Best of Forum VI
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Sade Is It a Crime
Jestem bardzo świadomym słuchaczem, więc z niemałym szokiem odbieram fakt, że Sade to był jakiś zespół, a nie po prostu ot płyty pani Adu. Zresztą to są takie didaskalia, ale musiałem podkreślić. Love Deluxe bardzo dobra płyta - zainteresowanie przyszło ze strony matuli, która sporą sympatią darzy No Ordinary Love. W tym miejscu skupia się większość moich kontaktów z muzyką Sade. Historyczne pierwsze zderzenia to oczywiście Smooth Operator. Dziś znacznie lepiej myślę o porównywalnie mocnym singlu, czyli The Sweetest Taboo. Sensualny, a jednocześnie dobrze buja. To jest klucz do mojego zainteresowania. Tutaj też jest solidnie, bo po prostu większość uwagi zbiera wokal. Jest w tym autentyczność, wiarygodność albo czasem brzmi tak dobrze, że nie da się nie lubić. Jazzowy soul w tle mocno daje ejtisami, nie robi mi zbyt wiele, ale nie przeszkadza i nie nudzi. Teraz jestem zbyt zgruzowany by chcieć słuchać więcej. Szczególnie, gdy dość ciężki kawałek tego typu rozpoczyna płytę. Znośna zapowiedź interesującego odsłuchu na potem. Pod koniec już trochę za dużo kombinacji, choć pewnie do uzasadnienia ze względu na przedstawianą sytuację w tekście.
Sam początek wokali został wycięty i użyty w jednym z ciekawszych projektów, którego wprowadzenie zrobiłem już jakiś czas temu, muszę do tego wrócić...
Grian Chatten All of the People
Mmm RockSerwis. Mam dobre wspomnienia z ich sklepem internetowym. Tam kupiłem kilka kartonowych singli DM z epoki SOTU czy Delta Machine. Miejsce dźwięków NIEBANALNYCH, czyli pewnie tego typu muzyka jest odpowiedzią na pop w miejscach z plumkaniem plebejskim. Nie słucham Fontaines DC, w momencie narodzin i wzrostu popularności ja już mijałem tego typu miejsca oraz rytmy. Do tej pory nie słyszałem żadnego kawałka. Brzmi naprawdę dobrze. Nie czuję tego do końca, ale jest dobrze. Cała reszta ten tego, ale właśnie ten przesterowany wokal, tak dobrze naruszony z chrypą to jest fundament dla efektu, nastroju, wrażenia. Jest doomersko, pesymistycznie - na szczęście z przebłyskiem czegoś gdzieś na horyzoncie. Tak, bardzo munlupowa wrzutka.
Slint Breadcrump Trail
Taak, po pozytywnym przyjęciu okładania się Talk Talkiem i Godspeedami w sezonie pandemicznym na moment skręciłem i w tę uliczkę. Nie za dużo pamiętam, bo to nie jest muzyka pierwszego wyboru na stany opisywane przez Sebę. Mimo to coś kołatało w głowie przy pierwszym powrocie. W pełni działa tylko przy współodczuwaniu porównywalnie głębokich dołów. Może być też satysfakcjonująca w innych okolicznościach z innych powodów. Tak działają te pogadanki na wyjątkowo spokojnym w porównaniu z resztą rockowym tle. Nie umiem się rozpływać, ale umiem docenić. W krzykach nie ma niczego infantylnego, nie brzmi to szczeniacko, w ogóle nie wybija z klimatu. Mógłbym marudzić na te techniczne łamańce. Na szczęście nie ma ich za dużo.
John Foxx Europe After the Rain
Dev dokręca nam klimat i kontekst, tak jakby sam numer nie dawał rady... coś w tym jest. Z jednej strony refleksje o Europie jako kulturowym mocarstwie, z drugiej mój średni stosunek do dość płaczliwego kawałka, który zaskoczył mnie pewnego rodzaju wycofaniem i ostrożnością. Mocny odcisk rytmiczny, generalnie czuć tu solidny korzeń post-punkowy, a na to trochę losowe pianino, obojętny wokal i solówki klawiszowe ginące w losowym miejscu. Tego nowszego Foxxa nie czułem. Starszego jak widać też nie za bardzo. Albo nasłuchałem się setek ciekawszych, bardziej siadających realizacji podobnych rozwiązań i jestem znieczulony albo tego typu emocjonalność to nie dla mnie. W większości podzielam wrażenia Hiena. Czuć ambicję, chęć wywołania wrażenia, a efekt końcowy jest tak obojętny... Kraftwerk goes Fancy, ale ani to źle, ani to dobrze.
Milli Vanilli I'm Gonna Miss You
Ciekawe co czuł wspominany przez Shodana fanatyk Mili Vanili po odkryciu całej maskarady... nie zazdroszczę, chyba że wyparcie weszło na pełnej, to wtedy tym bardziej! Nie można odmówić uroku. W kategorii Przesłodzenie jest już znacznie lepiej, bo aranż jest wyjątkowo oszczędny. Może nawet za bardzo. Tych powtórek trochę za dużo, a ten misternie budowany refren aż tak nie jara. Do tego ta komiczna solówka, która gaśnie w momencie, w którym dopiero powinna się rozkręcać. Jeszcze te teksty o niczym, Girl You Know It's True przynajmniej ma udane pseudo rapy... nie ma też za dużo pań, tu ekipa ghostsingerów nie zgrywa się zbyt wdzięcznie. Ujdzie, choć czuć grillowanie jednego udka kolejny raz.
Jestem bardzo świadomym słuchaczem, więc z niemałym szokiem odbieram fakt, że Sade to był jakiś zespół, a nie po prostu ot płyty pani Adu. Zresztą to są takie didaskalia, ale musiałem podkreślić. Love Deluxe bardzo dobra płyta - zainteresowanie przyszło ze strony matuli, która sporą sympatią darzy No Ordinary Love. W tym miejscu skupia się większość moich kontaktów z muzyką Sade. Historyczne pierwsze zderzenia to oczywiście Smooth Operator. Dziś znacznie lepiej myślę o porównywalnie mocnym singlu, czyli The Sweetest Taboo. Sensualny, a jednocześnie dobrze buja. To jest klucz do mojego zainteresowania. Tutaj też jest solidnie, bo po prostu większość uwagi zbiera wokal. Jest w tym autentyczność, wiarygodność albo czasem brzmi tak dobrze, że nie da się nie lubić. Jazzowy soul w tle mocno daje ejtisami, nie robi mi zbyt wiele, ale nie przeszkadza i nie nudzi. Teraz jestem zbyt zgruzowany by chcieć słuchać więcej. Szczególnie, gdy dość ciężki kawałek tego typu rozpoczyna płytę. Znośna zapowiedź interesującego odsłuchu na potem. Pod koniec już trochę za dużo kombinacji, choć pewnie do uzasadnienia ze względu na przedstawianą sytuację w tekście.
Sam początek wokali został wycięty i użyty w jednym z ciekawszych projektów, którego wprowadzenie zrobiłem już jakiś czas temu, muszę do tego wrócić...
Grian Chatten All of the People
Mmm RockSerwis. Mam dobre wspomnienia z ich sklepem internetowym. Tam kupiłem kilka kartonowych singli DM z epoki SOTU czy Delta Machine. Miejsce dźwięków NIEBANALNYCH, czyli pewnie tego typu muzyka jest odpowiedzią na pop w miejscach z plumkaniem plebejskim. Nie słucham Fontaines DC, w momencie narodzin i wzrostu popularności ja już mijałem tego typu miejsca oraz rytmy. Do tej pory nie słyszałem żadnego kawałka. Brzmi naprawdę dobrze. Nie czuję tego do końca, ale jest dobrze. Cała reszta ten tego, ale właśnie ten przesterowany wokal, tak dobrze naruszony z chrypą to jest fundament dla efektu, nastroju, wrażenia. Jest doomersko, pesymistycznie - na szczęście z przebłyskiem czegoś gdzieś na horyzoncie. Tak, bardzo munlupowa wrzutka.
Slint Breadcrump Trail
Taak, po pozytywnym przyjęciu okładania się Talk Talkiem i Godspeedami w sezonie pandemicznym na moment skręciłem i w tę uliczkę. Nie za dużo pamiętam, bo to nie jest muzyka pierwszego wyboru na stany opisywane przez Sebę. Mimo to coś kołatało w głowie przy pierwszym powrocie. W pełni działa tylko przy współodczuwaniu porównywalnie głębokich dołów. Może być też satysfakcjonująca w innych okolicznościach z innych powodów. Tak działają te pogadanki na wyjątkowo spokojnym w porównaniu z resztą rockowym tle. Nie umiem się rozpływać, ale umiem docenić. W krzykach nie ma niczego infantylnego, nie brzmi to szczeniacko, w ogóle nie wybija z klimatu. Mógłbym marudzić na te techniczne łamańce. Na szczęście nie ma ich za dużo.
John Foxx Europe After the Rain
Dev dokręca nam klimat i kontekst, tak jakby sam numer nie dawał rady... coś w tym jest. Z jednej strony refleksje o Europie jako kulturowym mocarstwie, z drugiej mój średni stosunek do dość płaczliwego kawałka, który zaskoczył mnie pewnego rodzaju wycofaniem i ostrożnością. Mocny odcisk rytmiczny, generalnie czuć tu solidny korzeń post-punkowy, a na to trochę losowe pianino, obojętny wokal i solówki klawiszowe ginące w losowym miejscu. Tego nowszego Foxxa nie czułem. Starszego jak widać też nie za bardzo. Albo nasłuchałem się setek ciekawszych, bardziej siadających realizacji podobnych rozwiązań i jestem znieczulony albo tego typu emocjonalność to nie dla mnie. W większości podzielam wrażenia Hiena. Czuć ambicję, chęć wywołania wrażenia, a efekt końcowy jest tak obojętny... Kraftwerk goes Fancy, ale ani to źle, ani to dobrze.
Milli Vanilli I'm Gonna Miss You
Ciekawe co czuł wspominany przez Shodana fanatyk Mili Vanili po odkryciu całej maskarady... nie zazdroszczę, chyba że wyparcie weszło na pełnej, to wtedy tym bardziej! Nie można odmówić uroku. W kategorii Przesłodzenie jest już znacznie lepiej, bo aranż jest wyjątkowo oszczędny. Może nawet za bardzo. Tych powtórek trochę za dużo, a ten misternie budowany refren aż tak nie jara. Do tego ta komiczna solówka, która gaśnie w momencie, w którym dopiero powinna się rozkręcać. Jeszcze te teksty o niczym, Girl You Know It's True przynajmniej ma udane pseudo rapy... nie ma też za dużo pań, tu ekipa ghostsingerów nie zgrywa się zbyt wdzięcznie. Ujdzie, choć czuć grillowanie jednego udka kolejny raz.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Grian Chatten - All Of The People
Podobnie jak Wujek mogę napisać że i ja czekałem na ten moment kiedy munlup wejdzie w tryb jesieniary ze swoimi wrzutami i zaczną Ci smutni Panowie wjeżdżać i pod tym względem się nie zawiodłem. Spokojny numer, fajne piano, dobry męski wokal, tona melancholijnego klimatu wylewającego się z każdej strony i smyczki jako wisienka na tym torciku. Zasadniczo munlup odhaczył wszystkie punkty na egzaminie z munlupowania i jest to dobry numer, trochę kojarzy mi się z wrzucanym wiosną Momusem i byłaby to świetna pozycja do uzupełnienia takiej playlisty którą może sobie kiedyś zrobię z wrzutek Kuby.
Slint - Breadcrumb Trail
Ten jesienny klimat zgrabnie kontynuuje wrzutka mentosa ALE tylko do czasu. Te początkowe zagrywki na gitarach i spoken wordy są spoko, gorzej kiedy wchodzimy w rewiry ostrzejszego grania. Wtedy trochę mam wrażenie jakby ktoś ten ładny numer pociął nagle żyletką i dopełnił angstowym wokalem jakiegoś desperata-samobójcy. Robi się wtedy odrobinę za ciężko. Na koniec co prawda wracamy w te lżejsze klimaty tylko trochę co z tego skoro i tak już jak to się mówi z angielska - the damage is done. Skojarzeń ze Świetlikami nie czuję ale i nie muszę znając całe 2 utwory z ich dyskografii, to może być po prostu za mało by rzetelnie ocenić.
John Foxx - Europe After The Rain
Początkowo podchodziłem do tego numeru na zasadzie NIE WIEM, znowu Musiał rzuca ejtisy ale te bardziej jego ulubiene, obskurne, chłodniejsze, mi tak średnio wchodzące przeważnie. Potem stwierdziłem że w sumie to całkiem fajne instrumentarium tylko wokal Foxxa kładzie sprawę, ta jego maniera która kojarzy mi się z jakimś rockandrollowym gogusiem z lat 60. średnio mi leżała z tą muzyką (lepiej było we wrzutce Ultravox). Ostatecznie... nawet wokal się jakoś uleżał, kawałek jest spoko (nawet kojarzy mi się z pewną wrzutką którą jeszcze planuję do bestki kiedyś tam) a ten instrumentalny mostek to prawdziwe złoto. Pogoda tylko mogłaby być brzydsza do tej muzy ale ostatnio w końcu spadł deszcz i mam nadzieję na nadejście prawdziwej jesieni.
Purelink - Pinned
Powtarzałem to n razy i powtórzę raz jeszcze że w moim przypadku z ambientami zawsze rozchodzi się o brzmienie i oszukiwać nie będę - tym razem nie zażarło. Mam mocny flashback jakbym słuchał najciekawszych fragmentów z albumu GAS znaczy się bicik plus jakieś odkurzanie wody czyli krótko mówiąc wynudziłem się. Tym razem Dragon przestrzelił - u mnie, ale innym się podoba zdaje się więc żadna strata.
Milli Vanilli - Girl I'm Gonna Miss You
Kawałek otwiera przepiękny ejtisowy 808 bicik, niestety za chwilę czar pryska bo dostajemy w papę słodkimi jak cukierek klawiszami i mocno średnim wokalem. Nie wiem kto tutaj śpiewa ale wolałem zdecydowanie to co znałem z ich największego hitu który zapodawał Kuba. Tu też troszkę wieje nudą dla mnie, Milli Vanilli to jednak dla mnie nadal tylko one-hit wonder i póki co nie mam ochoty sięgać po więcej na własną rękę.
Podobnie jak Wujek mogę napisać że i ja czekałem na ten moment kiedy munlup wejdzie w tryb jesieniary ze swoimi wrzutami i zaczną Ci smutni Panowie wjeżdżać i pod tym względem się nie zawiodłem. Spokojny numer, fajne piano, dobry męski wokal, tona melancholijnego klimatu wylewającego się z każdej strony i smyczki jako wisienka na tym torciku. Zasadniczo munlup odhaczył wszystkie punkty na egzaminie z munlupowania i jest to dobry numer, trochę kojarzy mi się z wrzucanym wiosną Momusem i byłaby to świetna pozycja do uzupełnienia takiej playlisty którą może sobie kiedyś zrobię z wrzutek Kuby.
Slint - Breadcrumb Trail
Ten jesienny klimat zgrabnie kontynuuje wrzutka mentosa ALE tylko do czasu. Te początkowe zagrywki na gitarach i spoken wordy są spoko, gorzej kiedy wchodzimy w rewiry ostrzejszego grania. Wtedy trochę mam wrażenie jakby ktoś ten ładny numer pociął nagle żyletką i dopełnił angstowym wokalem jakiegoś desperata-samobójcy. Robi się wtedy odrobinę za ciężko. Na koniec co prawda wracamy w te lżejsze klimaty tylko trochę co z tego skoro i tak już jak to się mówi z angielska - the damage is done. Skojarzeń ze Świetlikami nie czuję ale i nie muszę znając całe 2 utwory z ich dyskografii, to może być po prostu za mało by rzetelnie ocenić.
John Foxx - Europe After The Rain
Początkowo podchodziłem do tego numeru na zasadzie NIE WIEM, znowu Musiał rzuca ejtisy ale te bardziej jego ulubiene, obskurne, chłodniejsze, mi tak średnio wchodzące przeważnie. Potem stwierdziłem że w sumie to całkiem fajne instrumentarium tylko wokal Foxxa kładzie sprawę, ta jego maniera która kojarzy mi się z jakimś rockandrollowym gogusiem z lat 60. średnio mi leżała z tą muzyką (lepiej było we wrzutce Ultravox). Ostatecznie... nawet wokal się jakoś uleżał, kawałek jest spoko (nawet kojarzy mi się z pewną wrzutką którą jeszcze planuję do bestki kiedyś tam) a ten instrumentalny mostek to prawdziwe złoto. Pogoda tylko mogłaby być brzydsza do tej muzy ale ostatnio w końcu spadł deszcz i mam nadzieję na nadejście prawdziwej jesieni.
Purelink - Pinned
Powtarzałem to n razy i powtórzę raz jeszcze że w moim przypadku z ambientami zawsze rozchodzi się o brzmienie i oszukiwać nie będę - tym razem nie zażarło. Mam mocny flashback jakbym słuchał najciekawszych fragmentów z albumu GAS znaczy się bicik plus jakieś odkurzanie wody czyli krótko mówiąc wynudziłem się. Tym razem Dragon przestrzelił - u mnie, ale innym się podoba zdaje się więc żadna strata.
Milli Vanilli - Girl I'm Gonna Miss You
Kawałek otwiera przepiękny ejtisowy 808 bicik, niestety za chwilę czar pryska bo dostajemy w papę słodkimi jak cukierek klawiszami i mocno średnim wokalem. Nie wiem kto tutaj śpiewa ale wolałem zdecydowanie to co znałem z ich największego hitu który zapodawał Kuba. Tu też troszkę wieje nudą dla mnie, Milli Vanilli to jednak dla mnie nadal tylko one-hit wonder i póki co nie mam ochoty sięgać po więcej na własną rękę.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Sade - Is It a Crime
Murzyn na jesień atakuje jesienią na pełnej, i bardzo mnie to cieszy. Utwór jest magiczny, wspaniały, buduje klimat zamglonych wieczorów, które próbuje się rozganiać siedzeniem w zadymionych barach dla eleganckich ludzi. Szklaneczka dobrej szkockiej, fancy szlug, znudzony barman za szynkwasem, zaś z głośników sączy się ten numer. Tbh właściwie każdy kawałek od Sade robi taką robotę, soulowo-jazzowy klimat podlany lekkością ejtisowego popu ma w sobie coś niesamowicie urzekającego. W podobnym kierunku - ale tylko kierunku, na całym spektrum - szli goście z Living in a Box, starający się tworzyć bardziej dystyngowane brzmienia oparte jednak o typowo ejtisowe rozwiązania. Cudowna piosenka, naprawdę, głos Adu mnie czaruje za każdym razem. Smutne to, że znam dosłownie jedną ich (jej? It's so confusing, trochę jak z Black/Blackiem) płytę i kilka hit singli. A czuję, że teraz będzie dobry moment na zapoznawanie się. W końcu... JESIEŃ.
Grian Chatten - All of the People
Kuba pisze, że to dla niego ważny numer, zaś nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek mi suflował czy to samą piosenkę, czy też wykonawcę, o Fontaines nie wspominając. Poza tą ostatnią nazwą jest to dla mnie uniwersum całkowicie nieznane. Muszę jednakowoż powiedzieć, że... jestem porwany. Cóż, so far wejście tej bestki w jesień rozwala konkretnie. Gość ma bardzo spoko głos, kojarzy mi się z kimś, ale teraz sobie nie przypomnę dokładnie z kim. Mniejsza o to, znów idziemy klimatem lekkiego rozpadu, szarości, delikatnej melancholii, jak znalazł na pogodę za oknem - niby ciepło (stosunkowo) i bezwietrznie, ale niebo spowite chmurami, jest już delikatnie ponuro, sąsiedzi zaczynają palić syfem... Właśnie takiej muzy szukam na tę porę roku, albo ściślej - na to przejście między porami roku (prawdziwa jesień jest od października i tyle), Grian dostarcza, tzn. Hien dostarcza, a Grian pomaga. Oszczędnie bardzo, pianino, trochę gitary, wokal, już samo pianino mi wystarczy tbh. A końcówka jakoś niebezpiecznie nasuwa skojarzenia z pewnym numerem Kjurów...
Slint - Breadcrumb Trail
A więc to TO jest ten wykonawca i ten album od tej słynnej okładki, którą widywałem na różnych okołomuzycznych grupach twarzoksiążkowych, ale nigdy z podpisem jakimkolwiek, przez co mogłem się tylko domyślać (trochę jak z Neutral Milk Hotel, czy też GY!BE na samym początku moich muzycznych przygód w internetach), kto się za tym kryje. Miętus się wyłamuje, ale tylko troszkę, i tylko stylistycznie. Dalej czuć jesień, kawałek ciągnie szarością niby okładka płyty, wokalista to mruczy pod nosem, to zawodzi, rozlazłe (ale bardzo fajne w odbiorze) instrumentarium płynie gdzieś za nim w bliżej nieokreślonym kierunku. Mógłbym to spokojnie usłyszeć w 2005 roku (jesienią ma się rozumieć) i prawdopodobnie bym się mocno zainteresował. Szkoda, że akurat takich rzeczy w moim otoczeniu bezpośrednim (może poza GY!BE, ale to później) po prostu nikt nie słuchał. Może nie reluję z tekstem, za to reluję z Sebą i jego smuteczkami, żadną tajemnicą jest, że moja persona czyni forumowy archetyp kogoś takiego. Naprawdę, świetny numer. Dzisiejsze popołudnie zapowiada się wspaniale w całej swojej ch*jowości.
Purelink - Pinned
Nie zwalniamy tempa, dalej czuć jesień, teraz znów (cały czas?) w swojej nieco mroczniejszej odsłonie. Czyli dokładnie tak, jak lubię. Trochę szaro-buro, trochę niepokojąco, ambientowo-wypełniająco, tbh aż nie wiem, co mogę napisać więcej xD To jest po prostu dobry kawałek, porcyjka wieczornego błądzenia we mgle (przed odnalezieniem baru, w którym będą grali Sade). Brzmi to dla mnie trochę tak, jakby ktoś współczesny nam coverował Unfamilliar Wind Briana Eno (polecam, jeśli ktoś nie zna, na jesień jak znalazł). Dźwięk niesie się na falach wiatru (niemalże), ja wyglądam za okno i z zaskoczeniem zauważam, że pada. Tylko czemu mnie to zaskakuje...
Milli Vanilli - Girl I'm Gonna Miss You
W zupełnie inne tony uderza Wuja, ale to też dobrze - klasyk MV (będący w istocie wiadomo czym, ale kogo to obchodzi) przywodzi na myśl odchodzące lato (i łagodne wejście w jesień, TAK, WIEM, nadużywam tego słowa w tych reckach, ale mam to gdzieś). Szybki powrót do gorących lipcowych dni, urlopowe łażenie po różnych dziwnych miejscach, picie nad Wisłą, takie tam. Najlepsze tego typu wykorzystanie delikatnego brzmienia automatu perkusyjnego od czasu Lady in Red Chrisa de Burgh (żartuję, nie znoszę tego kawałka). Subtelnie, soulowo (czyżby przypadkowa klamra z Sade?), luźno-radiowo, ale i nastrojowo. Iskierka nadziei w pejzażu namalowanym przez resztę. Propsy!
Murzyn na jesień atakuje jesienią na pełnej, i bardzo mnie to cieszy. Utwór jest magiczny, wspaniały, buduje klimat zamglonych wieczorów, które próbuje się rozganiać siedzeniem w zadymionych barach dla eleganckich ludzi. Szklaneczka dobrej szkockiej, fancy szlug, znudzony barman za szynkwasem, zaś z głośników sączy się ten numer. Tbh właściwie każdy kawałek od Sade robi taką robotę, soulowo-jazzowy klimat podlany lekkością ejtisowego popu ma w sobie coś niesamowicie urzekającego. W podobnym kierunku - ale tylko kierunku, na całym spektrum - szli goście z Living in a Box, starający się tworzyć bardziej dystyngowane brzmienia oparte jednak o typowo ejtisowe rozwiązania. Cudowna piosenka, naprawdę, głos Adu mnie czaruje za każdym razem. Smutne to, że znam dosłownie jedną ich (jej? It's so confusing, trochę jak z Black/Blackiem) płytę i kilka hit singli. A czuję, że teraz będzie dobry moment na zapoznawanie się. W końcu... JESIEŃ.
Grian Chatten - All of the People
Kuba pisze, że to dla niego ważny numer, zaś nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek mi suflował czy to samą piosenkę, czy też wykonawcę, o Fontaines nie wspominając. Poza tą ostatnią nazwą jest to dla mnie uniwersum całkowicie nieznane. Muszę jednakowoż powiedzieć, że... jestem porwany. Cóż, so far wejście tej bestki w jesień rozwala konkretnie. Gość ma bardzo spoko głos, kojarzy mi się z kimś, ale teraz sobie nie przypomnę dokładnie z kim. Mniejsza o to, znów idziemy klimatem lekkiego rozpadu, szarości, delikatnej melancholii, jak znalazł na pogodę za oknem - niby ciepło (stosunkowo) i bezwietrznie, ale niebo spowite chmurami, jest już delikatnie ponuro, sąsiedzi zaczynają palić syfem... Właśnie takiej muzy szukam na tę porę roku, albo ściślej - na to przejście między porami roku (prawdziwa jesień jest od października i tyle), Grian dostarcza, tzn. Hien dostarcza, a Grian pomaga. Oszczędnie bardzo, pianino, trochę gitary, wokal, już samo pianino mi wystarczy tbh. A końcówka jakoś niebezpiecznie nasuwa skojarzenia z pewnym numerem Kjurów...
Slint - Breadcrumb Trail
A więc to TO jest ten wykonawca i ten album od tej słynnej okładki, którą widywałem na różnych okołomuzycznych grupach twarzoksiążkowych, ale nigdy z podpisem jakimkolwiek, przez co mogłem się tylko domyślać (trochę jak z Neutral Milk Hotel, czy też GY!BE na samym początku moich muzycznych przygód w internetach), kto się za tym kryje. Miętus się wyłamuje, ale tylko troszkę, i tylko stylistycznie. Dalej czuć jesień, kawałek ciągnie szarością niby okładka płyty, wokalista to mruczy pod nosem, to zawodzi, rozlazłe (ale bardzo fajne w odbiorze) instrumentarium płynie gdzieś za nim w bliżej nieokreślonym kierunku. Mógłbym to spokojnie usłyszeć w 2005 roku (jesienią ma się rozumieć) i prawdopodobnie bym się mocno zainteresował. Szkoda, że akurat takich rzeczy w moim otoczeniu bezpośrednim (może poza GY!BE, ale to później) po prostu nikt nie słuchał. Może nie reluję z tekstem, za to reluję z Sebą i jego smuteczkami, żadną tajemnicą jest, że moja persona czyni forumowy archetyp kogoś takiego. Naprawdę, świetny numer. Dzisiejsze popołudnie zapowiada się wspaniale w całej swojej ch*jowości.
Purelink - Pinned
Nie zwalniamy tempa, dalej czuć jesień, teraz znów (cały czas?) w swojej nieco mroczniejszej odsłonie. Czyli dokładnie tak, jak lubię. Trochę szaro-buro, trochę niepokojąco, ambientowo-wypełniająco, tbh aż nie wiem, co mogę napisać więcej xD To jest po prostu dobry kawałek, porcyjka wieczornego błądzenia we mgle (przed odnalezieniem baru, w którym będą grali Sade). Brzmi to dla mnie trochę tak, jakby ktoś współczesny nam coverował Unfamilliar Wind Briana Eno (polecam, jeśli ktoś nie zna, na jesień jak znalazł). Dźwięk niesie się na falach wiatru (niemalże), ja wyglądam za okno i z zaskoczeniem zauważam, że pada. Tylko czemu mnie to zaskakuje...
Milli Vanilli - Girl I'm Gonna Miss You
W zupełnie inne tony uderza Wuja, ale to też dobrze - klasyk MV (będący w istocie wiadomo czym, ale kogo to obchodzi) przywodzi na myśl odchodzące lato (i łagodne wejście w jesień, TAK, WIEM, nadużywam tego słowa w tych reckach, ale mam to gdzieś). Szybki powrót do gorących lipcowych dni, urlopowe łażenie po różnych dziwnych miejscach, picie nad Wisłą, takie tam. Najlepsze tego typu wykorzystanie delikatnego brzmienia automatu perkusyjnego od czasu Lady in Red Chrisa de Burgh (żartuję, nie znoszę tego kawałka). Subtelnie, soulowo (czyżby przypadkowa klamra z Sade?), luźno-radiowo, ale i nastrojowo. Iskierka nadziei w pejzażu namalowanym przez resztę. Propsy!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Sade - Is It A Crime
Szczerze mówiąc też nie wiedziałem, że Sade to nazwa zespołu i całe życie żyłem ze świadomością, że to jakiś pseudonim artystyczny. Mamy więc, póki co, pierwsze w tej kolejce odkrycie, które zmieniło moje życie. Co do Smooth Operator, to akurat zawsze w mniejszym lub większym stopniu lubiłem, aczkolwiek tak samo jak redaktor Munlup - jakoś tak wyszło, że nie sprawdzałem nic więcej, ale też nie będę ukrywać, że smooth jazz i tego typu pokrewne klimaty nigdy mnie nie kręciły na tyle, by je jakoś poważnie eksplorować.
Welp, nie wiem jak tutaj zareagowałbym na pełen album, ale w dawce jednego utworu jest po prostu PRZYJEMNIE - może i nie czuję jakichś szczególnych emocji związanych z rozstaniem, ale jest klimacik, siedzę sobie, piję wodę i jest przyjemnie. Gdybym był bogatym snobem siedziałbym sobie w jakiejś snobistycznej restauracji oraz pstrykał palcami w takt muzyki i też byłoby pewnikiem fajnie. A jak jest fajnie, to jest dobrze.
Grian Chatten – All of the People
Na samym początku byłem nieco zniechęcony, bo ten wstęp na fortepianie kojarzy mi się mocno z jakąś irytującą balladą, której wykonawcy nie jestem pewien, ale dam sobie rękę uciąć, że to jakiś cholerny brytol i że to coś, co leciało do oporu w radiostacjach tak kilkanaście lat temu. Gdy doczytałem, że to projekt typa z Fontaines D.C. nie było lepiej, bo nie do końca rozumiem ich fenomen. Ale zrobiłem coś nie w swoim stylu, tj. uczciwie przesłuchałem ten kawałek od początku do końca i ten no… DOCENIAM. Ładna, przyjemna ballada, może nie do końca rzecz z mojej bajki i nie urwało mi to ręki, nogi, ani nawet rzepki, ale słyszę tu emocje, nie ma pozerstwa, nie ma lipy, a to jest tu najważniejsze.
John Foxx - Europe After the Rain
Dzieje się coś dziwnego, bo od pewnego czasu wrzuty Musiała nie tylko mnie intrygują, ale nawet podobają, a w dodatku nie pamiętam, abym w ostatnim czasie upadał na głowę. Welp, przyznam, że akurat ja jakoś nie czekałem na pojawienie się tu Foxxa z wypiekami ani utęsknieniem (pogubiłem się w tym okołofoxxowym lore gdzieś wiosną 2022), więc tym bardziej uczucia zawodu nie mam. Mam za to uczucie obcowania z SOLIDNYM ejtisowym popem, w którym coś na pewno jest i jeszcze nie do końca słyszę co, ale na pewno wiem, że jest i prędzej czy później to usłyszę. Póki co podoba mi się pianinko w końcówce i chcę sprawdzić więcej, a poza tym uważam, że Europa jest najlepszym miejscem do życia.
Purelink - Pinned
Rozumiem niechęć do rozkminiania i pisania o muzie, bo ostatnio też jakoś nie mam do tego głowy - stres zzera i generalnie nie chce mi się o tym pisać, ale na szczęście najgorsze skończy się za parę dni. Sam zresztą traktuję ambient zazwyczaj jako muzykę tła, coś co pomaga mi porządkować myśli, odpływać, niż coś co mógłbym rozkładać na czynniki pierwsze. I tę funkcję ten utwór spełnia, więc jest dobrze. Podobają mi się wasze skojarzenia, moje akurat dryfują w zupełnie innym kierunku, bo cały czas słyszę tu muzykę z zakończenia programu na dwójce z okolic 2007 roku, którą kiedyś Smoku wrzucał do Depeszwizji. Czy to dobrze? Nawet lepiej.
Milli Vanilli – I’m Gonna Miss You
Poprzednią wrzutę MV wspominam całkiem przyjemnie - Hieniacz trafił z nią w odpowiedni czas, ale na pewno nie zaskodziło to, że to był całkiem solidny, popowy kawałek. Tutaj timing faktycznie nieco słabszy, ale gorsze jest jednak to, że w moim odczuciu to także gorszy kawałek. Cukier się wylewa, rapowa wstawka bez szału, brak tu jakichś hooków, właściwie czegokolwiek zapamiętywalnego, bo całość jest tak przeprodukowana, że słyszę tu tylko wylewający się z głośników lukier. Jedna z tych rzeczy o których zazwyczaj piszę, że można przesłuchać, ale nie bardzo wiadomo po co.
Kolejka spod gatunku tych SOLIDNYCH, ale mam wrażenie, że dzisiaj napisałbym tak o wszystkim. Poziom mocno wyrównany, może Milli Vanilli odstaje nieco in minus, a z pozostałych rzeczy ni mom pojęcia co bym wyróżnił.
Szczerze mówiąc też nie wiedziałem, że Sade to nazwa zespołu i całe życie żyłem ze świadomością, że to jakiś pseudonim artystyczny. Mamy więc, póki co, pierwsze w tej kolejce odkrycie, które zmieniło moje życie. Co do Smooth Operator, to akurat zawsze w mniejszym lub większym stopniu lubiłem, aczkolwiek tak samo jak redaktor Munlup - jakoś tak wyszło, że nie sprawdzałem nic więcej, ale też nie będę ukrywać, że smooth jazz i tego typu pokrewne klimaty nigdy mnie nie kręciły na tyle, by je jakoś poważnie eksplorować.
Welp, nie wiem jak tutaj zareagowałbym na pełen album, ale w dawce jednego utworu jest po prostu PRZYJEMNIE - może i nie czuję jakichś szczególnych emocji związanych z rozstaniem, ale jest klimacik, siedzę sobie, piję wodę i jest przyjemnie. Gdybym był bogatym snobem siedziałbym sobie w jakiejś snobistycznej restauracji oraz pstrykał palcami w takt muzyki i też byłoby pewnikiem fajnie. A jak jest fajnie, to jest dobrze.
Grian Chatten – All of the People
Na samym początku byłem nieco zniechęcony, bo ten wstęp na fortepianie kojarzy mi się mocno z jakąś irytującą balladą, której wykonawcy nie jestem pewien, ale dam sobie rękę uciąć, że to jakiś cholerny brytol i że to coś, co leciało do oporu w radiostacjach tak kilkanaście lat temu. Gdy doczytałem, że to projekt typa z Fontaines D.C. nie było lepiej, bo nie do końca rozumiem ich fenomen. Ale zrobiłem coś nie w swoim stylu, tj. uczciwie przesłuchałem ten kawałek od początku do końca i ten no… DOCENIAM. Ładna, przyjemna ballada, może nie do końca rzecz z mojej bajki i nie urwało mi to ręki, nogi, ani nawet rzepki, ale słyszę tu emocje, nie ma pozerstwa, nie ma lipy, a to jest tu najważniejsze.
John Foxx - Europe After the Rain
Dzieje się coś dziwnego, bo od pewnego czasu wrzuty Musiała nie tylko mnie intrygują, ale nawet podobają, a w dodatku nie pamiętam, abym w ostatnim czasie upadał na głowę. Welp, przyznam, że akurat ja jakoś nie czekałem na pojawienie się tu Foxxa z wypiekami ani utęsknieniem (pogubiłem się w tym okołofoxxowym lore gdzieś wiosną 2022), więc tym bardziej uczucia zawodu nie mam. Mam za to uczucie obcowania z SOLIDNYM ejtisowym popem, w którym coś na pewno jest i jeszcze nie do końca słyszę co, ale na pewno wiem, że jest i prędzej czy później to usłyszę. Póki co podoba mi się pianinko w końcówce i chcę sprawdzić więcej, a poza tym uważam, że Europa jest najlepszym miejscem do życia.
Purelink - Pinned
Rozumiem niechęć do rozkminiania i pisania o muzie, bo ostatnio też jakoś nie mam do tego głowy - stres zzera i generalnie nie chce mi się o tym pisać, ale na szczęście najgorsze skończy się za parę dni. Sam zresztą traktuję ambient zazwyczaj jako muzykę tła, coś co pomaga mi porządkować myśli, odpływać, niż coś co mógłbym rozkładać na czynniki pierwsze. I tę funkcję ten utwór spełnia, więc jest dobrze. Podobają mi się wasze skojarzenia, moje akurat dryfują w zupełnie innym kierunku, bo cały czas słyszę tu muzykę z zakończenia programu na dwójce z okolic 2007 roku, którą kiedyś Smoku wrzucał do Depeszwizji. Czy to dobrze? Nawet lepiej.
Milli Vanilli – I’m Gonna Miss You
Poprzednią wrzutę MV wspominam całkiem przyjemnie - Hieniacz trafił z nią w odpowiedni czas, ale na pewno nie zaskodziło to, że to był całkiem solidny, popowy kawałek. Tutaj timing faktycznie nieco słabszy, ale gorsze jest jednak to, że w moim odczuciu to także gorszy kawałek. Cukier się wylewa, rapowa wstawka bez szału, brak tu jakichś hooków, właściwie czegokolwiek zapamiętywalnego, bo całość jest tak przeprodukowana, że słyszę tu tylko wylewający się z głośników lukier. Jedna z tych rzeczy o których zazwyczaj piszę, że można przesłuchać, ale nie bardzo wiadomo po co.
Kolejka spod gatunku tych SOLIDNYCH, ale mam wrażenie, że dzisiaj napisałbym tak o wszystkim. Poziom mocno wyrównany, może Milli Vanilli odstaje nieco in minus, a z pozostałych rzeczy ni mom pojęcia co bym wyróżnił.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Clark - The Autumnal Crush (2006)
Mam nadzieję, że tym razem jesieniarze poczują się jak u siebie? Muzyki Clarka nie czuję za bardzo, ale w czasach rzetelnego odkrywania całej ławy wykonawców 'nowej elektroniki' nie miałem problemu z sięgnięciem po pojedyncze płyty tych muzyków spoza pierwszego szeregu. Przynajmniej w zestawieniu z Aphexem, Autechre, BoC czy Squarepusher. Ten ostatni całkiem nieźle pasuje do Clarka szczególnie w zderzeniu z tą płytą. Body Riddle ma w sobie coś z jazzowej otoczki. Pół biedy akustyczne bębny - ten klimat odpowiada dymnym klubom, tyle że nie z katalogu miejscówek godnych uwzględnienia w książce 30 lat polskiej sceny techno.
Lubię pojedyncze miniaturki, ale zamykający sprawę The Autumnal Crush od zawsze wywoływał to Coś. Najpierw emocjonalna burza, a potem doglądanie pobojowiska, zamiatanie kurzu i chwila wytchnienia. Na nerwy pomagało. Poza tym to po prostu udany kawałek, który wymyka się etykietkom, tak jak cała płyta zresztą. Atmosferyczny finał przypomina mi coś rodem z katalogu Heckera, Bena Frosta. Oni lubią zostawić słuchacza w małym oszołomieniu po kontakcie z czymś intensywnym. Wysmakowana robota.
Nadeszła odpowiednia pora, bo w Wałbrzychu znowu chwilę padało, a i generalnie zapowiada się na stałą obecność typowej jesieni. Żegnajcie, moje ulubione dwadzieścia stopni po siedemnastej...
https://www.youtube.com/watch?v=_WobruQl-qs
Mam nadzieję, że tym razem jesieniarze poczują się jak u siebie? Muzyki Clarka nie czuję za bardzo, ale w czasach rzetelnego odkrywania całej ławy wykonawców 'nowej elektroniki' nie miałem problemu z sięgnięciem po pojedyncze płyty tych muzyków spoza pierwszego szeregu. Przynajmniej w zestawieniu z Aphexem, Autechre, BoC czy Squarepusher. Ten ostatni całkiem nieźle pasuje do Clarka szczególnie w zderzeniu z tą płytą. Body Riddle ma w sobie coś z jazzowej otoczki. Pół biedy akustyczne bębny - ten klimat odpowiada dymnym klubom, tyle że nie z katalogu miejscówek godnych uwzględnienia w książce 30 lat polskiej sceny techno.
Lubię pojedyncze miniaturki, ale zamykający sprawę The Autumnal Crush od zawsze wywoływał to Coś. Najpierw emocjonalna burza, a potem doglądanie pobojowiska, zamiatanie kurzu i chwila wytchnienia. Na nerwy pomagało. Poza tym to po prostu udany kawałek, który wymyka się etykietkom, tak jak cała płyta zresztą. Atmosferyczny finał przypomina mi coś rodem z katalogu Heckera, Bena Frosta. Oni lubią zostawić słuchacza w małym oszołomieniu po kontakcie z czymś intensywnym. Wysmakowana robota.
Nadeszła odpowiednia pora, bo w Wałbrzychu znowu chwilę padało, a i generalnie zapowiada się na stałą obecność typowej jesieni. Żegnajcie, moje ulubione dwadzieścia stopni po siedemnastej...
https://www.youtube.com/watch?v=_WobruQl-qs
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Doris - You Never Come Closer
(1970)
Gdzieś w całym bestkowym zamieszaniu i moich własnych kombinacjach nad listą wrzutek pogubiłem ten numer którym to na pewnym etapie nawet myślałem otwierać obecną 25. Wrzucam go teraz i paradoksalnie chcąc zrobić sobie przerwę od śpiewających dam jednocześnie wrzucam kolejną z nich, ale tym razem artystkę o wiele bardziej anonimową dla mnie i taką która poza tym jednym numerem nie jest dla mnie istotna. Numer ten jest dla mnie wyjątkowy pod tym względem że na tle reszty moich wrzutek o nim faktycznie mogę powiedzieć że jest jedyny w swoim rodzaju. Ale zacznijmy od początku...
Na początku było... GTA oczywiście, konkretnie ostatnia tzn. 5 część tej gry która była źródłem wielu istotnych dla mnie muzycznych odkryć, częściej pojedynczych perełek niż artystów ale czasami i różnych klimatów jak choćby to co w stacji radiowej FlyLoFM serwował producent Flying Lotus. Tak poznałem choćby postaci Machinedruma czy Dimlite'a których wrzucałem jesienią w II oraz IV bestce, ale i zajarałem się bardziej samym FlyLo który tworzy fajną, choć dziwną muzykę. Teraz po raz trzeci z rzędu jesienią sięgam po kolejnego artystę a nawet tym razem konkretny kawałek który leciał w tym radyjku w GTA.
You Never Come Closer to kawałek szwedzkiej piosenkarki Doris Svensson która wydała w 1970 roku raptem jeden album w czasie swojej kariery i tenże to album po latach został wydany ponownie w latach 90. i zyskał wówczas miano kultowego wśród wszelkiej maści melomanów, kolekcjonerów, hipsterów itp. Ktoś z recenzentów nawet stwierdził że wrzucany dziś przeze mnie numer brzmi trochę jakby Björk śpiewała w kapeli w której gra Jimi Hendrix i z przymrużeniem oka COŚ W TYM jest, choć to dziwne darcie japy w chórkach momentami mi tu się kojarzy może trochę z Yoko Ono bardziej? Kawałek poza tym numer jest w sumie dość funky ale zatopiony w sosie z psychodeli trochę i w sumie to dlatego go lubię bo dla mnie brzmi unikatowo. Miłą niespodzianką był dla mnie też fakt że numer ten pośród różnych składanek na których się czasem pojawiał wylądował również na kupionej przeze mnie w prezencie dla żony pierwszej składance The Best Smooth Jazz... Ever!, chociaż trudno stwierdzić czy ze "smooth" jazzem ma cokolwiek wspólnego. Fakt ten odkryłem już jakiś czas po sprezentowaniu tego składaka kiedy stwierdziłem że może obczaję właściwie co ja tam kupiłem heh. Całkiem dobrze się składa że sobie o tym kawałku w porę przypomniałem bo dla mnie to właśnie taka wrzutka pod nadchodzący Spooktober bardziej, lubię o tej porze do niej wracać.
https://youtu.be/ZlHgN3v3880?si=dHdg7qYj8aqSWbXv
(1970)
Gdzieś w całym bestkowym zamieszaniu i moich własnych kombinacjach nad listą wrzutek pogubiłem ten numer którym to na pewnym etapie nawet myślałem otwierać obecną 25. Wrzucam go teraz i paradoksalnie chcąc zrobić sobie przerwę od śpiewających dam jednocześnie wrzucam kolejną z nich, ale tym razem artystkę o wiele bardziej anonimową dla mnie i taką która poza tym jednym numerem nie jest dla mnie istotna. Numer ten jest dla mnie wyjątkowy pod tym względem że na tle reszty moich wrzutek o nim faktycznie mogę powiedzieć że jest jedyny w swoim rodzaju. Ale zacznijmy od początku...
Na początku było... GTA oczywiście, konkretnie ostatnia tzn. 5 część tej gry która była źródłem wielu istotnych dla mnie muzycznych odkryć, częściej pojedynczych perełek niż artystów ale czasami i różnych klimatów jak choćby to co w stacji radiowej FlyLoFM serwował producent Flying Lotus. Tak poznałem choćby postaci Machinedruma czy Dimlite'a których wrzucałem jesienią w II oraz IV bestce, ale i zajarałem się bardziej samym FlyLo który tworzy fajną, choć dziwną muzykę. Teraz po raz trzeci z rzędu jesienią sięgam po kolejnego artystę a nawet tym razem konkretny kawałek który leciał w tym radyjku w GTA.
You Never Come Closer to kawałek szwedzkiej piosenkarki Doris Svensson która wydała w 1970 roku raptem jeden album w czasie swojej kariery i tenże to album po latach został wydany ponownie w latach 90. i zyskał wówczas miano kultowego wśród wszelkiej maści melomanów, kolekcjonerów, hipsterów itp. Ktoś z recenzentów nawet stwierdził że wrzucany dziś przeze mnie numer brzmi trochę jakby Björk śpiewała w kapeli w której gra Jimi Hendrix i z przymrużeniem oka COŚ W TYM jest, choć to dziwne darcie japy w chórkach momentami mi tu się kojarzy może trochę z Yoko Ono bardziej? Kawałek poza tym numer jest w sumie dość funky ale zatopiony w sosie z psychodeli trochę i w sumie to dlatego go lubię bo dla mnie brzmi unikatowo. Miłą niespodzianką był dla mnie też fakt że numer ten pośród różnych składanek na których się czasem pojawiał wylądował również na kupionej przeze mnie w prezencie dla żony pierwszej składance The Best Smooth Jazz... Ever!, chociaż trudno stwierdzić czy ze "smooth" jazzem ma cokolwiek wspólnego. Fakt ten odkryłem już jakiś czas po sprezentowaniu tego składaka kiedy stwierdziłem że może obczaję właściwie co ja tam kupiłem heh. Całkiem dobrze się składa że sobie o tym kawałku w porę przypomniałem bo dla mnie to właśnie taka wrzutka pod nadchodzący Spooktober bardziej, lubię o tej porze do niej wracać.
https://youtu.be/ZlHgN3v3880?si=dHdg7qYj8aqSWbXv
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
CIFIKA – Melody (2023)
Rzecz dla mnie dosyć świeża, bo odkrycie z tego roku. Mój szwagier spod Olsztyna to zapalony wędkarz, miłośnik podróży i leśnych wędrówek, fan sportu i gry Fifa. Ale muzyki raczej nie słucha. Ma jednak dwudziestoparoletnią córkę, z którą od czasu do czasu przy okazji spotkań rodzinnych lubię pogadać o muzyce. No i jakoś na wiosnę gdy byli u nas, próbowałem jej sprzedać Jamesa Blake’a i coś tam jeszcze. W ramach wymiany ona powiedziała „jak interesuje cię elektronika, to spróbuj Cifikę”. Spróbowałem i powiem szczerze, że kobitka mnie zainteresowała.
Jest to Koreanka z południa, która ma na koncie dwa albumy i dwie Epki. Bardzo lubię jej debiutancki album HANA z 2020r. Tutaj chcę Wam jednak przedstawić piękną i bardzo ciekawą balladę „Melody” z jej drugiego albumu ION. Utwór jakby idealnie skrojony pode mnie. Niby ballada, ale raczej nie ociekająca lukrem. Ładna melodia ubrana jest wg mnie w chłodne elektroniczne brzmienia. Podoba mi się bit, przytłumiony automat perkusyjny, brzmienie syntezatorów. Jest też bardzo ładna gitara. No i uroczy wokal Cifiki plus fantastyczne chórki. Już same okładki jej wydawnictw są fascynujące i pieczołowicie dopracowane. W ogóle pooglądałem trochę jej performansów na YT i podoba mi się jej orientalna, dalekowschodnia stylówa. Lubię Koreę Południową. Lubię tamtą azjatycką kulturę, koreańskie filmy i seriale, ich nowoczesne metropolie, lubię też dobrą muzykę z tamtych rejonów, choć jeszcze stosunkowo mało jej znam. Ale lubię te azjatyckie klimaty i chciałbym kiedyś tam pojechać. Póki co pozostaje mi posłuchać koreańskiej muzyki.
https://www.youtube.com/watch?v=wnpSUx2ojYc
Rzecz dla mnie dosyć świeża, bo odkrycie z tego roku. Mój szwagier spod Olsztyna to zapalony wędkarz, miłośnik podróży i leśnych wędrówek, fan sportu i gry Fifa. Ale muzyki raczej nie słucha. Ma jednak dwudziestoparoletnią córkę, z którą od czasu do czasu przy okazji spotkań rodzinnych lubię pogadać o muzyce. No i jakoś na wiosnę gdy byli u nas, próbowałem jej sprzedać Jamesa Blake’a i coś tam jeszcze. W ramach wymiany ona powiedziała „jak interesuje cię elektronika, to spróbuj Cifikę”. Spróbowałem i powiem szczerze, że kobitka mnie zainteresowała.
Jest to Koreanka z południa, która ma na koncie dwa albumy i dwie Epki. Bardzo lubię jej debiutancki album HANA z 2020r. Tutaj chcę Wam jednak przedstawić piękną i bardzo ciekawą balladę „Melody” z jej drugiego albumu ION. Utwór jakby idealnie skrojony pode mnie. Niby ballada, ale raczej nie ociekająca lukrem. Ładna melodia ubrana jest wg mnie w chłodne elektroniczne brzmienia. Podoba mi się bit, przytłumiony automat perkusyjny, brzmienie syntezatorów. Jest też bardzo ładna gitara. No i uroczy wokal Cifiki plus fantastyczne chórki. Już same okładki jej wydawnictw są fascynujące i pieczołowicie dopracowane. W ogóle pooglądałem trochę jej performansów na YT i podoba mi się jej orientalna, dalekowschodnia stylówa. Lubię Koreę Południową. Lubię tamtą azjatycką kulturę, koreańskie filmy i seriale, ich nowoczesne metropolie, lubię też dobrą muzykę z tamtych rejonów, choć jeszcze stosunkowo mało jej znam. Ale lubię te azjatyckie klimaty i chciałbym kiedyś tam pojechać. Póki co pozostaje mi posłuchać koreańskiej muzyki.
https://www.youtube.com/watch?v=wnpSUx2ojYc
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Bryan Ferry – Miss Otis Regrets
Kilka miesięcy temu wspominałem o ojcu przy okazji Hendrixa, teraz wracam do mamy, albowiem o kimś takim jak Bryan Ferry dowiedziałem się dzięki niej i tej płycie. „As Time Goes By” to było spore wydarzenie i całkiem duży hit. Ferry śpiewający standardy, to zadziwiająco niezwykle połączenie, chociaż czy na pewno zadziwiające? Nie wiem, ja dopiero z tego punktu wyszedłem do Roxy Music, więc zrobiłem tę trasę odwrotnie. Wuja swego czasu mówił, że każda muzyka lepiej działa w lesie (czy generalnie w plenerze), ja się nadal uprzejmie z tym nie zgadzam, ponieważ ten utwór, jak i cały album to idealny przykład czegoś, czego słucha się w zaciszu domowym, kiedy nic innego nie zakłóca dźwiękowego eteru, najlepiej przy kominku, a jak nie ma kominka, to przy piecyku elektrycznym, a jak jest za ciepło, to po prostu w przytulnym pokoju, wieczorem, przy włączonym górnym świetle. Nie wiem czy wiecie, ale w prawie polskim, a dokładnie w kodeksie karnym, istnieje pojęcie „naruszenia miru domowego”, co jak można się domyślić, oznacza odpowiedzialność karną za wpakowanie się komuś do domu, lub na działkę gruntu, nieproszonym. Podkreśla to fakt, że w domu, mieszkaniu, komórce, mamy prawo czuć się swobodnie i bezpiecznie. W takich warunkach, muzyka też brzmi inaczej i trudno mi sobie wyobrazić słuchanie tej płyty Bryana, gdzieś w lesie, czy nawet na plaży, itd. Sam utwór ujmuje mnie tym, czym generalnie ujmują mnie tego typu utwory. Kto pamięta niektóre moje wrzuty, wie że jest tutaj odpowiednia ilość munlupizmu. Jest elegancko, jest wzniośle, ale nie podniośle, jest krucho, ale jednocześnie za mikrofonem stoi sam Bryan Ferry, postać potężna. Autorem kawałka jest Cole Porter, którego musicie znać choćby ze słyszenia, to nazwisko to niemal gwarancja piosenkopisarskiej jakości. Piosenka obchodzi w tym roku 90 lat. Wykonanie Ferry’ego kończy zaś okrągłe ćwierć wieku, ale nie zestarzało się w ogóle, to by mogło wyjść wczoraj i ta aranżacja brzmiałaby tak samo świeżo, jak wtedy. Ferry śpiewa tak delikatnie, a zespół przygrywa tak cicho, że to chyba najbardziej perfekcyjne niecałe 3 minuty ucieleśnienia tego ‘domowego ogniska’. Najlepiej z rodziną przy boku, bo coraz bardziej przeraża mnie jak czas leci, a moi bliscy się starzeją.
https://youtu.be/Cd9xqmOdtJ0
Kilka miesięcy temu wspominałem o ojcu przy okazji Hendrixa, teraz wracam do mamy, albowiem o kimś takim jak Bryan Ferry dowiedziałem się dzięki niej i tej płycie. „As Time Goes By” to było spore wydarzenie i całkiem duży hit. Ferry śpiewający standardy, to zadziwiająco niezwykle połączenie, chociaż czy na pewno zadziwiające? Nie wiem, ja dopiero z tego punktu wyszedłem do Roxy Music, więc zrobiłem tę trasę odwrotnie. Wuja swego czasu mówił, że każda muzyka lepiej działa w lesie (czy generalnie w plenerze), ja się nadal uprzejmie z tym nie zgadzam, ponieważ ten utwór, jak i cały album to idealny przykład czegoś, czego słucha się w zaciszu domowym, kiedy nic innego nie zakłóca dźwiękowego eteru, najlepiej przy kominku, a jak nie ma kominka, to przy piecyku elektrycznym, a jak jest za ciepło, to po prostu w przytulnym pokoju, wieczorem, przy włączonym górnym świetle. Nie wiem czy wiecie, ale w prawie polskim, a dokładnie w kodeksie karnym, istnieje pojęcie „naruszenia miru domowego”, co jak można się domyślić, oznacza odpowiedzialność karną za wpakowanie się komuś do domu, lub na działkę gruntu, nieproszonym. Podkreśla to fakt, że w domu, mieszkaniu, komórce, mamy prawo czuć się swobodnie i bezpiecznie. W takich warunkach, muzyka też brzmi inaczej i trudno mi sobie wyobrazić słuchanie tej płyty Bryana, gdzieś w lesie, czy nawet na plaży, itd. Sam utwór ujmuje mnie tym, czym generalnie ujmują mnie tego typu utwory. Kto pamięta niektóre moje wrzuty, wie że jest tutaj odpowiednia ilość munlupizmu. Jest elegancko, jest wzniośle, ale nie podniośle, jest krucho, ale jednocześnie za mikrofonem stoi sam Bryan Ferry, postać potężna. Autorem kawałka jest Cole Porter, którego musicie znać choćby ze słyszenia, to nazwisko to niemal gwarancja piosenkopisarskiej jakości. Piosenka obchodzi w tym roku 90 lat. Wykonanie Ferry’ego kończy zaś okrągłe ćwierć wieku, ale nie zestarzało się w ogóle, to by mogło wyjść wczoraj i ta aranżacja brzmiałaby tak samo świeżo, jak wtedy. Ferry śpiewa tak delikatnie, a zespół przygrywa tak cicho, że to chyba najbardziej perfekcyjne niecałe 3 minuty ucieleśnienia tego ‘domowego ogniska’. Najlepiej z rodziną przy boku, bo coraz bardziej przeraża mnie jak czas leci, a moi bliscy się starzeją.
https://youtu.be/Cd9xqmOdtJ0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Spodziewałem się większego entuzjazmu dla Slinta i w ogóle, ale w sumie nie wiem na jakiej podstawie i nie będę wywijać noskiem, bo nawet jeśli ktoś tam kręcił noskiem, to raczej w umiarkowany sposób. Dobre i to.
Kaliber 44 - Bierz Mój Miecz i Masz
Znowu wjeżdzamy w klimaty mocno depresyjne, ale wbrew pozorom nie jest to reprezentacja obecnego stanu mojej psychiki, ani nawet "odpowiedź" na aurę za oknem. Jako jesieniara, bardzo się cieszę z powodu tego, że w końcu mogłem wyjąć mocno zakurzony płaszcz, udać się na spacer w temperaturze w okolicach 10-12 stopni przy szarudze oraz w otoczeniu spadających liści. Skoro tak, to czemu akurat Kaliber 44 wjeżdza teraz? Ano, z grubsza z podobnych powodów, co Slint kolejkę wcześniej - bo nie pojawił się wcześniej.
Przyjmę na klatę wszystkie żarty i memy z Magika, przyjmę na klatę wszystkie teksty o tym, że ta płyta jest przereklamowana i jej status jako legendy jest stanowczo przesadzony - ja w hip-hopowej bańce nie siedzę, w mojej kult Magika przestał być jakkolwiek poważnym zjawiskiem gdzieś w okolicach 2012/13 roku. Być może faktycznie powstało multum lepszych rzeczy w rapie, psychorapie i tym podobnych - ja się nie znam, ja tych nurtów prawie w ogóle nie eksplorowałem i NIE WIEM.
Wiem jedynie to, że znam ten utwór, jak i płytę z której zeń pochodzi, dobre kilkanaście lat i przez te kilkanaście lat regularnie doń wracałem. Nie tylko w momentach gorszych, chociaż nie ukrywam, że było parę sytuacji, które pomogła mi znieść, ale tak po prostu se o. To nie jest na pewno kwestia sentymentu, bo tak prawdę powiedziawszy im jestem starszy, tym bardziej doceniam to jak gęsty, mroczny i POPIERDOLONY klimat udało się tu zawrzeć.
A najbardziej ryje mi czosnek to, że to dzieło jest autorstwa trójki (względnie) przeciętnych licealistów z Górnego Śląska.
Bierzcie Mój Utwór I Słuchajcie Tego
https://www.youtube.com/watch?v=_iVFgWlTHI4
Kaliber 44 - Bierz Mój Miecz i Masz
Znowu wjeżdzamy w klimaty mocno depresyjne, ale wbrew pozorom nie jest to reprezentacja obecnego stanu mojej psychiki, ani nawet "odpowiedź" na aurę za oknem. Jako jesieniara, bardzo się cieszę z powodu tego, że w końcu mogłem wyjąć mocno zakurzony płaszcz, udać się na spacer w temperaturze w okolicach 10-12 stopni przy szarudze oraz w otoczeniu spadających liści. Skoro tak, to czemu akurat Kaliber 44 wjeżdza teraz? Ano, z grubsza z podobnych powodów, co Slint kolejkę wcześniej - bo nie pojawił się wcześniej.
Przyjmę na klatę wszystkie żarty i memy z Magika, przyjmę na klatę wszystkie teksty o tym, że ta płyta jest przereklamowana i jej status jako legendy jest stanowczo przesadzony - ja w hip-hopowej bańce nie siedzę, w mojej kult Magika przestał być jakkolwiek poważnym zjawiskiem gdzieś w okolicach 2012/13 roku. Być może faktycznie powstało multum lepszych rzeczy w rapie, psychorapie i tym podobnych - ja się nie znam, ja tych nurtów prawie w ogóle nie eksplorowałem i NIE WIEM.
Wiem jedynie to, że znam ten utwór, jak i płytę z której zeń pochodzi, dobre kilkanaście lat i przez te kilkanaście lat regularnie doń wracałem. Nie tylko w momentach gorszych, chociaż nie ukrywam, że było parę sytuacji, które pomogła mi znieść, ale tak po prostu se o. To nie jest na pewno kwestia sentymentu, bo tak prawdę powiedziawszy im jestem starszy, tym bardziej doceniam to jak gęsty, mroczny i POPIERDOLONY klimat udało się tu zawrzeć.
A najbardziej ryje mi czosnek to, że to dzieło jest autorstwa trójki (względnie) przeciętnych licealistów z Górnego Śląska.
Bierzcie Mój Utwór I Słuchajcie Tego
https://www.youtube.com/watch?v=_iVFgWlTHI4
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Licealiści z Dolnego Śląska >>> z Górnego, ale nie powiem wam dlaczego
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Guzior - Fala [feat. Oskar83] (2020)
Yep, pomyślicie, Musiał i nowy polski rap, czy kogoś tutaj pogięło? Czy Musiała pogięło? Gdzie jakieś, nie wiem Visage? Roxy Music? Soundtracki z gier? Gdzie jest jesienny Musiał? OTÓŻ TUTAJ WŁAŚNIE. Choć może nie do końca jesienny... Albowiem numer ten miał docelowo wlecieć późną wiosną. Ale z pewnych powodów, które pozwolę sobie jednak przemilczeć, nie miałem, hmmm, siły, żeby to ogarnąć.
Więc robię to teraz, a to dlatego, iż raptem przed paroma dniami miała miejsce ważna dla mnie rocznica. Moja wrzutka jest bezpośrednio powiązana z osobą, której ta rocznica dotyczy, gdyż właśnie ta osoba mi ów kawałek przedstawiła. Z czysto mojego punktu widzenia nie jest to może nic specjalnego, nie siedzę w lore takiej muzyki, nie znam wykonawców, nie chadzam na koncerty (po co miałbym), ale już np. nieznacznie ode mnie młodsi ludzie - jak się okazało - chadzają, znają, siedzą. Ksywy Guzior do wiosny 2022 nie słyszałem, równie dobrze możnaby mi wcisnąć, że była to jakaś istotna postać starego "Pruszkowa". Co z tym kawałkiem? Jest trochę tani, jest trochę cheesy, tekst też nie reprezentuje nie wiadomo jakich poziomów (pozwolę sobie na stwierdzenie, że Lilu miewa więcej polotu). Ale ważny jest setting, umiejscowienie tego numeru na moim osobistym timeline, powiązanie go z kimś dla mnie, niestety, wciąż ważnym, nawet, jeśli ten ktoś pozostaje już tylko wspomnieniem. Pięknym i gorzkim zarazem, jak to z wieloma wspomnieniami bywa.
I czasem tylko tyle wystarczy, żeby z człowieka wycisnąć feelsy. Trudno jest postawić Falę obok takiego, dajmy na to, I Believe in You od Talk Talk, a w obydwu przypadkach mam do czynienia z utworami, których samo wspomnienie ściska mnie w żołądku. A może to wcale nie jest tanie? Co w tym właściwie taniego? Tekst? "Czekam na falę jak blok, setki ton by nas zabrało"... Nothing's cheap when it happens to you.
https://youtu.be/H30R1BUpRF8?si=EAZTPhej1anhtxi_
PS. Wideo, bo to przynajmniej oficjalny kanał z dobrą jakością.
Yep, pomyślicie, Musiał i nowy polski rap, czy kogoś tutaj pogięło? Czy Musiała pogięło? Gdzie jakieś, nie wiem Visage? Roxy Music? Soundtracki z gier? Gdzie jest jesienny Musiał? OTÓŻ TUTAJ WŁAŚNIE. Choć może nie do końca jesienny... Albowiem numer ten miał docelowo wlecieć późną wiosną. Ale z pewnych powodów, które pozwolę sobie jednak przemilczeć, nie miałem, hmmm, siły, żeby to ogarnąć.
Więc robię to teraz, a to dlatego, iż raptem przed paroma dniami miała miejsce ważna dla mnie rocznica. Moja wrzutka jest bezpośrednio powiązana z osobą, której ta rocznica dotyczy, gdyż właśnie ta osoba mi ów kawałek przedstawiła. Z czysto mojego punktu widzenia nie jest to może nic specjalnego, nie siedzę w lore takiej muzyki, nie znam wykonawców, nie chadzam na koncerty (po co miałbym), ale już np. nieznacznie ode mnie młodsi ludzie - jak się okazało - chadzają, znają, siedzą. Ksywy Guzior do wiosny 2022 nie słyszałem, równie dobrze możnaby mi wcisnąć, że była to jakaś istotna postać starego "Pruszkowa". Co z tym kawałkiem? Jest trochę tani, jest trochę cheesy, tekst też nie reprezentuje nie wiadomo jakich poziomów (pozwolę sobie na stwierdzenie, że Lilu miewa więcej polotu). Ale ważny jest setting, umiejscowienie tego numeru na moim osobistym timeline, powiązanie go z kimś dla mnie, niestety, wciąż ważnym, nawet, jeśli ten ktoś pozostaje już tylko wspomnieniem. Pięknym i gorzkim zarazem, jak to z wieloma wspomnieniami bywa.
I czasem tylko tyle wystarczy, żeby z człowieka wycisnąć feelsy. Trudno jest postawić Falę obok takiego, dajmy na to, I Believe in You od Talk Talk, a w obydwu przypadkach mam do czynienia z utworami, których samo wspomnienie ściska mnie w żołądku. A może to wcale nie jest tanie? Co w tym właściwie taniego? Tekst? "Czekam na falę jak blok, setki ton by nas zabrało"... Nothing's cheap when it happens to you.
https://youtu.be/H30R1BUpRF8?si=EAZTPhej1anhtxi_
PS. Wideo, bo to przynajmniej oficjalny kanał z dobrą jakością.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ok dude
Jbć video
Na plejkę wlatuje to:
https://youtu.be/NOTaO0GuWB8?si=V1AhdydlpSt_iiew
Kolejka 8. (133.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... vrcD42Z5je
Jbć video
Na plejkę wlatuje to:
https://youtu.be/NOTaO0GuWB8?si=V1AhdydlpSt_iiew
Kolejka 8. (133.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... vrcD42Z5je
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Znalezienia klipu bez wideo takie truuudneee
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Clark - The Autumnal Crush
Dragon obiecywał jesienny vibe i słowa dotrzymał ALE ja i tak będę się czepiał, ale bynajmniej nie kawałka. Numer jest spoko, atakuje gęstym, wręcz doomerskim vibem i dostarcza pod tym względem jak najbardziej, rzecz w tym że po raz kolejny Smoku rzuca czymś co ja osobiście dużo bardziej widziałbym gdzieś głęboką listopadową nocą. Ja wiem że w końcu nadchodzi w pogodzie faktyczna jesień, rano bywa zimno jak skurczybyk (trzeba się przyzwyczaić po niedawnych upałach) ale wciąż rzucanie takim klimatem na zaledwie otwarcie jesienii to trochę w tym wypadku dla mnie jak strzelanie z armaty do muchy. Wiem że są ludzie tacy jak Seba co to nie wierzą w sezonowanie muzyki itd ale ja tam jednak jestem zdania że zwłaszcza w takiej muzie instrumentalnej jak ta która ma generować vibe to ten background za oknami dużo robi (na plus bądź minus w zależności jak się to zgrywa). Więc zasadniczo daję propsy ale numer odkładam sobie na potem.
Bryan Ferry - Miss Otis Regrets
Nie, nie zapomniałem o Wujku bynajmniej, przeskakuję do Kuby celowo bo wiem już co chcę napisać o tym kawałku po prostu. Wczoraj spacerując ze słuchawkami na uszach poczułem dopiero faktycznie nadejście jesienii i po głowie zaczęły mi krążyć jakieś mocno kominkowe klimaty, odpaliłem sobie wrzutkę Johna Martyna, później pewnie poleciałby Nick Drake ale nie starczyło czasu. Ale wróciłem do domu i niedługo potem Kuba wjechał Z TYM. Bryan Ferry akustycznie w coverze jakiegoś standardu, kurdebele, kominkowo 1500. Najlepsze w tym kawałku jest to że on nie wali po uszach JAZZEM, ani nawet zadymionym klubem jazzowym (pomimo jakichś tam pomruków publiki na początku), słychać cykanie świerszczy, fortepian, delikatny numer niczym kołysankę prawie - znów coś co trochę kojarzy mi się z moją wrzutką Kate Bush, taki numer którym można otulić się do snu i poczuć bezpiecznie, wszystkie troski zmyć z siebie na moment. Przyszło mi do głowy też takie określenie, nie wiem czy Kuba zrozumie co mam na myśli, ale najlepsze w tym numerze jest to że jego bardziej nie ma niż jest, jest tak nieinwazyjny, niepozorny, nieśmiały jakby ten Bryan Ferry grał sobie gdzieś nawet nie w kącie sali ale w pomieszczeniu gdzieś całkiem obok, może tam za ścianą ludzie jeszcze się bawią, piją whisky i jest gwarno a on tu sobie tak cichutko siedzi i plumka bo nie lubi być wśród ludzi. I ja teraz tylko siedzę i sie zastanawiam nad jednym - czy to najlepsza wrzutka Kuby od początku bestki czy on tylko po prostu tak się wstrzelił klimatem z którym tak mocno teraz reluję?
K44 - Bierz mój miecz i masz
Olaboga, to Ci zaskakujący nieco zwrot akcji w kolejce. No ok, jeśli może nawet sam Kaliber mnie nie zaskakuje wlatując ze strony Seby to trochę mnie dziwi a trochę może bawi fakt że zapodając psychorap jednocześnie dał wrzutę którą można klasyfikować jako sex rap, heh. A może odczułem to tak mocno tylko dlatego że jakoś myśląc o Sebie nigdy jednocześnie nie myślę o seksie xdddd Anyway, żarty na bok bo tu się dzieją istotne rzeczy, przynajmniej dla pewnych licealistów z Górnego Śląska. Zacznę może tak że Księgę Tajemniczą znam mocno pobieżnie, coś kiedyś chciałem posłuchać ale nie zabrnąłem z tym za daleko i tym samym nie pamiętam tego numeru - prawie w ogóle. Prawie, bo jednocześnie totalnie pamiętam ten wers "Jestem magiem, podpisuję się tagiem" i pamiętam że pytałem starszego brata o wyjaśnienie bo nie wiedziałem wówczas czym jest tag. Wczesny Kaliber na pełnej, surowa produkcja ale tworząca unikatowy nastrój, nawet powiedziałbym że Panowie dość zgrabnie w słowach ujęli swoje miłosne podboje choć trochę parsknąłem na Jokę nawijającego "powąchaj mój miecz" xddd duże propsy za muzyczną pocztówkę z lat 90. i trafienie z numerem którego nie kojarzyłem, Ci Panowie pewnie jeszcze wrócą w tej bestce.
Guzior feat. Oskar83 - FALA
Musiał naczelny hejter polskich rapsów wrzuca polski rap, nic tylko wystawia się chłop na odstrzał. Sam miewałem takie emo wrzutki które skręcały innych z cringe'u więc co mogę powiedzieć - witamy po drugiej stronie. Z współczesnymi rapsami sam jestem raczej na bakier, o Guziorze nie wiem czy słyszałem, dużo lepiej znam Oskara z PRO8L3MU ale ewentualną fascynację tym projektem też przerabiałem dużo po czasie bo dopiero przy okazji premiery Art Brut 2 parę lat temu. Bit w tym numerze - generic - jak wiele innych cykaczy obecnie, zapętlony klawisz robiący klimacik którego nie umiem określić więc nie będę wymyślał barwnych porównań. Nawijka samego Guziora co zabawne brzmi dla mnie trochę jak... zrzynka z Oskara? Mam wrażenie że podobnie płynie, z tekstu propsuję najwyżej wers o gospelowej płycie Kanye. Oskar lepiej, na swoim wyższym poziomie od Guziora, z klasyczną zbitką słowną którą można by wystawiać jako wzorcową zwrotę tego rapera. Tu najlepiej siadł mi tekst o teściowej, heh. Zasadniczo on wypada dobrze ale też już tak się nie jaram jego twórczością więc parę fajnych linijek wiosny mi nie czyni, zwłaszcza na początku jesieni. Co mogę rzec, nie hejtuję ani nie hajpuję bo nie reluję, rozumiem że może się podobać w innych okolicznościach ale do nich mi na szczęście daleko więc przechodzę obojętnie wobec tej wrzuty.
CIFIKA - Melody
Kurde, biłem się niemiłosiernie z tą wrzutą muszę przyznać, słuchałem, zapętlałem ale co bym nie wracał do niej to jednak muszę powiedzieć że od początku nie kliknęło między nami. Zacznę od tego że numer kompletnie mija się moimi dotychczasowymi wyobrażeniami nt. muzyki południowokoreańskiej, ja wiem że ona tu chwilami śpiewa w swoim języku a chwilami po angielsku ale ja cały czas mam wrażenie jakby to śpiewała po szwedzku czy norwesku jakaś laska ze Skandynawii. Wokal mocno mi trąci jakąś Susanne Sundfør albo jakąś inną jeszcze bardziej bezbarwną śpiewającą Panią. Produkcja z kolei wcale nie pomaga, ani wytracić mnie z wrażenia obcowania z zimną Skandynawią ani odciągnąć jakoś uwagę od wokalu który mi nie siedzi jakoś szczególnie (najgorsze są jednak chórki z przesterem które wjeżdżają w pewnym momencie). Podkład w tym numerze jest nieznośnie monotonny, nudny i płaski, to wszystko sprawia że całość niemiłosiernie dłuży mi się przy każdym odsłuchu, nie pomagają nawet te okazjonalne plumknięcia brzmiące jak powiadomienie z komunikatora. Sorry, znowu wyjdzie że Murzyn się uwziął ale dawno mnie tak Wujowa wrzuta nie zmęczyła.
Dragon obiecywał jesienny vibe i słowa dotrzymał ALE ja i tak będę się czepiał, ale bynajmniej nie kawałka. Numer jest spoko, atakuje gęstym, wręcz doomerskim vibem i dostarcza pod tym względem jak najbardziej, rzecz w tym że po raz kolejny Smoku rzuca czymś co ja osobiście dużo bardziej widziałbym gdzieś głęboką listopadową nocą. Ja wiem że w końcu nadchodzi w pogodzie faktyczna jesień, rano bywa zimno jak skurczybyk (trzeba się przyzwyczaić po niedawnych upałach) ale wciąż rzucanie takim klimatem na zaledwie otwarcie jesienii to trochę w tym wypadku dla mnie jak strzelanie z armaty do muchy. Wiem że są ludzie tacy jak Seba co to nie wierzą w sezonowanie muzyki itd ale ja tam jednak jestem zdania że zwłaszcza w takiej muzie instrumentalnej jak ta która ma generować vibe to ten background za oknami dużo robi (na plus bądź minus w zależności jak się to zgrywa). Więc zasadniczo daję propsy ale numer odkładam sobie na potem.
Bryan Ferry - Miss Otis Regrets
Nie, nie zapomniałem o Wujku bynajmniej, przeskakuję do Kuby celowo bo wiem już co chcę napisać o tym kawałku po prostu. Wczoraj spacerując ze słuchawkami na uszach poczułem dopiero faktycznie nadejście jesienii i po głowie zaczęły mi krążyć jakieś mocno kominkowe klimaty, odpaliłem sobie wrzutkę Johna Martyna, później pewnie poleciałby Nick Drake ale nie starczyło czasu. Ale wróciłem do domu i niedługo potem Kuba wjechał Z TYM. Bryan Ferry akustycznie w coverze jakiegoś standardu, kurdebele, kominkowo 1500. Najlepsze w tym kawałku jest to że on nie wali po uszach JAZZEM, ani nawet zadymionym klubem jazzowym (pomimo jakichś tam pomruków publiki na początku), słychać cykanie świerszczy, fortepian, delikatny numer niczym kołysankę prawie - znów coś co trochę kojarzy mi się z moją wrzutką Kate Bush, taki numer którym można otulić się do snu i poczuć bezpiecznie, wszystkie troski zmyć z siebie na moment. Przyszło mi do głowy też takie określenie, nie wiem czy Kuba zrozumie co mam na myśli, ale najlepsze w tym numerze jest to że jego bardziej nie ma niż jest, jest tak nieinwazyjny, niepozorny, nieśmiały jakby ten Bryan Ferry grał sobie gdzieś nawet nie w kącie sali ale w pomieszczeniu gdzieś całkiem obok, może tam za ścianą ludzie jeszcze się bawią, piją whisky i jest gwarno a on tu sobie tak cichutko siedzi i plumka bo nie lubi być wśród ludzi. I ja teraz tylko siedzę i sie zastanawiam nad jednym - czy to najlepsza wrzutka Kuby od początku bestki czy on tylko po prostu tak się wstrzelił klimatem z którym tak mocno teraz reluję?
K44 - Bierz mój miecz i masz
Olaboga, to Ci zaskakujący nieco zwrot akcji w kolejce. No ok, jeśli może nawet sam Kaliber mnie nie zaskakuje wlatując ze strony Seby to trochę mnie dziwi a trochę może bawi fakt że zapodając psychorap jednocześnie dał wrzutę którą można klasyfikować jako sex rap, heh. A może odczułem to tak mocno tylko dlatego że jakoś myśląc o Sebie nigdy jednocześnie nie myślę o seksie xdddd Anyway, żarty na bok bo tu się dzieją istotne rzeczy, przynajmniej dla pewnych licealistów z Górnego Śląska. Zacznę może tak że Księgę Tajemniczą znam mocno pobieżnie, coś kiedyś chciałem posłuchać ale nie zabrnąłem z tym za daleko i tym samym nie pamiętam tego numeru - prawie w ogóle. Prawie, bo jednocześnie totalnie pamiętam ten wers "Jestem magiem, podpisuję się tagiem" i pamiętam że pytałem starszego brata o wyjaśnienie bo nie wiedziałem wówczas czym jest tag. Wczesny Kaliber na pełnej, surowa produkcja ale tworząca unikatowy nastrój, nawet powiedziałbym że Panowie dość zgrabnie w słowach ujęli swoje miłosne podboje choć trochę parsknąłem na Jokę nawijającego "powąchaj mój miecz" xddd duże propsy za muzyczną pocztówkę z lat 90. i trafienie z numerem którego nie kojarzyłem, Ci Panowie pewnie jeszcze wrócą w tej bestce.
Guzior feat. Oskar83 - FALA
Musiał naczelny hejter polskich rapsów wrzuca polski rap, nic tylko wystawia się chłop na odstrzał. Sam miewałem takie emo wrzutki które skręcały innych z cringe'u więc co mogę powiedzieć - witamy po drugiej stronie. Z współczesnymi rapsami sam jestem raczej na bakier, o Guziorze nie wiem czy słyszałem, dużo lepiej znam Oskara z PRO8L3MU ale ewentualną fascynację tym projektem też przerabiałem dużo po czasie bo dopiero przy okazji premiery Art Brut 2 parę lat temu. Bit w tym numerze - generic - jak wiele innych cykaczy obecnie, zapętlony klawisz robiący klimacik którego nie umiem określić więc nie będę wymyślał barwnych porównań. Nawijka samego Guziora co zabawne brzmi dla mnie trochę jak... zrzynka z Oskara? Mam wrażenie że podobnie płynie, z tekstu propsuję najwyżej wers o gospelowej płycie Kanye. Oskar lepiej, na swoim wyższym poziomie od Guziora, z klasyczną zbitką słowną którą można by wystawiać jako wzorcową zwrotę tego rapera. Tu najlepiej siadł mi tekst o teściowej, heh. Zasadniczo on wypada dobrze ale też już tak się nie jaram jego twórczością więc parę fajnych linijek wiosny mi nie czyni, zwłaszcza na początku jesieni. Co mogę rzec, nie hejtuję ani nie hajpuję bo nie reluję, rozumiem że może się podobać w innych okolicznościach ale do nich mi na szczęście daleko więc przechodzę obojętnie wobec tej wrzuty.
CIFIKA - Melody
Kurde, biłem się niemiłosiernie z tą wrzutą muszę przyznać, słuchałem, zapętlałem ale co bym nie wracał do niej to jednak muszę powiedzieć że od początku nie kliknęło między nami. Zacznę od tego że numer kompletnie mija się moimi dotychczasowymi wyobrażeniami nt. muzyki południowokoreańskiej, ja wiem że ona tu chwilami śpiewa w swoim języku a chwilami po angielsku ale ja cały czas mam wrażenie jakby to śpiewała po szwedzku czy norwesku jakaś laska ze Skandynawii. Wokal mocno mi trąci jakąś Susanne Sundfør albo jakąś inną jeszcze bardziej bezbarwną śpiewającą Panią. Produkcja z kolei wcale nie pomaga, ani wytracić mnie z wrażenia obcowania z zimną Skandynawią ani odciągnąć jakoś uwagę od wokalu który mi nie siedzi jakoś szczególnie (najgorsze są jednak chórki z przesterem które wjeżdżają w pewnym momencie). Podkład w tym numerze jest nieznośnie monotonny, nudny i płaski, to wszystko sprawia że całość niemiłosiernie dłuży mi się przy każdym odsłuchu, nie pomagają nawet te okazjonalne plumknięcia brzmiące jak powiadomienie z komunikatora. Sorry, znowu wyjdzie że Murzyn się uwziął ale dawno mnie tak Wujowa wrzuta nie zmęczyła.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Rozumiem i bardzo mi się ten opis podoba, sam na to nie wpadłem, ale myślę, że Jaca ustrzelił tu sedno tego wykonania i chyba, nie wiem, całego munlupizmu. Bo munlupizm to takie chyba faktycznie, siedzenie w drugim pokoju, kiedy w pierwszym ludzie jeszcze się bawią, itd.stripped pisze:01 paź 2024 12:17nie wiem czy Kuba zrozumie co mam na myśli, ale najlepsze w tym numerze jest to że jego bardziej nie ma niż jest, jest tak nieinwazyjny, niepozorny, nieśmiały jakby ten Bryan Ferry grał sobie gdzieś nawet nie w kącie sali ale w pomieszczeniu gdzieś całkiem obok, może tam za ścianą ludzie jeszcze się bawią, piją whisky i jest gwarno a on tu sobie tak cichutko siedzi i plumka bo nie lubi być wśród ludzi.
Clark - The Autumnal Crush
Widzę, że jesieniarowanie weszło wszystkim do głowy na pełnej. Ten numer brzmi troche, jakbym wyszedł na chwilę z sali prób się odlać, ale chłopaki dalej sobie coś tam grają, głośniej niż powinni i ja to słyszę zza ściany w kiblu. To jest konkretny i ciekawy klimat, który bardzo trudno uchwycić. Pamiętam jak to jest być po drugiej stronie, w sensie, grac taką muzykę, napierdalać i dawać upust emocjom. To narastające napierdaIanie jest dobre, wręcz powiem, że bardziej niż narastające napierdaIanie, to są to warstwy napierdaIania, które na siebie nachodzą jedna po drugiej. Podoba mi się ta druga połowa, która zaś brzmi jakby zespół uderzył instrumenty w kąt, ale pozwolił im wybrzmiewać dalej z wzmacniaczy, coś tam zaczyna sprzęgać, połączony white noise z efektów tworzy jakiś drone, itd. Zabawne, ile dobrej muzyki potrafi powstać bez żadnego udziału człowieka. Dobra wrzuta.
Doris - You Never Come Closer
O, w Bełchatowie też jesień. Tajemnicze basiwo, przypomina mi crime-jazzowe numery, czy taki numer jeden, co kiedyś Murzyn wrzucał w jednej z pierwszych bestek, ale na szybko nie przypomnę sobie co to było. Damski wokal jest absolutnie rewelacyjny, to jest absolutnie czołówka jakiegoś serialu spy-fi. Ostatnio oglądam mocno „The Avengers” (u nas znany jako „Rewolwer i melonik”), jestem już na trzecim sezonie, Honor Blackman to była laska. W każdym razie, siedzi mi ta wrzuta bardzo, bo ten nastrój tajemniczości i wczesnych, październikowych wieczorów, wylewa się tutaj litrami, i to gęstymi. Jeszcze te psychodeliczne wokalizy w tle. Murzyn to jest serio worek bez dna na niespodzianki. Oczywiście, nigdy nie słyszałem o Doris. O ile GTA, na dzień dzisiejszy, to gra, w którą absolutnie nie mam ochoty i nie czuję potrzeby grać, to poważnie rozważam zassanie sobie samych ostów. Murzyn złoto.
CIFIKA – Melody
Wujas miał ostatnio u mnie niezłą passę. Czy ją utrzymał? Połowicznie. Nie chcę się powtarzać, że ostatnio mi kompletnie nie wchodzą współczesnobrzmiące rzeczy, bo zaraz się Shodan zacznie nade mną pastwić, ale ewidentnie czuję zmęczenie. Najśmieszniejsze, że ta współczesność tutaj jest bardzo powierzchowna. Głównie irytuje mnie ten chamski kick, który brzmi zwyczajnie jak studyjny kaprys, ale załamuje mi ogólnie fajne wrażenie, które robił początek. W ogóle, odnoszę wrażenie, że Wujas spisał wszystkich wykonawców, którzy wyskoczy jako „podobni” na laście przy Billie Eilish, i masowo sprawdza tę muzę. Nie wiem, poza tymi wadami leżącymi w aranżacji (i ten koszmarny auto-tune wokal w tle), piosenka jest ładna i generalnie byłoby naprawdę dobrze, gdyby to było nagrane np. 30 lat temu bez tych wszystkich niepotrzebnych sztuczek.
Kaliber 44 - Bierz Mój Miecz i Masz
Nigdy nie jarałem się Kalibrem i nie znam się na Kalibrze, ale wiem, że generalnie wszyscy to robią, nawet mój kolega, który lubuje się prawie tylko w metalu i rocku, ewentualnie punku, szanuje i słucha Kalibra. Mnie to trochę ominęło, a teraz wiadomo, trochę nie ma już o czym mówić. No, ale… nie chcę żeby to intro zrobiło złe wrażenie, bo numer wrzucony przez Sebe jest świetny. To jest rzeczywiście coś, czego w polskim hip-hopie NIGDY nie słyszałem. Nawet ten rap jest taki w ogóle z kosmosu. Muzyka, sample, itd., tworzą tak psychodeliczny klimat, że trudno tutaj tego wszystkiego razem zebranego w tak zgrabny sposób, nie docenić. Ciekawe, że jesień powoduje tutaj pojawianie się fajnego hip-hopu, nawet ja w tym okresie wrzuciłem swój jeden z bardzo niewielu póki co numerów rapowych. Coś musi być na rzeczy. Mnie też ryje banię, że to robili licealiści. Ja w liceum potrafiłem z siebie wykrzesać tylko „Osła” (ale w sumie też jest spoko).
Guzior - Fala [feat. Oskar83]
Ło kurde, nie dość, że dwa hip-hopy na końcu, nie dość, że oba polskie, jeszcze numer z Oskarem i na to wszystko wrzucił to Musiał. Tyle razy się złapałem za głowę przez ostatnie kilka sekund, że mogłem po prostu jej nie puszczać. Kurde, Muzeumusz trochę dał dupy, że z tym wjechał zaraz po Kalibrze, bo po prostu przy takim bezpośrednim zestawieniu, „Fala” kompletnie nie wytrzymuje starcia i po prostu brzmi jak jakiś afterthought. Czy Musiał trafił na ten numer, bo wpisywał randomowo w google „depeche mode”? Nie dowiemy się, w zasadzie to się nic nie dowiedzieliśmy z tego wyjątkowo krótkiego opisu. Mam tez numery, które osobiście traktuję bardzo feelsowo, ale nikt inny tego nie czuje i potem robię z siebie idiotę wrzucając tu te numery, no ale piszę to żeby Musiał wiedział, że wiem jak się poczuje xD Taki sobie ten kawałek, myślę że OP się sam zgodzi, że bez osobistego landszaftu, to tu nie ma za bardzo czego szukać. Ale też nie jest to złe.
Kolejna bardzo dobra, jesieniarska, nikt nie naniósł syfu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Chyba przestanę przy utworach pisać rok produkcji, bo to przyrównywanie wszystkiego co powstało w ostatnich kilku latach do Billie Eilish jest doprawdy niepoważne. Nigdy nie sprawdzałem niczego z worka "podobni do BE" (bo prawie zawsze to nie jest wcale podobne do BE) ani nie wrzucałem nawet niczego podobnego do bestki. To wasze umysły płatają Wam figla.Hien pisze:01 paź 2024 12:58W ogóle, odnoszę wrażenie, że Wujas spisał wszystkich wykonawców, którzy wyskoczy jako „podobni” na laście przy Billie Eilish, i masowo sprawdza tę muzę.
A jak poznałem CIFIKĘ to zresztą opisałem.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No tu mogę się z Kubą pokłócić bo ja wpływów Eilish tu nie wyczuwam ani trochę 
tym razem to klon Sundfør
tym razem to klon Sundfør
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Widać kto korzystał z lasta, a kto nie xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Przecież łezki lecom lecom uezki to jest ordynarna zrzynka stylistyczna z BE. Nawet jak shodan nie ma specjalnego algorytmu do wypluwania podobnych tworów, to trudno nie zauważyć niektórych podobieństw. To samo w sobie nie jest złe lol
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
O czym Wy tu
Ja mówię o CIFIKA a ten mi tera z Anią Leon wyskakuje
Wujas ogólnie słucha sporej ilości podobnych do siebie Panien z których kilka jest wiodących (TS, BE, SS) a kilka z nich brzmi trochę jak klony
Ja mówię o CIFIKA a ten mi tera z Anią Leon wyskakuje
Wujas ogólnie słucha sporej ilości podobnych do siebie Panien z których kilka jest wiodących (TS, BE, SS) a kilka z nich brzmi trochę jak klony
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup