Best of Forum VI

Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 24 lis 2024 18:04

Będę jeszcze dziś, dopiero dochodzę do siebie :(
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 24 lis 2024 18:19

Sara Robalo – Concrete Skies

Tak samo jak wrzucający nie jestem w stanie napisać zbyt wiele o wykonawcy tego utworu. Może najwyżej to, że ma śmieszny pseudonim artystyczny, ale nie w sposób taki, że zwijam boki ze śmiechu, tylko taki, że chce się uśmiechnąć pod nosem czy coś. Skojarzenie z Alanis Morisette ciekawe i coś w nim jest, chociaż (a może właśnie dlatego) ja bym raczej na nie nie wpadł i szukałbym po jakichś Dead Sea Navigators chociażby czy innych smętach typu projekty Kozelka. No ale to ja. Ładne, przyjemne, sympatyczne, więcej nie napiszę, bo przecież nie zagram w Alien Isolation. XD Jest okej no.

Barry White - Staying Power

Niby White a tu Murzyn hehe. Tak szczerze, to fajnie nie tylko poznać jedno z legendarnych nazwisk, o którym przez lata się słyszało, ale jeszcze fajnie usłyszeć rzecz, która rzekomo nie jest znana czy coś. Ja od paru lat niby próbuję tu wyjść ze swojej bańki, poszerać horyzonty, ale mam wrażenie, że jakoś tak nie do końca jest mi po drodze z soulem. Wszystko z tym kawałkiem jest jak najbardziej okej, brzmi świetnie, głos White'a sprawia, że mam mokro w gaciach i w ogóle jest to rzecz klimatyczna oraz dobra, ale nie umiem słuchać tego tak wiecie, on daily basis. Może kiedyś jakaś murzyńska wrzuta sprawi, że mi przeskoczy w głowie, tak jak było to chociażby z Biggiem, na razie jestem na etapie kłaniania się w pas i doceniania.

Top One - Kiedy odchodzą w cień drzew

Zdecydowanie największe zaskoczenie tej kolejki, a może i nawet jedno z większych w dziejach tej zabawy. W każdym razie to dosłownieta słynna PERŁA Z LAMUSA. Nigdy nie chciało mi się grzebać w disco polo w celu poszukiwania takowych, ratio asłuchalnego gównego w stosunku do rzeczy akceptowalnych jest na mój gust stanowczo zbyt wysokie, a poza tym od czego mam tę zabawę 8). Zaskakująco dobra rzecz muzycznie - i to nawet pod kątem produkcji, aranżacji czy tekstu, co w tym gatunku jest równie częste co polskie drużyny w Lidze Mistrzów. Jasne, może trochę jest tu za ckliwie momentami, ale generalnie propsuję.

Dusty Springfield – You Don’t Own Me

A ja nie będę się tu wyzłośliwiać i atakować Taylor Swift TYM RAZEM. Bo w sumie nie ma za co, a na pewno nie za koncept puszczania spoko staroci. Ktoś z was mógłby napisać (i napisał!), że to przeruchany na sto sposobów przez radia, telewizje, prasę etc. ENDŻOJ, ale szczerze mówiąc - nie dla mnie. Nie powiem, że nie znałem tego kawałka, bo coś tam mi świta, że mogłem słyszeć tu i ówdzie, ale na pewno nie w takim stopniu. Zabawne, że chciałem tu pisać, że lubię te stare, amerykańskie ballady dla gospodyń domowych, ale przypomniałem se w ostatniej chwili, że Dusty Springfield to raczej tak średnio było amerykanką. W każdym razie tę też lubię, bo najzwyczajniej w świecie jest ładna, klimatyczna, no i ten no, zawiera odpowiedni ŁADUNEK EMOCJONALNY. Prosty lamus jestem, trafia to do mnie i tyle.

Timbaland feat. Keri Hilson & D.O.E. - The Way I Are

I przenosimy się do lat znacznie bliższych współczesności, chociaż też mamy do czynienia z reliktem czasów, które minęły. Nie ukrywam, że też potrzebowałem czasu, by docenić Inbalanda, bo gdy wyskakiwał mi zewszkąd, to miałem w dupie szeroko pojętą muzykę, potem miałem etap, w którym takie rzeczy odrzucałem z automatu i gdzieś dopiero tak pod koniec poprzedniej dekady nabrałem do typa szacunku, a wzmiankowany kawałek dość często gościł na moich playlistach. Sranie w banie, nie normalne granie - ten kawałek to banger, jest świetnie wyprodukowany, buja jak sto fajerek, a na dodatek między Timbalandem a typiarą jest chemia, którą słychać i czuć. Zajebisty relikt z czasów empetrójek, odtwarzaczy DVD oraz monitorów z dupą (a Musiał nadal sam hehe).
PS zdaje se sprawę, że Musiał najpewniej wkleił pierwszy lepszy link do YT, ale do tej pory znałem inną wersję tego kawałka, która była nieco dłuższa i różniła się drugim refrenem. Obie są spoko jak coś.
PPS Keri Hilson na starość odjebało i została antyszczepem xD

Fajna kolejka, taka zróżnicowana stylistycznie i na niezłym jakościowo poziomie. :)
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 lis 2024 10:16

Dobra, lecimy, to nie jest temat do użalania się nad sobą. Elegancko by było pauzować, kiedy nie da rady brać udziału, ale to już nie moje sumienie.

Pavement – Major Leagues

Dawno już nie roznosiłem jakieś zespołu, jak przez ostatni rok Pavement. Myślę, że gdzie miało się coś zasiać, to się zasiało i to jest ostatnia wrzuta slackerów na długo. W dodatku zupełnie nie slackerska. Przy „You Are the Light” pisałem o męczącej jesieni 2022 r., więc nie będę się powtarzał. Pisałem wtedy o tym, że Pavement pomogło mi się z nią uporać, głównie dwoma utworami, tamtym oraz „Major Leagues”. Tym razem jest to Pavement w wydaniu, powiedzmy, balladowym (jak na nich), z przyjemnym i melodyjnym kawałkiem o podłożu country. Kawałek jest lekki, niczym piórko, i taki tez jest jego efekt, człowiek czuje się lżejszy. Klasycznie abstrakcyjny i fascynujący tekst Malkmusa, wyjątkowo wypolerowany wokal i „poważna” produkcja (Nigel Godrich), wyróżniają cały album „Terror Twilight”, lubię sobie do niego wracać tą porą. Ta moc wyciągania z trosk nadal jakoś działa. Tak się kawałki zakradają do muzycznego kanonu życia.

https://youtu.be/iEYPgOTvsWw
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 lis 2024 10:22

The Pointer Sisters - How Long (Betcha Got A Chick On The Side)
(1975)

To jest wrzuta którą obiecywałem munlupowi dość dawno temu już kiedy w naszej bestce samplowej rozmawialiśmy o The Pointer Sisters wysamplowanych w Break Heaven duetu no-man. Tam była mowa o utworze Yes We Can Can który to wraz z moją dzisiejszą wrzutą były dla mnie dwoma największymi odkryciami po odsłuchu kompilacji Fire: The Very Best of The Pointer Sisters.

