż heh, w tamtych czasach chyba coś było z kobietami śpiewającymi takie numery z energią wojowniczek (przypominam sobie Destiny's Child i takie "Independent Women" czy "Survivor"). Nie chce mi się sięgać do tekstu i wyrifikować na ile jest tu właśnie takiej feministycznej siły ale bije z tego taki vibe i serio brzmi spoko, no ale to piszę ja - koleś od wrzucania rapujących pań. Bit spoko, dęciaki spoko, może te wstawki walki ciut przesadzone i zbędne - domyślamy się że toczysz jakąś istotną bitwę droga Nadiyo. Fajny blast from the past.
Vril - Verkungtungstung... Verkindstund....
Verkunstungstraktat no!
Dragon wyrywa nas ze strefy komfortu słuchania Eski i zapodaje coś czego dawno nie było czyli kawałek dobrej techniawki. Rzecz jasna jak to Dragon - słuchacz momentalnie zostaje przeniesiony metodą wyobraźni do jakiegoś zadymionego klubu w opuszczonym garażu tudzież magazynie na przedmieściach Berlina czy coś. Jest surowo i repetetywnie ale generalnie dostajemy coś co brzmi jak wyrywek z setu całościowo będącego zapewne tysiącem godzin tego samego - przynajmniej dla szarego Kowalskiego, wprawione ucho z pewnością wychwytuje w mig wszelkie zmiany w miksie i wie które gałki skręcono do zera a które wzamian podkręcono wyżej. Teraz nie wiem czy o czymś zapominam czy nie mieliśmy takiej muzy w bestce od czasu Phylyps Trak ale w sumie fajnie było tu znów zajrzeć.
Videosex - Detektivska Priča
Mentos rzuca ejtisowym obskjurem pod koniec lata, mam lekki flashback ze słuchania Oppenheimera rok temu. Tego typu wykonawcy i numery funkcjonują u mnie przeważnie w formie ciekawostek i pojedynczych pereł, mentos zdaje się serio lubi ten projekt tudzież album przynajmniej skoro twierdzi że to jedna z lepszych synthpopowych płyt jakie zna. Jak dla mnie ten tytułowy Videosex z depeszwizji był ciut lepszy jednak, tu trochę zbyt energiczne rżnięcie dostajemy. Być może też ten język mnie zbytnio nie kręci, a skoro produkcja jakoś zbytnio nie nadrabia to całość mi zwyczajnie nie siedzi. Zatem niech będzie - oficjalnie rzucam mehem aby zaspokoić masochistyczne zapędy mentosa do samoupadlania.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24710
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Gonix - Trzy
Rapujące kobiety, to jest śliski temat, ale ten numer jest dobry. Muzycznie, nie ma się do czego dowalić, jest co prejzować, fajny bit, sam głos Gonix fajny, nic oryginalnego, ale przynajmniej nie ma takiego parcia na kopiowanie Przybyszek. Bezsłowne wokalizy świetne. Tekst mega cringowy, ale no polski rap, tu rzadko bywa dobrze. Dobry kawałek na koniec lata, czuć powoli nadchodzącą jesień, wisi to w powietrzu pomimo temperatury, a ten numer czaruje takim vibem. Murzyn wygrzebuje jakieś zapomniane, lub nigdy nie pamiętane obskjury ze świata, do którego nie należę, ale to są jednak często strzały złoto. Gonix na propsie.
Labrinth – The Feels
Kurde, nie jest łatwo polubić się z Labiryntem, bo jego numery są dosyć słabe. Wokal jest spoko, ale podkład po prostu koszmarny. Tym razem nie dam darmowych punktów za Zendayę, nie dość, że dubel, to jeszcze dwa razy ten sam haczyk. Refren ładny, ale potem wjeżdża to piszczenie i wszystkiego się odechciewa. Nie wiem, to chyba nie są moje feelsy. Końcówka nawet ujdzie, ale kurde, gdzie ten Wuja ze sztosami ala Birdy? Eh. Wujas wróć.
