Best of Forum VI
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Sara Robalo – Concrete Skies
Wracam do pewnego źródła muzyki, które pojawiło się daaawno temu, w pierwszej edycji tej zabawy. Chodzi o magnetofony porozrzucane po stacji Sevastopol w grze „Alien: Isolation”. Poznaliście już Dead Sea Navigators, ale to nie koniec, będą kolejne propozycje. Następna w kolejce jest Sara Robalo, singer-songwriterka z Anglii, która pochodzi z Lizbony. Nie za dużo mogę o niej napisać więcej, wydała jedno EP, te ponad dekadę temu, jest muzykiem sesyjnym oraz producentką. W grze, pojawia się kilka jej piosenek, w tym „Concrete Skies”, który stał się cichą legendą wśród fanów Izolacji. Może dlatego, że to po prostu bardzo ładna, tradycyjna piosenka. Przypomina mi odrobinę lata 90, jakąś Alanis Morissette, tylko w wydaniu o wiele skromniejszym i, IMO, przyjemniejszym. Uciekałem, między innymi w tę piosenkę, podczas trudniejszych momentów jesieni 2022 r., ale też zawsze cieszę michę kiedy wylosuje ten numer podczas gry. Całe EP, z której piosenka pochodzi, jest fajne, ale ta piosenka wyjątkowa. Trochę ciepła w te chłodne dni.
https://youtu.be/2luoNDpFLTM
Wracam do pewnego źródła muzyki, które pojawiło się daaawno temu, w pierwszej edycji tej zabawy. Chodzi o magnetofony porozrzucane po stacji Sevastopol w grze „Alien: Isolation”. Poznaliście już Dead Sea Navigators, ale to nie koniec, będą kolejne propozycje. Następna w kolejce jest Sara Robalo, singer-songwriterka z Anglii, która pochodzi z Lizbony. Nie za dużo mogę o niej napisać więcej, wydała jedno EP, te ponad dekadę temu, jest muzykiem sesyjnym oraz producentką. W grze, pojawia się kilka jej piosenek, w tym „Concrete Skies”, który stał się cichą legendą wśród fanów Izolacji. Może dlatego, że to po prostu bardzo ładna, tradycyjna piosenka. Przypomina mi odrobinę lata 90, jakąś Alanis Morissette, tylko w wydaniu o wiele skromniejszym i, IMO, przyjemniejszym. Uciekałem, między innymi w tę piosenkę, podczas trudniejszych momentów jesieni 2022 r., ale też zawsze cieszę michę kiedy wylosuje ten numer podczas gry. Całe EP, z której piosenka pochodzi, jest fajne, ale ta piosenka wyjątkowa. Trochę ciepła w te chłodne dni.
https://youtu.be/2luoNDpFLTM
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Barry White - Staying Power
(1999)
Była z mej strony wrzuta Isaaca Hayesa to nie mogłoby zabraknąć tego drugiego - chyba popularniejszego - najniższego, najseksowniejszego wokalu w dziejach czarnej muzyki.
Barry White kojarzył mi się zawsze z latami 70. i muzyką disco wymieszaną z pościelowym soulem i mógłbym z pewnością wybrać w ciemno coś z jego starszych klasyków ale wolę postawić na coś co prędzej mogłoby Was ominąć i czego możecie nie znaleźć na składakach best of Barry White.
Staying Power to ostatni singiel w karierze Barry'ego White'a z albumu o tym samym tytule (sam artysta zmarł w 2003 roku). Kawałek ten poznałem przypadkowo z... telewizji, klip do tego kawałka wjechał pewnego razu na VH1, całkiem możliwe że w audycji serwującej hity lat 90. Z tego co teraz doczytuję sama płyta przyjęła się raczej średnio ale za ten numer Barry zgarnął dwie nagrody Grammy. Rzucając na szybko uchem na inne kawałki z płyty trochę nie dziwi mnie ten rozstrzał między odbiorem albumu a tego singla, dużo pozostałych numerów ma tam takie bity z puszki brzmiące jak '92, góra '93 rok, zaś Staying Power ze swoim oszczędnym aranżem opartym na ciepłej linii basu, delikatnym gitarowym arpeggio i smykach zestarzało się moim zdaniem o niebo lepiej. No i kurde jaki to jest kozacki numer, w sumie klasyczna pościelówa ale jaka z tego kawałka emanuje hyyy MOC faktycznie, Barry wjeżdża tu z elegancją prawdziwego bossa który każdą damę ma na pstryknięcie palców tudzież, heh, muśnięcie językiem xD w dziedzinie numerów o uprawianiu miłości tudzież do uprawiania miłości to moja osobista topka, a czy to działa - przekonajcie się sami.
https://youtu.be/ZdggNAKBmPI?si=4cjLLw_IQX9z5hyf
(1999)
Była z mej strony wrzuta Isaaca Hayesa to nie mogłoby zabraknąć tego drugiego - chyba popularniejszego - najniższego, najseksowniejszego wokalu w dziejach czarnej muzyki.
Barry White kojarzył mi się zawsze z latami 70. i muzyką disco wymieszaną z pościelowym soulem i mógłbym z pewnością wybrać w ciemno coś z jego starszych klasyków ale wolę postawić na coś co prędzej mogłoby Was ominąć i czego możecie nie znaleźć na składakach best of Barry White.
Staying Power to ostatni singiel w karierze Barry'ego White'a z albumu o tym samym tytule (sam artysta zmarł w 2003 roku). Kawałek ten poznałem przypadkowo z... telewizji, klip do tego kawałka wjechał pewnego razu na VH1, całkiem możliwe że w audycji serwującej hity lat 90. Z tego co teraz doczytuję sama płyta przyjęła się raczej średnio ale za ten numer Barry zgarnął dwie nagrody Grammy. Rzucając na szybko uchem na inne kawałki z płyty trochę nie dziwi mnie ten rozstrzał między odbiorem albumu a tego singla, dużo pozostałych numerów ma tam takie bity z puszki brzmiące jak '92, góra '93 rok, zaś Staying Power ze swoim oszczędnym aranżem opartym na ciepłej linii basu, delikatnym gitarowym arpeggio i smykach zestarzało się moim zdaniem o niebo lepiej. No i kurde jaki to jest kozacki numer, w sumie klasyczna pościelówa ale jaka z tego kawałka emanuje hyyy MOC faktycznie, Barry wjeżdża tu z elegancją prawdziwego bossa który każdą damę ma na pstryknięcie palców tudzież, heh, muśnięcie językiem xD w dziedzinie numerów o uprawianiu miłości tudzież do uprawiania miłości to moja osobista topka, a czy to działa - przekonajcie się sami.
https://youtu.be/ZdggNAKBmPI?si=4cjLLw_IQX9z5hyf
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Top One - Kiedy odchodzą w cień drzew (1992)
Bliżej poważnego synthpopu w przełomie duchologicznym już chyba nie będziemy. Tego typu historie sprawiają, że naprawdę warto porzucić zerojedynkowe podejście do zjawisk z przeszłości. Dziś Top One (słusznie zresztą) kojarzy się z wyjątkową tandetą. Już sama nazwa zespołu brzmi jak wyrzut sumienia ludzi tęskniących za wyobrażeniem Zachodu rodem z reklam, filmów akcji i tego, co przed 1989 roku nie było tak szeroko dostępne. Poza tym zostają szlagiery weselne, Ciao Italia i Ole Olek. Nawet u mnie w domu w sytuacjach bardziej rozrywkowych wśród repertuaru kasetowego trudno było znaleźć ich nagrania.
W alternatywnej, ale bardziej uporządkowanej niż polska rzeczywistość ekipa Kucharskiego i Jamroza byłaby klasykiem lekkiego popu o tendencjach tanecznych. Nie trzeba byłoby topić kreatywnej energii w kampanie wyborcze, jeździć po najmniejszych Pcimiach kraju tego by sensownie zarobić, dać zapomnieć o naprawdę ciekawych, wręcz eksperymentalnych jak na nasze warunki projektach. Z jednej strony płyta z polskimi piosenkami do vomitowania za stodołą, z drugiej bardzo solidne No Disco z pełnoprawnymi popowymi bangerami. Skoro zaplątał się w to nawet Jan Borysewicz...
Idziemy dalej. W 1992 roku Jauntix wypuszcza Atlantydę w warunkach chałupniczych, a Top One są pełnoprawną pierwszą ligą w branży. Płyta 'Coraz wyżej' wychodzi nawet na winylu. Całość ma spójną, przemyślaną szatę graficzną. Za produkcję odpowiada Rafał Paczkowski, a teksty pod pseudonimem szyje Janusz Kondratowicz. Zespół potrafi doić to co trzeba, a jednocześnie szykuje autorski materiał, na którym słychać świadomość trendów muzycznych poza Polską. Może te rapy to nie jest najlepsza rzecz na świecie, ale w porównaniu do lokalnej konkurencji nie ma dramatu nawet w porównaniu do właściwych #gadaczy. Dopieszczone brzmienia synthów, urozmaicona perkusja i dość zaskakujące tematy utworów. Przy okazji wrzucanego numeru to wręcz doświadczenie na poziomie szoku kulturowego.
Oto bowiem ekipa, która za kilka lat zeżre swój ogon w poszukiwaniu zarobku, na 1992 rok proponuje pełnoprawną balladę dedykowaną na koncertach... chorym na AIDS i Freddiemu eM. Za pierwszym razem wryło mnie dość solidnie. Potem zacząłem przymykać uszy na lekkie niedostatki wokalne, doceniać naprawdę ciekawą robotę na klawiszach. Nawet chórki nie są szczególnie wieśniackie. Nikt wtedy nie brzmiał lepiej... a do tego nie próbował powiedzieć coś więcej. Już tylko dla tego kawałka powinąłbym sobie CDka, ale tam połowa piosenek to są rzeczy warte czegoś więcej niż wspominka historyczna.
Zapraszam na utwór uczestnika Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu z 1992 roku.
https://www.youtube.com/watch?v=gPYRXCmmyYQ
Bliżej poważnego synthpopu w przełomie duchologicznym już chyba nie będziemy. Tego typu historie sprawiają, że naprawdę warto porzucić zerojedynkowe podejście do zjawisk z przeszłości. Dziś Top One (słusznie zresztą) kojarzy się z wyjątkową tandetą. Już sama nazwa zespołu brzmi jak wyrzut sumienia ludzi tęskniących za wyobrażeniem Zachodu rodem z reklam, filmów akcji i tego, co przed 1989 roku nie było tak szeroko dostępne. Poza tym zostają szlagiery weselne, Ciao Italia i Ole Olek. Nawet u mnie w domu w sytuacjach bardziej rozrywkowych wśród repertuaru kasetowego trudno było znaleźć ich nagrania.
W alternatywnej, ale bardziej uporządkowanej niż polska rzeczywistość ekipa Kucharskiego i Jamroza byłaby klasykiem lekkiego popu o tendencjach tanecznych. Nie trzeba byłoby topić kreatywnej energii w kampanie wyborcze, jeździć po najmniejszych Pcimiach kraju tego by sensownie zarobić, dać zapomnieć o naprawdę ciekawych, wręcz eksperymentalnych jak na nasze warunki projektach. Z jednej strony płyta z polskimi piosenkami do vomitowania za stodołą, z drugiej bardzo solidne No Disco z pełnoprawnymi popowymi bangerami. Skoro zaplątał się w to nawet Jan Borysewicz...
Idziemy dalej. W 1992 roku Jauntix wypuszcza Atlantydę w warunkach chałupniczych, a Top One są pełnoprawną pierwszą ligą w branży. Płyta 'Coraz wyżej' wychodzi nawet na winylu. Całość ma spójną, przemyślaną szatę graficzną. Za produkcję odpowiada Rafał Paczkowski, a teksty pod pseudonimem szyje Janusz Kondratowicz. Zespół potrafi doić to co trzeba, a jednocześnie szykuje autorski materiał, na którym słychać świadomość trendów muzycznych poza Polską. Może te rapy to nie jest najlepsza rzecz na świecie, ale w porównaniu do lokalnej konkurencji nie ma dramatu nawet w porównaniu do właściwych #gadaczy. Dopieszczone brzmienia synthów, urozmaicona perkusja i dość zaskakujące tematy utworów. Przy okazji wrzucanego numeru to wręcz doświadczenie na poziomie szoku kulturowego.
Oto bowiem ekipa, która za kilka lat zeżre swój ogon w poszukiwaniu zarobku, na 1992 rok proponuje pełnoprawną balladę dedykowaną na koncertach... chorym na AIDS i Freddiemu eM. Za pierwszym razem wryło mnie dość solidnie. Potem zacząłem przymykać uszy na lekkie niedostatki wokalne, doceniać naprawdę ciekawą robotę na klawiszach. Nawet chórki nie są szczególnie wieśniackie. Nikt wtedy nie brzmiał lepiej... a do tego nie próbował powiedzieć coś więcej. Już tylko dla tego kawałka powinąłbym sobie CDka, ale tam połowa piosenek to są rzeczy warte czegoś więcej niż wspominka historyczna.
Zapraszam na utwór uczestnika Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu z 1992 roku.
https://www.youtube.com/watch?v=gPYRXCmmyYQ
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dusty Springfield – You Don’t Own Me (1964)
Naprawdę rzadko ulegam takim starociom, ale tutaj musiałem zrobić wyjątek. Bo utwór jest po prostu przepiękny. A historia jego poznania jest bardzo krótka i w sumie dosyć świeża. Wiecie, że na początku sierpnia byłem na koncercie Taylor Swift w Warszawie. Przybyłem na stadion dużo przed czasem. Tam na telebimach najpierw puszczano jakiś dokument o TS, fragmenty jej utworów itd. Podczas ostatnich zaś kilkudziesięciu minut przed suportem puszczano z taśmy przeboje z różnych okresów. No i w pewnym momencie poleciało TO. Oczywiście nie mając pojęcia co to jest szybko uruchomiłem Shazama i ku swojemu zdziwieniu zobaczyłem, że to stara znajoma Dusty. A znam ją oczywiście z featu u Pet Shop Boys do ich wielkiego hitu What Have I Done To Deserve This z 1990r. I to cała historia. Krótka, ale konkretna. Ten Shazam to jednak dobra rzecz, bo inaczej pewnie w życiu bym się nie dowiedział, co to za utwór. A byłoby szkoda.
https://www.youtube.com/watch?v=nAQKgOmUk-U
Naprawdę rzadko ulegam takim starociom, ale tutaj musiałem zrobić wyjątek. Bo utwór jest po prostu przepiękny. A historia jego poznania jest bardzo krótka i w sumie dosyć świeża. Wiecie, że na początku sierpnia byłem na koncercie Taylor Swift w Warszawie. Przybyłem na stadion dużo przed czasem. Tam na telebimach najpierw puszczano jakiś dokument o TS, fragmenty jej utworów itd. Podczas ostatnich zaś kilkudziesięciu minut przed suportem puszczano z taśmy przeboje z różnych okresów. No i w pewnym momencie poleciało TO. Oczywiście nie mając pojęcia co to jest szybko uruchomiłem Shazama i ku swojemu zdziwieniu zobaczyłem, że to stara znajoma Dusty. A znam ją oczywiście z featu u Pet Shop Boys do ich wielkiego hitu What Have I Done To Deserve This z 1990r. I to cała historia. Krótka, ale konkretna. Ten Shazam to jednak dobra rzecz, bo inaczej pewnie w życiu bym się nie dowiedział, co to za utwór. A byłoby szkoda.
https://www.youtube.com/watch?v=nAQKgOmUk-U
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Timbaland feat. Keri Hilson & D.O.E. - The Way I Are (2007)
Psze Państwa, Wuja atakuje starociem, a ja... też, ale z innej perspektywy trololo. Glorious rok 2007, mhroczna i dołująca jesień, klasa maturalna, sporo post punku, nieco Wall of Voodoo, nieco Gahana, dużo Joy Division, ale także mój ziomek z gimbazy, który - będąc urodzonym w styczniu - już dawno miał prawko i auto. Zwał się Wiesławem, zajeżdżał do mnie swoim "ocelotem", czyli rozpadającym się Peugeotem 405, kazał zasiadać na miejscu pasażera i włóczyliśmy się po paskudnym, szarym i burym Zgierzu, czasem w towarzystwie pewnego dziewczęcia, które dziś jest Wiesława małżonką. Wiesław najwięcej hajsu w tym aucie zainwestował w soundsystem (w tym tubę do basu, która zajmowała większą część bagażnika), wypalał na sidikach różną muzę, przede wszystkim klubową, eskowy pop i takie tam badziewia. Ponieważ jesień 2007 należała do Timbalanda, nie brakowało tam Timbalanda (prócz masy innych rzeczy, do których żywię sentyment).
Tak się złożyło, że pewne kłobuckie dziewczę, z którym wówczas intensywnie pisałem (a z którym niecałe 4 lata później zamieszkałem w Krakowie) było bardzo into taka muzyka, to też poprosiło mnie o zassanie całego Shock Value, z którego pochodzi moja wrzutka. U Wiesława The Way I Are latało ostro, także siłą rzeczy się osłuchałem. I jakoś mi się ten numer... spodobał. Kiedy więc zaciągnąłem ww. Shock Value w całości, sam zacząłem słuchać (co wyeksponowało mnie m.in. na to okrutne Apologize z OneRepublic...). Mógłbym rzucać tutaj płytowymi obskjurami, ale tbh The Way I Are kojarzę z tamtymi czasami najmocniej, tenwówczas posiadałem od paru miesięcy odtwarzacz MP3 Zen V Plus od Creative'a, który miał tylko 4 GB pojemności i musiałem wybierać pojedyncze kawałki, jakie nań wrzucę. No i z całego krążka Timbalanda miałem tam chyba tylko The Way I Are. Przyjemny blast from the past po latach, nawet, jeśli to tylko poprawne granie.
https://youtu.be/bBpe39JBCUw?si=AQwmnNk2UU8yVg20
Psze Państwa, Wuja atakuje starociem, a ja... też, ale z innej perspektywy trololo. Glorious rok 2007, mhroczna i dołująca jesień, klasa maturalna, sporo post punku, nieco Wall of Voodoo, nieco Gahana, dużo Joy Division, ale także mój ziomek z gimbazy, który - będąc urodzonym w styczniu - już dawno miał prawko i auto. Zwał się Wiesławem, zajeżdżał do mnie swoim "ocelotem", czyli rozpadającym się Peugeotem 405, kazał zasiadać na miejscu pasażera i włóczyliśmy się po paskudnym, szarym i burym Zgierzu, czasem w towarzystwie pewnego dziewczęcia, które dziś jest Wiesława małżonką. Wiesław najwięcej hajsu w tym aucie zainwestował w soundsystem (w tym tubę do basu, która zajmowała większą część bagażnika), wypalał na sidikach różną muzę, przede wszystkim klubową, eskowy pop i takie tam badziewia. Ponieważ jesień 2007 należała do Timbalanda, nie brakowało tam Timbalanda (prócz masy innych rzeczy, do których żywię sentyment).
Tak się złożyło, że pewne kłobuckie dziewczę, z którym wówczas intensywnie pisałem (a z którym niecałe 4 lata później zamieszkałem w Krakowie) było bardzo into taka muzyka, to też poprosiło mnie o zassanie całego Shock Value, z którego pochodzi moja wrzutka. U Wiesława The Way I Are latało ostro, także siłą rzeczy się osłuchałem. I jakoś mi się ten numer... spodobał. Kiedy więc zaciągnąłem ww. Shock Value w całości, sam zacząłem słuchać (co wyeksponowało mnie m.in. na to okrutne Apologize z OneRepublic...). Mógłbym rzucać tutaj płytowymi obskjurami, ale tbh The Way I Are kojarzę z tamtymi czasami najmocniej, tenwówczas posiadałem od paru miesięcy odtwarzacz MP3 Zen V Plus od Creative'a, który miał tylko 4 GB pojemności i musiałem wybierać pojedyncze kawałki, jakie nań wrzucę. No i z całego krążka Timbalanda miałem tam chyba tylko The Way I Are. Przyjemny blast from the past po latach, nawet, jeśli to tylko poprawne granie.
https://youtu.be/bBpe39JBCUw?si=AQwmnNk2UU8yVg20
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Soft Cell - Youth
Ta wrzuta chodziła mi po głowie już w okolicach drugiej edycji. Nie mam bladego pojęcia czemu nie wrzuciłem jej te dwa lata temu, gdy kończyłem 30 lat - mało co byłoby równie symboliczne, adekwatne i generalnie by pasowało. Jak znam siebie, to po prostu zapomniałem lol.
W każdym razie wrzucam teraz, gdy kończę tych jesieni 32, a księżyców to nie wiem, nie chce mi się liczyć. Niby nie jestem jeszcze stary, niby dobrych kilka lat starszy ode mnie Lewuss daje radę w Barcelonie, ale nie ma co się czarować - młodość już za mną. Pewien etap w moim życiu już dawno za mną, parę furtek w życiu sobie zamknąłem, na niektóre rzeczy nie mogę sobie już pozwolić. Dobrze wiecie jak to działa, o ile nie jesteście jedynym zoomerem w tej zabawie. Generalnie mam wrażenie, że ta cała trzydziestka była niemal równie, jak nie większą, rewolucją w moim życiu niż osiągnięcie pełnoletności.
Tak szczerze to nie utyskuję, bo nie mam na co. Poważnych problemów zdrowotnych nie mam, demencji też, a to, że nie nadażąm za trendami na tym etapie nie jest już żadną wadą, bo w tym wieku to w sumie to gorzej by było, gdybym na siłę próbował chciał być cool i jazzy. No i tak obiektywnie rzecz biorąc, to moje życie w tzw. przeszłości nie było znacznie lepsze. Było parę spoko okresów, ale tbh pod względem towarzyskim nigdy nie było tak dobrze jak teraz, zawodowo też nie narzekam, a generalnie to na pewno jestem mniej głupi niż byłem chociażby z parę lat temu.
No ale wiecie jak to jest - czasem człowiek zatęskni a to za światem, którego nie ma, okresem w którym było dobrze, albo po prostu zatęskni, bo jest niedziela wieczór. No i nie ma lepszego soundtracku pod takie klimaty niż ta wrzuta.
O Soft Cell nie chce mi się pisać, bo pewnie każdy z was ich zna, a kto nie, to niechaj czym prędzej nadrobi tę zaległość, zwłaszcze jeśli lubi przegięcie, gejozę oraz dobry synthpop. Zabawne w sumie, że ten utwór znalazł się na tym samym longplay'u, co chociażby Sex Dwarf, ale hej - taki urok ejtisów. Czy coś.
Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=6fsM6nmNpa8
Ta wrzuta chodziła mi po głowie już w okolicach drugiej edycji. Nie mam bladego pojęcia czemu nie wrzuciłem jej te dwa lata temu, gdy kończyłem 30 lat - mało co byłoby równie symboliczne, adekwatne i generalnie by pasowało. Jak znam siebie, to po prostu zapomniałem lol.
W każdym razie wrzucam teraz, gdy kończę tych jesieni 32, a księżyców to nie wiem, nie chce mi się liczyć. Niby nie jestem jeszcze stary, niby dobrych kilka lat starszy ode mnie Lewuss daje radę w Barcelonie, ale nie ma co się czarować - młodość już za mną. Pewien etap w moim życiu już dawno za mną, parę furtek w życiu sobie zamknąłem, na niektóre rzeczy nie mogę sobie już pozwolić. Dobrze wiecie jak to działa, o ile nie jesteście jedynym zoomerem w tej zabawie. Generalnie mam wrażenie, że ta cała trzydziestka była niemal równie, jak nie większą, rewolucją w moim życiu niż osiągnięcie pełnoletności.
Tak szczerze to nie utyskuję, bo nie mam na co. Poważnych problemów zdrowotnych nie mam, demencji też, a to, że nie nadażąm za trendami na tym etapie nie jest już żadną wadą, bo w tym wieku to w sumie to gorzej by było, gdybym na siłę próbował chciał być cool i jazzy. No i tak obiektywnie rzecz biorąc, to moje życie w tzw. przeszłości nie było znacznie lepsze. Było parę spoko okresów, ale tbh pod względem towarzyskim nigdy nie było tak dobrze jak teraz, zawodowo też nie narzekam, a generalnie to na pewno jestem mniej głupi niż byłem chociażby z parę lat temu.
No ale wiecie jak to jest - czasem człowiek zatęskni a to za światem, którego nie ma, okresem w którym było dobrze, albo po prostu zatęskni, bo jest niedziela wieczór. No i nie ma lepszego soundtracku pod takie klimaty niż ta wrzuta.
O Soft Cell nie chce mi się pisać, bo pewnie każdy z was ich zna, a kto nie, to niechaj czym prędzej nadrobi tę zaległość, zwłaszcze jeśli lubi przegięcie, gejozę oraz dobry synthpop. Zabawne w sumie, że ten utwór znalazł się na tym samym longplay'u, co chociażby Sex Dwarf, ale hej - taki urok ejtisów. Czy coś.
Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=6fsM6nmNpa8
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Sara Robalo - Concrete Skies
Faktycznie ostatnimi czasy niebo szare jak beton więc czasowo wrzuta skrojona ideolo. Vibe tego numeru przypomina mi nieco rzeczy które munlup wrzuca zwykle na początku roku, jakieś A Fine Frenzy, Gillian Welsh, właśnie pod taką totalnie nijaką pogodę stycznia czy lutego, ogólnie zima ale bez śniegu raczej a że zima już tuż tuż za rogiem to vibe się zgadza. Ładna to piosenka jest, faktycznie plasuje się gdzieś między folkiem a akustycznym rockiem lat 90. w stylu Alanis Morrisette, poza rapsami lubię też takich spokojnych ciepłych numerów słuchać w sezonie szaroburym, zasadniczo munlup doing munlup ale tego właśnie się oczekuje więc co tu marudzić, ten kawałek ma potencjał by zostać ze mną na dłużej.
Top One - Kiedy odchodzą w cień drzew
Dragon widzę nie może sie uwolnić ostatnimi czasy od duchologii polskiej, mi natomiast średnio ten vibe teraz podchodzi. Powiedzmy że doceniam jego profesorski zapał do tego by uzupełniać nasze braki w tej kwestii, ale te wrzutki będą chyba musiały poczekać na swój lepszy moment u mnie. Top One to coś czego w życiu bym się nie spodziewał usłyszeć z jego strony ale wysłuchawszy się w ten numer łatwiej to zrozumieć bo to nawet nie brzmi jak coś o co bym ich podejrzewał. Co prawda słychać wyraźnie lokalną produkcję osadzoną czasowo w czasach blisko upadku komuny ale nie byłbym w stanie wskazać autora. Jednocześnie słuchając wokalu CZUĆ barwę rodem z disco polowego zespołu a z drugiej strony no nie wiedziałem że ktoś nagrywał tego typu ballady wtedy. Słowem podsumowania napiszę że to po prostu UROCZA wrzutka, czas pokaże czy sie przegryzie bardziej.
Dusty Springfield - You Don't Own Me
Oj Wuja, Wuja, chociaż jeden plus widzę z tego słuchania Taylor Swift wynika że czasem coś klasyki łykniesz. Nie spodziewałbym się po Tobie wrzutki sprzed roku 1980 a tu nawet lata 60., bój się Boga hehe. Poczytałem sobie o tym numerze z ciekawości i okazało sie że jest to cover utworu niejakiej Lesley Gore, w czasie ukazania się uznawany za feministyczny manifest. Lesley Gore nagrała ten utwór w 1963 roku mając zaledwie 17 lat, a po 20 roku życia uświadomiła sobie że tak naprawdę jest lesbijką, żyła w szczęśliwym związku z kobietą od początku lat 80. aż do śmierci w 2015 r. Ale to tyle wątków pobocznych bo my tu o Dusty mamy rozprawiać i co tu w sumie można rzec, Dusty ma chyba nawet ładniejszy głos od Pani Gore a że utwór jest to dobry i ładny to mogę tylko stwierdzić że go nie zepsuła i dobrze że TS taką amerykańską klasyką raczy słuchaczy przed koncertami.
Timbo feat. Keri Hilson & D.O.E. - The Way I Are
Tu nie będzie taryfy ulgowej bo wchodzimy trochę na moje rewiry ale też nie do końca. Jednak bardziej niż rapowy Timbo tu mamy Gorącą 20 w Radiu Eska, ale to moja generacja i pamiętam ten numer i tą płytę trochę. Rzecz w tym że akurat dla mnie to był najgorszy singiel z płyty, wolę już nawet słuchać Apologize, dla mnie Shock Value to był koniec dobrego Timbalanda po prostu i początek plastikowej radiowej sieczki bez wyrazu, ten numer kojarzy mi się podobnie z Ayo Technology. Jeszcze na Loose u Nelly Furtado czy FutureSex/LoveSounds to miało jakiś nie wiem... smakowało, może dzięki właśnie tym osobom na wokalu a Keri Hilson to nie jest artystka tego formatu i tej charyzmy co tamta dwójka?
Soft Cell - Youth
Zespół ten znam głównie z dwóch singli do których wideoklipy widywałem dawniej na VH1 - Tainted Love oraz Say Hello, Wave Goodbye. Pierwszy zasadniczo chociaż cover to wciąż klasyka ejtisów, w drugim odrzucało mnie zawsze zawodzenie wokalisty. Niestety w Youth jest podobnie, jego wokal męczy mnie niemożebnie i to niweczy wszelkie szanse polubienia się z tym kawałkiem na ten moment, nawet pomimo faktu że ja wczesne, surowe synthpopy raczej lubię. Gdybym miał jeszcze dobijać sie takim numerem po przekroczeniu trzydziestki podejrzewam że mógłbym nie dożyć trzydziestych pierwszych urodzin, sorry ale nie.
Faktycznie ostatnimi czasy niebo szare jak beton więc czasowo wrzuta skrojona ideolo. Vibe tego numeru przypomina mi nieco rzeczy które munlup wrzuca zwykle na początku roku, jakieś A Fine Frenzy, Gillian Welsh, właśnie pod taką totalnie nijaką pogodę stycznia czy lutego, ogólnie zima ale bez śniegu raczej a że zima już tuż tuż za rogiem to vibe się zgadza. Ładna to piosenka jest, faktycznie plasuje się gdzieś między folkiem a akustycznym rockiem lat 90. w stylu Alanis Morrisette, poza rapsami lubię też takich spokojnych ciepłych numerów słuchać w sezonie szaroburym, zasadniczo munlup doing munlup ale tego właśnie się oczekuje więc co tu marudzić, ten kawałek ma potencjał by zostać ze mną na dłużej.
Top One - Kiedy odchodzą w cień drzew
Dragon widzę nie może sie uwolnić ostatnimi czasy od duchologii polskiej, mi natomiast średnio ten vibe teraz podchodzi. Powiedzmy że doceniam jego profesorski zapał do tego by uzupełniać nasze braki w tej kwestii, ale te wrzutki będą chyba musiały poczekać na swój lepszy moment u mnie. Top One to coś czego w życiu bym się nie spodziewał usłyszeć z jego strony ale wysłuchawszy się w ten numer łatwiej to zrozumieć bo to nawet nie brzmi jak coś o co bym ich podejrzewał. Co prawda słychać wyraźnie lokalną produkcję osadzoną czasowo w czasach blisko upadku komuny ale nie byłbym w stanie wskazać autora. Jednocześnie słuchając wokalu CZUĆ barwę rodem z disco polowego zespołu a z drugiej strony no nie wiedziałem że ktoś nagrywał tego typu ballady wtedy. Słowem podsumowania napiszę że to po prostu UROCZA wrzutka, czas pokaże czy sie przegryzie bardziej.
Dusty Springfield - You Don't Own Me
Oj Wuja, Wuja, chociaż jeden plus widzę z tego słuchania Taylor Swift wynika że czasem coś klasyki łykniesz. Nie spodziewałbym się po Tobie wrzutki sprzed roku 1980 a tu nawet lata 60., bój się Boga hehe. Poczytałem sobie o tym numerze z ciekawości i okazało sie że jest to cover utworu niejakiej Lesley Gore, w czasie ukazania się uznawany za feministyczny manifest. Lesley Gore nagrała ten utwór w 1963 roku mając zaledwie 17 lat, a po 20 roku życia uświadomiła sobie że tak naprawdę jest lesbijką, żyła w szczęśliwym związku z kobietą od początku lat 80. aż do śmierci w 2015 r. Ale to tyle wątków pobocznych bo my tu o Dusty mamy rozprawiać i co tu w sumie można rzec, Dusty ma chyba nawet ładniejszy głos od Pani Gore a że utwór jest to dobry i ładny to mogę tylko stwierdzić że go nie zepsuła i dobrze że TS taką amerykańską klasyką raczy słuchaczy przed koncertami.
Timbo feat. Keri Hilson & D.O.E. - The Way I Are
Tu nie będzie taryfy ulgowej bo wchodzimy trochę na moje rewiry ale też nie do końca. Jednak bardziej niż rapowy Timbo tu mamy Gorącą 20 w Radiu Eska, ale to moja generacja i pamiętam ten numer i tą płytę trochę. Rzecz w tym że akurat dla mnie to był najgorszy singiel z płyty, wolę już nawet słuchać Apologize, dla mnie Shock Value to był koniec dobrego Timbalanda po prostu i początek plastikowej radiowej sieczki bez wyrazu, ten numer kojarzy mi się podobnie z Ayo Technology. Jeszcze na Loose u Nelly Furtado czy FutureSex/LoveSounds to miało jakiś nie wiem... smakowało, może dzięki właśnie tym osobom na wokalu a Keri Hilson to nie jest artystka tego formatu i tej charyzmy co tamta dwójka?
Soft Cell - Youth
Zespół ten znam głównie z dwóch singli do których wideoklipy widywałem dawniej na VH1 - Tainted Love oraz Say Hello, Wave Goodbye. Pierwszy zasadniczo chociaż cover to wciąż klasyka ejtisów, w drugim odrzucało mnie zawsze zawodzenie wokalisty. Niestety w Youth jest podobnie, jego wokal męczy mnie niemożebnie i to niweczy wszelkie szanse polubienia się z tym kawałkiem na ten moment, nawet pomimo faktu że ja wczesne, surowe synthpopy raczej lubię. Gdybym miał jeszcze dobijać sie takim numerem po przekroczeniu trzydziestki podejrzewam że mógłbym nie dożyć trzydziestych pierwszych urodzin, sorry ale nie.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Sara Robalo Concrete Skies
Sekcja rytmiczna na początku jak z Dead Sea Navigators. To podobieństwo wcale mnie nie dziwi. Nie trudno sobie domruczeć jakieś logiczne połączenie, co dopiero po usłyszeniu obu w tym samym miejscu. Razem z kontekstem Aliena i sposobem wykorzystania pewnie potrafi wzruszać w poważniejszy sposób, zmuszać do głębszych rozkwin. Dla mnie zostaje niższy próg wejścia - po prostu całkiem przyjemny, lekki, jesieniarski kawałek. Faktycznie ma coś z Morissette, tyle że bez zbędnego ognia. Numer do snucia się na wolno w cieplejsze jesienne popołudnia... albo w mojej ulubionej samochodówce ulicami Hawajów o zachodzie Słońca. Sympatyczny, dobrze usypiający.
Barry White Staying Power
Po odsłuchu płyty Grace Jones jestem coraz bardziej zafascynowany tym, gdzie Jaca popycha pozostałe grono diwotis... wchodzę w ciemno w takie klimaty. Chciałem coś napisać o dziecięcych skojarzeniach z reklamami, ale znam lepsze. Pana Barego pamiętam przede wszystkim ze sceny w filmie Bruce Wszechmogący, gdzie Carrey-Bóg w ramach... ekhm... wzmożenia seksualnego napięcia podczas spotkania z partnerką graną przez Aniston zapodaje właśnie jedną z piosenek White'a. O matulu, jakie ten człowiek miał potężne doły. Faktycznie w określonych okolicznościach wystarczy kilka dźwięków i już, efekt gotowy. Mógłbym marudzić, że to wręcz za proste, ale co z tego, gdy jest pomyślane ze smakiem i brzmi po prostu dobrze? Boję się tych ewentualnych bitów z puchy. Na razie po kontakcie ze Staying Power jestem pozytywnie nastrojony. Sam Pan Barry na mnie tak nie działa. Powiem dyplomatycznie, że jego wizerunek naprawdę godnie odpowiadał warunkom głosowym. Stylówka prima sort. Jak samo Staying Power? Na wyczucie powiedziałbym - rocznik GTA San Andreas. Gdybym się znał to bym orzekł, czy w 1999 roku było dostatecznie świeże. Na szczęście mogę się nie znać i po prostu pobujać w wyjątkowo frywolnych, a zarazem subtelnych rytmach. Soulowy standardzik najwyższej próby. Podoba mi się schowanie całej smykologii na dalszym planie. Kwestie sprawdzalności kawałka... pomidor.
Dusty Springfield You Don't Own Me
No muszę no. Ciekawe okoliczności poznania. Jakoś mnie to nie dziwi, że wokół TS dzieje się mnóstwo interesujących kontekstów, prądów artystycznych, nawiązań do starszych gwiazd. Sama TS poza robieniem wiatru i wyników na listach przebojów nie ma nic do powiedzenia w warstwie społecznej czy ideowej. Bankructwo tego pomysłu objawiają grafomańskie spermiarskie popisy liryczne na ostatniej płycie. Byłoby do wybaczenia, gdyby była polskim raperem smażącym trap do jarania blantów. A samo You Don't Own Me? Hmm, pewnie koncert, jakieś wydarzenie dodatkowe byłoby najlepszym możliwym bodźcem popychającym do szczerego zainteresowania się czymś starszym w takiej formie. Polskie utwory popowe działają na podobnej zasadzie jak koszula bliższa ciału, w niektórych przypadkach to taka żywa tradycja zmieniająca skórę, ale wciąż obecna w przestrzeni publicznej. Tutaj wokalistka, którą kojarzę tylko dzięki Petsom. Jak na kłirów przystało - trzeba umieć odkurzyć wyjątkowo ciekawy brylant, choć nie do końca kupuję zajawkę taką muzyką samą w sobie. Wykonane dostatecznie rzetelnie. Zgadzam się z Jackiem, dobra robota ekipy wokół TS, że podrzuca tego typu tropy. Zawartość jaka jest, taka jest, ale opakowanie zrobione jak trzeba - nawet jeśli metodą ready-made.
Timbaland The Way I Are
Trudno recenzować dzieciństwo, szczególnie gdy jego istotnym elementem było RMF MAXXX i kawałki tego pokroju. W tamtym czasie Timbo szedł jak taran. Co dotknął, od razu było złotem. Rzadko kiedy nie było zaraźliwym bangerem. Jak w pigułce zawiera tutaj wszystkie charakterystyczne sztuczki produkcyjne. No może najmniej jest tutaj dźwięków perkusyjnych zrobionymi palcami, łokciami, oczami, dupą i pachami. Przynajmniej dołożył solidne hooki, ostre basowe akcenty. Do tego zaprosił drugoligową wokalistkę, która nie dała plamy. Najmniej lubię określony fragment refrenu, gdzie nawijająco-śpiewający ziomek ma chamsko nałożony autotune. Poza tym jest bardzo dobrze. Największą słabość mam do kawałków z Timberlakiem, tutaj zostaje dość okazałe serduszko z sentymentu.
Soft Cell Youth
Jak to mówią młodzi, SIEMA GITARA #kmwtw Ja ze swoją sekcją duchologiczną mierzyłem się w zasadzie od samego początku bestki i wreszcie czas powiedzieć B, zamykając temat solidną serią rzuconą w momencie, w którym wysypałem się z najważniejszych rzeczy, ale wciąż mam coś ciekawego do powiedzenia przy okazji kolejnych niezdublowanych artystów.
Na temat Soft Cell... zatrzymałem się przy Tainted Love i już. Kiedyś przesłuchałem całe Non-Stop Erotic Cabaret, ale nawet w czasach pandemicznych musiało być zbyt surowe by wczuć się pełnią satysfakcjonującej wczuty. Myślę, że to do tej pory może być pewien problem. Ostatnio równie neutralnie przyjąłem debiut OMD. Wykonane nieźle, brzmi dość ciekawie, ale ta surowość... pewnych rzeczy nie polubię aż tak i na razie muszę się z tym pogodzić. Bogaty synthowy aranż, podoba mi się ta bieda perkusyjna i wokale wymykające się takiemu baardzo ścisłemu uporządkowaniu. Wszak to młodość przecież, okres burzy i naporu, prawda tego. Może być pod prąd. Jest w tym sporo charakteru. Podskórnie czuję do takiej muzyki mnóstwo sympatii. Pewnego dnia muszę zrobić podobny powrót jak z 20 Jazz Funk Greats i będę wiedział, czy może być lepiej czy z Soft Cellami będzie kulturka, ale z lekkim dystansem.
Pan Barry zrobił mi kolejkę, ale poza nim było naprawdę dobrze.
Sekcja rytmiczna na początku jak z Dead Sea Navigators. To podobieństwo wcale mnie nie dziwi. Nie trudno sobie domruczeć jakieś logiczne połączenie, co dopiero po usłyszeniu obu w tym samym miejscu. Razem z kontekstem Aliena i sposobem wykorzystania pewnie potrafi wzruszać w poważniejszy sposób, zmuszać do głębszych rozkwin. Dla mnie zostaje niższy próg wejścia - po prostu całkiem przyjemny, lekki, jesieniarski kawałek. Faktycznie ma coś z Morissette, tyle że bez zbędnego ognia. Numer do snucia się na wolno w cieplejsze jesienne popołudnia... albo w mojej ulubionej samochodówce ulicami Hawajów o zachodzie Słońca. Sympatyczny, dobrze usypiający.
Barry White Staying Power
Po odsłuchu płyty Grace Jones jestem coraz bardziej zafascynowany tym, gdzie Jaca popycha pozostałe grono diwotis... wchodzę w ciemno w takie klimaty. Chciałem coś napisać o dziecięcych skojarzeniach z reklamami, ale znam lepsze. Pana Barego pamiętam przede wszystkim ze sceny w filmie Bruce Wszechmogący, gdzie Carrey-Bóg w ramach... ekhm... wzmożenia seksualnego napięcia podczas spotkania z partnerką graną przez Aniston zapodaje właśnie jedną z piosenek White'a. O matulu, jakie ten człowiek miał potężne doły. Faktycznie w określonych okolicznościach wystarczy kilka dźwięków i już, efekt gotowy. Mógłbym marudzić, że to wręcz za proste, ale co z tego, gdy jest pomyślane ze smakiem i brzmi po prostu dobrze? Boję się tych ewentualnych bitów z puchy. Na razie po kontakcie ze Staying Power jestem pozytywnie nastrojony. Sam Pan Barry na mnie tak nie działa. Powiem dyplomatycznie, że jego wizerunek naprawdę godnie odpowiadał warunkom głosowym. Stylówka prima sort. Jak samo Staying Power? Na wyczucie powiedziałbym - rocznik GTA San Andreas. Gdybym się znał to bym orzekł, czy w 1999 roku było dostatecznie świeże. Na szczęście mogę się nie znać i po prostu pobujać w wyjątkowo frywolnych, a zarazem subtelnych rytmach. Soulowy standardzik najwyższej próby. Podoba mi się schowanie całej smykologii na dalszym planie. Kwestie sprawdzalności kawałka... pomidor.
Dusty Springfield You Don't Own Me
No muszę no. Ciekawe okoliczności poznania. Jakoś mnie to nie dziwi, że wokół TS dzieje się mnóstwo interesujących kontekstów, prądów artystycznych, nawiązań do starszych gwiazd. Sama TS poza robieniem wiatru i wyników na listach przebojów nie ma nic do powiedzenia w warstwie społecznej czy ideowej. Bankructwo tego pomysłu objawiają grafomańskie spermiarskie popisy liryczne na ostatniej płycie. Byłoby do wybaczenia, gdyby była polskim raperem smażącym trap do jarania blantów. A samo You Don't Own Me? Hmm, pewnie koncert, jakieś wydarzenie dodatkowe byłoby najlepszym możliwym bodźcem popychającym do szczerego zainteresowania się czymś starszym w takiej formie. Polskie utwory popowe działają na podobnej zasadzie jak koszula bliższa ciału, w niektórych przypadkach to taka żywa tradycja zmieniająca skórę, ale wciąż obecna w przestrzeni publicznej. Tutaj wokalistka, którą kojarzę tylko dzięki Petsom. Jak na kłirów przystało - trzeba umieć odkurzyć wyjątkowo ciekawy brylant, choć nie do końca kupuję zajawkę taką muzyką samą w sobie. Wykonane dostatecznie rzetelnie. Zgadzam się z Jackiem, dobra robota ekipy wokół TS, że podrzuca tego typu tropy. Zawartość jaka jest, taka jest, ale opakowanie zrobione jak trzeba - nawet jeśli metodą ready-made.
Timbaland The Way I Are
Trudno recenzować dzieciństwo, szczególnie gdy jego istotnym elementem było RMF MAXXX i kawałki tego pokroju. W tamtym czasie Timbo szedł jak taran. Co dotknął, od razu było złotem. Rzadko kiedy nie było zaraźliwym bangerem. Jak w pigułce zawiera tutaj wszystkie charakterystyczne sztuczki produkcyjne. No może najmniej jest tutaj dźwięków perkusyjnych zrobionymi palcami, łokciami, oczami, dupą i pachami. Przynajmniej dołożył solidne hooki, ostre basowe akcenty. Do tego zaprosił drugoligową wokalistkę, która nie dała plamy. Najmniej lubię określony fragment refrenu, gdzie nawijająco-śpiewający ziomek ma chamsko nałożony autotune. Poza tym jest bardzo dobrze. Największą słabość mam do kawałków z Timberlakiem, tutaj zostaje dość okazałe serduszko z sentymentu.
Soft Cell Youth
Jak to mówią młodzi, SIEMA GITARA #kmwtw Ja ze swoją sekcją duchologiczną mierzyłem się w zasadzie od samego początku bestki i wreszcie czas powiedzieć B, zamykając temat solidną serią rzuconą w momencie, w którym wysypałem się z najważniejszych rzeczy, ale wciąż mam coś ciekawego do powiedzenia przy okazji kolejnych niezdublowanych artystów.
Na temat Soft Cell... zatrzymałem się przy Tainted Love i już. Kiedyś przesłuchałem całe Non-Stop Erotic Cabaret, ale nawet w czasach pandemicznych musiało być zbyt surowe by wczuć się pełnią satysfakcjonującej wczuty. Myślę, że to do tej pory może być pewien problem. Ostatnio równie neutralnie przyjąłem debiut OMD. Wykonane nieźle, brzmi dość ciekawie, ale ta surowość... pewnych rzeczy nie polubię aż tak i na razie muszę się z tym pogodzić. Bogaty synthowy aranż, podoba mi się ta bieda perkusyjna i wokale wymykające się takiemu baardzo ścisłemu uporządkowaniu. Wszak to młodość przecież, okres burzy i naporu, prawda tego. Może być pod prąd. Jest w tym sporo charakteru. Podskórnie czuję do takiej muzyki mnóstwo sympatii. Pewnego dnia muszę zrobić podobny powrót jak z 20 Jazz Funk Greats i będę wiedział, czy może być lepiej czy z Soft Cellami będzie kulturka, ale z lekkim dystansem.
Pan Barry zrobił mi kolejkę, ale poza nim było naprawdę dobrze.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Pomijając wszystko zastanawiam się tylko po co wypowiadasz się o czymś, czego nawet nie słuchałeś?Dragon pisze:19 lis 2024 21:37Sama TS poza robieniem wiatru i wyników na listach przebojów nie ma nic do powiedzenia w warstwie społecznej czy ideowej. Bankructwo tego pomysłu objawiają grafomańskie spermiarskie popisy liryczne na ostatniej płycie.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jak przestaniesz pomijać wszystko to dopiero wtedy warto się uruchamiać imo
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No i nawet nie potrafisz odpowiedzieć. Bo nie wiesz co odpowiedzieć. 
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Zaorałeś lewaka modelowo, prawda
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Miałem kiedyś sen w którym byłem świadkiem sceny w której dyskusje w bestce zainicjowało coś innego niż randomowy rant shodanaDragon pisze:19 lis 2024 22:35Jak przestaniesz pomijać wszystko to dopiero wtedy warto się uruchamiać imo
I w tym momencie już wiedziałem że to był tylko sen, szalony sen, jest tutaj jak wszędzie...
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Na obronę Wuja, pisanie wrzut na TS, to jednak zaproszenie do konfrontacji z Wujem w takiej atmosferze i wydaniu, każdy to zna. Zaskoczenia nie ma.
Barry White - Staying Power
TE klawisze xD Mam od razu skojarzenia z, uwaga, muzyką z gier wideo z połowy lat 90, kiedy ten sampl był po prostu w użyciu non stop w tych rejonach. Same miłe wspomnienia. Potem już wjeżdża wszystko co najlepsze. Ciepły basik, vibe’owa muza i piekny wokal. Murzyn ma monopol na tego typu brzmienia, i o ten monopol dba, wrzucając same wartościowe wrzuty. Na tę porę idealne, ale tbh, prejzowałbym o każdej porze. Nie chcę żeby ta recenzja, to były tylko suche ochy i achy nad Jacą, ale nie wiem co moge napisać więcej o muzyce, która poza doskonałą produkcją i wykonaniem, grzeje głównie vibem? Wrzuta z cyklu „wiem, że dostanę same prejzy”. Uczcie się od Jacy, serio.
Top One - Kiedy odchodzą w cień drzew
Kurde, stwierdzenie, że nikt wtedy nie brzmiał lepiej od Top One, to trochę takie coś, na co nie ma się odpowiedzi. No, ale do rzeczy. Myślałem, że po Barrym, to wjedzie jak jak brzytwa na gardło, ale nie, to jest Top1, którego nie znałem, chociaż słyszałem legendy. Ten numer jest dziwnie niepokojący, trochę jak zbyt energiczne podróże do przeszłości, którą się pamięta z osobistych doświadczeń. To jest dziwne doświadczenie, słuchać zespołu, który już tutaj używa całego discopolowego arsenału, żeby nagrać balladę z przesłaniem. Tbh trudno się odnieść do tego w krótkiej notce, jest to tak niespodziewane i zaskakujące, że chyba musi minąć jakiś czas żeby to sprawiedliwie ocenić. Na co dzień będę raczej sięgał po „Ciao Italia”, ale jest to ciekawa lekcja przyrodnicza. Kawałek kosi grubym tekstem i dosyć przeszywającą oprawą muzyczną. Jednocześnie rozumiem, czemu porzucili to dla zarobku, ale to chyba trzeba było oglądać Polskę z tamtych czasów żeby to w pełni zrozumieć.
Dusty Springfield – You Don’t Own Me
Trochę jestem zaskoczony, że Wuja tego nie znał wcześniej, przecież to jest taki Enjoy, że ja pierdoIe. W sumie notka Wuja mówi w 90% o wszystkim tylko nie o samym utworze, no ale ok. To musi być ciekawe doświadczenie, odkrywać takie rzeczy w tym momencie, dla mnie to już jest rzecz przedymana przez stacje radiowe oraz reklamy w tv i użycie w filmach. Bardzo dobra piosenka, którą cenię, doskonała wokalistka, którą cenię, ale z własnej woli nie wiem czy bym ten kawałek włączył. Niemniej, plus dla Wuja, że wrzuca to niż numery ala pół roku temu.
Timbaland feat. Keri Hilson & D.O.E. - The Way I Are
Musiał dowala za to takim hitem, że człowiek sam pada na kolana. Aż mam ochotę odpalić „Shock Value”. To jest jeden z moich absolutnie ulubionych numerów nagranych z udziałem Timbalanda. Wszystko tutaj wkręca się na maksa, refren chodzi po głowie regularnie, zresztą od jakiegoś czasu jest to stały element samochodowych podróży za południe Polski (mamy całe cd-r z timbalandowymi rzeczami). To jest totalny snapshot czasów i charakterystycznych zabiegów w stylu Timbo, wielka nostalgiczna bomba. Tak się już nie gra. Powtórzę to, ale nie sądziłem w 00sach, że ta dekada tak bardzo się odznaczy w historii muzyki, tymczasem ma ona w sobie więcej indywidualności niż 10sy i 20sy razem wzięte. Piękna wrzuta. Nie uczcie się od Jacy, serio.
Soft Cell - Youth
Z czymś mi się kojarzy ten główny motyw, ale nie potrafię sobie przypomnieć z czym. Soft Cell znam mniej więcej, z Tainted Love czy Sex Dwarf i coś tam solo Almonda kiedyś słyszałem. Nigdy mnie nie ciągnęło żeby sięgnąć po więcej, to są takie artystyczne, mocno napompowane, patosiarskie ejtisy, które mi nigdy jakoś szczególnie nie robiły. Niemniej, ten kawałek jest dobry. Może kiedyś, jak będę miał wyjątkowo dobry dzień na takie brzmienia, to włączę cały album, choćby żeby mieć zaliczone cokolwiek Soft Cell. Póki co, „Youth” uważam za naprawdę spoko numer.
Barry White - Staying Power
TE klawisze xD Mam od razu skojarzenia z, uwaga, muzyką z gier wideo z połowy lat 90, kiedy ten sampl był po prostu w użyciu non stop w tych rejonach. Same miłe wspomnienia. Potem już wjeżdża wszystko co najlepsze. Ciepły basik, vibe’owa muza i piekny wokal. Murzyn ma monopol na tego typu brzmienia, i o ten monopol dba, wrzucając same wartościowe wrzuty. Na tę porę idealne, ale tbh, prejzowałbym o każdej porze. Nie chcę żeby ta recenzja, to były tylko suche ochy i achy nad Jacą, ale nie wiem co moge napisać więcej o muzyce, która poza doskonałą produkcją i wykonaniem, grzeje głównie vibem? Wrzuta z cyklu „wiem, że dostanę same prejzy”. Uczcie się od Jacy, serio.
Top One - Kiedy odchodzą w cień drzew
Kurde, stwierdzenie, że nikt wtedy nie brzmiał lepiej od Top One, to trochę takie coś, na co nie ma się odpowiedzi. No, ale do rzeczy. Myślałem, że po Barrym, to wjedzie jak jak brzytwa na gardło, ale nie, to jest Top1, którego nie znałem, chociaż słyszałem legendy. Ten numer jest dziwnie niepokojący, trochę jak zbyt energiczne podróże do przeszłości, którą się pamięta z osobistych doświadczeń. To jest dziwne doświadczenie, słuchać zespołu, który już tutaj używa całego discopolowego arsenału, żeby nagrać balladę z przesłaniem. Tbh trudno się odnieść do tego w krótkiej notce, jest to tak niespodziewane i zaskakujące, że chyba musi minąć jakiś czas żeby to sprawiedliwie ocenić. Na co dzień będę raczej sięgał po „Ciao Italia”, ale jest to ciekawa lekcja przyrodnicza. Kawałek kosi grubym tekstem i dosyć przeszywającą oprawą muzyczną. Jednocześnie rozumiem, czemu porzucili to dla zarobku, ale to chyba trzeba było oglądać Polskę z tamtych czasów żeby to w pełni zrozumieć.
Dusty Springfield – You Don’t Own Me
Trochę jestem zaskoczony, że Wuja tego nie znał wcześniej, przecież to jest taki Enjoy, że ja pierdoIe. W sumie notka Wuja mówi w 90% o wszystkim tylko nie o samym utworze, no ale ok. To musi być ciekawe doświadczenie, odkrywać takie rzeczy w tym momencie, dla mnie to już jest rzecz przedymana przez stacje radiowe oraz reklamy w tv i użycie w filmach. Bardzo dobra piosenka, którą cenię, doskonała wokalistka, którą cenię, ale z własnej woli nie wiem czy bym ten kawałek włączył. Niemniej, plus dla Wuja, że wrzuca to niż numery ala pół roku temu.
Timbaland feat. Keri Hilson & D.O.E. - The Way I Are
Musiał dowala za to takim hitem, że człowiek sam pada na kolana. Aż mam ochotę odpalić „Shock Value”. To jest jeden z moich absolutnie ulubionych numerów nagranych z udziałem Timbalanda. Wszystko tutaj wkręca się na maksa, refren chodzi po głowie regularnie, zresztą od jakiegoś czasu jest to stały element samochodowych podróży za południe Polski (mamy całe cd-r z timbalandowymi rzeczami). To jest totalny snapshot czasów i charakterystycznych zabiegów w stylu Timbo, wielka nostalgiczna bomba. Tak się już nie gra. Powtórzę to, ale nie sądziłem w 00sach, że ta dekada tak bardzo się odznaczy w historii muzyki, tymczasem ma ona w sobie więcej indywidualności niż 10sy i 20sy razem wzięte. Piękna wrzuta. Nie uczcie się od Jacy, serio.
Soft Cell - Youth
Z czymś mi się kojarzy ten główny motyw, ale nie potrafię sobie przypomnieć z czym. Soft Cell znam mniej więcej, z Tainted Love czy Sex Dwarf i coś tam solo Almonda kiedyś słyszałem. Nigdy mnie nie ciągnęło żeby sięgnąć po więcej, to są takie artystyczne, mocno napompowane, patosiarskie ejtisy, które mi nigdy jakoś szczególnie nie robiły. Niemniej, ten kawałek jest dobry. Może kiedyś, jak będę miał wyjątkowo dobry dzień na takie brzmienia, to włączę cały album, choćby żeby mieć zaliczone cokolwiek Soft Cell. Póki co, „Youth” uważam za naprawdę spoko numer.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Sara Robalo – Concrete Skies
Kolejna postać od Hiena o bardzo skromnym dorobku muzycznym. I w sumie jest to nuta, którą lubię. Bo lubię takie spokojne, akustyczne granie. Jednocześnie taka muzyka wymaga jednak dobrej kompozycji. Bo skromna warstwa dźwiękowa niedostatków w tym względzie nie przypudruje zbytnio. Nie jest tutaj źle oczywiście, jest dobrze, choć jednocześnie ta linia wokalna też nie ma „tego czegoś”. Po prostu jest solidnie, ale bez efektu przyspieszonego tętna. Tym bardziej, ze barwa głosu Sary też nie do końca mnie przekonuje.
Swoją drogą tyle razy grałem w Obcy Izolacja, nawet teraz gram po raz kolejny, a nigdy tego radia w grze nie słuchałem (kiedyś nawet nie wiedziałem, że można). Klimat samej gry chyba za bardzo mnie pochłania, żebym myślał czy pamiętał o takich rzeczach.
Barry White - Staying Power
Murzyn powraca z soulem w bardzo dobrym stylu. No no, wokal z rodzaju tych totalnie nietuzinkowych. Ale czarni to potrafią. Bardzo dobry utwór. Świetne brzmienie, rytm, chórki. Dobrze brzmi bas i gitara. Smyki też fajnie wszystko uzupełniają i nadają numerowi nieco filmowego klimatu. Fajna linia melodyczna wokalu. No wszystko tu gra i buczy. Gdyby cały album brzmiał w tym stylu, to bym go łykał jak pelikan. Jacek niestety trochę straszy plastikiem i w ogóle. Ale możliwe, że sam jednak sprawdzę dla pewności, bo Jacek czasami lubi mijać się z prawdą.
W każdym razie stripped dawno już nie proponował czegoś równie stylowego.
Top One - Kiedy odchodzą w cień drzew
Mam sporo sympatii do początkowych dokonań tego zespołu. Ja wiem, że wtedy oni w sumie ocierali się o disco polo, ale mnie to nie obchodzi. Zresztą niektóre utwory disco polo z początku lat 90’ potrafiły mieć jakiś swój niewytłumaczalny urok. Sam wrzucałem Ciao Italia, które od ponad trzech dekad uwielbiam. I w sumie nie tylko to. Nie znałem piosenki „Kiedy odchodzą w cień drzew”, bo nie słuchałem albumu „Coraz wyżej”. Ale podoba mi się. To ma ten wspomniany przeze mnie wyżej urok właśnie. Mimo, że wokal pozostawia nieco do życzenia i mimo, że warstwa brzmieniowa chwilami ma to disco polowe zabarwienie. Ale ładny to i nastrojowy utwór jednak. Uroczy nawet powiem. To jeden z tych przypadków, gdzie walory brzmieniowe idą na bok, a bardziej liczą się feelsy. Zresztą Top One zalatują mi tu nawet Papa Dance. Szczególnie w kwestii chórków. A Papa Dance w młodości to było dla mnie COŚ.
Timbaland feat. Keri Hilson & D.O.E. - The Way I Are
Timbaland zdaje mi się ma swój pewien styl i mi on odpowiada. Nie słucham go może zbytnio z własnej inicjatywy z wyjątkiem poznanego jakiś czas temu albumu z Timberlakem, ale generalnie jak gdzieś słyszę coś od Timbo, to raczej jest to co najmniej nieźłe. Tutaj jest podobnie. Dobry i przebojowy numer z dobrym bitem. Keri Hilson, której nie kojarzę, nie ma może jakiegoś szczególnego głosu, ale przynajmniej nie drażni. Ta zapętlona syntezatorowa zagrywka kojarzy mi się dosyć mocno z jednym utworem PSY, który prezentowałem kiedyś w bestce. Oba utwory łączy to, że może nie posiadają jakiejś tam głębi że tam powiem, ale i tak dobrze i przyjemnie się ich słucha. 3 minuty dobrej rozrywki. I taka muzyka też jest potrzebna nawet jak się ją włączy od święta.
Oczywiście wiem też co to znaczyło kiedyś zaledwie 4 GB pojemności w odtwarzaczu mp3, kiedy trzeba było dobrze przemyśleć każdy umieszczany tam album/utwór. Mój pierwszy SANSA CLIP też miał tylko tyle pojemności.
Soft Cell - Youth
Mnie to nieco bawi, jak 32-letni Mentos rozprawia o tęsknocie za młodością, zamkniętymi furtkami itd. To co ja mam u licha powiedzieć.
Chciałbym mieć znowu te 32 lata, bo w tym wieku czułem się wciąż jak gówniarz. Ale to było dawno. Ja wciąż czuję się młodo, choć te kilka jak nie kilkanaście furtek też już na pewno za sobą zamknąłem. No ale dosyć już rozkmin na temat – jak to było kiedyś, a już nie jest. W każdym razie wiem tylko tyle, że młodością trzeba się cieszyć, bo ona ucieka niepostrzeżenie i zdecydowanie za szybko.
Soft Cell pamiętam oczywiście z kilku utworów latających po stacjach TV swego czasu z „Tainted Love” na czele. Youth akurat nie znałem. A to całkiem spoko utwór. Podoba mi się ogólnie jego brzmienie. Fajna perkusja. Ciekawa melodia. Po prostu dobry klimat. No i super jest to zawodzenie Marca Almonda zdecydowanie.
Dobra kolejka znowu.
Kolejna postać od Hiena o bardzo skromnym dorobku muzycznym. I w sumie jest to nuta, którą lubię. Bo lubię takie spokojne, akustyczne granie. Jednocześnie taka muzyka wymaga jednak dobrej kompozycji. Bo skromna warstwa dźwiękowa niedostatków w tym względzie nie przypudruje zbytnio. Nie jest tutaj źle oczywiście, jest dobrze, choć jednocześnie ta linia wokalna też nie ma „tego czegoś”. Po prostu jest solidnie, ale bez efektu przyspieszonego tętna. Tym bardziej, ze barwa głosu Sary też nie do końca mnie przekonuje.
Swoją drogą tyle razy grałem w Obcy Izolacja, nawet teraz gram po raz kolejny, a nigdy tego radia w grze nie słuchałem (kiedyś nawet nie wiedziałem, że można). Klimat samej gry chyba za bardzo mnie pochłania, żebym myślał czy pamiętał o takich rzeczach.
Barry White - Staying Power
Murzyn powraca z soulem w bardzo dobrym stylu. No no, wokal z rodzaju tych totalnie nietuzinkowych. Ale czarni to potrafią. Bardzo dobry utwór. Świetne brzmienie, rytm, chórki. Dobrze brzmi bas i gitara. Smyki też fajnie wszystko uzupełniają i nadają numerowi nieco filmowego klimatu. Fajna linia melodyczna wokalu. No wszystko tu gra i buczy. Gdyby cały album brzmiał w tym stylu, to bym go łykał jak pelikan. Jacek niestety trochę straszy plastikiem i w ogóle. Ale możliwe, że sam jednak sprawdzę dla pewności, bo Jacek czasami lubi mijać się z prawdą.
W każdym razie stripped dawno już nie proponował czegoś równie stylowego.
Top One - Kiedy odchodzą w cień drzew
Mam sporo sympatii do początkowych dokonań tego zespołu. Ja wiem, że wtedy oni w sumie ocierali się o disco polo, ale mnie to nie obchodzi. Zresztą niektóre utwory disco polo z początku lat 90’ potrafiły mieć jakiś swój niewytłumaczalny urok. Sam wrzucałem Ciao Italia, które od ponad trzech dekad uwielbiam. I w sumie nie tylko to. Nie znałem piosenki „Kiedy odchodzą w cień drzew”, bo nie słuchałem albumu „Coraz wyżej”. Ale podoba mi się. To ma ten wspomniany przeze mnie wyżej urok właśnie. Mimo, że wokal pozostawia nieco do życzenia i mimo, że warstwa brzmieniowa chwilami ma to disco polowe zabarwienie. Ale ładny to i nastrojowy utwór jednak. Uroczy nawet powiem. To jeden z tych przypadków, gdzie walory brzmieniowe idą na bok, a bardziej liczą się feelsy. Zresztą Top One zalatują mi tu nawet Papa Dance. Szczególnie w kwestii chórków. A Papa Dance w młodości to było dla mnie COŚ.
Timbaland feat. Keri Hilson & D.O.E. - The Way I Are
Timbaland zdaje mi się ma swój pewien styl i mi on odpowiada. Nie słucham go może zbytnio z własnej inicjatywy z wyjątkiem poznanego jakiś czas temu albumu z Timberlakem, ale generalnie jak gdzieś słyszę coś od Timbo, to raczej jest to co najmniej nieźłe. Tutaj jest podobnie. Dobry i przebojowy numer z dobrym bitem. Keri Hilson, której nie kojarzę, nie ma może jakiegoś szczególnego głosu, ale przynajmniej nie drażni. Ta zapętlona syntezatorowa zagrywka kojarzy mi się dosyć mocno z jednym utworem PSY, który prezentowałem kiedyś w bestce. Oba utwory łączy to, że może nie posiadają jakiejś tam głębi że tam powiem, ale i tak dobrze i przyjemnie się ich słucha. 3 minuty dobrej rozrywki. I taka muzyka też jest potrzebna nawet jak się ją włączy od święta.
Oczywiście wiem też co to znaczyło kiedyś zaledwie 4 GB pojemności w odtwarzaczu mp3, kiedy trzeba było dobrze przemyśleć każdy umieszczany tam album/utwór. Mój pierwszy SANSA CLIP też miał tylko tyle pojemności.
Soft Cell - Youth
Mnie to nieco bawi, jak 32-letni Mentos rozprawia o tęsknocie za młodością, zamkniętymi furtkami itd. To co ja mam u licha powiedzieć.
Soft Cell pamiętam oczywiście z kilku utworów latających po stacjach TV swego czasu z „Tainted Love” na czele. Youth akurat nie znałem. A to całkiem spoko utwór. Podoba mi się ogólnie jego brzmienie. Fajna perkusja. Ciekawa melodia. Po prostu dobry klimat. No i super jest to zawodzenie Marca Almonda zdecydowanie.
Dobra kolejka znowu.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Punkt starości się przenosi. Pamiętam kiedy kończyłem 25 lat i czułem, że to jest oficjalnie koniec mojej młodości, że najlepsze za mną, że jestem STARY, bo kończę ćwierć wieku, itd. W wieku 38 lat mnie to bawi przeogromnie, i tak samo będzie mnie bawiło w wieku 50 lat moje aktualne jęczenie nad tym, że jestem stary. Tyle, że w ciągu tych 12 lat, to już pewnie będę miał kompletnego jęka, chora prostatę, krzywy kręgosłup, itd.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Mylisz się oczywiście. Nie będzie żadnej konfrontacji. Ale skoro Dragon przy okazji recenzji utworu Springfield złorzeczy na ostatni album TS, to chciałbym chociaż wiedzieć, czy wie o czym mówi, czy tylko robi to dla zasady.Hien pisze:20 lis 2024 10:42Na obronę Wuja, pisanie wrzut na TS, to jednak zaproszenie do konfrontacji z Wujem w takiej atmosferze i wydaniu, każdy to zna. Zaskoczenia nie ma.
No a co mam mówić o utworze, który znam pół roku i wiem o nim tyle, kto go śpiewa i z którego pochodzi roku? Reszta to opis okoliczności poznania.
Chyba że chcesz, żebym Ci przekopiował coś z Wikipedii?
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Konfrontacja to już była, i widzę, że nadal jesteś w trybie konfrontacyjnym. Jedna inba w tygodniu mi styknie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
W jedyną inbę o jakieś obrazki w plikach muzycznych byłeś raczej Ty zamieszany, nie ja. A teraz się czepiasz, że zapytam o coś Dragona. Wypowiedział się o czymś przy okazji mojej wrzutki, więc zadałem mu proste pytanie, na które nie miał oczywiście odpowiedzi. Ot cała konfrontacja.