How Long to zdecydowanie mój ulubiony utwór tej grupy na którą składały się cztery wokalistki czyli siostry Pointer - June, Bonnie, Anita i Ruth. Szczyt popularności grupy to oczywiście połowa lat 80. i takie hity jak I'm So Excited czy Jump (For My Love). Ja osobiście jednak od tych plastikowych ejtisowych przebojów preferuję ich w żywym organicznym brzmieniu lat 70. które mocno uderza funkiem. Tak właśnie brzmi How Long które też - typowo dla mnie - preferuje oczywiście w wersji albumowej, żaden radiowy edit nie odda sprawiedliwości temu co na przestrzeni ponad 7 minut znakomicie buduje tutaj sekcja rytmiczna - perkusja, gitara basowa i gitara rytmiczna, groove jest gruby, tłusty i nieustępliwy i dłuższy dystans działa zdecydowanie na korzyść tej muzyki. Nie umniejsza to bynajmniej mojego uznania dla harmonii wokalnych sióstr Pointer które też robią swoje jak trzeba, całkiem smaczny akcent dorzucają też smyczki, zwłaszcza w początkowej fazie utworu gdzie trochę budują suspens. Liczę na to że niektórzy z Was docenią naprawdę robotę perkusisty, należycie poczują te rytmy i czas spędzony z tym kawałkiem będzie dla Was tylko przyjemnością.

https://youtu.be/Ad4HPYFzJNU?si=c37t5KrfajmrRxzI
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 25 lis 2024 12:29

Sophie B. Hawkins - As I Lay Me Down

Cofamy się jeszcze raz do pierwszej połowy lat 90-tych. Pewną popularność zdobyła sobie wtedy niejaka Sophie B. Hawkins - amerykańska wokalistka pop. W 1992r. wydała debiutancki album "Tongues and Tails", z którego pochodzi jej największy chyba przebój "Damn I Wish I Was Your Lover". Na tyle mi się on spodobał, że nabyłem album w formie kasety, którą mocno eksploatowałem. Było tam zresztą jeszcze kilka dobrych utworów. Podobnie jak na wydanej dwa lata później kolejnej płycie pt. "Whaler". I to właśnie z niej pochodzi bardzo przyjemna ballada "As I Lay Me Down". Produkcja myślę bardzo charakterystyczna dla dla najntisów.
Sophie w późniejszych latach wydała jeszcze kilka albumów, ale ich nie słuchałem. W 1993r. wyemigrowałem z domu rodzinnego najpierw do szkoły wojskowej, potem na Mazury. Moje życie się zmieniło i wielu starych wykonawców na długie lata poszło w zupełne zapomnienie. Ale ta bestka ma to do siebie, że człowiek zaczyna grzebać pamięcią w przeszłości w poszukiwaniu zapomnianych utworów, które kiedyś sporo znaczyły. I czasami się okazuje, ze było warto pewne rzeczy odkurzyć.

https://www.youtube.com/watch?v=SyoGRmo_9ls
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 25 lis 2024 19:59

Kombi - Jej wspomnienie (1984/1991)

Najstarsze jest wspomnienie, którym chyba już się dzieliłem. Pierwszy świadomy kontakt z polską muzyką rozrywkową (#awantura_o_kasę) to jakaś letnia posiadówka moich rodziców i znajomych na jednym z blokowisk na Piaskowej Górze ponad 15 lat temu. Między pałętaniem się pod stołem a konsekwentnym niszczeniem (znaczy zabawą) resorakami czasem zwracałem wzrok w stronę telewizora. Tam jakieś wakacyjne granko, a wśród wykonawców m.in. Kombi, ale to z dwoma I zanim Pan Sławek zebrał Drużynę Pierścienia. Świat tego dość pokręconego artystycznego towarzystwa poznałem za sprawą nieszczęsnego Pokolenia. W ciągu kolejnych lat poznawałem kolejne single z tego najwłaściwszego okresu funkcjonowania zespołu. Nie pytajcie w jakich wersjach, bo dostanę kociokwiku. W dzieciństwie kojarzyło mi się z totalną wsią, żenadą, cepelią i jarmarkiem.

Między dziecięcym bajaniem a dojrzałem diwotisowaniem zdarzało mi się udzielać w kilku różnych miejscach poświęconych muzyce. Nie będę zdradzał szczegółów, ale rzucę małą przynętę. Do dziś można odnaleźć dyskusję, w której jadę po fanatykach Kombi i ich hagiograficznym podejściu do Sławomira Ł. Jeśli ktoś bardzo chce, to mogę odnieść się szerzej nt. mojego stanowiska względem tego czy bardziej team Skawa czy team Łosowski, ale... O dziadkach przesiadujących na pewnym forumie pisałem tam naprawdę grube rzeczy. Niesłusznie wynoszona pod niebiosa chałtura dla zgniłych typów to pewnie najlżejsze określenia, jakie jestem w stanie sobie przypomnieć.

Okres odkrywania klasyków pokroju wrzucanej wcześniej Urszuli przyniósł również trochę inne podejście do Kombi. Miło zaskoczony pojedynczymi kawałkami z Czwórki i Nowego Rozdziału z czasem zacząłem rozumieć wczutę starszych panów, ale wciąż niespecjalnie ją podzielam. Historię dyskografii właściwego Kombi domknąłem w zeszłym roku. Rzeczy przed inwazją synthpopową są naprawdę przeciętne, potem zaczyna się właściwa jazda, ale na Tabu znów bywa słabiutko. Najciekawszych płyt nie ma na streamingach. Od czasu doinwestowania w Spotifa Premium porzuciłem nawyk codziennego dobierania płyt do telefonu. W ten sposób łatwiej było przekonać się do płyty podsumowującej działalność zespołu z 1991 roku. Panowie nagrali na nowo kilkanaście kawałków, wypuścili to jako "The Best Of" i do widzenia. Obecnie traktuję to jako ichniejsze The Mix czy coś w rodzaju żarowego Oxygene live, tylko z większym luzem. W takiej formie ogrywali te kawałki przynajmniej od 1984 roku, gdy już pogonili Pana Jurka Piotrowskiego pseudonim Szef.

W ten sposób wreszcie odkryłem swojego faworyta. Jej Wspomnienie lubię praktycznie w każdej wersji. Nawet ta akustyczna ma sens, ale nie z tych względów wracam do nagrań kombiarzy, by nie słyszeć synthów. Zaniki pamięci mogłyby podkoloryzować nie tak jak trzeba. Przynajmniej Last nie kłamie. Była połowa czerwca zeszłego roku. Ja w pierwszej poważnej bujance między intensywnymi doświadczeniami teatralnymi a tymi bardziej przyziemnymi, mówiąc bardzo delikatnie. Pewnego dnia w nocy musiałem zarzucić wybraną serię najlepszych rzeczy i bum, uderzyło do głowy. Zderzyły się: całkiem zmyślny, tajemniczy, ale i zmysłowy tekst, najpewniej jakieś wspomnienie niedawnej chłopskiej schadzki, przyjemny vibe panujący tamtego dnia. Do tego niby bardziej świeże, choć wtedy pewnie lekko trącące mychą syntezatory i przede wszystkim przyjemny luz bijący ze Skawy zarówno na wokalu, jak i na gitarze. Na Nowym Rozdziale paradoksalnie jest bardziej surowo, choć tam perkusja idzie na żywca, a nie z automatu. Tutaj jak mało gdzie słychać to zrozumienie, zgranie, synergię dwóch najważniejszych ludzi z uniwersum Kombi. Łysy z Kombii pseudonim Grzegorz śpiewa trochę niżej i ja chyba najbardziej lubię taką bardziej organiczną dojrzałość niż wypucowanie na granicy przesady. To jednak wciąż bestka życiówka, więc nie wiem czy kogoś to dziwi, że do tego numeru wciąż wracam naprawdę regularnie, bo i wciąż mam co energetycznie, wspominkowo topić w tych rytmach...

Wersja obowiązująca: https://www.youtube.com/watch?v=D6VXp3rKcz4

Wersja prawdziwy rock elektroniczny na żywo (też spoko, lepsza niż oryginał studyjny): https://youtu.be/h7ot3SPMJgk?t=2390

Bywają dni, gdzie tę drugą zarzynałbym na streamingach bez opamiętania.

PS Stylówka Skawy, jego sposób bycia nie tylko na koncertach pod koniec lat 80', ale trochę też w podrzucanym filmie... nie, nic nie mówię, bo będzie, że jestem monotematyczny *wink*
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 26 lis 2024 16:49

Sara Robalo - Concrete Skies

Hien pisze o cieple, ja czuję chłód. Owszem, jest w tym vibe jakiegoś takiego klasycznego najntisowego grania, refren faktycznie przywodzi na myśl taką Alanis, ale też nie dałbym temu wprost znaczka radiowego. Już samo to, że utwór pochodzi z gry, którą zapamiętałem jako dość mroczną (grając w nią parę razy dawno temu i oglądając jakieś gameplaye na YT) stawia w mej głowie obraz, z którym nie reluję w taki sposób, jak robi to kol. Hien. I to mimo dość optymistycznego (takie się zdaje) przesłania tekstu na sam jego koniec. Fajne to, ale nie obcuję tu z jakąś nadzieją. Raczej z zimnem betonu.

Barry White - Staying Power

Obiecuję sobie od dawna, że w końcu sięgnę po Barry'ego White'a, który przecież ma tyle fajnych i nastrojowych rzeczy do zaoferowania, i to w tym stylu, tej wrzutki, i nawet, jeśli powtórzę się po raz miliardowy mówiąc, że dla mnie to RAM-core, to przecież nie jest to żadna obelga, wręcz przeciwnie - znak jakości. Trochę co prawda mam problem z zaakceptowaniem tego, iż warstwa liryczna robi z tego erotyczny love song, albowiem głos White'a w połączeniu z tą totalnie laid back muzyką daje taki nieco absurdalny nastrój, aż lekko śmiecham. Wciąż to jest po prostu świetna piosenka, wybitnie mi się podoba. Czil na pełnej.

Top One - Kiedy Odchodzą W Cień Drzew

Dragon ma jakiś talent do wyciągania disco-popowych lub synth-polowych obskjurów, z różnym powodzeniem. Tzn. o Atlandydzie się wypowiedziałem, wiadomo, teraz chyba wypowiem się w podobnym tonie... Nie jest to jakieś straszne, ale brzmieniowo spóźnione o jakieś 10 lat, biorąc pod uwagę tamten czas w muzyce na świecie. Czuć chałupniczość, wręcz piwniczność, czuć przaśność i plastikowość, wokal jakiś taki... nie wiem, nie pasuje mi xD Nic nie poradzę. Brakuje jakiegoś przełamania w tym numerze, jest tylko ten dziewczęcy chórek, który również nie cierpi na bycie wyjątkowo udanym. Mogło być lepiej, ale gorzej w sumie też.

Dusty Springfield - You Don't Know Me

Powtarzając za innymi jestem lekko zaskoczony, że Wuja tego nie znał. Ten numer to jest uber-klasyk, kojarzę go nawet z radia lol. I z przynajmniej trzech różnych reklam, w tym jednej polskiej (chyba chodziło o wodę mineralną, ewentualnie buty). Z uber-klasykami mam tak, że albo uważam je za straszne gunwo, albo kocham miłością bezwzględną. Tutaj mamy do czynienia z drugim przypadkiem. Po pierwsze - Dusty. Po drugie - również Dusty. Ta kobieta znała się na rzeczy i w czasach zamierzchłych, i kiedy Tennant i Lowe wyciągnęli ją z niebytu. Piękna piosenka, świetny głos, cudowny klimat. Złoto kolejki.

Soft Cell - Youth

Mentos czuje oddech starości. Co ja mam powiedzieć? A co Hien? A Wujek? No właśnie. Ja tam jakoś ominąłem nagle tę wewnętrzną spinę związaną z kończeniem trzydziestki, tuż za rogiem skończyłem 35 i w sumie mam to gdzieś (wywołało to zupełnie inne problemy w zupełnie innym miejscu, ale to szczegół). Soft Cell zawsze lubiłem, choć Youth średnio mi podchodziło ze względu na brak swojej, hmmm, przebojowości w porównaniu z innymi ich singlami z tamtego czasu. I tak, pomimo zajechania, Tainted Love wciąż lubię. Teraz jednak i Youth doceniam, choć nie wajbuję w takim stopniu, jak Seba. I raczej tak nie będzie, może za 5 lat.

WYBACZCIE OBSUWĘ, wciąż czuję się jakby przejechała po mnie ciężarówka. I tak od trzech tygodni, ale chociaż nie jest to COVID (lub przynajmniej tak mówią wyniki testów i lekarze). Wrzutka poniżej:

Kontravoid - Undone (2018)

Kontravoid to taki typ z Los Angeles (choć niektóre źródła mówią też o Kanadzie), Cameron Findlay się nazywa, co generalnie wygląda jak połączenie drwala z wikingiem, no chyba, że przywdzieje swoją koncertową maskę (dosłownie), wtedy wygląda po prostu pretensjonalnie. Robiony jednoosobowo dark wave o klawiszach brzmiących jak gitary z piekła rodem plus tona ciężkiego vocoderu na wokalu w stylu Ice Ages mogły jeszcze robić wrażenie w 2012, kiedy wypuszczał swój debiut, ale potem takie zagrywki robiły się tanie. Na szczęście trochę odpuścił, nawet maskę zdjął (albo chociaż zaczął to robić), wygładził też brzmienie. Wciąż jest mrocznawo i w ogóle, ale bez zadęcia, a przynajmniej tak mi się wydaje. Wpadłem na gościa przypadkiem, lurkując innych artystów (oczywiście związanych z Wierd Records, na które z kolei wpadłem przez Foxxa hehe), a miało to miejsce w roku 2013. Rok 2013 był ciężki, zarówno w pierwszej, jak i w drugiej połowie.

Kontravoid znam z tej drugiej, był listopad i takie tam. Niemniej jednak zapodaję utwór z EP, jaką Findlay wypuścił w roku 2018, bo tak. Bo od 3 lat przynajmniej jesienią katuję ten numer jak nienormalny. Jest jakże w moim, lekko tandetnym stylu. Ale w ogóle się tą tandetą nie przejmuję (tutaj i tak jest w miarę, na YT można też znaleźć nieco inną w brzmieniu wersję tego kawałka wraz z wideo, tam jest overload pretensjonalności), pozwalam sobie się jarać i tyle. Undone to podobno numer o duchach (nigdzie w necie nie idzie znaleźć jego tekstów, a gość strasznie mamrocze), niemniej ważniejsza jest tutaj dla mnie muzyka, która jest dość złowroga to raz, a dwa, że zdaje się próbować dążyć do jakiejś nagłej kulminacji, która właściwie nie nadchodzi. Ponadto zabawy elektronicznym zestawem perkusyjnym, miodzio. Trochę straciłem typa z oczu ostatnio, a ponoć nowy krążek wydał parę miesięcy temu. Muszę się zainteresować.

https://www.youtube.com/watch?v=I8UeATpLyWo
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 26 lis 2024 21:17

Soft Cell przyjął się yako-tako. Nie liczyłem na żaden entuzjazm ze strony kogolwiek, ale mimo wszystko AŻ TAKIEGO odrzucenia ze strony Murzyna też nie zakładałem. No cóż. Może faktycznie jestem za młody na takie wrzuty. BTW przekroczenie 25 roku życia też było dla mnie taką graniczną datą, bo jakoś wtedy, po latach znoju, udręk i depresji, ukończyłem jakiekolwiek studia i właściwie od razu wyjebałem do Wrocławia zamieszkać z ówczesną konkubiną, co było wręcz skokiem na główkę do pustego basenu, ale o tym pewnie wiecie.

Iggy Pop - Nightclubbing

Uznajmy, że ta wrzuta będzie kolejnym przedstawicielem nieformalnej serii wrzutek, które teoretycznie powinienem próbować wam sprzedać w 2022 roku, ale sprzedaję dopiero teraz, bo tak. Powód jest oczywisty - w owym czasie słyszałem ten kawałek wykonywany na żywo przez jego autora. I jeśli ja się czuję staro ze świadomością, że to było 2,5 roku temu, co dopiero ma powiedzieć o tym on?

O Iggy Popie chyba nie muszę pisać. Jeśli nie wiecie, to jest to taki ćpun, który lubił paradować z klatą na wierzchu i nadal lubi, pomim słusznego wieku. Wszyscy znają go z tego jednego kawałka, w którym śpiewa o tym, że jest pasażerem i można to uznać za srogą niesprawiedliwość dziejową, bo jednak nagrał tych kawałków trochę więcej i niemała liczba z nich była ciut ciekawsza, ale tak sobie myślę, że gorsze jednak jest to, że własne wersje nagrali Kult oraz Pidżama Porno.

Ja osobiście dowiedziałem się kto zacz jeszcze w roku 2010, gdy byłem pod wpływem Davida Bowie i siłą rzeczy musiałem trafić na twórczość jego dobrego funfla z jego najlepszego okresu. Cóż, tu też nie mam do sprzedania jakiejś niesamowitej historii.

Myślę, że powinno jednak wam starczyć to, że mam do sprzedania świetny kawałek. Można zaryzykować stwierdzenie, że Nightclubbing brzmi tak, jak się nazywa, czy jak soundtrack do jakiegoś nocnego włóczenia się do klubach. SĘK W TYM jednakże, że mimo sprawiania pozorów dobrej zabawy w doborowym gronie, czytaj. urżnięcia i ućpania się jak świnia, podmiot liryczny brzmi na mocno zmęczonego i wypalonego i traktuje tę rozrywkę bardziej jako swoistą formę eskapizmu przed natrętnymi myślami i bezsensem istnienia.

A przynajmniej ja tak to widzę i tak to interpretuję. Być może prostacko, być może przetensjonalnie - ja wam powiem tylko tyle, że The Idiot to jedna z moich ulubionych płyt także dlatego, że identyfikuję się z jej tytułem. :)

Dobra, to bierzcie i słuchajcie tego, tylko nie oglądajcie wcześniej Stroszka jak coś.

https://www.youtube.com/watch?v=EpECxEO4uZM
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 lis 2024 21:29

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 lis 2024 10:47

The Pointer Sisters - How Long (Betcha Got A Chick On The Side)

Lubię Pointer Sisters, więc Jaca wrzucił bezpiecznie xD Na początku niemal rap, potem już typowe TPS. Wokale tych pań, to miód na uszy (lub do uszu). Pięknie, z klasą i wyczuciem. W tle rytmy, które już wcześniej doceniłem, kiedy zaczęły do mnie docierać utwory, w których kawałki TPS były samplowane. Groove, praca sekcji rytmicznej, pomysłowość muzyków i trzymanie tego idealnie wymierzonego szkieletu, z jednoczesną olbrzymią dozą luzu i funu. Numer rozkręca się z czasem coraz bardziej, dochodzi wiele interesujących przeszkadzajek w tle, robi się gęsto w departamencie wokaliz. Pod koniec robi się już kontrolowany chaos, w tej zupie rzadzizny nie ma. Niema post-rockowe podejście do kompozycji. Piękny fade out na końcu, bo inaczej się nie dało tego zrobić. Doskonała wrzuta, ale Jaca wiedział, jak wrzucał.

Sophie B. Hawkins - As I Lay Me Down

Nie znam w ogóle Sophie Hawkins. Głos ma trochę podobny do Maggie Railey, więc generalnie przyjemny początek znajomości. Piosenka urocza, nawet bym się dał nabrać, że to wczesne 00s, bo jeszcze czkawka się odbijała takimi rzeczami wtedy. Przyjemny mostek w środku. I w sumie niewiele więcej mogę powiedzieć, ładna piosenka, o letnim wajbie. Klimat zbliżony do „Avalon” Roxy Music, tylko nieco w innym wydaniu. Fajnie, fajnie.

Kombi - Jej wspomnienie

Ja nie wiem jakie mam preferencje wobec Kombi, na pewno więcej znam tego oryginalnego, Kombii znam tylko hity z radia. Skawiński ani mi nigdy nie imponował, ani mnie nie odrzucał. Wokal ma rozpoznawalny, trzeba to przyznać. Ogólnie, trochę mi przez lata Kombi obrzydzono, do tego stopnia, że w zasadzie już nie sięgam po ich muzykę. Trochę beki było z „Polska drużyna dupe wypina”, ale to wszystko. Jeszcze parę lat temu lubiłem wchodzić na instagrama Łosowskiego, bo typ jest kwaśny, ale i z tego wyrosłem. W każdym razie, piosenka wrzucona przez Smoka jest bardzo dobra. Klimat, melodie, wykonanie, wszystko elegancko i wchodzi. Po wersji live spodziewałem się większego rocka, a to w zasadzie elektronika tylko na sznurkach. Zaczałem wyszukiwać ewentualne wykonania Kombii, ale albo wpadłem na jakąś wersję akustyczną, która brzmi jak Raz Dwa Trzy, albo wersję symfoniczną, którą wyłączyłem po kilku sekundach. Machnąłem ręką. Dobry numer, taki jaki jest.

Kontravoid - Undone

Skarżyłem się ostatnio Murzynowi, że mnie już męczą hipsterskie wrzuty Musiała, zarówno tu, jak i w dwizji. To takie uczucie jakby człowiek siedział za karę w Warszawie. Jaca uspokoił mnie, że akurat najnowsza wrzutka Deva jest ok, mimo że de facto z tego samego kojca. No i słucham, i faktycznie, przyznaję, że jest to całkiem ok. Nic, do czego bym jakoś żywiołowo wracał, ale nie mam ochoty tego gnoić, a wręcz podoba mi się klimacik i wykonanie. Żeby było śmieszniej, Musiał z góry przeprasza za tandetę, a ja jej tutaj jakoś szczególnie nie słyszę. Dark wave’u tbh też nie, ale może się nie znam. Człowiek już głupieje od tych podkategorii, po siusiak to wszystko. Jest fajnie.

Iggy Pop - Nightclubbing

O, jeden z moich ulubionych numerów Piggyego Opa. Oryginalność zero, ale to Mentos, wiadomo. Niemal ukradziona wrzuta, bo chciałem to kiedyś zaprezentować w wykonaniu innych ludzi, ale w sumie nadal mogę to zrobić. W każdym razie, zawsze kochałem to połączenie minimalistycznej perkusji i knajpianego pianina, klimat jaki to tworzy jest po prostu obłędnie zajebisty. Iggy wpasowuje się w to idealnie. Myślę, że Ian kochał ten album najzwyklejsza miłością i bym na niego nie zwalał winy za cokolwiek. Równie dobrze, Curtis mógł odpalić „Speak & Spell” (wiem, że to rok za wcześnie ale wiecie o co mi chodzi). Nie potrafię nie prejzować tego kawałka, choćby nie wiem ile razy przeleciał mi przez uszy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 29 lis 2024 01:40

Pavement Major Leagues

Kolejny dobry kawałek sympatycznego zespołu Pejwmę. Uporządkowana produkcja, dodatki to są dodatki, ale nie ubyło za dużo względem takiej luźnej formy piosenki. Druga część trochę dziwnie wypada przy pewnym porządku w aranżu i wyjątkowo ładnych melodiach przy tytułowym zaśpiewie. Jak Pejwmę to nie jest mój stylistyczny standard, tak po dłuższym kontakcie dzięki forumom znalazłem dużo emocjonalnych punktów wspólnych. Może teraz niekoniecznie mam na to nastrój, ale i tak doceniam. Ten Terror Twilight może wywołać więcej zamieszania niż ostatnio słuchana starsza płyta. Wspaniały automat jak z keyboarda na koniec. Jest naprawdę dobrze.

The Pointer Sisters How Long (Betcha Got A Chick On The Side)

Gdybym miał opisywać rano, to przyczepiłbym się do wyjątkowo często powtarzanych szeptów, trochę drewnianej produkcji... a tutaj potrzeba po prostu trochę więcej energii od wewnątrz, dać się wczuć i płynie bez większego zarzutu. Brzmi rasowo, to klasyczne brzmienie funkowe jest nie do podrobienia, nie do pomylenia. Pod koniec brakuje mi po prostu większego urozmaicenia albo bardziej pokręconej improwizacji, innego rozwinięcia. Ja jednak lubię sobie słodzić herbatę, a tutaj im bliżej liści, tym wrażenie słabnie. Mimo wszystko też postawiłbym znacznie wyżej niż przytaczane I'm So Excited. Ten kawałek wolałbym zostawić w zapomnianych wspomnieniach z dzieciństwa niż wrócić w najmniej chcianym kontekście czy sytuacji... czyli celowego odsłuchu i ułożenia kilku sensownych zdań xD Jacek jako Golddigger wie, co i jak.

Sophie B. Hawkins As I Lay Me Down

Bardzo sympatyczny kawałek popu z segmentu między Sandrą, Donną Lewis i Siostrami Szekspira. Przyjemnie oszczędny aranż, wokal oczywiście z przodu, bo jednak koneser kobiecych wokali jest tylko jeden. Może niektóre elementy brzmią dość oszukańczo. Z jednej strony jakaś klawiszowa gitarka, harfa, a bliżej końca wjeżdżają jeszcze fejkowe analogi. Gdyby polska muzyka wówczas brzmiała tak solidnie bez dorabiania przyciężkawych jajec... mielibyśmy latające samoloty stawiane w Mielcu i inne zdobycze XXIII wieku, tylko że szybciej. Przy okazji losowego kontaktu w radiu czy podczas wertowania różnych playlist, artykułów byłbym lekko zaskoczony i zainteresowany, także wrzutka naprawdę udana.

Kontravoid Undone

Jako naczelny tęczowy koliber forumu lubię różnego rodzaju podróbki, nieoczywiste nawiązania albo wręcz przeciwnie, tyle że wtedy kontekst pomaga w poczuciu sympatii do. W segmencie pretensjonalności już wolę rzeczy pokroju Wczasów i innych Enchanted Hunters. Tutaj Dev podrzuca numer artysty, którego jakoś szczególnie nie oszczędza xD Zdołał do tej pory podrzucić tylu ciekawych muzyków robiących robotę brzmieniem, a tu nagle taki mały klops. Wypada okej, tyle że poza wrażeniem taniej imitacji nie ma tu zbyt wiele. Udawanie mroku, niejednoznaczności... ty no nie wiem. Brzmienie jak z darmowych wtyczek do FLa, głupie mamrotanie wręcz trochę przeszkadza, zmierza to donikąd. Cuda i dziwy. I jeszcze charakterystyczna awersja do jakiejkolwiek ciekawej melodii, to akurat zdarza się wielu twórcom. W ogóle tego nie czuję.

Iggy Pop Nightclubbing

Nie wiem, z czym do tej kojarzył mi się Iggy Pop. Wzmianka u Kraftwerków, użycie Passengera w reklamie, Dirt, wiadomo... i to tyle wspominek. Nigdy nie czułem większy potrzeby zajrzenia głębiej, a tu zonk, proszę bardzo. To brzmi totalnie jak Throbbing Gristle przed Throbbing Gristle. Na pewno przed ichniejszymi Jazzowymi Wspaniałościami. Surowe bicia perkusji, równie zimne brzmienia syntezatorów - w połączeniu z sekcją bardziej deklamowaną niż śpiewaną stanowią dopełnienie dzieła pozytywnego zniszczenia słuchacza. Trochę inne Heroes? Być może, ale to tylko efekciarskie porównanie. Ja jestem jak najbardziej na tak bez większego marudzenia. Soundtrack do włóczenia się po klubach w stanie oszołomienia na tydzień przed dołączeniem do Klubu Sympatyków Twórczości Akcjonistów Wiedeńskich czy coś w ten deseń. Ocena: delulu sigma-/10
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 29 lis 2024 09:59

Pavement – Major Leagues

No i mamy póki co ostatni akord zespołu Pavement. I myślę, że chyba najbardziej udany z dotychczasowych rzeczy. Spokojny i relaksujący utwór. Całkiem melodyjny jak na Pavement. Instrumenty brzmią dobrze. Wokal rzeczywiście wygładzony, bez tych denerwujących mnie czasami manier wokalisty. Czy zespół Pavement zasiał we mnie jakieś ziarno zainteresowania? No nie wiem. Na tę chwilę nie jestem przekonany. Są dobre momenty, ale to wciąż nie jest jakaś muzyka skrojona pode mnie. I piszę tu akurat nie o Major Leagues tylko ogólnie o zespole. Może rzeczywiście ich utwory działają na mnie korzystniej słuchane z osobna niż na dystansie albumu? U mnie sytuacja raczej nietypowa, ale i tak bywa. W każdym razie pozostawiając już rozważania na temat ogólnego dorobku zespołu - omawiany utwór bardzo przyjemny.

The Pointer Sisters - How Long (Bełchatów Got A Chick On The Side)

Przy takich wrzutkach można w ciemno stawiać na Murzyna, bo to dla niego tak typowe, jak dla mnie śpiewające panie. I ogólnie jest ok, choć nie bez przysłowiowego „ale”. Utwór brzmi fajnie. Dobra praca sekcji rytmicznej, fajny bas, gitary. Ale w drugiej połowie robi się za duży chaos jak dla mnie. Często takie zagęszczenie klimatu działa na korzyść, ale tutaj jakoś mi to średnio pasuje. Pierwsza połowa utworu zdecydowanie lepsza, taka uporządkowana. Siłą rzeczy numer jest też chyba za długi. Wokale generalnie dobre, chociaż te zaśpiewy „szeptane” takie sobie i jest ich za dużo. W sumie chyba właśnie te wokale wprowadzają ten cały ambaras.

Kombi - Jej wspomnienie

Pamiętam Kombi jeszcze z podstawówki z ich ówczesnych przebojów typu „Nasze Rendez-vous” czy „Słodkiego miłego życia” (kiedy to było). Generalnie ten zespół traktuję w sumie jak powietrze. Ani nie powiem, że go lubię, ani też nie pałam do nich niechęcią. Po prostu są mi zupełnie obojętni. Co nie znaczy, że ten utwór jest zły. Spodziewałem się raczej jakiegoś dziadostwa, tymczasem to całkiem znośny tytuł z chwytliwym refrenem. Pochodzi jak wyczytałem z tego samego okresu, co te w/w przeboje. I w sumie to rzeczywiście słychać. Może nawet gdzieś mi się ten utwór już obił o uszy dawno temu. Skawiński ma rzeczywiście charakterystyczny głos choć nie do końca mi on pasuje.
Ja tej piosenki zarzynał na steamingach nie będę, ale podczas słuchania zębami też nie zgrzytałem. A w przypadku starych polskich zespołów to już coś.

Kontravoid – Undone

Hasło „dark wave” już od początku mnie nieco odstraszało, bo co bym z tego kotła nie sprawdzał, to zazwyczaj jest to gówno. Niby lubię niepokojące klimaty, ale nie w takim stylu. Nawet nie potrafię powiedzieć, dlaczego mi to brzmienie nie odpowiada. Gdyby to był instrumental, to kupiłbym to szybciej. Nawet na soundtrack do jakiejś gry typu Deus Ex by się nieźle nadawało. No ale jak gość zaczyna mamrotać do mikrofonu, to już odpadam. Odstrasza mnie to kompletnie. Pomijam już maskę na koncertach, bo obczaiłem. Automat perkusyjny jest spoko, ale w zasadzie tylko to. Reszta nie dla mnie.

Iggy Pop - Nightclubbing

Ksywę gościa oczywiście znam od zawsze. Ale muzyki nie kojarzę zbytnio. Może poza „The Passenger”. A jeżeli znam coś jeszcze, to raczej nieświadomie.
Niestety nie posłuchałem przestróg Mentosa, żeby nie oglądać tego gościa na scenie. Ale byłem ciekawy, jak prezentuje się taki staruszek bez koszulki. No i muszę powiedzieć, ze jest gość odważny. Ja bym takiej klaty już na pewno na scenie nie eksponował.
Generalnie tu też spodziewałem się raczej kupy. Nie lubuję się wszak w takich starych rockowych dziadach. Ale utwór jednak nie jest zły. Może melodii to tam jest niewiele, ale bluesowy rytm robi dobre wrażenie. Kojarzy mi się trochę z solowym Gahanem z czasów Paper Monsters. Nie jest oczywiście aż tak dobrze jak tam, ale zawsze. Blues jest spoko.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 29 lis 2024 11:39

Pavement - Major Leagues

Na wstępie zaznaczę że szanuję intensywniejsze karmienie nas jednym wykonawcą na przestrzeni roku, jak nie teraz to kiedy, co tu się rozdrabniać. Numer niestety mi nie leży, liczyłem na jakąś odrobinę odmiany może jak na dubel ale dostałem z grubsza to samo co słyszałem już na płycie, może z wyjątkiem tej specyficznej, nieco od czapy elektronicznej końcówki która jest najciekawszym fragmentem numeru dla mnie. Pavement raz lepiej raz gorzej, na trzy wrzuty z tego albumu powiedzmy wyszło 1:2 a album wiadomo jak oceniłem więc chwilowo nie zanosi się na dalsze zgłębianie tego wątku u mnie.

Sophie B. Hawkins - As I Lay Me Down

Tego wrzutkowicza szanuję z kolei mocno za umiejętność i odwagę do serwowania często mniej oczywistych wyborów wśród wykonawców znanych czasem z 1-2 przebojów. Aczkolwiek muszę przyznać że ten numer jest taki sobie w moim odczuciu, po prostu dość typowa lukrowana ballada z lat 90. Sophie nie ma dostatecznie wyróżniającego się wokalu by wynieść ten numer ponad poziom rzetelności, dlatego lepiej chyba jednak wypadają jej przeboje gdzie produkcja trochę nadrabia te braki. Na plus mogę dorzucić fakt że shodan tą wrzutką przypomniał mi o pewnym numerze w tym stylu, może go kiedyś jeszcze wrzucę.

Kombi - Jej wspomnienie

Do Kombiacza stosunek mam bardzo zbliżony co Wujek, czyli w sumie żaden. Znam parę hitów, które szanuję i jestem w stanie posłuchać, no ok, nawet lubię 1 ich utwór nawet o którym częściej zapominam niż pamiętam. "Jej wspomnienie" brzmi mocno standardowo plastikowo z umiarkowanie chwytliwym refrenem choć nie ma to takiej mocy co ich największe przeboje. Znów, szanuję diggerstwo i częstowanie nas czymś nowym ale jestem zdania że nie ma nic interesującego w tym numerze, może ratuje to odrobinę fajne solo które ledwie się zaczyna a już kończy się utwór, szkoda.

Iggy Pop - Nightclubbing

Myślę że większość ludzi jeśli kojarzy coś Iggy'ego solo to albo Passenger albo właśnie ten numer, mentos rzuca bardziej oczywistością, nie zaskakuje nie zaskakując. Oryginał parę razy w życiu słyszałem, częściej miałem do czynienia z coverem Grace Jones ale mają dla mnie na tyle odmienny vibe że porównywanie ich byłoby głupie. Tu przyznam szczerze mógłbym zacytować reckę Wuja odnośnie wrzuty musiałowej - "Automat perkusyjny jest spoko, ale w zasadzie tylko to", bo ten surowy automat przyjemnie kojarzy mi się ze Studio Sessions z Delty Maszyn. Dawno nie słuchałem ale powrót do tego numeru jak się okazuje nic nie zmienił w moim obojętnym stosunku do niego niestety.

Kontravoid - Undone

Faktycznie tym razem kolega Musiał postrzaszył nas tymi łatkami ciut na wyrost. Ja tu słyszę coś w rodzaju synthwave wymieszanego może z jakimś Electronic Body Music? Bardzo lubię brzmienie bębnów z Rolanda 707 które głównie kojarzy mi się z klasyką chicago house ale tu jak najbardziej pasuje. Zgrabne współczesne ogrywanie klasycznego brzmienia. Synthy mocno feelsowe i smaczne moim zdaniem. Z ciekawości nawet sprawdziłem całą EPkę i potwierdzam że kolega dokonał najwłaściwszego wyboru. Traktuję ten kawałek jako taką przyjemną, spóźnioną dokładkę po płycie Ladytron. Fajnie jest móc wreszcie pochwalić tego wrzutkowicza.


Pomimo raczej reakcji typu meh i whatever na zawartość kolejki cieszy mnie że mogłem sprejzować Musiała i docenić Wasze starania mimo wszystko (może poza mentosem który często wykazuje minimal effort w doborze wrzut :p ).
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 01 gru 2024 19:58

Pavement - Major Leagues

Munlup kolejny raz próbuje przeforsować nam Pavement. Co prawda jeszcze nie sprawił, że forum DEWOŁTIS stało się fanklubem Pavement jak swego czasu było chociażby z Wilsonem, ale idzie mu raczej niezgorzej. W sensie nie zauważyłem, by ktokolwiek się tych wrzut czepiał, a jeśli nawet ja nie krytykuję czegoś, co ktokolwiek forsuje w stopniu intensywnym to jest dobrze. Jak zawsze w przypadku tego zespołu - jest super, fajne gitarki, fajny klimacik i ładna piosenka. Chyba faktcznie trzeba poświęcić tym slackerom więcej uwagi, za dobrzy są.

The Pointer Sisters - How Long (Betcha Got A Chick On The Side)

Lubię poznawać wykonawców, których znam z jednej, oklepanej jak silnik samochodu sprowadzonego z Niemiec piosenki, od zupełnie innej strony. Wiem, że pisanie, że często okazuje się, że ta "inna strona" jest o wiele ciekawsza to truizm, ale co ja poradzę na to, że fakty są faktami. Rzecz jasna, to jest kolejny przypadek takiej sytuacji. Sekcja rytmiczna mocno jazzowa, aż nawet sprawdzałem czy nie grał tam jakiś McLaughin czy ktoś, bo mam wrażenie, że słyszałem podobne linie basu u Davisa. xd Jest bardzo spoko, ma groove, buduje klimat i przysłowiowo BUJA. Cała reszta, włącznie ze smyczkami, pychota, łakocie i witaminy. Kręci mnie to i dobre to je.

Sophie B. Hawkins - As I Lay Me Down

Nie dość, że mamy kolejną ŚPIEWAJĄCĄ PANIĄ™, to jeszcze mamy kolejny odcinek z cyklu "Wuja wrzuca przebój z MTV z początku lat 90". Nie narzekam, lubię jedno i drugie, nawet w ostatnim czasie zdarzało mi się eksplorować tego typu klimaty, aczkolwiek mam wrażenie, że w nieco innych obszarach, bo wielu wrzut SHODANA nie znałem. Tej też. Może i pisanie o tej piosence, że jest ładna i urocza to nie jest szczyt kreatywności, ale kuźwa, przecież mowa tu o typowej najtisowej balladzie. xD Ale by nie było - BRIDGE (z ang. mostek) całkiem mi się podoba, może nawet bardziej niż powinien. Dobre to, po prostu.

Kombi - Jej wspomnienie

Kolega Robert przypomniał mi swoim opisem jak w swoim czasie zdarzało mi się lurkować "konkurencyjne" forum i pamiętam, że był tam taki kolo, który miał w awatarze jakiegoś wygolonego szczura czy tam inną myszę i forsował mocno kontrowersyjne statementy. Tbh lubiłem go czytać, może dlatego, że na tle tych wszystkich ludzi o nickach MARIUSZ i piszących truizmy był jakkolwiek ciekawy, aczkolwiek pamiętam go głównie z tego, że forsował tezę jakoby Łosowski był geniuszem instrumentów klawiszowych i w ogóle Jarre wysiada hehe. Jestem ciekaw BARDZO, czy dyskusja ta odbyła się z udziałem ww. jegomościa. Ja tam mam wywalone, lubię stare Kombi, lubię też Skawę - chociażby za bycie protoplastą shitpostingu i to, że sprawia wrażenie spoko typa irl. I ten kawałek też lubię, zwłaszcza, że w moim odczuciu obaj panowie znakomicie się tu uzupełniają. To był generalnie kawał dobrego synthpopu, który nadal fajnie brzmi, tj. brzmi po prostu dobrze, tak wiecie, bez patrzenia na to przez pryzmat duchologii i ejtisów w polskim wykonaniu. Świetna kompozycja, świetny wokalny wykon Skawy i generalnie rzecz magiczna. CHYLE COPKE.

Kontravoid - Undone

Trochę wam w tej kolejeczce słodzę, więc czas na łyżkę dziegciu. Być może typ odpowiedzialny za ten projekt ma pretensjonalny image - nie wiem, nie znam, nie będę oceniać na podstawie tego, co wymęczył o nim imć Musiał. Na początku byłem nawet zaintrygowany, bo brzmienie jest nawet nawet. Trochę mroczne, czerpiące pełnymi garściami z lat osiemdziesiątych, ale jednak na swój sposób oryginalne. Niestety, mam tu zasadniczy problem, bo co z tego, że brzmi to ładnie, skoro kompozycja jest w zasadzie… uhm, żadna? No mam wrażenie, że słucham jak ktoś testuje syntezator, albo gorzej - jestem mocno wypity i nafurany na imprezie w Warszawskim klubie i coś tam se leci w tle. Na dłuższą metę męczące.

Kurde, znowu kolejka z kategorii bdb, ale z jedną łyżką tego przysłowiowego dziegciu. Tak czy siak jest gites.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 gru 2024 20:29

Super sprawa i w ogóle. Ja generalnie, wbrew pozorom, nie lubię wyciągać tematu zamulania, najchętniej w ogóle bym tego nie robił iykwim. Seba, nigdy nie przestanie mnie to bawić, proponował kiedyś 3-4 dni na kolejkę tutaj xd no, mamy 7 dni, od dawna już mi to nie przeszkadza, myślę że to jest uczciwy i długi czas na to, co mamy tu jednorazowo do zrobienia, do tego wiadomo, ze kończymy w niedzielę, więc nie trzeba wiecznie ustalać nowych śmierćlinii. W każdym razie, czekamy jeszcze dziś na Musiała, a jutro lecimy dalej, przy czym jeśli Musiał nie wleci, to dostaje bana na kolejną wrzutę, do 9 grudnia. Czytanie recenzji, które wlatują po kolejnych wrzutach, to i tak wystarczająco wątpliwa przyjemność. Jak to powiedział mi na privie pewien mądry uczestnik tej zabawy

CHORUJESZ - PAUZUJESZ

Jeżeli Dev daje radę nie brać sobie L4 i walić zdalne korpo, to myślę że też ogarnięcie kolejki w tydzień nie powinno być problemem, a jeżeli jest, to wręczam mu to L4 i niech sobie elegancko zdrowieje. Branie udział słuchając po razie na szybko, to średni deal, dla obu stron.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 01 gru 2024 21:13

Pavement - Major Leagues

Pavement atakuje po raz... wtóry. Całkiem przyjemna piosenka, generalnie w stylu tego, co zdążyłem już dzięki naszym zabawom od Pavement poznać. Płynie przyjemnie, niespiesznie, mocno jesienny vibe, ale raczej takiej październikowej jesieni, a nie tego, co teraz straszy za oknem. Próbuję rozgryźć tekst, ale mi nie idzie. Nie powiedziałbym, że kawałek wyciąga ze mnie troski, ale jest dobry i tyle. Podoba mi się, mieści się w jakiś sposób w tym, co możnaby określić mianem Hien-core. Znaczek jakości.

The Pointer Sisters - How Long

Siostry Pointer z innej perspektywy, mniej mi znanej, zdecydowanie. Atak funku w postaci najpierw długiego intro, a potem rozwleczonego outro, ale nie cierpiałem przy odsłuchu, żeby nie było. Bardzo fajny był ten kakofoniczny atak wszystkiego na raz na sam koniec, bas - wybitny, chciałoby się do tego pobujać. Kolejny kamyczek do, kto wie, kto wie, może przybierającej lawiny pt. JEST WIĘCEJ W TAKIEJ MUZYCE, NIŻ MOGŁEM SIĘ TEGO SPODZIEWAĆ. W ogóle ostatnio mam taki moment, że odkrywam nieco nowych rzeczy z dekad, co do których myślałem, że znam już chyba wszystko, co najważniejsze. Oczywiście byłem w błędzie.

Sophie B. Hawkins - As I Lay Me Down

Nazwisko wykonawczyni nie mówi mi zupełnie nic, wspomnianego przez Wujasa numeru też nie znałem, także to mój zdaje się pierwszy kontakt z Sophie. I nazwę go całkiem udanym, choć najntisy radiowo-popowe wylewają się z tego kawałka na pełnej w skali, która jest wprost nieogarnialna. Zwłaszcza przez refren kojarzy mi się trochę z Natalie Imbruglią, obie są chyba mniej więcej tak samo pamiętane dzisiaj. Niby nic szczególnego, a jednak się wkręca, choć wszystkie brzmienia jak z generatora. Dobre.

Kombi - Jej Wspomnienie

Za starym Kombi przepadam, ale za tym starym starym, ani Kombii, ani też nowa odsłona starego Kombi z Łosowskim i jego synem i prawie-Marcinem Prokopem na wokalu jakoś do mnie nie przemawiają. Miałem fazę w roku 2006, potem mocno jesienią 2008 (zahaczała o grudzień), mam numery, które bardzo lubię po dziś dzień (najbardziej z ich początków), no, ale to tyle. JW znam, naaawet lubię, ale z tamtego okresu mieli lepsze rzeczy (choćby były zajechane przez radio, wciąż zresztą są). Może sam wybrałbym coś innego, niemniej jednak fajnie było wrócić. Ale tylko tyle, Łosowski niech się schowa, a Skawiński wypnie (jak polska drużyna).

Iggy Pop - Nightclubbing

Pszę Państwa, rzadki przypadek Popa nie z gołą klatą chociaż na okładce swojej płyty. The Idiot zassałem i odsłuchałem raz jakoś niedługo po tym, jak dowiedziałem się, że to był ostatni krążek przesłuchany przez Curtisa przed rozhuśtaniem się w swojej łazience. Nie chwycił wtedy jakoś bardzo, do samego Nightclubbing wróciłem przez cover w wykonaniu wczesnego The Human League. Cover był niezły, laid back głos Oakeya pasował do tego numeru, nawet spodobał mi się bardziej, niż oryginał. Dziś daję prejz oryginałowi, co Iggy Pop to jednak Iggy Pop. Ta muzyka brzmi jak nagrywana w garażu i to w stanie przynajmniej lekkiego upojenia alkoholowego, a mimo to ma w sobie coś urzekającego. Nie sposób przejść obojętnie i ja nie przechodzę. Znaczek jakości po raz kolejny!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 gru 2024 21:15

Antybiotyki? Metody naturalne? Modlitwa? Nie. Publiczny opierdoI leczy najlepiej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 02 gru 2024 08:56

Dzień dobry

Eddie Money - Save a Little Room in Your Heart
(1977)

Eddie Money to jeden z artystów których mógłbym w życiu nie poznać gdyby nie moja styczność z serią Grand Theft Auto. Eddie to rockowy artysta z rejonu Zatoki San Francisco który wdarł się przebojem na muzyczną scenę w 1977 roku swoim debiutanckim albumem zawierającym takie przeboje jak Two Tickets To Paradise czy Baby Hold On. Oba te utwory poznałem właśnie ze wspomnianych gier wideo (kolejno San Andreas i Vice City Stories). Zazwyczaj kiedy coś ze wspomnianych gier wpadało mi w uszy siegałem po więcej, najprędzej po albumy z których pochodziły dane kawałki a że w tym wypadku oba hity znajdowały się na tej samej płycie była to już wystarczająca zachęta dla mnie.

Przyznam że ten self-titled album Eddie Money miło mnie zaskoczył zawartością, nawet powiedziałbym że trudno tam o słabe punkty. Mimo wszystko pewnie nie będę go cisnął do bestki albumowej ale na przestrzeni bestki utworowej (a może i innych tematów forumowych kiedyś) zdecydowałem się Wam jednak przemycić jakieś moje osobiste selekcje z tej płyty. Na pierwszy rzut idzie mój faworyt po wspomnianych dwóch singlach czyli album track Save a Little Room in Your Heart będący w sumie balladą. Podoba mi się już na wejściu brzmienie tych klawiszy, to chyba jakieś electric piano jest ale nie znalazłem więcej informacji na temat używanego sprzętu. Tak naprawdę pod kątem muzycznym nikt tu prochu nie odkrywa, dla mnie liczy się to że Eddie miał smykałkę do prostych chwytliwych melodii, dobrych refrenów i dzięki temu cały album trzyma się kupy. Płyta ukazała się w interesującym momencie dla muzyki rockowej która była wtedy raczej w odwrocie, '77 rok to był jednak szczytowy moment ery disco i przeciętni hamerykańscy zjadacze rocka przyjmowali takie albumy jak ten z pocałowaniem w rękę, Eddie Money zgrabnie łączył rock & rolla z melodyjnym pop rockiem i subtelnymi soft rockowymi balladami jak ta tutaj. Dla mnie to naprawdę świetny nostalgiczny pop song z prostym przesłaniem do swojej byłej kobiety aby zachowała go w serduchu i nie wracała do tego co było złe między nimi. Może jestem naiwnym idealistą ale uważam że to jednak dużo kiedy dwoje ludzi których drogi już się rozeszły potrafi po czasie zachować w pamięci dobre momenty i mieć zdrowe relacje gdy przyjdzie im się ponownie zobaczyć.

https://youtu.be/axGfdP8vx7Y?si=ZRr4-phd1WmvzBY4
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 02 gru 2024 13:09

Apoptygma Berzerk - Non-stop Violence (1996)

Apoptygma Berzerk to taki zespół electro z Norwegii o którym wiedziałem głównie tyle, że istnieje, ale niewiele więcej. Coś tam kiedyś zassałem, z tego forum zresztą, kiedy użytkownicy tegoż, już dawno zapomniani, w czasach minionych zapodawały tutaj różnorakie electro w stylu VNV Nation, [:SIDT:] i takie tam. Nie było wśród tych wrzutek mojej wrzutki, albowiem bym ją raczej zapamiętał. W sukurs przyszedł mi Hien w roku 2017, dokładnie zaś jesienią. Mieliśmy wtedy pierwszą edycję naszej pierwszej wymianki albumowej, która to zasuflowała mi mnóstwo naprawdę dobrej muzy. Pamiętam, że płyta, z której Non-stop Violence pochodzi, była wówczas moją ulubioną z tychże zapodajek.

Zaś Non-stop Violence było na niej chyba moim ulubionym kawałkiem. Nie dość, że jest (jakby tytuł wskazywał, hehe) dość agresywny w brzmieniu, upbeat i w ogóle, groźnie brzmiący wokal Stephana Grotha, polityczne tło tekstu (idzie to wyczytać z wsamplowanego w kawałek fragmentu, zdaje się, materiału telewizyjnego bądź radiowego o walkach międy Chorwatami i Serbami po jednostronnej deklaracji niepodległości ogłoszonej przez Chorwacją FRJ), wszystko, co devy lubią najbardziej. Ponadto mam z tym numerem, hmmm, osobiste porachunki, albowiem doskonale oddaje on personalne zawirowania w mym żywocie ostatnich już 3 lat.

Cieszcie się i Wy tym numerem, zapoznawszy się z resztą twórczości APB na przestrzeni kolejnych lat stwierdzam, że 7 to ich najlepszy krążek, zaś Non-stop Violence powinno było dostać znacznie większe "recognition" jako singiel, którym było. Świetna piosenka. Dzięki Hien za fantastyczną polecajkę!

https://youtu.be/JcH5TMGXWeE?si=C0DVFD1fWHEiw2ov
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 02 gru 2024 13:19

Hien pisze:
01 gru 2024 21:15
Antybiotyki? Metody naturalne? Modlitwa? Nie. Publiczny opierdoI leczy najlepiej.
To ja wolę nieopierdalanego, bo o wrzutce jest w sumie pół zdania xD