Nâdiya - Parle-moi
Zły smak usuwa numer Musiała. Nie wiem, jeżeli to był hit w 2004 r., to musiał nie dotrzeć pod moja skałę z napisem Depeche Mode. Zresztą, nawet gdyby dotarł, to by zaraz został wykopany, bo ja po prostu byłem tępy na taką muzykę, nie przyjmowałem takich nowości, bo przecież, jak wiadomo, nowości – gówno. Nie będę dalej roastował mojej, ledwo osiemnastoletniej wersji (dowody osobiste powinny być wydawane od przynajmniej 22 roku życia), tylko zapropsuję musiałową wrzutę, bo jest fajna. Dobra piosenka, dobry wokal, dobry bit i ten niepowtarzalny vibe 00sów. Jest mi czasami naprawdę przykro, że się nie poznałem w porę na tamtej dekadzie, ale lepiej późno niż wcale.
Vril - Verkunstungstraktat
1,2,3,techno. Jak wszedł ten fajny, rytmiczny bit (masło maślane) z przeszkadzajkami, to się uhahałem. Dragon raz na jakiś czas wrzuca coś, co stoi tylko rytmem, i o dziwo, to są bardzo udane rzeczy. To jest ten vibe nie wymagający większej ilości muzyki w muzyce, wystarczy, że ładnie chodzi. Tak samo niewiele mam do napisania, bo co tu pisać. Dobra produkcja, numer nie jest rozwleczony do granic możliwości, przypomina mi trochę minimal techno kawałki z setów Martina.
Lubie sobie czasami takiego czegoś posłuchać.
VideoSex - Detektivska priča
Skisłem jak weszły te klawiszowe trąbki. Opis Mentosa zajebisty, zachęcił bardzo do słuchania, ale wiecie jak to bywa, czasami opis obiecuje góry, a dostajemy doliny (chyba, że to wrzuta Musiała, to opisu się w ogóle nie czyta). Nie będę przedłużał, bo i nie mam na to czasu (wbrew temu, co się o mnie tutaj sądzi), jest to super kawałek! Elektronika w tle zajebista, sam numer ma takie charakterystyczne motywy, które kojarzą mi się z dzieciństwem, no ale wychowałem się też we wscho… PRZEPRASZAM, centralnej Europie. Aż żałuję, że nie rozumiem tekstu, bo wyczuwam tu niezłe zgrywy i wyobraźnię, a tak muszę całość pozostawić temu drugiemu. VideoSex, to dobry sex.
Rapujące kobiety, to jest śliski temat, ale ten numer jest dobry. Muzycznie, nie ma się do czego dowalić, jest co prejzować, fajny bit, sam głos Gonix fajny, nic oryginalnego, ale przynajmniej nie ma takiego parcia na kopiowanie Przybyszek. Bezsłowne wokalizy świetne. Tekst mega cringowy, ale no polski rap, tu rzadko bywa dobrze. Dobry kawałek na koniec lata, czuć powoli nadchodzącą jesień, wisi to w powietrzu pomimo temperatury, a ten numer czaruje takim vibem. Murzyn wygrzebuje jakieś zapomniane, lub nigdy nie pamiętane obskjury ze świata, do którego nie należę, ale to są jednak często strzały złoto. Gonix na propsie.
Labrinth – The Feels
Kurde, nie jest łatwo polubić się z Labiryntem, bo jego numery są dosyć słabe. Wokal jest spoko, ale podkład po prostu koszmarny. Tym razem nie dam darmowych punktów za Zendayę, nie dość, że dubel, to jeszcze dwa razy ten sam haczyk. Refren ładny, ale potem wjeżdża to piszczenie i wszystkiego się odechciewa. Nie wiem, to chyba nie są moje feelsy. Końcówka nawet ujdzie, ale kurde, gdzie ten Wuja ze sztosami ala Birdy? Eh. Wujas wróć.
