Best of Forum VI

Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 17 gru 2024 08:52

Za halo to w mordę walą
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 17 gru 2024 09:04

- Witam pan zawsze spóźniony kiedy pan będzie na czas
- Witam chyba nigdy

Kicell - A New World to Come and Discover (wg Google Translate)

Hien ma gdzieś w mieszkaniu ukrytą skrytkę ze skrycie ukrywanymi kosmicznymi dziełami muzycznymi, jak np. mongolski power metal, laotański jazz i właśnie to. Lekko dziwaczne połączenie brzmień RAM-core'owych z soundtrackiem do pierwszej, oryginalnej części Mafii. A do tego wszystkiego japoński, który nie jest dla mnie jakoś mocno porywającym językiem, jednakowoż dodaje pewnej egzotyki. I ta egzotyka właśnie czyni ów numer ciekawym, albowiem instrumentalnie to nie jest coś, czego bym wcześniej nie słyszał. A przykuwa uwagę, przywodzi na myśl... nie, niczego nie przywodzi, skąd mam wiedzieć, nie byłem w Japonii (ale będę niedługo, to se posłucham). Fajne to, propsiki.

Spice Girls - Viva Forever

Numer jest z 1998, a moim headcannonie z jakiegoś 2005-2006, choć SG już wtedy nie istniały. Za to istniały przez chwilę chwilę później i RÓWNIEŻ myślałem, że to jakiś comebackowy kawałek był czy coś, ewidentnie zrobiłem sobie Mandelę w głowie. Faktycznie, jest to średnio często spotykana twarz legendarnych dziewcząt o potwornie tanim brzmieniu (wciąż hitowym dla wielu), ale dzięki temu - dla mnie - bardzo spoko. Bo ja generalnie SG nie cierpię, nostalgia value jest dla mnie zerowa, nigdy nie rozumiałem hajpu i już nie zrozumiem. Ale ten konkretny utwór zawsze we mnie jakieś tam feelsy odpalał. Nie inaczej jest w tej chwili, więc mały laur konsumenta dla Wuja. Nie wyszło tak źle.

Anna Jurksztowicz - Hej, man!

Polskie ejtisy na pełnej, znów od kol. Dragona. Mam... mieszane uczucia. Muzycznie to jest małe arcydzieło, głos Jurksztowicz też się broni (ale umówmy się, muza jest fantastyczna, produkcja na zachodnim poziomie, a niby tylko 1986 rok i jakiś tam kraj za Żelazną Kurtyną), niemniej jednak... ten refren jest fatalny. Naprawdę, po prostu zły. "Hejmen" jedno za drugim wyśpiewywane tak, jakby wokalistka się dusiła (gdzie w zwrotkach wypada doskonale), z jakąś taką dziwną i trochę nazbyt tanią egzaltacją, wielki minus. Szkoda, bo to taka solidna łyżka dziegciu w kubku z miodem (i mlekiem i masłem), nie daje o sobie zapomnieć Mimo wszystko - bilans dodatni.

Vashti Bunyan - Here Before

Na początek nadmienię, iż jestem niemal pewien, że widziałem już gdzieś tę okładkę. Może w jakimś sklepie muzycznym? Nieee, mało prawdopodobne. Ktoś z moich znajomych musiał tego słuchać i mignęło mi przed oczyma. Chyba... Tę piosenkę uznaję za absolutnego i bezapelacyjnego zwycięzcę tej kolejki dla mnie, jest absolutnie przezajebista. Bardzo lubię takie ocierające się o folk (ale i - z drugiej strony - duchologię) minimalistyczne kompozycje. Niewiele ponad 2 minuty a ciśnie potężnym klimatem, który wprost zachęca do porannego spaceru po lesie. Szkoda, że muszę w robocie siedzieć (i nie tylko). Piękna muzyka, doskonała <3 Jestem pod wielkim wrażeniem.

James Blake - Overgrown

Imię tego gościa mi coś mówi, to chyba ktoś dość popularny, tak myślę. Głos też skądś kojarzę, ale raczej niczego z własnej woli sobie nie puszczałem. Kiedyś już mówiłem, że unikam jak ognia zoverhype'owanych artystów. OFF z kolei jest dla mnie kosmicznym wprost katalizatorem takich overhype'ów, więc powinienem uciekać. Ale T-B-H nie jest aż tak źle, jak mógłbym to zakładać (bo nie wiem, czy się akurat spodziewać). Zwłaszcza pierwsze, spokojniejsze pół utworu jest nawet fajne. Potem coś mi zaczyna przeszkadzać w odbiorze, ale przy kolejnych odsłuchach wrażenia się poprawiały, więc może nie wszystko stracone? Outro jest fajne. Szkoda, że typ ma aż tak anemiczny głos. A może to plus?
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 gru 2024 09:08

Jeszcze raz zobaczę porównanie do RAM przy czymkolwiek, to daje bana.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 gru 2024 09:11

Dobrze że zostały nam porównania do Vice City zawsze
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 17 gru 2024 10:20

ehh Dev w trybie Elżbieta Zapendowska, nie jest dobrze ;(
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 gru 2024 10:31

Musiał - lubie tanioche i tandetę, co mi zrobicie
Also Musiał - tania egzaltacja, wielki minus
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 17 gru 2024 10:54

Sugababes - Too Lost in You (2003)

Trochę Eska-core'u dostarcza teraz Wasz Ulubiony Prokrastynator (Którego Jednocześnie Bardzo Chcecie Za*ierolić). Pozornie nieświątecznie, a tak naprawdę to bardzo świątecznie, albowiem zapodawany przeze mnie kawałek był jednym z ważniejszych utworów na soundtracku do jednego z tych obrzydliwych, tanich i tandetnych a jednocześnie mocno heartwarming filmów świąteczno-romantycznych, jakim była najbardziej brytyjska produkcja 2003 roku - Love Actually. Mało znam osób, które nie widziałyby tego filmu przynajmniej raz. Ja widziałem z pięć lekką ręką, zapewne obejrzę kiedyś po raz kolejny, bo łaj not. Sugababes to takie trio co przeszło już chyba z kilka inkarnacji, ja najbardziej kojarzę tę pierwszą, bo wówczas (tj. w 2003 roku) nie szło otworzyć lodówki, żeby ich nie usłyszeć. Hole in the Head było fajnym numerem co prawda, ale człowiek w końcu i tak tym wszystkim rzygał.

Czym się nie da jednak rzygać? ŚWIĘTAMI. Chyba, że świątecznym żarciem. Z listy z pewnością wypadają jednak gry, muzyka i filmy. Z muzyki np. to nie wypada, choć do December Will Be Magic Again utworowi temu daleko. Sugababes w tamtym czasie to były Mutya Buena, Keisha Buchanan i Heidi Range (ta ostatnia była moim nastoletnim stulejarskim crushem), chyba najbardziej znana inkarnacja. Numer pierwotnie nie miał zbyt wiele wspólnego z filmem, po prostu został w nim użyty. Tekst napisała do niego Diane Warren (autorka m.in. If I Could Turn Back Time dla Cher), muzyka jest coverem francuskojęzycznej piosenki Patricii Kaas. Pokręcone to wszystko. Richard Curtis sam miał wybrać ten numer do soundtracku uznając go za wyjątkowo pasujący. Co mogę powiedzieć, zgadzam się. Nie wrzucam tu jednak tej konkretnej wersji, jaka poleciała w filmie, a nieco bardziej radiowy single mix (inny podkład perkusyjny w tle), albowiem tę najbardziej kojarzę z radia i najbardziej chyba lubię. Bądźcie Too Lost in Święta, zapraszam.

https://youtu.be/3t8247yfB9k?si=SGdsALCFj_Ev2SpW
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 17 gru 2024 11:04

Lolz, wydaje mi się że musiał nie pisał, że nie zna blejka, ale wydaje mu się być przehajpowany gdy go wuja wrzucał
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 17 gru 2024 11:42

Panie, mnie już się wszystko miesza
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 gru 2024 11:55

Dzięki wszystkim za sprawną reakcję, zgodnie z informacjami od Prowadzącego deadline na recki do piątku wieczór, potem wjeżdżamy z numerami kolejki ŚWIĄTECZNEJ do końca niedzieli. Let's do this!

Kolejka 18. (143.):

https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... mKQM53kY3f
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 17 gru 2024 11:58

Miesza musiał kijem w wszystkim
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 19 gru 2024 01:59

Fionn Regan Be Good or Be Gone

Mniej rodzinne i sielsko-anielsko niż poprzednio w tym segmencie, to na pewno. Porównanie do Nicka przyciężkawe. Tam się zgadza wszystko. Klimat, ciężkość w lekkości, biografia, nawet estetyka okładki. Tutaj bardziej współcześnie, gładko. Najlepiej wejdzie bez lawiny rozkminiania prędzej jako niezobowiązująca muzyka pod tego typu porę w roku. Ani nie czuję potrzeby podsumowań, bo jeszcze trochę może się zdarzyć, ani też nie czuję tego co często wyłazi z wielu zakamarków świata tego na kilka dni przed świętami. Solidny utwór ponad ogniskowe niezobowiązujące tete a tete: to tak obiektywnie, ale raczej chodzi o odczucia osobiste. Tutaj pełny neutral. Wszystko w stylu nie do przypierniczenia się, w końcu to debiut.

Grammatik Jest już późno, piszę...

Grammatika nigdy nie poczułem do końca. Uważni obserwatorzy mojej rapowej selekty mogą to łatwo zrozumieć. Z drugiej strony to jeszcze nie jest Noon w największej formie, panów-raperów nie sprawdzałem w czasach młodości wczesnej czy późnej. Światła miasta to historia odkrywki pandemicznej, do dziś pamiętam tylko Puste pokoje (nie jestem sam kiedy bębny grają). Chyba bliżej mi do takich refleksji niż ot wieczornego nawijania trochę o tym, co ślina na język przyniesie. Znak czasu: gonitwa z rymami. Eldo z tym Horacym to takie szkolne nawiązanie jak kto czasem na polskim raz na rok coś posłuchał ze zrozumieniem. Też szczególnie bez przypierydolki, po prostu te refleksje takie no... już lepiej docenić Noona. Całkiem spokojny bit, ale efektywny. Gęstość sampli dość zaawansowana, kontekst kulturowych nawiązań czy innych cięć robi znacznie więcej niż właściwa treść przekazana. Gdy już nocami nachodzą mnie niespokojne myśli to raczej historia nie wygląda tak zwyczajnie.

Maria McKee Show Me Heaven

Jarmarkonators skutecznie zabijają we mnie pozytywny stosunek do całego pierydolnika okołoświątecznego. Jeszcze tylko ewentualnie średnio udana Wigilia i można zacząć spisywać ten czas w określonym klimacie czy otoczce na straty. To już lepiej po prostu spędzić czas z tymi uznawanymi za najbliższych. Wcale to nie musi być rodzina od piątej do siódmej. Sebowę wrzutkę kojarzę jak przez mgłę ze Złotych Przebojów i innych legnickich Plusów. Całkiem sympatyczny radiowy standard śmiało do zapakowania w latach 80'. Ze świętami bym go nie wiązał za bardzo, ale skoro tak zagrali we sklepie lub gdzie bądź... no to essa z pogchampem. Na porównywalnym odcinku frontu postawiłbym wyżej jakąś Donnę Lewis, Martikę i inne takie. Dramatu nie ma. Przyzwoity poziom radiowo-galeryjny.

Lionel Reachie Hello

Czy ty czujesz too... czyli Liroy we własnej osobie... a właściwie jego współpracownik hihhi Nie wiem, kto maczał palce w bicie słynnego kielczanina, ale zrobił dobrą robotę. Ożywienie tak serowego standardu jest nielada wyczynem. Głos może i niezły, ale w przypadku tak oklepanego kawałka to przestało działać pewnie jakieś 10 lat temu co najmniej. Numer przeżarty przez popkulturę, samego Lionela. Gdybym nie uczestniczył w kulturze to być może wciąż łapałbym się na pociąg szczerej zajawy, ale to już właściwie niemożliwe. Muzyczny wehikuł czasu, który zabito i trzeba mu dać odpoczynek wieczny. Myślałem, że oryginał miał w sobie więcej życia. Doceniam akcenty elektroniczne, naprawdę dobry przerywnik instrumentalny z gitarową solówką - to trochę jak otwarcie okna w mieszkaniu zamkniętym na cztery spusty na 5 lat co najmniej. Może tyle wystarczy. Reszta kompletnie bez żaru.

Sugababes Too Lost In You

Wyjątkowo długi radiowy segment w tej kolejce, w porządeczku. Kurczę, może faktycznie to też leciało w Esce? Jak pamiętam telewizje muzyczne i programy z nie do końca klasykami, to spooro grywano takiego ni to popu, ni r&b. Wspominanego filmu nie pamiętam za ChRL. Nic dziwnego, segment filmów świąteczno-romantycznych to jakieś Guantanamo w domu. O tej porze nie ma nic gorszego od Brzdąca w opałach, ale nie jestem aż takim masochistą, by okładać się romkomami. Kurtuazyjnie czasem spojrzę okiem dłuższą chwilę, pobędę dla towarzystwa, tyle. Wyjątkowo dziwny aranż, taki mocno zduszony miks. Mało lekkości, dużo angstu jak w romkomie właśnie... więc może użytkowo wszystko się zgadza? Samo w sobie nie wyrasta za bardzo ponad radiową szarzyznę. Weźcie lepiej sobie odpalcie Waterfalls lub kilka tracków z repertuaru SWV - wchodzą jak złoto. A nastoletnie crushe? Z jednej strony dziewczęce znajomości szkolne (jeszcze), z drugiej długowłosy aktor grający skejta w serialu Zeke i Luther. Takie czasy.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 gru 2024 13:41

Grammatik - Jest już późno, piszę...

Grammatik to taka nazwa, która powinna przynajmniej z założenia stanowić znak jakości, który gwarantuje, że numer będzie przynajmniej dobry. No i jest. Dobre i ciekawe sample, fajnym nienachalny bit, Ash/Eldo (nie wiem który), brzmi jak Bartini, ale rap jest dobry i tekst też jest dobry. Nie będzie to chyba zbyt wyolbrzymiona opinia, że to jedna z najlepszych rzeczy w Polskim hip-hopie. Rozwala mnie, że ludziom to nie wystarcza i muszą sięgać po jakiegoś Górala, czy coś.

Natalia Kukulska - My

Na nowszej Kukulskiej się nie znam w ogóle, ale generalnie ją lubię, nawet jeśli tylko za Puszka Okruszka i numery z lat 90. Rzeczywiście fajny elektropop. Muzyka jest ciekawa, fajnie zaaranżowana, a przede wszystkim fajnie brzmi, a to już w zasadzie wystarczy, bo nie będziemy się bawić w koneserów. Refren robi wrażenie, wszyscy zaangażowani się tutaj postarali. Dobra piosenka jako szkielet, dobry wokal Kukulskiej. Czy to był hit? Mógłby być, a jednocześnie dostarcza wystarczająco wiele, by nie było tylko podkładem do Zetki. Kolejna wrzuta w tej zabawie z cyklu „where are they now”, która z sukcesem sprzedaje nowsza twórczość zapomnianych artystów.

Maria McKee - Show Me Heaven

Kojarzę chyba ten numer, ale inna sprawa, że brzmi jak co druga ballada w okresie 80-90. Dobra, jak doszło do refrenu, to już wiem na stopro, że to znam. Ładna piosenka z takim nieco art-rockowym klimatem (znowu mam skojarzenia z Roxy Music) i takie to jest no sielskie, podobnie jak opis Seby. Mam podobne wspomnienia co Seba, tylko ze świąt dwadzieścia lat temu. Różnica jest taka, że ja z radością myślę o tym, że skończyło się wtedy chujowo, bo ostatecznie życie z gówna ukręciło bata i bardzo się ciesze, że tak to się potoczyło. Co by naprawdę rozwaliło idylliczny obraz, to gdybym zaczął sobie wyobrażać, co by było, gdyby to przetrwało ;0

Lionel Richie – Hello

Podobnie jak Dragon, mam więcej wspomnień i skojarzeń z numerem Liroya, niż z oryginałem. Kiedy ten numer (Liroya) wyszedł, to byłem w gimnazjum, i zawsze kiedy wstawałem rano przed szkołą żeby zjeść śniadanie, to klip leciał w tv, ZAWSZE. Ehh, wspomnienia. Z oryginałem nie mam w sumie żadnych, ale kawałek jest ładny i go szanuję. Dobra piosenka, świetny wokal Lionela, który u nas w kraju otoczony jest swego rodzaju kultem (pamiętam jak się popłakał w Sopocie, bo takie owacje dostał od tłumu). Bardzo ładny utwór.
Ps. Po raz kolejny zwracam uwagę na chujową jakość wrzucanych przez Wuja linków. Czemu tak na odpierdoI Arturze? Taki masz stosunek do tych kawałków?

Sugababes - Too Lost in You

Kurde, Sugababes, 2003 rok, a w ogóle nie pamiętam numeru z eteru. Wiadomo, ja wtedy TYLKO DIPSZE MOŁD A RESZTA GÓWNO, ale kurde, jednak sporo pamiętam, bo nie dało się przed pewnymi rzeczami uciec (i bardzo dobrze). Fajny kawałek, no nie powiem. Miłe wspomnienia z tego typu damskim popem, teraz już takiego nie ma i można tylko świeczkę zapalić, bo było to dobre, zresztą próbę czasu przetrwało zaskakująco dobrze i teraz jak sobie tego słucham w 2024 r., to o ile oczywiście słychać, że jest to stare (w 2003 r. tyle to miało Everything Counts), to jednak jak najbardziej jare. Fajnie, fajnie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 20 gru 2024 01:15

Fionn Regan - Be Good or Be Gone

Heh, w okolicach grudnia 2017 byłem i nie byłem w tym samym położeniu co imć wrzuacaący. Też rok 2018 zaczynąłem w punkcie A i też wypierdalało mnie momentami poza planszę, aczkolwiek ja już byłem w nieznacznym stopniu zahartowany, bo taki pierwszy skok na główkę w postaci opuszczenia rodzinnego gniazda (ja sobie zdaję sprawę, że to nastąpiło późno, ale co ja pocznę, że wcześniej albo nie było za co albo po co albo i jedno i drugie xD) i podjęcia PRACY miałem za sobą. Generalnie to czasem mam wrażenie, że byłem zupełnie innym człowiekiem, a te wydarzenia miały miejsce wiele więcej księżyców temu, ale mam też wrażenie, że ja to pisałem wielokrotnie i ocieram się o banał, więc na tym poprzestanę.
O samym utworze też nie jestem w stanie napisać niczego szczególnie oryginalnego, ale tbh on też Amer… kurka, jestem pewien, że też to było. No w sumie to co słyszę, też już słyszałem choćby w tej zabawie nieraz i niedwa, chociaż może to kwestia tego, że ja takich folkowych bardów z gitarką nie słucham za często i jednak trochę mi się zlewają. Ale, no, jest to ładne i ja AURĘ tej muzyki potrafię docenić, bo coś w tym na pewno jest. Daję okejkę i uprzejmie proszę o docenienie faktu, że nigdzie nie napisałem tu ani słowem o Nicku Drake'u.

Grammatik - Jest Już Późno, Piszę…

Podchodziłem do Grammatika w swoim czasie, a konkretniej to kilkanaście lat temu, gdy naczytałem się o kultowości, wybitności i cholera wie czym w związku z tym albumem. Ciekawym faktem (lub nie) może być to, że orędownikiem tego albumu był ziomek, który w swoim czasie prawie w ogóle porzucił słuchanie szeroko pojętej muzyki gitarowej na rzecz klasyki, opery oraz właśnie polskiego hip-hopu. walnięty był jak worek kartofli do piwnicy, acz to nie on stoi za tym, że do tej płyty praktycznie nie wracam. Ot, chyba po prostu w moim odczuciu nie jest aż tak wybitna, a co najwyżej niezła.
No i sprawdza się mniej więcej to, czego się spodziewałem - o ile bity Noona klasyka, baza i w ogóle bardzo spoko, tak nie do końca kupuję resztę. Te sample z lektorami czytającymi fragmenty wierszy, cytaty z poezji etc. trącą mi trochę pretensjonalnością, tekst znacznie mniej, ale ciągle nie umiem nim zachwycać. No i nie jestem też wielkim fanem głosu oraz nawijki Eldoki. Summa summarum w ostatecznym rozrachunku nie jest źle, w sumie to jest spoko ale coś czuję, że mógłbym się nieźle odbić wracając do Świateł Miasta, więc Jacek dostaje zaszcytną nagrodę kogoś, kto został pochwalony, ale przy tym usłyszał, że nie mam ochoty sprawdzać całości. xd

Natalia Kukulska - My

Wyjdzie na wierzch tu różnica pokoleniowa między mną a Smokowskim, albowiem jeśli z czymkolwiek miałaby mi się kojarzyć świadomie Kukulska, to jej przeboje z końca lat 90, na które nie dało się nie natknąć, jeśli się miało dostęp do jakiegokolwiek radioodbiornika. W sumie to je lubię, nawet w okolicach pierwszego lockdownu dość często wracałem do "Piosenki Światłoczułej" i "W biegu", ale wy już dobrze wiecie czy ja sprawdzałem coś więcej. No i ten…
No nie kupuję tego, panie Robercie. Doceniam próby stworzenia czegoś ambitniejszego, ale mam wrażenie, że trochę tu przekombinowano i w ten barszczyk wciepnięto nie tylko parę uszek za dużo, ale ktoś jeszcze wciepnął na środek krokieta. Tu jakieś chórki, tam jakieś dzikie przejścia i jeszcze EPICKI finisz. No ale może by mi to nie przeszkadzało jakoś bardzo, gdyby nie brzmienie. Strasznie mnie ono mierzi, jest płaskie, bez wyrazu i kojarzy się z tymi taśmowo klepanymi hitami z radia z tamtego okresu, co jeszcze bardziej mi nie pasuje do czegoś… no, załóżmy, że ambitniejszego. No i jeszcze ktoś tam w randomowych miejscach wciepnął dźwięki z ośmiobitowych gierek, jakby było mi tego mało. Nah, sorry, no bonus.

Lionel Richie – Hello

Jakoś tak jesienią miałem śmieszny okres, w którym pracowałem z domu (w założeniu przez czas nieokreślony, w praktyce okazało się, że po miesiącu wróciłem do biura lol) i jakoś tak się śmiesznie złożyło, że najlepiej mi się pracowało, gdy w tle puszczałem sobie archiwalne notowania listy przebojów Programu Trzeciego z lat 80 i 90. Siłą rzeczy, obcując przez tyle czasu z Markiem Niedźwieckim musiałem zaakceptować fakt, że mentalnie jestem w dużym stopniu DZIADEM, który wzrusza się przy tego typu ejtisowych balladach. I wiecie co? Spoko mi z tym. Słuchało mi się tego bardzo przyjemnie, bo Hello sam z siebie nie grzałem na ruszcie… uhm, praktycznie nigdy, z mojej perspektywy tbh nie jest to niesamowicie ograny numer, bym miał na myśl o nim dostawać mdłości, a uwzględniając fakt, że to po prostu dobra piosenka, to matematykę zostawiam wam. A na Liroja wyrąbane.

Sugababes - Too Lost in You

Szczerze mówiąc, jakem żyw, nie zetknąłem się jeszcze z tym, aby ktoś nazywał Love Actually "obrzydliwym, tanim i tandetnym filmem" - kogo znam, to wypowiadał się na temat tego filmu mniej lub bardziej pozytywnie. Musiał chyba chce przebić pod kątem kontrowersyjności tejków mnie sprzed kilkunastu lat, a wy sami dobrze pamiętacie, że byłem twardym zawodnikiem. Ale na swój sposób to pasuje mi do tej piosenki, bo jest dokładnie jak ten film. Czyli też przed obczajeniem człowiek nie chce po to sięgać, bo prostytutka weź mi idź z tym człowieku, a ostatecznie to się okazuje, że nie tylko nie takie to złe, a w sumie to to fajne jest i niegłupie. Zaskakująco przyjemny pop, tak po prostu o.

Trochę pomehałem, a trochę nie. Nie obiecuję, że będę świadomie wracać do czegoś z tej kolejki w bliższej czy dalszej przyszłości, ale tylko od jednej wrzuty się odbiłem, jedna była taka se, a reszta nawet okej.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 gru 2024 08:36

Fionn Regan - Be Good or Be Gone

Gdy tylko weszła ta gitara poczułem się jakbym słuchał Drejka, to brzmienie topi serducho bardzo szybko. Nie pomyślałbym jeszcze te dwa lata temu że tego typu wrzuty będę odbierał tak pozytywnie, to uświadamia mi jak długą drogę tu przeszliśmy. Brzmienie brzmi wręcz jak plagiat, heh. Wokal podobnie nienarzucający się jak u tego starszego barda. Całość tworzy ciepły, melancholijny acz niekoniecznie smutny klimacik, idealny pod oglądanie śnieżnych krajobrazów zza okna, wrzutka pasuje, pogoda tylko się nie wpasowała.

Natalia Kukulska - My

Zastanawiam się czy zapodając 7. z kolei polską wrzutę Smoku nie pobił jakiegoś forumowego rekordu, znalezienie głębszego sensu w tym pozwala łagodniejszym okiem spojrzeć na to szaleństwo hehe. Śmichy na bok, Kukulska nigdy specjalnie nie znajdowała się w kręgu moich zainteresowań choć chwilami zdarzały jej się flirty z bliższymi mi klimatami. Tej "ery" Kukulskiej nie kojarzę w ogóle. Basowy synth całkiem fajnie pulsuje, kosmiczne przeszkadzajki momentami się wkradające też w porządalu ale ten refren jest bylejaki. Mostek niestety podobnie, całość plasuje się w kategoriach solidnego synthpopu do łatwego zapomnienia.

Maria McKee - Show Me Heaven

Jak dla mnie lata 90. pełną gębą. Popowa power ballada z mocnym wokalem który wykonuje główną robotę. Kojarzę Panią dotychczas jedynie z jednego numeru z osta do Pulp Fiction zdaje się. Show Me Heaven na spokojnie jest jednak lepsze. Fajne tom tomy, w końcóweczce z kolei ładne smyczki. Spoko kawałek który jak to bywa w tego rodzaju przypadkach pełnię mocy ukazuje wokalnie w refrenie.

Lionel Richie - Hello

Nie sądziłem że to napiszę ale to był dla mnie twardy kawał sera do zgryzienia w tej kolejce. Ejtisowy klasyk który lubiłem nawet w epoce jarania się ejtisowymi klasykami. Prosta łzawa ballada zabita latami przez różnego rodzaju media, dla mnie głównie katowane przez VH1. Dzisiaj nie potrafi już wywołać krzty wzruszenia, prędzej wzruszenie ramion. Instrumentalny mostek delikatnie ratuje ten numer od totalnej padaki.

Sugababes - Too Lost In You

Lubiłem w owych czasach Sugababes nawet ale tego numeru totalnie nie kojarzę. Chyba że słyszałem i totalnie go zapomniałem, jest to możliwe bo numer jest dla mnie raczej nie wyróżniający się zupełnie niczym. Bit strasznie tani, kanciasty jakiś, ogólnie kompozycja i wokale nudy na pudy. Rozczarowanie kolejki do pary z Lionelem, Ci wykonawcy miewali lepsze kawałki moim zdaniem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 gru 2024 12:10

Fionn Regan – Be Good or Be Gone

Ja tam lubię takie utwory śpiewane jedynie przy akompaniamencie akustycznej gitary. Jest ładnie, klimatycznie, przyjemnie. Gość ma dobry głos i sama kompozycja jest godna uwagi. Zachodzi więc pytanie – jeżeli to jest współczesna kopia Drake’a, to czemu mi sam Drake tak bardzo nie podszedł? Nie wiem. Może jednak jego kompozycje nie były tak ładne, może po prostu coś mi w jego śpiewie/graniu sprzed wielu lat nie pasowało. Może cały album w ten sposób plumkany to było jednak za dużo? Myślę, że jeszcze to kiedyś ponownie zweryfikuję. Bo czemu nie? Tymczasem tutaj łatwy kciuk w górę. Bo jest fajnie i nastrojowo.

Grammatik - Jest już późno, piszę...

Ja bym osobiście nigdy nie powiązał tego utworu w zimą czy okresem świątecznym. W ogóle zimą raczej nie słucham hip-hopu. No ale pomijając to – jestem po prostu neutralny. Ani mnie to nie zainteresowało, ani nie odrzuciło. Przyzwoity bit i zagrywka na pianinie to trochę za mało jednak. Czarni potrafią taki podkład mocno ubarwić swoimi głosami. U nas jest z tym zazwyczaj gorzej. Nie chcę się już ciągle do tego przyczepiać, ale nie jestem jednak fanem większości rodzimych głosów w h-h. Na plus na pewno fakt, że można obyć się bez taczki bluzgów. Na minus raczej te mówione sample. Jakoś mi one nic nie wnoszą, a raczej przeszkadzają.
Podsumowując – pozostanę jednak zdecydowanie przy londyńskiej gramatyce.

Natalia Kukulska – My

Ja też Kukulską lubię i jej kibicuję. Czasami jest tak, że mimo, iż się kogoś właściwie nie słucha, to się go i tak lubi. I tutaj tak jest. Z jej nowszych rzeczy nie znam niczego. Słuchałem tylko jednego albumu w latach 90’ i tyle. Ta nowsza Kukulska pozostawia mnie dosyć obojętnym. Nie czuję tego. Kompozycyjnie jest 50/50. Zwrotki dobre, ale refren do niczego. Mostek też bezbarwny. Aranżacyjnie też niejednoznacznie - są i fajne brzmienia, ale też i takie raczej dla mnie nijakie. Wokalnie jest dobrze. Niemniej jednak jako całość mi to nie podchodzi. Zdecydowanie mi tu czegoś brakuje.

Maria McKee - Show Me Heaven

Stary i bardzo dobrze mi znany hit. Zawsze lubiłem ten utwór. Bo to dobra i charakterna kompozycja. Podobają mi się zarówno zwrotki jak i bardzo dobry refren. Mostek króciutki, ale też wyśmienity. To jest po prostu dobrze napisana piosenka. Pani McKee ma dobry i mocny głos. Aranż taki jaki być powinien. Fajne bębny w zwrotkach, dzwoneczki i klawisze w tle. Po prostu kolejny stary hit, który miło sobie po latach odkurzyć.

Sugababes - Too Lost in You

Znam ten girls band. Rzut okiem na skład wystarczył, żebym sobie przypomniał nawet twarze członkiń. Miały dziołchy kilka popularnych przebojów w swoim czasie, m. in. Too Lost in You właśnie. I to jest dobry utwór. Na co dzień do takich rzeczy raczej nie wracam, bo przysłowiowych „ciar” też przy tym nie czuję, ale przy okazji np. bestki nie mogę nie docenić. Bo to rzetelny pop jest. Sam mam w swojej rozpisce bardzo podobny w sumie 3-osobowy girls band z podobnego chyba okresu.
Filmu Love Actually chyba nie oglądałem. Nie kojarzę w każdym bądź razie. Ale jak gra tam Hugh Grant, to musi być fajnie.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 20 gru 2024 12:15

Fionn Regan - Be Good or Be Gone

Czuję tutaj, a raczej słyszę, nie tylko Drake'a, ale nawet w pewnych zakresach Norę Jones. I wiecie co? Lubię Norę Jones. Podobnie z Orenem Lavie, którego też trochę tu słyszę. Głos, gitara, potem momentami drugi głos, nie potrzebuję nic więcej. Poza zmianą aury za oknem, czy raczej całej pory roku - ta piosenka to dla mnie obraz łażenia w spiekocie sierpniowego słońca piaszczystą drogą pomiędzy polami i łąkami jakiegoś typowo polskiego middle of effing nowhere. Oczywiście w samotności. Spokój bijący od tej piosenki jest niesamowity. Pozwalam sobie raczej na odpłynięcie myśli w bliżej niesprecyzowanym kierunku, niż na jakieś rozliczenia wewnętrzne czy przemyślenia na temat czegokolwiek. Opowieść imć Hiena ciekawa o tyle, że dla mnie takim samym rokiem był 2017, za to w 2018 miałem live action spectacle OPa. Ale nie pamiętam, żeby mi to wówczas puszczał. A szkoda, na lato byłoby jak znalazł.

Grammatik - Jest już późno, piszę...

Grammatik, dawno nie słyszałem tej nazwy. Cały album musiał mi kiedyś wpaść w ręce, bo kojarzę okładkę. A ta, trzeba przyznać (tzn. przyzna to przede wszystkim taki nostalgik jak ja), jest cudownie liminalno-duchologiczna. Skrzyżowanie, które mogłoby być gdziekolwiek w Polsce, zapewne jest w Warszawie, ale tej Warszawie roku 1999, kiedy metro dojeżdżało raptem do północnego centrum miasta, na ulicach szło wciąż spotkać warczyburgi i łady 2107, krzywymi torowiskami toczyły się Konstale 13N, Łódź nurzała się w potwornym bezrobociu, bramy pachniały szczyną, zaś dziewczyny, z którą krótko spotykałem się latem bieżącego roku, nie było jeszcze w planach. Ciekawe... żyłem w tamtych czasów, ale byłem gówniakiem zainteresowanym wyłącznie graniem na kompie i zaliczaniem kolejnych kartkówek na piątki (za dobre oceny miałem nowe gry na kompa). Wróciłbym do tamtych czasów teraz głównie po to, ażeby zrobić sobie spacer po tamtym świecie, ulicach miast z tamtej epoki, po prosty popatrzeć, podoświadczać rzeczywistości, która była moim udziałem, a jakoś tak obok. No tak, ale miało być o muzyce... Kurde, ten kawałek jest świetny. Raz, że podoba mi się tekst, dwa, że ten lekko bezwładny wokal (mało w nim polotu, bądźmy szczerzy) wspaniale do tekstu pasuje, no i muza, bit w tle, to jest DOSKONAŁE do słuchania późnym wieczorem bądź wczesną nocą w pełnej samotności. Z tym, że najlepiej byłoby tego słuchać siedząc w średnio doświetlonej kuchni M3 na bardzo wysokim piętrze bardzo wysokiego wieżowca starego stołecznego blokowiska. Jestem urzeczony, całkowicie. Doskonała wrzutka od Murzyna, będę wracał jak powalony.

Natalia Kukulska - My

Gdzieś kompletnie ominęła mnie zmiana stylistyczna u polskich artystów, jaka dokonała się tak mniej więcej po 2010 roku. Nagle pop przestał brzmieć aż tak bardzo siermiężnie (tzn. dalej tak brzmiał, ale zupełnie inaczej), wykonawcy sprzed lat zaczęli wchodzić na jakiś nowy poziom tworzenia, ale ponieważ ja w tamtym czasie już nie słuchałem radia innego niż TOK FM, to nie miałem za bardzo styczności z tego typu rzeczami. Plus byłem ostro odstraszony Chylińską i jej eksperymentami. Tutaj się okazuje, że można zrobić coś "nowego" będąc kimś "starym" i to się nawet spina. Może nie nazwę tego kawałem dobrego electropopu, może nie dam temu jakiegoś soczystego znaczka jakości, może nie porównam tego do czegokolwiek z vaultów Ninja Tune (to mniej Little Dragon a bardziej discount Lady Gaga), ale też nie krzywię się jakoś soczyście, nie meham, nie pluję. Prawdopodobnie też dlatego, że to Kukulska, a Kukulska to Kukulska (nie sposób się z tym nie zgodzić). Tylko, no... trochę za długi ten numer. Poza tym jest zaskakująco git.

Maria McKee - Show Me Heaven

Czy ja się mogę nie wypowiadać? Proszę? Zupełnie szczerze, nie lubię tego numeru. Ot, balladka jakich miliard, znam ją zbyt dobrze, przede wszystkim z radia, ale nie tylko, a to w zupełności mi wystarczy. No dobra, Miętus zapragnął podzielić się swoimi przeżyciami i ja to szanuję, bezwzględnie, albowiem odpowiedni setting i feelsy potrafią największe gunwo zamienić w perły. Podejrzewam też, że konotacje z Lubą jedynie to wszystko podbijały. To również znam. Niestety, ja nie byłem tą Lubą, ani nawet pociągiem do Wrocławia, więc nie reluję. Męczę się i meham przeokrutnie, dissuję trochę, nie szanuję, wycofuję się do swojej banieczki i zapuszczam Paulę Abdul. O, TAM to są prawdziwe, ponadczasowe ballady. A i filmy z Tomem Cruisem miewały lepsze soundtracki. Powiedzmy, że tego nie było. Wymazuję to z głowy, nie chcę takiej nostalgii, proszę się rozejść.

Lionel Richie - Hello

Ahh, klasyk nad klasyki. I wiecie co, nie mam zdania, zupełnie (czy ja już drugi raz użyłem tutaj zwrotu "i wiecie co"?). Lionel nigdy nie leżał w kręgu moich zainteresowań, jeden z tych zakorzenionych w ejtisach wykonawców, do których nigdy nie mogłem się przekonać, bowiem dla mnie nie mieli niczego ciekawego do zaproponowania. Jednocześnie to jest taki Endżoj, że nie idzie przejść obok niego obojętnie. Szkoda tylko, że moja głowa automatycznie odpowiada ten fatalny sampling w wykonaniu Liroya-Marca, przez co robi mi się słabo. O, solo, solo! Solo jest tutaj całkiem niezłe. A, i pamiętam teledysk, który też był dość wyciskający łzy nawet, oglądało się na MTV Classic. Wciąż, nie ratuje to wszystkiego i już nie uratuje. Wezbrała fala obojętności, chociaż rozumiem, że Wujasowi może się bardzo podobać. Sam miewam wzrusze przy niezrozumiałych dla innych kawałkach. Ale nie tutaj, nie tym razem. Wolę Szugabejbs.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 gru 2024 13:06

shodan pisze:
20 gru 2024 12:10
Filmu Love Actually chyba nie oglądałem. Nie kojarzę w każdym bądź razie. Ale jak gra tam Hugh Grant, to musi być fajnie.
No, to jest osiągnięcie jednak żeby, przynajmniej będąc z pewnego pokolenia i wyżej, nie kojarzyć tego filmu, chyba że kojarzysz polski tytuł - To właśnie miłość. Ja ten film uwielbiam. Nie gra tam Hugh Grant, ale mógłby, bo to tego typu film.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 20 gru 2024 13:21

Lol, oczywiście, że gra tam Hugh Grant. Premiera Wielkiej Brytanii xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 gru 2024 13:38

Ja pierdoIe, co jest ze mną nie tak... przecież to jest jego najlepsza rola w ogóle XDDDD
Zwalę to na charakter dnia, czyli: ZAPIERDOI_.

Wujas, jeżeli Ty tego w święta nie obejrzysz, to tracisz prawo lecenia w chuia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn