Post
03 paź 2024 16:43
Rzadko kiedy skrobię we Wrocku, ale proszę bardzo!
Doris You Never Come Closer
Na plus całkiem przyjemny filmowy klimacik. Datą narodzin zdradza specyficzny miks, poza tym nie wypada zupełnie przestarzale. Beka z porównania do Björk, nawet z przymrużeniem oka kompletnie bez sensu. Poza tym naprawdę kulturka. Sympatyczny wokal i atmosfera typu muzyka w kawiarni fusion, tyle że gitarzysta złapał na tyle dużą wczutę, że się zapomniał, wycinając tak hardą solówkę w środku. Jacek solidnie się zakiwał setną wzmianką o GTA, ale jeśli dalej będzie wrzucał równie godne rzeczy, to przestanę się czepiać hehhe Takie uroki osobistych historii odkrywania muzycznej tożsamości, każdy ma swoje studnie bez dna. Za pierwszym razem myślałem, że to tylko określone stylizacje na coś starszego. Ociupinkę noir w tym salonie uprzejmości nie zaszkodziło.
CIFIKA Melody
Hmm... Julek Sipika i jego Melodie. Ciekawe, że ten sympatyczny komik zajął się produkcją muzyczną. Ha ha ha. Mam w głowie jeszcze jeden żart, ale bardziej progresywny i niesmaczny. Shodan tego nie wytrzyma. Może teraz o samym numerze. Twórcy trochę nie wią czy ma być balladą czy żywszym emocjonalnym ładunkiem. Wychodzi dość średni muzak na popowo. Trochę pachnie Taylor Swift, trochę Eilishową. Klawisz ładny, ale w sumie to wszystko co pasuje do miana elektronicznego. Autotune też nieszczególnie - albo przeginka w ramach pstrokatej konwencji typu Charli czy Sophie albo klasyczny format bez specjalnych ozdobników. Nie lubię zachowawczego średniactwa bez konkretnych skojarzeń, więc na ten moment chleba z tego nie będzie na jutro.
Bryan Ferry Miss Otis Regrets
Ach, młodość. Może górna i durna, ale nie ma co generalizować. Zgadzam się z Hienem, że tego typu muzyka pozbawiona jest procesów starzenia. Standardy wymykają się przepływom czasu. Stan nośnika może ulec pogorszeniu, ale generalnie sposób komponowania, wyrażania takiej oczywistej liryczności w atmosferze kameralnej i stonowanej to jest stała sprawa. Ferry śpiewający standardy trochę jak oczywista kolej rzeczy. Roxy Music samo w sobie jest jak zespół wykonujący bardziej żywiołowe standardy. Jeszcze to dystyngowanie, kultura, sceniczny wizerunek Pana Bryana. Wszystko się zgadza. W ciągu roku miewam może 2-3 chwile, gdy mam potrzebę sięgnąć po taki repertuar. Słuchany poza zaciszem domowym mimo to całkiem szybko potrafi wciągnąć, odizolować od otoczenia. Ba, sam utwór w tej wersji zawiera jakieś dźwięki otoczenia to po co inne przeszkadzacze? Wokalnie początek mnie zaskoczył, myślałem że to jeszcze późniejsze nagranie. Poza tym nie ma się do czego przyczepić. Gdy już będzie mi bliżej do kominków, wolniejszych przeżyć i prostszych radości powiem wam co o tym jeszcze myślę. Ach, młodość.
K44 Bierz mój miecz i masz
Ja Kalibra nie czuję za bardzo, ale mam kilka kawałków, które do mnie trafiły bez problemu. W kontekście polskiego rapu z połowy lat 90' aż się prosi o jakieś reportaże, konteksty, materiały z epoki. Bez pewnej dozy wyrozumiałości, której akurat nigdy nie odmówię większości rzeczy, łatwo byłoby marudzić. A to bit jak soundtrack do gry o zamkach i innych elfach, a to sposób rapowania, który razem z Kalibrem zniknął z polskiej sceny. Tym Kalibrem z Księgi oczywiście. Czuć atmosferę spożywania dropsów i innych Hallsów, ale jednocześnie wszystko jest zaskakująco spójne. Dlatego nie czuję do końca, a mimo to słucha się naprawdę nieźle. Żaden z trójki specjalnie nie odstaje, każdy jest dość charakterystyczny. To nie Wiecej Szmalu 2, bym się szczerze jarał, ale wstydu nie ma. W epoce najpewniej w ogóle bym nie zrozumiał o co chodzi.
Guzior / Oskar83 Fala
Ten rok przyniósł wiele odświeżających zdarzeń. Wsród nich muszę podkreślić ostateczne przeproszenie się z Robertem-młodzieńcem z podstawówki i jego wczutą hip-hopową. Zwracam honor twórcom słuchanym wtedy, odkrywam nowych, poszerzam znajomości z dotychczas pojedynczo napotkanymi. Guzior z Oskarem problemowym i Falą wjeżdżają równie dobrze i tak jest dobrze. Prędzej go odbieram jako lekko rozkminiony numer do bujania niż rozmyślania. Wszystko za sprawą prosto rozkminionego, ale efektywnego refrenu. Trapowy bicik też bez większych mankamentów. Buja. Do tego panowie wyraźnie inaczej podchodzą do sprawy. Oskar bardziej rytmicznie połamany. W takiej konwencji tekstu jak najbardziej na plus. Nie czekałem na falę, a tutaj nagle nadeszła i z marszu zgarnia smocze laury w tej kolejce. No i subtelne oczko w stronę Depeche Mode, to chyba moje ulubione akcenty w rapie... obok sampli z dobrze znanych artystów czy innych artystycznych nawiązań, które odkryje się samemu. Brawo, dev.