Nâdiya - Parle-moi
Zły smak usuwa numer Musiała. Nie wiem, jeżeli to był hit w 2004 r., to musiał nie dotrzeć pod moja skałę z napisem Depeche Mode. Zresztą, nawet gdyby dotarł, to by zaraz został wykopany, bo ja po prostu byłem tępy na taką muzykę, nie przyjmowałem takich nowości, bo przecież, jak wiadomo, nowości – gówno. Nie będę dalej roastował mojej, ledwo osiemnastoletniej wersji (dowody osobiste powinny być wydawane od przynajmniej 22 roku życia), tylko zapropsuję musiałową wrzutę, bo jest fajna. Dobra piosenka, dobry wokal, dobry bit i ten niepowtarzalny vibe 00sów. Jest mi czasami naprawdę przykro, że się nie poznałem w porę na tamtej dekadzie, ale lepiej późno niż wcale.
Vril - Verkunstungstraktat
1,2,3,techno. Jak wszedł ten fajny, rytmiczny bit (masło maślane) z przeszkadzajkami, to się uhahałem. Dragon raz na jakiś czas wrzuca coś, co stoi tylko rytmem, i o dziwo, to są bardzo udane rzeczy. To jest ten vibe nie wymagający większej ilości muzyki w muzyce, wystarczy, że ładnie chodzi. Tak samo niewiele mam do napisania, bo co tu pisać. Dobra produkcja, numer nie jest rozwleczony do granic możliwości, przypomina mi trochę minimal techno kawałki z setów Martina.
Lubie sobie czasami takiego czegoś posłuchać.
VideoSex - Detektivska priča
Skisłem jak weszły te klawiszowe trąbki. Opis Mentosa zajebisty, zachęcił bardzo do słuchania, ale wiecie jak to bywa, czasami opis obiecuje góry, a dostajemy doliny (chyba, że to wrzuta Musiała, to opisu się w ogóle nie czyta). Nie będę przedłużał, bo i nie mam na to czasu (wbrew temu, co się o mnie tutaj sądzi), jest to super kawałek! Elektronika w tle zajebista, sam numer ma takie charakterystyczne motywy, które kojarzą mi się z dzieciństwem, no ale wychowałem się też we wscho… PRZEPRASZAM, centralnej Europie. Aż żałuję, że nie rozumiem tekstu, bo wyczuwam tu niezłe zgrywy i wyobraźnię, a tak muszę całość pozostawić temu drugiemu. VideoSex, to dobry sex.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18357
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
-
Hien
- Posty: 24710
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To dubluj Birdy, a nie jakieś Labirytny.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18357
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Birdy w labiryncie.
-
stripped
- Posty: 13847
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ludzkich spraw? Będą propsy od mentosa
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Gonix Trzy
szklanki-hulanki >>> fakty-randki
Myślałem, że mamy do czynienia z czymś starszym. 2013 rok to całkiem ciekawy etap. Ostatnie przebłyski hip-hopu w starym stylu zanim nadejdzie prawdziwa rewolucja... o ile już się wtedy nie zaczęła. Nie pamiętam. Prędzej stawiałbym na moment wydawania płyty Lilu, którą Jacek nam tutaj spory czas temu proponował. Numer całkiem znośnie buja, tyle że jest za długi, pretensjonalny i nudny. Do tego dość głupawy, no nie da się przejść obok tekstu uszytego z fikołków. Chyba tylko bit sprawia, że nie ma totalnej stypy i chłodu. Zwrotki trochę lepsze technicznie niż za czasów Świntucha, ale forma przekazu oraz powaga na porównywalnym poziomie. Jeszcze ten włoski wstęp... po co. Materiał na mniej niż trzy minuty rozciągnięty bez smaku i wyczucia. Zbliżamy się do ściany.
Labrinth The Feels
Nie wiem gdzie shodan słyszy tu jakąkolwiek efektowność czy dobre melodie, ale okej. Brzmi jak lekko przerobiony odrzut z sesji do Euphorii właśnie. Zupełnie przeciętna muza do reklamy. Kolejny oczywisty kontaścik. Ziomek nawet specjalnie nie udaje, więcej tu mamrotania niż śpiewania. Po refrenie jeszcze te komiczne dźwięki, pocięte wokale, nie, nie, nie. Nie pamiętam już w jakiej reklamie, ale był podobny numer, w którym użyto tego samego trochę inaczej. Feels like stypa.
Nik Kershaw Wouldn't It Be Good
Endżoj z gatunku 'nieoczywisty', bo o ile jeszcze jakoś kojarzę refren, tak zupełnie nie wiedziałem kto, co, jak i gdzie. Sympatyczna odtrutka po niechcianych obskjurach. Daje ejtisami pełną parą, ale taki pop rock z powerem po prostu działa. To jest chwytliwa melodia właśnie. Podana poprzez całkiem liryczny wokal, tutaj ten lekki kontrast też jest skuteczny. Idealny kandydat do wylądowania w uniwersum Vice City. Mogłoby się wywalić na ryj przez ciężkie dudnienie, gitary i mocno zagęszczony aranż, ale refren niesie, na niego się czeka. Jest spoko.
Nadiya Parle-moi
Dev zarzuca kontekst, z którym się utożsamiam. No pewnie inaczej nie mogłem tego poznać. Kolejne znalezisko z głębokiego dzieciństwa. Tytuł i ksywa nie nie mówiły, ale już pierwsze takty zdradziły znajome rytmy i kolejny wyrazisty refren. Wolę z tej kategorii wrzutek rzeczy, których kompletnie nie znam. Miło wreszcie się zorientować w historii, choć raczej nie będę wracał. Tutaj bicior jest bardziej tępy, ten cały patos i śmieszne sample typu bitka w tle wzbudzają kompletnie neutralne uczucia. Poza refrenem nic więcej nie zostanie na kilka minut po ostatnim odsłuchu.
Videosex Detektywska prycza
Tito kopnął w kalendarz i nagle chłopy zaczęły farbować włosy na pomarańczowo, chodzić w szpilkach, a nowa fala i swojsko brzmiący synthpop potrafiły dotyczyć zagadnień dość TRANSGRESYJNYCH. W tekst muszę się jeszcze wgryźć. Na płytkim poziomie wtajemniczenia jestem pozytywnie zaskoczony. Synthy trochę w weselnych barwach, ale w porównaniu do wielu innych elektroników z bloku wschodniego nie ma dramatu. Nie ma Pierre Dolenia z rozciąganiem kawałka w nieskończoność, nie ma męczenia buły z jakimiś mostkami. Mimo to udały się ciekawe kombinacje w tle, są klawiszowe dodatki. Refren buja. Niby łatwiej mi wejść w takie klimaty po czeskiej wyprawie, ale z drugiej strony po Bilińskich, Kraljach i poszukiwaniach sprzed kilku lat prędzej czy później na nich też bym wpadł. Doceniam zajedwabistą nazwę zespołu. Już za to należą się propsy.
szklanki-hulanki >>> fakty-randki
Myślałem, że mamy do czynienia z czymś starszym. 2013 rok to całkiem ciekawy etap. Ostatnie przebłyski hip-hopu w starym stylu zanim nadejdzie prawdziwa rewolucja... o ile już się wtedy nie zaczęła. Nie pamiętam. Prędzej stawiałbym na moment wydawania płyty Lilu, którą Jacek nam tutaj spory czas temu proponował. Numer całkiem znośnie buja, tyle że jest za długi, pretensjonalny i nudny. Do tego dość głupawy, no nie da się przejść obok tekstu uszytego z fikołków. Chyba tylko bit sprawia, że nie ma totalnej stypy i chłodu. Zwrotki trochę lepsze technicznie niż za czasów Świntucha, ale forma przekazu oraz powaga na porównywalnym poziomie. Jeszcze ten włoski wstęp... po co. Materiał na mniej niż trzy minuty rozciągnięty bez smaku i wyczucia. Zbliżamy się do ściany.
Labrinth The Feels
Nie wiem gdzie shodan słyszy tu jakąkolwiek efektowność czy dobre melodie, ale okej. Brzmi jak lekko przerobiony odrzut z sesji do Euphorii właśnie. Zupełnie przeciętna muza do reklamy. Kolejny oczywisty kontaścik. Ziomek nawet specjalnie nie udaje, więcej tu mamrotania niż śpiewania. Po refrenie jeszcze te komiczne dźwięki, pocięte wokale, nie, nie, nie. Nie pamiętam już w jakiej reklamie, ale był podobny numer, w którym użyto tego samego trochę inaczej. Feels like stypa.
Nik Kershaw Wouldn't It Be Good
Endżoj z gatunku 'nieoczywisty', bo o ile jeszcze jakoś kojarzę refren, tak zupełnie nie wiedziałem kto, co, jak i gdzie. Sympatyczna odtrutka po niechcianych obskjurach. Daje ejtisami pełną parą, ale taki pop rock z powerem po prostu działa. To jest chwytliwa melodia właśnie. Podana poprzez całkiem liryczny wokal, tutaj ten lekki kontrast też jest skuteczny. Idealny kandydat do wylądowania w uniwersum Vice City. Mogłoby się wywalić na ryj przez ciężkie dudnienie, gitary i mocno zagęszczony aranż, ale refren niesie, na niego się czeka. Jest spoko.
Nadiya Parle-moi
Dev zarzuca kontekst, z którym się utożsamiam. No pewnie inaczej nie mogłem tego poznać. Kolejne znalezisko z głębokiego dzieciństwa. Tytuł i ksywa nie nie mówiły, ale już pierwsze takty zdradziły znajome rytmy i kolejny wyrazisty refren. Wolę z tej kategorii wrzutek rzeczy, których kompletnie nie znam. Miło wreszcie się zorientować w historii, choć raczej nie będę wracał. Tutaj bicior jest bardziej tępy, ten cały patos i śmieszne sample typu bitka w tle wzbudzają kompletnie neutralne uczucia. Poza refrenem nic więcej nie zostanie na kilka minut po ostatnim odsłuchu.
Videosex Detektywska prycza
Tito kopnął w kalendarz i nagle chłopy zaczęły farbować włosy na pomarańczowo, chodzić w szpilkach, a nowa fala i swojsko brzmiący synthpop potrafiły dotyczyć zagadnień dość TRANSGRESYJNYCH. W tekst muszę się jeszcze wgryźć. Na płytkim poziomie wtajemniczenia jestem pozytywnie zaskoczony. Synthy trochę w weselnych barwach, ale w porównaniu do wielu innych elektroników z bloku wschodniego nie ma dramatu. Nie ma Pierre Dolenia z rozciąganiem kawałka w nieskończoność, nie ma męczenia buły z jakimiś mostkami. Mimo to udały się ciekawe kombinacje w tle, są klawiszowe dodatki. Refren buja. Niby łatwiej mi wejść w takie klimaty po czeskiej wyprawie, ale z drugiej strony po Bilińskich, Kraljach i poszukiwaniach sprzed kilku lat prędzej czy później na nich też bym wpadł. Doceniam zajedwabistą nazwę zespołu. Już za to należą się propsy.
-
shodan
- Posty: 18357
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Gonix – Trzy
Naprawdę męczy mnie ostatnio polski rap. I nawet kobieta na wokalu nie jest w stanie tego zmienić. A może to nawet jeszcze gorzej. Nie lubię tych polskich raperek. Tu tak pół na pół rapowane i śpiewane. Podkład jeszcze obleci, choć niczym się nie wyróżnia. Kompozycja nijaka, wokalistka też nijaka. Murzyn lubi takie rzeczy w przeciwieństwie do mnie i będzie nas teraz tym zasypywał. Przynajmniej tak się odgraża. W sumie jego prawo. Może jednak trafią się lepsze rzeczy.
Nik Kershaw – Wouldn’t It Be Good
Znam ten eitisowy przebój oczywiście, ale ani mnie on ziębi, ani grzeje. Hien w sumie nie wyjaśnił, czy słucha czegoś więcej od gościa, czy to taki pojedynczy strzał. Mnie ten „enjoy” nie zachęca jednak do niczego. Może nawet nie dlatego, że to jest złe, ale ja już jestem chyba za stary, żeby wracać do takich staroci, które nawet w swoich czasach mnie nie obchodziły zbytnio. O dziwo refren mi się za bardzo nie podoba mimo, że jest niby melodyjny i teoretycznie zaraźliwy. A te takie wymamrotane przejścia między zwrotkami a refrenami wręcz drażnią me ucho. Najlepszy mostek w sumie. Gitary są w porządku, gorzej z klawiszami. Krótko mówiąc znany i przyzwoity hit z lat 80’, który nie jest w stanie jednak zmiękczyć mego serca.
Nâdiya - Parle-moi
Już pisałem nie raz, że te 20 lat temu miałem fazę na francuski pop. Ale to daleka przeszłość. I nawet wtedy nie lubiłem tego utworu. Nie podoba mi się ten, jak to określił Murzyn – paramilitarny aranż. Bardzo nie podoba mi się refren z tymi swoimi zagrywkami na dęciakach. A już kompletnie nie podoba mi się agresywny wokal Nadiyi w tymże refrenie. Najlepsze momenty są w zwrotkach, jak Nadiye śpiewa w towarzystwie chórków. Ale mostek znów rozczarowuje. No wnerwia mnie wręcz nieco ta piosenka i nic na to nie poradzę.
Vril – Verkunstungstraktat
Dragon niestety też nie ratuje tej kolejki choć to i tak najlepsza póki co rzecz. Trochę nie w moim stylu, bo techno nie jest bliskie memu sercu. Jest trochę monotonnie, jest trochę nudno, ale przynajmniej nic mnie nie wkurza. Brzmienie w sumie nie jest złe i być może w odpowiednich warunkach (choć nie wiem jakich) mogłoby to bardziej mi podpasować. W sumie takie klubowe rytmy zawsze kojarzą mi się z jakimiś klubami, gdzie tłumy przyjaranych ludzi będących w innym świecie podryguje na parkiecie całą noc, nie wiedząc o bożym świecie. Tam się to nadaje jak najbardziej. Do słuchania w domu raczej nie.
VideoSex - Detektivska priča
O matko, co za kolejka. Już w podsumowaniu poprzedniej rundy pisałem, ze Mentos to albo rzuci czymś bardzo dobrym, albo totalnym dziadostwem. Rzadko czymś pomiędzy. Ja od muzyki z Bałkanów stronię jak mogę, bo działa mi na nerwy. Każdy z nią kontakt to była dla mnie porażka. Począwszy od tego całego Bregovicia. Mam kolegę, który mi próbował sprzedać jakiś chorwacki zespół, który był koszmarny i nie wiedziałem, jak mam mu to powiedzieć, bo on się tym strasznie jarał. Tutaj mamy jakieś slovenian disco. Odpowiednik naszego disco polo jak mniemam. Wszystko jest tu dla mnie tak złe począwszy od samej kompozycji poprzez wokale, aranżację, brzmienie, wszelkie użyte rozwiązania. A te trąbki z klawisza to już naprawdę przemilczę. Sorry Mentos, ale to jest dla mnie najsłabszy utwór tej chyba najsłabszej kolejki od bardzo dawna, o ile nie w historii.
Macie dzisiaj komplet świeżutkich mehnięć ode mnie. Przebudźcie się ludziska, bo źle się dzieje.
Naprawdę męczy mnie ostatnio polski rap. I nawet kobieta na wokalu nie jest w stanie tego zmienić. A może to nawet jeszcze gorzej. Nie lubię tych polskich raperek. Tu tak pół na pół rapowane i śpiewane. Podkład jeszcze obleci, choć niczym się nie wyróżnia. Kompozycja nijaka, wokalistka też nijaka. Murzyn lubi takie rzeczy w przeciwieństwie do mnie i będzie nas teraz tym zasypywał. Przynajmniej tak się odgraża. W sumie jego prawo. Może jednak trafią się lepsze rzeczy.
Nik Kershaw – Wouldn’t It Be Good
Znam ten eitisowy przebój oczywiście, ale ani mnie on ziębi, ani grzeje. Hien w sumie nie wyjaśnił, czy słucha czegoś więcej od gościa, czy to taki pojedynczy strzał. Mnie ten „enjoy” nie zachęca jednak do niczego. Może nawet nie dlatego, że to jest złe, ale ja już jestem chyba za stary, żeby wracać do takich staroci, które nawet w swoich czasach mnie nie obchodziły zbytnio. O dziwo refren mi się za bardzo nie podoba mimo, że jest niby melodyjny i teoretycznie zaraźliwy. A te takie wymamrotane przejścia między zwrotkami a refrenami wręcz drażnią me ucho. Najlepszy mostek w sumie. Gitary są w porządku, gorzej z klawiszami. Krótko mówiąc znany i przyzwoity hit z lat 80’, który nie jest w stanie jednak zmiękczyć mego serca.
Nâdiya - Parle-moi
Już pisałem nie raz, że te 20 lat temu miałem fazę na francuski pop. Ale to daleka przeszłość. I nawet wtedy nie lubiłem tego utworu. Nie podoba mi się ten, jak to określił Murzyn – paramilitarny aranż. Bardzo nie podoba mi się refren z tymi swoimi zagrywkami na dęciakach. A już kompletnie nie podoba mi się agresywny wokal Nadiyi w tymże refrenie. Najlepsze momenty są w zwrotkach, jak Nadiye śpiewa w towarzystwie chórków. Ale mostek znów rozczarowuje. No wnerwia mnie wręcz nieco ta piosenka i nic na to nie poradzę.
Vril – Verkunstungstraktat
Dragon niestety też nie ratuje tej kolejki choć to i tak najlepsza póki co rzecz. Trochę nie w moim stylu, bo techno nie jest bliskie memu sercu. Jest trochę monotonnie, jest trochę nudno, ale przynajmniej nic mnie nie wkurza. Brzmienie w sumie nie jest złe i być może w odpowiednich warunkach (choć nie wiem jakich) mogłoby to bardziej mi podpasować. W sumie takie klubowe rytmy zawsze kojarzą mi się z jakimiś klubami, gdzie tłumy przyjaranych ludzi będących w innym świecie podryguje na parkiecie całą noc, nie wiedząc o bożym świecie. Tam się to nadaje jak najbardziej. Do słuchania w domu raczej nie.
VideoSex - Detektivska priča
O matko, co za kolejka. Już w podsumowaniu poprzedniej rundy pisałem, ze Mentos to albo rzuci czymś bardzo dobrym, albo totalnym dziadostwem. Rzadko czymś pomiędzy. Ja od muzyki z Bałkanów stronię jak mogę, bo działa mi na nerwy. Każdy z nią kontakt to była dla mnie porażka. Począwszy od tego całego Bregovicia. Mam kolegę, który mi próbował sprzedać jakiś chorwacki zespół, który był koszmarny i nie wiedziałem, jak mam mu to powiedzieć, bo on się tym strasznie jarał. Tutaj mamy jakieś slovenian disco. Odpowiednik naszego disco polo jak mniemam. Wszystko jest tu dla mnie tak złe począwszy od samej kompozycji poprzez wokale, aranżację, brzmienie, wszelkie użyte rozwiązania. A te trąbki z klawisza to już naprawdę przemilczę. Sorry Mentos, ale to jest dla mnie najsłabszy utwór tej chyba najsłabszej kolejki od bardzo dawna, o ile nie w historii.
Macie dzisiaj komplet świeżutkich mehnięć ode mnie. Przebudźcie się ludziska, bo źle się dzieje.
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
nazwanie videosex slowenian disco to trochę jakby nazwać tak papa dance czy innego bilinskiego
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Przypomniałbym takie wywrotki we wcześniejszych bestkach z wyróżnieniem złych reakcji na s p e c y f i c z n e porównania, ale trochę mi się nie chcę.
#teamSeba
#teamSeba
-
stripped
- Posty: 13847
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Chyba chodziło Ci o slavicmintaj pisze:22 sie 2024 14:52nazwanie videosex slowenian disco to trochę jakby nazwać tak papa dance czy innego bilinskiego
Wujek nawet ogarnął geografię jakby nie było
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup