Best of Forum VIII
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Current 93 – All the Stars Are Dead Now
Taki ze mnie sympatyk i krzewiciel C93, że znam może z 5 płyt, czyli promil dyskografii, na dodatek do większości tych rzeczy to nie wracałem z dobrą dekadę. Trochę tak w pewnym momencie moje drogi z tym projektem się rozminęły. Bez żadnego konkretnego powodu w sumie, brak dalszej eksporacji zrzucam na karb jej ilości i rozległości. Ale Tibet nagrywał rzeczy wielkie, co może nie każdy uczestnik depeszwizji dostrzegł od razu, ale lepiej późno niż jelito jak to mawiał poeta. To chyba mój ulubiony utwór z tej płyty na chwilę obecną, bo brzmi jak KONIEC ŚWIATA - ta metafora z powozem całkiem zgrabna, też jakbym miał to opisać, to bym szedł w kierunku jakiegoś grajka opisującego apokalipsę, spadające żaby i jezusa zabijającego Hitlera. Rzecz wybitna, wczoraj leciała cały wieczór na pętli.
Skatt Bros. - Walk The Night (12" Version)
Kolejny kawałek z mojej ulubionej gry komputerowej, którego w ogóle z niej nie pamiętam. Dobrze, że Murzynowi zaraz się takowe skończą, bo ile można się kompromitować. Też uważam, że disco tylko pozornie nie pasuje do spooky-halloweenowej atmosfery, a w sumie to nawet nie wiem czemu niby pozornie by nie miało, skoro istnienie wymieniony przez Murzyna Thriller. Jest tu trochę cheesy, ale w sumie przyjemnie się tego słucha, buja i na tematyczną imprezę jak ulał (ale ja generalnie rzadko chodzę na imprezy, a co dopiero tematyczne). Rzecz jasna moim ulubionym momentem był wokalny mostek w końcówce.
Erik Satie - Gnossienne No. 3
W sumie to druga rzecz w tej edycji, która mocno kojarzy mi się z jednym z moich znajomych z lat 2014-19 (pierwszą był Current, którego nałogowo słuchał pewien hipis). Fanem Satiego, albo raczej tej słynnej jego foty w okularach, był pewien mój specyficzny kolega o imieniu Maciej. Maciej studiował informatykę, chodził na długie włosy oraz nosił siłkę, a przy tym mam wrażenie, że był też najspokojniejszą osobą na świecie. Nigdy nie dał się sprowokować, nigdy na nic nie narzekał, nigdy nie utyskiwał ani nawet nie napisał, że jakoś tak mu źle czy coś. I w sumie tak se myślę, że ten jakoś do niego pasuje, bo siłą rzeczy wśród zaburzonych oraz atencyjnych ludzi ktoś taki zazwyczaj jest na drugim planie, tak Satie też w sumie można nazwać czymś a'la ambientem, który też daje radę przy bliższym spotkaniu. Kolejna świetna rzecz.
Gołębie - Wszystkie nastroje pogody
Znowu wracam myślami do lat ubiegłych przez wzmiankę o Trzech Szóstkach - kiedyś nawet pojechałem do Warszawy na organizowany przezeń koncert w jakimś piwnicznym klubie, co to zasłynął z jakiegoś krindżowego liberalnego kabaretu potem, bo spodziewałem się jakiejś zadymy między ówczesnymi znajomymi a adminem tej strony (do niczego nie doszło). Generalnie to nawet lubię takie piwniczne koncerty z publiką która zmieściłaby się w moim pokoju, wjazdem za 2 dychy (przed pandemią, teraz pewnie jakieś 5) i line-upem w postaci jakichś amatorskich zespołów, które pewnie rozpadną się za pół roku na 3 kolejne, które przetrwają jeszcze krócej oraz Rosy Vertov, bo zawsze musi na takich koncertach występować Rosa Vertov. W zaciszu swojej nory takich rzeczy praktycznie nie słucham, teraz słuchawszy też doszedłem do wniosku że taki "piwniczny" szugejz jednak brzmi znacznie ciekawiej na żywo. Jako ciekawostka - why not, ale powrotów nie planuję.
PJ Harvey – All Souls
Ja to w sumie jestem ciekaw czy np. Jakbym dajmy na to w 2010 roku dostał mandat za palenie w miejscu publicznym czy coś to by się dzisiaj okazało, że zamiast bycia sajkofanem Vegi jestem sajkofanem PJ Harvey. Niekoniecznie musiałby to być mandat, mogłoby to być... Cokolwiek prawdę powiedziawszy. Bo w sumie laska ma wszystko albo chociaż wiele, bym był jej fanem, a jakoś tak słucham też od święta. Ta wrzuta Shodana dziwna, ale intrygująca. Ciężko mi ją oceniać ot tak samą bo mam dziwne wrażenie, że ona jest wyrwana z jakiegoś albumu, który pewnie jest bardzo dobry, ale jednocześnie sama na tym albumie jest jednym ze słabszych momentów, ale jest on na tyle dobry, że właśnie z racji tego zachęca mnie do sięgnięcia po całość. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Jak nie - to trudno.
Święta, święta i fajna kolejka.
Taki ze mnie sympatyk i krzewiciel C93, że znam może z 5 płyt, czyli promil dyskografii, na dodatek do większości tych rzeczy to nie wracałem z dobrą dekadę. Trochę tak w pewnym momencie moje drogi z tym projektem się rozminęły. Bez żadnego konkretnego powodu w sumie, brak dalszej eksporacji zrzucam na karb jej ilości i rozległości. Ale Tibet nagrywał rzeczy wielkie, co może nie każdy uczestnik depeszwizji dostrzegł od razu, ale lepiej późno niż jelito jak to mawiał poeta. To chyba mój ulubiony utwór z tej płyty na chwilę obecną, bo brzmi jak KONIEC ŚWIATA - ta metafora z powozem całkiem zgrabna, też jakbym miał to opisać, to bym szedł w kierunku jakiegoś grajka opisującego apokalipsę, spadające żaby i jezusa zabijającego Hitlera. Rzecz wybitna, wczoraj leciała cały wieczór na pętli.
Skatt Bros. - Walk The Night (12" Version)
Kolejny kawałek z mojej ulubionej gry komputerowej, którego w ogóle z niej nie pamiętam. Dobrze, że Murzynowi zaraz się takowe skończą, bo ile można się kompromitować. Też uważam, że disco tylko pozornie nie pasuje do spooky-halloweenowej atmosfery, a w sumie to nawet nie wiem czemu niby pozornie by nie miało, skoro istnienie wymieniony przez Murzyna Thriller. Jest tu trochę cheesy, ale w sumie przyjemnie się tego słucha, buja i na tematyczną imprezę jak ulał (ale ja generalnie rzadko chodzę na imprezy, a co dopiero tematyczne). Rzecz jasna moim ulubionym momentem był wokalny mostek w końcówce.
Erik Satie - Gnossienne No. 3
W sumie to druga rzecz w tej edycji, która mocno kojarzy mi się z jednym z moich znajomych z lat 2014-19 (pierwszą był Current, którego nałogowo słuchał pewien hipis). Fanem Satiego, albo raczej tej słynnej jego foty w okularach, był pewien mój specyficzny kolega o imieniu Maciej. Maciej studiował informatykę, chodził na długie włosy oraz nosił siłkę, a przy tym mam wrażenie, że był też najspokojniejszą osobą na świecie. Nigdy nie dał się sprowokować, nigdy na nic nie narzekał, nigdy nie utyskiwał ani nawet nie napisał, że jakoś tak mu źle czy coś. I w sumie tak se myślę, że ten jakoś do niego pasuje, bo siłą rzeczy wśród zaburzonych oraz atencyjnych ludzi ktoś taki zazwyczaj jest na drugim planie, tak Satie też w sumie można nazwać czymś a'la ambientem, który też daje radę przy bliższym spotkaniu. Kolejna świetna rzecz.
Gołębie - Wszystkie nastroje pogody
Znowu wracam myślami do lat ubiegłych przez wzmiankę o Trzech Szóstkach - kiedyś nawet pojechałem do Warszawy na organizowany przezeń koncert w jakimś piwnicznym klubie, co to zasłynął z jakiegoś krindżowego liberalnego kabaretu potem, bo spodziewałem się jakiejś zadymy między ówczesnymi znajomymi a adminem tej strony (do niczego nie doszło). Generalnie to nawet lubię takie piwniczne koncerty z publiką która zmieściłaby się w moim pokoju, wjazdem za 2 dychy (przed pandemią, teraz pewnie jakieś 5) i line-upem w postaci jakichś amatorskich zespołów, które pewnie rozpadną się za pół roku na 3 kolejne, które przetrwają jeszcze krócej oraz Rosy Vertov, bo zawsze musi na takich koncertach występować Rosa Vertov. W zaciszu swojej nory takich rzeczy praktycznie nie słucham, teraz słuchawszy też doszedłem do wniosku że taki "piwniczny" szugejz jednak brzmi znacznie ciekawiej na żywo. Jako ciekawostka - why not, ale powrotów nie planuję.
PJ Harvey – All Souls
Ja to w sumie jestem ciekaw czy np. Jakbym dajmy na to w 2010 roku dostał mandat za palenie w miejscu publicznym czy coś to by się dzisiaj okazało, że zamiast bycia sajkofanem Vegi jestem sajkofanem PJ Harvey. Niekoniecznie musiałby to być mandat, mogłoby to być... Cokolwiek prawdę powiedziawszy. Bo w sumie laska ma wszystko albo chociaż wiele, bym był jej fanem, a jakoś tak słucham też od święta. Ta wrzuta Shodana dziwna, ale intrygująca. Ciężko mi ją oceniać ot tak samą bo mam dziwne wrażenie, że ona jest wyrwana z jakiegoś albumu, który pewnie jest bardzo dobry, ale jednocześnie sama na tym albumie jest jednym ze słabszych momentów, ale jest on na tyle dobry, że właśnie z racji tego zachęca mnie do sięgnięcia po całość. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Jak nie - to trudno.
Święta, święta i fajna kolejka.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wujas ma czas do 22, a potem lecimy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Do 22 nie da rady. Do północy pewnie tak.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wujas, umowa była, że bawimy się od poniedziałku do niedzieli, koniec robienia wyjątków. Jak nie masz czasu, to sobie zrób przerwę.
Ostatni raz wstrzymuję kolejkę z takich powodów.
Ostatni raz wstrzymuję kolejkę z takich powodów.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dodałbym jeszcze:stripped pisze:31 paź 2025 10:41Swoją drogą pasuje mi ten numer do mentosa mocno - wyobrażam sobie w głowie nawet alternatywny teledysk do niego w którym to biedny Seba siedzi zamknięty w czterech ścianach i chce mieć święty spokój ale czuje za sobą wiecznie oddech forumowych potworów - munlupa i Murzyna czających się z odwiecznymi hasłami:
"Gdzie wrzuta?"
"Kiedy recki?"
"Kto znowu zamula? Paczken machen!"
![]()
"Była umowa, koniec robienia wyjątków!"
"Ostatni raz wstrzymuję kolejkę!!!"
Current 93 – All the Stars Are Dead Now
Utwór z depeszwizji był naprawdę genialny i dałem mu zasłużony komplet punktów o ile dobrze pamiętam. Ale ten numer też jest dobry. Nie aż tak dobry może jak HaK, ale jednak dobry. Monotonna, ale dobra gitara, flet, chórki, które szczególnie w drugiej części robią fajny klimat. No i bardzo charakterystyczny wokal. Szczerze mówiąc nie wiem, czy ten utwór jest jakoś bardzo niepokojący. To raczej taka dosyć długa muzyczna opowieść awanturnicza. Oczywiście klimacik jest, trochę niepokoju też, ale więcej jednak przygody bym powiedział.
Skatt Bros. - Walk The Night (12" Version)
Utwór jako utwór sam w sobie mnie jakoś szczególnie nie rusza. Nie słucham na co dzień takich rzeczy. Ale jak się uruchomi trochę wyobraźni, to jest od razu lepiej. Bo to numer naprawdę szalenie filmowy. Skojarzenia z Thrillerem narzucają się same. Ja słuchając od razu widzę jakiś horror klasy b jak nie c z armią jakichś nieumarlaków, wilkołaków itp. I tutaj już mi wszystko pasuje. Bo klimat jest rzeczywiście specyficzny. Niby jest strasznie, ale jednocześnie dziwnie lekko zabawnie. Coś jak film martwe zło, przy którym bałem się tylko za dzieciaka. Potem oglądałem już kompletnie z przymrużeniem oka i uśmieszkiem. Ja takie filmy wbrew pozorom bardzo lubię. I klimat tego utworu też lubię
Erik Satie - Gnossienne No. 3
Ja kompletnie nie słucham muzyki poważnej, mimo tego też nie miałem problemów z przyswojeniem tego utworu. Zgadzam się, ze pianino to doskonały instrument. Autorowi udało się tu uchwycić świetny klimat – bardzo złowróżbny i niepokojący. Nie skojarzyłbym tego utworu z serialem Kryminalni. Za to od razu moje skojarzenia powędrowały w stronę gier komputerowych. Szczególnie narzuca mi się nazwa Resident Evil. Tam też były pianinkowe tracki na dosyć podobną, niepokojącą modłę. Krótko mówiąc fajna rzecz.
Gołębie - Wszystkie nastroje pogody
Na początku mocno kręciłem nosem, ale jakoś się przegryzło. Rzeczywiście ciężko tutaj wyłapać w pełni tekst. Jakieś takie niewyraźne te wokale, choć barwa głosu ok. Ale od strony instrumentalnej jest spoko. Bardzo fajna jest ta gitara pogrywająca od początku, która brzmi bardzo znajomo. Melodię po kilku przesłuchach można wreszcie podłapać. Klimat całkiem całkiem. Niekoniecznie halloweenowy, ale jesieniarski to już na pewno. Jest generalnie spoko.
Rockwell - Somebody's Watching Me
Ten utwór ma vajb bardzo podobny do wrzucanego chwilę wcześniej Walk The Night. Soundtrack z horroru klasy b z jakimiś zombiakami czy innymi poczwarami w tle. Niekoniecznie na śmiertelnie poważnie. Dodatkowo słyszymy tutaj w refrenie Michaela Jacksona, a to jest zawsze coś niezwykle dla mnie fajnego. Mentos świetnie wstrzelił się klimatycznie w tę kolejkę. Bo Halloween niekoniecznie musi być obchodzony jedynie na pogrzebową czy straszną modłę.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (take 1)
To będzie typowa wrzutka munlupowska, bo normalny człowiek, to by zapodał coś z „Kind of Blue”, czy czegoś w tym stylu, tymczasem ja wrzucam take 1 kawałka z wydania deluxe soundtracku do francuskiego filmu noir, do którego muzykę napisał, a w zasadzie zaimprowizował Miles Davis i jego band. Film („Ascenseur pour l'échafaud”) jest dobry, generalnie wymienia się go jednym tchem przy największych klasykach noiru, i sam go osobiście Wam polecam, ale wiemy jak to jest z filmami na tym forum, więc ograniczę się do polecenia tego soundtracku, ale z naciskiem na nowsze, poszerzone wydanie, bez sztucznie dodanego reverbu i z większa ilością muzyki.
Wyrywam z tego zestawu pierwsze, z czterech, wykonanie utworu „Nuit sur les Champs‐Élysées”.
Co ciekawe, jest to wersja najkrótsza, ale też z pewnych względów, których jako laik nie umiem opisać, najlepsza. Jest w tym wszystko to, co uwielbiam w tego typu jazzie. Klimat zadymionej knajpy, gdzieś w nocy, w osranym, dużym mieście. Ludzie siedzą rzędem przy barze, zalewają smutki, niespełnienie, nieudane związki, które nigdy nie będą już miały szansy się udać, itd. Klisza goni kliszę, ale pls, to jest album z 1957 roku, a z ciekawostek, uważa się go za rozbiegówkę do wspomnianego wcześniej „Kind of Blue”. Facet miał nie tylko w łapie fach, ale też całe serce i dusze, co słychać nawet w takiej miniaturce, jaką Was tutaj częstuję.
https://youtu.be/t4aPoB78fI0?list=RDt4aPoB78fI0
To będzie typowa wrzutka munlupowska, bo normalny człowiek, to by zapodał coś z „Kind of Blue”, czy czegoś w tym stylu, tymczasem ja wrzucam take 1 kawałka z wydania deluxe soundtracku do francuskiego filmu noir, do którego muzykę napisał, a w zasadzie zaimprowizował Miles Davis i jego band. Film („Ascenseur pour l'échafaud”) jest dobry, generalnie wymienia się go jednym tchem przy największych klasykach noiru, i sam go osobiście Wam polecam, ale wiemy jak to jest z filmami na tym forum, więc ograniczę się do polecenia tego soundtracku, ale z naciskiem na nowsze, poszerzone wydanie, bez sztucznie dodanego reverbu i z większa ilością muzyki.
Wyrywam z tego zestawu pierwsze, z czterech, wykonanie utworu „Nuit sur les Champs‐Élysées”.
Co ciekawe, jest to wersja najkrótsza, ale też z pewnych względów, których jako laik nie umiem opisać, najlepsza. Jest w tym wszystko to, co uwielbiam w tego typu jazzie. Klimat zadymionej knajpy, gdzieś w nocy, w osranym, dużym mieście. Ludzie siedzą rzędem przy barze, zalewają smutki, niespełnienie, nieudane związki, które nigdy nie będą już miały szansy się udać, itd. Klisza goni kliszę, ale pls, to jest album z 1957 roku, a z ciekawostek, uważa się go za rozbiegówkę do wspomnianego wcześniej „Kind of Blue”. Facet miał nie tylko w łapie fach, ale też całe serce i dusze, co słychać nawet w takiej miniaturce, jaką Was tutaj częstuję.
https://youtu.be/t4aPoB78fI0?list=RDt4aPoB78fI0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy
(2016)
Wracam po halloweenowej przerwie z kolejnymi odcinkami Waszego ukochanego tasiemca pt. M jak Murzyn.
W poprzednich odcinkach...
Gdzie to ja byłem? A, już wiem, jesień roku 2016, ostatnie chwile życiowej pustki i beznadziei. Kiedy już miałem pogodzić się z myślą że na tamten moment wyczerpałem wszelkie opcje odmiany mojej sytuacji zacząłem wracać myślami kolejno do kobiet z przeszłości z którymi choć z różnych przyczyn nic nie wyszło to o których nie myślałem nigdy źle i z którymi moje relacje nie były nigdy toksyczne. Kolejno jednak skreślałem te opcje bo a to natknąłem się na jedną z nich u boku nowego faceta, a to z inną próbowałem zgadać się na piwo ale temat cichł z czasem i została jeszcze B. - z którą latami na przestrzeni czasu próbowałem się spiknąć i - heh - "wiedziałem" że to nie dla mnie, że nic z tego, w końcu próbowaliśmy kiedyś i uciekłem, ale na dobrą sprawę ona zawsze dobrze nam się gadało i mieliśmy świetny kontakt. No ale nieee, ja już jej sporo namieszałem w życiu a ona była po przejściach, nie ma co dalej mącić. I tak byłbym pewnie odpuścił gdyby nie fakt że właśnie na początku października 2016 natknąłem się na nią będąc w pracy pewnego razu a potem już nie dawało mi to spokoju.
Tak oto biłem się z myślami dobry miesiąc aż w jedno szare listopadowe popołudnie postanowiłem zebrać się na odwagę i napisać do niej wiadomość i zaproponowałem spotkanie. Była mocno zaskoczona moim odzewem po 3 latach od ostatniej rozmowy ale przystała na moją propozycję, z tym że była mocno zapracowana więc do spotkania minęło jeszcze kilka dni. Ale kiedy już ją odwiedziłem to było jakbym wskoczył na dobrze mi znane wody, rozmawiało nam się bardzo dobrze i znów czułem że mam kontakt z kimś kto naprawdę słucha i jakoś zależy mu na mojej osobie. Bardzo potrzebny był mi wtedy ten kontakt z drugim, normalnym, nietoksycznym (w przeciwieństwie choćby do A.) człowiekem i mocno poprawiło mi to nastrój. Właśnie z tą radością tych pierwszych spotkań po latach przerwy kojarzy mi się moja dzisiejsza wrzuta.
Telepathy to utwór Christiny Aguilery z udziałem legendarnego Nile'a Rodgersa z grupy Chic, będacego producentem piosenki. Sama piosenka została napisana przez... Sia (Siię?) oraz Panów z producenckiego duetu Stargate (odpowiedzialnego choćby za Personal Jesus 2011) na ścieżkę dźwiękową do serialu The Get Down. Nietypowo jednak jak na produkcję Rodgersa numer nie jest oparty o jego charakterystyczną gitarę a głównie instrumenty dęte i smyczki, też typowe dla muzyki ery disco, bo w tym klimacie jest utrzymane Telepathy. Z tym kawałkiem relowałem wówczas mocno bo raz walił euforyczną energią a dwa opowiadał właśnie o tej bliskiej, wręcz telepatycznej więzi, porozumieniu dwójki ludzi i tak wówczas odbierałem tą odkopaną po latach znajomość. Druga sprawa że w tamtym czasie oboje byliśmy już po najsilniejszych sercowych przejściach, kurz zdążył opaść a my chyba nieco zmądrzeliśmy bogatsi o te doświadczenia i bardziej umieliśmy docenić rzeczy w zasięgu ręki bez wybiegania wzrokiem poza horyzont. Nie miałem wtedy jeszcze pojęcia jak jedno przypadkowe spotkanie a potem ta jedna wiadomość po miesiącu zbierania się na odwagę może wywrócić moje życie do góry nogami.
https://youtu.be/x7t2kQAE0Ds?si=uG3Hv2hOeiR8rZk_
(2016)
Wracam po halloweenowej przerwie z kolejnymi odcinkami Waszego ukochanego tasiemca pt. M jak Murzyn.
W poprzednich odcinkach...
Gdzie to ja byłem? A, już wiem, jesień roku 2016, ostatnie chwile życiowej pustki i beznadziei. Kiedy już miałem pogodzić się z myślą że na tamten moment wyczerpałem wszelkie opcje odmiany mojej sytuacji zacząłem wracać myślami kolejno do kobiet z przeszłości z którymi choć z różnych przyczyn nic nie wyszło to o których nie myślałem nigdy źle i z którymi moje relacje nie były nigdy toksyczne. Kolejno jednak skreślałem te opcje bo a to natknąłem się na jedną z nich u boku nowego faceta, a to z inną próbowałem zgadać się na piwo ale temat cichł z czasem i została jeszcze B. - z którą latami na przestrzeni czasu próbowałem się spiknąć i - heh - "wiedziałem" że to nie dla mnie, że nic z tego, w końcu próbowaliśmy kiedyś i uciekłem, ale na dobrą sprawę ona zawsze dobrze nam się gadało i mieliśmy świetny kontakt. No ale nieee, ja już jej sporo namieszałem w życiu a ona była po przejściach, nie ma co dalej mącić. I tak byłbym pewnie odpuścił gdyby nie fakt że właśnie na początku października 2016 natknąłem się na nią będąc w pracy pewnego razu a potem już nie dawało mi to spokoju.
Tak oto biłem się z myślami dobry miesiąc aż w jedno szare listopadowe popołudnie postanowiłem zebrać się na odwagę i napisać do niej wiadomość i zaproponowałem spotkanie. Była mocno zaskoczona moim odzewem po 3 latach od ostatniej rozmowy ale przystała na moją propozycję, z tym że była mocno zapracowana więc do spotkania minęło jeszcze kilka dni. Ale kiedy już ją odwiedziłem to było jakbym wskoczył na dobrze mi znane wody, rozmawiało nam się bardzo dobrze i znów czułem że mam kontakt z kimś kto naprawdę słucha i jakoś zależy mu na mojej osobie. Bardzo potrzebny był mi wtedy ten kontakt z drugim, normalnym, nietoksycznym (w przeciwieństwie choćby do A.) człowiekem i mocno poprawiło mi to nastrój. Właśnie z tą radością tych pierwszych spotkań po latach przerwy kojarzy mi się moja dzisiejsza wrzuta.
Telepathy to utwór Christiny Aguilery z udziałem legendarnego Nile'a Rodgersa z grupy Chic, będacego producentem piosenki. Sama piosenka została napisana przez... Sia (Siię?) oraz Panów z producenckiego duetu Stargate (odpowiedzialnego choćby za Personal Jesus 2011) na ścieżkę dźwiękową do serialu The Get Down. Nietypowo jednak jak na produkcję Rodgersa numer nie jest oparty o jego charakterystyczną gitarę a głównie instrumenty dęte i smyczki, też typowe dla muzyki ery disco, bo w tym klimacie jest utrzymane Telepathy. Z tym kawałkiem relowałem wówczas mocno bo raz walił euforyczną energią a dwa opowiadał właśnie o tej bliskiej, wręcz telepatycznej więzi, porozumieniu dwójki ludzi i tak wówczas odbierałem tą odkopaną po latach znajomość. Druga sprawa że w tamtym czasie oboje byliśmy już po najsilniejszych sercowych przejściach, kurz zdążył opaść a my chyba nieco zmądrzeliśmy bogatsi o te doświadczenia i bardziej umieliśmy docenić rzeczy w zasięgu ręki bez wybiegania wzrokiem poza horyzont. Nie miałem wtedy jeszcze pojęcia jak jedno przypadkowe spotkanie a potem ta jedna wiadomość po miesiącu zbierania się na odwagę może wywrócić moje życie do góry nogami.
https://youtu.be/x7t2kQAE0Ds?si=uG3Hv2hOeiR8rZk_
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nie będziemy wstrzymywać kolejek bo w niczym to nie pomaga, obsuwa goni obsuwę. Ja będę co poniedziałek rano meldować się tu z wrzutą a Wuja woli pośmieszkować. Wystarczyło napisać w niedzielę że krucho z czasem, nie będziemy następnym razem czekać w niepewności.shodan pisze:03 lis 2025 23:46Dodałbym jeszcze:
"Była umowa, koniec robienia wyjątków!"
"Ostatni raz wstrzymuję kolejkę!!!"
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Jeszcze z mojej strony nie było TFF, więc nadrabiam.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost (2017)
Ciekawa sprawa z tym kawałkiem, wyszedł w 2017 i jestem niemal pewien, że słuchałem go już wtedy, ale konkretne wspomnienia z nim związane mam raczej jesienią roku 2018, więc jak znów zanurzałem się i w ejtisach, i w dalszych losach niektórych wykonawców z tychże lat. No, minęło trochę czasu. Kawałek ten był właściwie comebackiem TFF od strony studyjnej, albowiem ich poprzednim proper wydawnictwem o takim charakterze było Everybody Loves a Happy Ending z 2004. Tak się złożyło, że gdy odkrywałem TFF był rok 2005, więc raptem jeden po premierze ELaHE, a mimo to sięgnąłem po ten krążek sporo później i z początku mnie nie porwał. Tę samą energię, którą duet Smith/Orzabal kręcił na Songs From the Big Chair (a sam Orzabal chociażby na Elemental) znalazłem dopiero w TYM singlu.
A timing miał dobry, gdyż jesienią 2017 sypał mi się jeden związek, ale równocześnie rodził drugi, który zresztą... też rozsypał się prawie 5 lat później do dźwięków Tears For Fears, innego skądinąd kapitalnego albumu, jaki już przyszło nam tutaj recenzować (a tam wyjaśniłem to i owo, powtarzać się nie będę). Ewidentnie nie mam do tego bandu szczęścia hehe. Przyszedł listopad, ten miesiąc w roku, którego nienawidzę i jednocześnie uwielbiam. Nie ma w sobie mistyczności października, jest raczej takim czwartkiem roku, coś jak luty, tylko a rebours. Słucham wtedy bardzo określonej muzy, nurzam się w bardzo określonych nastrojach. A jeszcze dzisiaj przyjdzie mi... no, nieważne. Po prostu niech gra ten utwór, bo jest doskonały i zrestartował moją fascynację TFF w tamtym czasie. Panowie nie przestali dostarczać.
Z innych ciekawostek, to ten kawałek został stworzony we współpracy z chyba trochę już zapomnianym, a swego czasu katowanym na każdej stacji radiowej zespołem Bastille, którego numery były dla mnie potwornie niestrawne. Zresztą, całe The Tipping Point miało taki początek, przez co trzeba było długo czekać na ostateczny release. A, i ze względu na fragment "to a fire on the fifth of November" chciałem I Love You But I'm Lost wrzucić jutro, ale mnie tu pogonili, więc TRUDNO. Włączcie sobie jutro, ja idę pochlipać nad swoimi ostatnimi ośmioma latami, a może bardziej osiemnastoma, tylko gdzie wsadziłem chusteczki...
Came to life in my arms
And then turned to dust
I love you but I'm lost
https://www.youtube.com/watch?v=lwpqNJY ... rt_radio=1
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost (2017)
Ciekawa sprawa z tym kawałkiem, wyszedł w 2017 i jestem niemal pewien, że słuchałem go już wtedy, ale konkretne wspomnienia z nim związane mam raczej jesienią roku 2018, więc jak znów zanurzałem się i w ejtisach, i w dalszych losach niektórych wykonawców z tychże lat. No, minęło trochę czasu. Kawałek ten był właściwie comebackiem TFF od strony studyjnej, albowiem ich poprzednim proper wydawnictwem o takim charakterze było Everybody Loves a Happy Ending z 2004. Tak się złożyło, że gdy odkrywałem TFF był rok 2005, więc raptem jeden po premierze ELaHE, a mimo to sięgnąłem po ten krążek sporo później i z początku mnie nie porwał. Tę samą energię, którą duet Smith/Orzabal kręcił na Songs From the Big Chair (a sam Orzabal chociażby na Elemental) znalazłem dopiero w TYM singlu.
A timing miał dobry, gdyż jesienią 2017 sypał mi się jeden związek, ale równocześnie rodził drugi, który zresztą... też rozsypał się prawie 5 lat później do dźwięków Tears For Fears, innego skądinąd kapitalnego albumu, jaki już przyszło nam tutaj recenzować (a tam wyjaśniłem to i owo, powtarzać się nie będę). Ewidentnie nie mam do tego bandu szczęścia hehe. Przyszedł listopad, ten miesiąc w roku, którego nienawidzę i jednocześnie uwielbiam. Nie ma w sobie mistyczności października, jest raczej takim czwartkiem roku, coś jak luty, tylko a rebours. Słucham wtedy bardzo określonej muzy, nurzam się w bardzo określonych nastrojach. A jeszcze dzisiaj przyjdzie mi... no, nieważne. Po prostu niech gra ten utwór, bo jest doskonały i zrestartował moją fascynację TFF w tamtym czasie. Panowie nie przestali dostarczać.
Z innych ciekawostek, to ten kawałek został stworzony we współpracy z chyba trochę już zapomnianym, a swego czasu katowanym na każdej stacji radiowej zespołem Bastille, którego numery były dla mnie potwornie niestrawne. Zresztą, całe The Tipping Point miało taki początek, przez co trzeba było długo czekać na ostateczny release. A, i ze względu na fragment "to a fire on the fifth of November" chciałem I Love You But I'm Lost wrzucić jutro, ale mnie tu pogonili, więc TRUDNO. Włączcie sobie jutro, ja idę pochlipać nad swoimi ostatnimi ośmioma latami, a może bardziej osiemnastoma, tylko gdzie wsadziłem chusteczki...
Came to life in my arms
And then turned to dust
I love you but I'm lost
https://www.youtube.com/watch?v=lwpqNJY ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jak chcecie grać sami dla siebie to wystarczy napisać. Nie będę się narzucał.stripped pisze:04 lis 2025 07:50Nie będziemy wstrzymywać kolejek bo w niczym to nie pomaga, obsuwa goni obsuwę. Ja będę co poniedziałek rano meldować się tu z wrzutą a Wuja woli pośmieszkować. Wystarczyło napisać w niedzielę że krucho z czasem, nie będziemy następnym razem czekać w niepewności.shodan pisze:03 lis 2025 23:46Dodałbym jeszcze:
"Była umowa, koniec robienia wyjątków!"
"Ostatni raz wstrzymuję kolejkę!!!"
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Lubimy konkrety po prostu a nie czekanie do ostatniej chwili nie wiadomo na co. Tylko tyle i aż tyle
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Chryste xd
Ej bo się wkurwiłem na to, że ten temat jest aktywny praktycznie tylko gdy ktoś się obrazi na coś abstrakcyjnego - wpadłem na pomysł wprowadzenia nakazu do odniesienie się do dowolnej recenzji dowolnego utworu z poprzedniej kolejki
Może i jest głupi, ale ja będę tak robić
Ej bo się wkurwiłem na to, że ten temat jest aktywny praktycznie tylko gdy ktoś się obrazi na coś abstrakcyjnego - wpadłem na pomysł wprowadzenia nakazu do odniesienie się do dowolnej recenzji dowolnego utworu z poprzedniej kolejki
Może i jest głupi, ale ja będę tak robić
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Poza tym to wywołuje efekt domina, dzień tu, dzień tam, ja lubię stałą rutynę, jakby mi tak przesuwali premierę nowego odcinka ulubionego serialu bym też kur*ował.
A teraz mentos jak Ci się podobała moja wizja klipu dla Rockwell?
A teraz mentos jak Ci się podobała moja wizja klipu dla Rockwell?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Piękny, widziałbym coś w stylu klipu do shock the monkey
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wuja wpada ostatni, po czasie, bez żadnego wcześniejszego "będę później", czy innego "pocałuj mnie w dupe", po czym się obraża, że ktoś zwrócił mu uwagę xD
Artur, to Ty się zachowujesz jakby ktoś Cię zmuszał do zabawy, umawiamy się na coś po czym Ty to olewasz. Nie chcesz, to się nie baw, nikt Cię nie będzie zmuszał, tylko potem nie bądź zdwiony, że masz na forum opinię nadąsanej nastolatki.
Artur, to Ty się zachowujesz jakby ktoś Cię zmuszał do zabawy, umawiamy się na coś po czym Ty to olewasz. Nie chcesz, to się nie baw, nikt Cię nie będzie zmuszał, tylko potem nie bądź zdwiony, że masz na forum opinię nadąsanej nastolatki.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
To git, a teraz czekamy jak się na serio odniesiesz do jakiejś wybranej dowolnie recenzji, DAJ PRZYKŁAD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć... (1996)
Zaraz znowu w drugą stronę. Albo wszystkie nastroje pogody albo przekroczenia, po których rano trzeba znieść swoją twarz, stan lub świadomość zaistniałego. W różnych chwilach ostatnich lat. Samodzielne próby powrotu do domu, a potem poranne przebudzenia na materacu. Ostatnie Diavollo, do którego chyba już nigdy nie przyjdę i to nie ze względu na jakość serwowanego jedzenia. Spacery po Podzamczu nad ranem. Zrywanie na przystankach lub podczas tej ostatniej rozmowy, która już w zapowiedzi brzmiała wyjątkowo żałośnie. Gwałtowne wyjścia z mieszkania różnymi porami roku i dnia, by spotkać się niezobowiązująco (a może trochę tak?). Bohaterowie machlojek w białych rękawiczkach. Stawiane drinki, kręcone śmieszne papierosy, bogowie nocy i dnia. Mroźne plenery, klimatyzowane mieszkania z centralnym. Chłodne legnickie poniemieckie wyziewy, ciepłe opolskie patologie deweloperki. Po polsku albo z tłumaczem. Bez cienia żenady, a na pewno już bez sytuacji wstydu za kogoś innego, bo to w ogóle psuje klimat na cokolwiek. Z pojedynczymi wybiegami kobiecymi, zawsze nie w takim charakterze, który zdarza się większej grupie ludzi. Rano lub w południe. Pobudka na zadowolonego zdumionego lub realistę-nihilistę w pustym uśmiechu stojąc przed lustrem. Chyba tak bym to słyszał w swoim kontekście.
Późnej Nosowskiej to nawet nie próbuję, bo Męskie Granie to straszna konfekcja na dłuższą metę. Co innego elektroniczne UDANE kombinacje z końca XX wieku. Trochę jak Bjork, trochę Aphex Twin, ale nasze podwórko walczyło z plagą chodnikową. Niuanse to na spokojnie i bez dydaktyzmu. Puk.Puk w całości nie słyszałem dawno. Wracam do konkretnych piosenek. Równie mocną słabość mam do Na Ucho za hipnotyczny rytm i kolejny zmyślny tekst, ale otwieracz w warstwie lirycznej chyba jest jeszcze lepszy. Bez infantylizmu, spójny. Dobrze się rozsmakować byciem w dupie lub fałszywym bogiem chwili, gdy w tle grasuje elektronika w zderzeniu z wyzywającymi partiami saksofonu. Jak nie wiecie, o czym chcę wam powiedzieć, to może bohaterka wrzutki pomoże?
https://www.youtube.com/watch?v=uw7a0-p ... MKAYcqIYzv
Zaraz znowu w drugą stronę. Albo wszystkie nastroje pogody albo przekroczenia, po których rano trzeba znieść swoją twarz, stan lub świadomość zaistniałego. W różnych chwilach ostatnich lat. Samodzielne próby powrotu do domu, a potem poranne przebudzenia na materacu. Ostatnie Diavollo, do którego chyba już nigdy nie przyjdę i to nie ze względu na jakość serwowanego jedzenia. Spacery po Podzamczu nad ranem. Zrywanie na przystankach lub podczas tej ostatniej rozmowy, która już w zapowiedzi brzmiała wyjątkowo żałośnie. Gwałtowne wyjścia z mieszkania różnymi porami roku i dnia, by spotkać się niezobowiązująco (a może trochę tak?). Bohaterowie machlojek w białych rękawiczkach. Stawiane drinki, kręcone śmieszne papierosy, bogowie nocy i dnia. Mroźne plenery, klimatyzowane mieszkania z centralnym. Chłodne legnickie poniemieckie wyziewy, ciepłe opolskie patologie deweloperki. Po polsku albo z tłumaczem. Bez cienia żenady, a na pewno już bez sytuacji wstydu za kogoś innego, bo to w ogóle psuje klimat na cokolwiek. Z pojedynczymi wybiegami kobiecymi, zawsze nie w takim charakterze, który zdarza się większej grupie ludzi. Rano lub w południe. Pobudka na zadowolonego zdumionego lub realistę-nihilistę w pustym uśmiechu stojąc przed lustrem. Chyba tak bym to słyszał w swoim kontekście.
Późnej Nosowskiej to nawet nie próbuję, bo Męskie Granie to straszna konfekcja na dłuższą metę. Co innego elektroniczne UDANE kombinacje z końca XX wieku. Trochę jak Bjork, trochę Aphex Twin, ale nasze podwórko walczyło z plagą chodnikową. Niuanse to na spokojnie i bez dydaktyzmu. Puk.Puk w całości nie słyszałem dawno. Wracam do konkretnych piosenek. Równie mocną słabość mam do Na Ucho za hipnotyczny rytm i kolejny zmyślny tekst, ale otwieracz w warstwie lirycznej chyba jest jeszcze lepszy. Bez infantylizmu, spójny. Dobrze się rozsmakować byciem w dupie lub fałszywym bogiem chwili, gdy w tle grasuje elektronika w zderzeniu z wyzywającymi partiami saksofonu. Jak nie wiecie, o czym chcę wam powiedzieć, to może bohaterka wrzutki pomoże?
https://www.youtube.com/watch?v=uw7a0-p ... MKAYcqIYzv
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
W sumie coś w tym jest, że ten cały polski niezalowy szugejz brzmi po prostu zamulenie czy tam MUDDY, przez co nie jestem w stanie się nim jarać. Generalnie im jestem starszy, tym mniej widzę sensu w słuchaniu shoegaze'u, który nie jest reprezentantem tej słynnej wielkiej trójcy mbv/slowdive/ride, bo ani to brzmienie w innym wykonaniu mi nie siada, ani te piosenki zazwyczaj nie są jakieś wybitne.Jesienne zamulanko na pełnej. Im dalej idziemy w tej kolejce tym bardziej obce są mi te melodie i klimaty. Jakoś po prostu mam zupełnie inny vibe w głowie na ten moment i tego typu muzyka mnie raczej odrzuca. Polskie niezalowe szugejzowe granie, ogólnie słuchając tego czuję że tam może być dobry kawałek ale miks w tej piosence starannie zdaje się to ukrywać. Całość ma tak MUDDY brzmienie że ani połowy tekstu nie rozumiem po tych odsłuchach ani dobrze nie mogę się nacieszyć instrumentarium, domyślam się że mógł być to zabieg celowy ale jak dla mnie niekoniecznie udany.
A co do Rockwella to fajnie, że się przyjął i ten no
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Wbrew pozorom to nie jest przedstawiciel sekcji "Aaa ciekawe jak zareaguja" ani tym bardziej "Tanie prowo 2 w cenie 1". Może i nie jestem największym fanem twórczości Rudiego "A teraz czarny fortepian" Schuberta, bo kaman kuśfa - to jest Rubi Schubert, ale ten konkretny utwór Wałów Jagiellońskich na pewno znalazłby się na ścieżce dźwiękowej mojego soundtracku do jednego z ważniejszych okresów mojego życia.
Czyli lata w roku pandemicznym AD 2020. Być może kogoś urażę stwierdzeniem, że był to dla mnie dobry okres, bo jak to - wszyscy umierają, śmiertelny wirus, nie można z domu wychodzić etc. Blablabla, ale nic na to nie poradzę, że mam bardzo dużych wspomnień związanych z tym czasem. Zdaję sobie sprawę z tego, że to wynika z faktu, iż moje życie towarzyskie było wówczas kpiną, byłem wówczas mocno sfrustrowany brakiem osób, które mógłbym określić mianem bliskich, zwłaszcza we Wrocławiu, więc nakaz izolacji praktycznie mi nie przeszkadzał.
Właściwie to nawet przeciwnie - w tamtym okresie czułem presję, by spotykać się z ludźmi, z którymi nie zawsze było do końca po drodze, wychodząc z założenia, że nie mogę odrzucać potencjalnych szans na nawiązanie znajomości ani psuć relacji, które mogą jakoś wyewoluować. Szukałem tych ludzi zresztą mocno na siłę, a chyba nie muszę mówić jak takie poszukiwania się kończą. Pandemia nie tylko zdjęła ze mnie tę presję jak ręką odjął, ale w jej trakcie wyselekcjonowałem sobie grupę bliskich znajomych, z którymi prawdopodobnie kontakt w innym przypadku by się urwał (ale to już moja gdybologia).
No i tu przechodzę płynnie do sedna, bo jedna z tych osób to miała mocną zajawkę na kulturę z PRLu, co w sumie na swój sposób mi imponowało i nadal mi imponuje, bo chłop przeczytał chyba z pół biblioteki, zna pierdyliard płyt i w sumie to głupi nie jest, choć miewał dziwne jazdy - ale tak to jest jak się mieszka w Pabianicach (btw typ nawet miał audycję w Żaku). Niemniej, jest dobrą mordą, nawet byłem u niego w domu i oglądałem magazyn kryminalny 997.
No i jeszcze płynniej przejdę do sedna, bo w swoim czasie mocno forsował poniższy utwór, a ja... W sumie to ja z nim. Bo może i jest ciut przaśny ze względu na wokalistę chociażby, może i humorek z lat 80. w muzyce to nie jest rzecz najwyższych lotów, ale cholera jasna... To świetne disco jest. Tak po prostu. Autentycznie mnie to buja, sekcja rytmiczna robi robotę i jest to po prostu dobry kawałek.
To ten... Mata i bierzta i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=7-0DXv8W_0c
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dziękujemy Sebie! Wuja, jeśli się obraził, to siusiak, a jeżeli ma zamiar się bawić, to zamykamy kolejkę wieczorem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ja się nie obraziłem. Może wyjaśnię sytuację. Fakt - moja wina, że nic nie napisałem o moim spóźnieniu. Ale jestem od 20-go na granicy i przyjmuję na stan bazę wojskową od innej jednostki. Mam tutaj zapieprz od rana do nocy póki się z tym nie uporam. W dodatku trwa rotacja wojska. Setki osób, którymi trzeba się zająć w międzyczasie. Nie chodzi o to, że się tłumaczę czy oczekuję jakiegoś politowania. To jest moja praca, do której przez 30 lat przywykłem i wykonuję bez żadnego słowa skargi. Którą lubię. Ale przez ostatnie dni nie miałem czasu nawet pomyśleć o innych rzeczach. Nie chciałem tracić kolejek, więc się nie wycofywałem. Myślałem, że wieczorkami sobie podgonię. Ale jak przychodził wieczór, to nie miałem już ochoty i energii na nic. Ani głowy do czegokolwiek innego oprócz snu. I wyszło jak wyszło. Myślę mimo wszystko, że nie powoduję takich obsuw zbyt często.
A Ty Jakubie po raz kolejny po prostu sprawiasz wrażenie, jakbyś był tu na forum sam dla siebie. "Nie chcesz, to się nie baw, nikt Cię nie będzie zmuszał". Twoje słowa. Nie twierdzę, że robię komuś łaskę swoją obecnością. Ale nie sprawiaj wrażenia jakby Ci w ogóle nie zależało na innych uczestnikach zabawy. Bo dla mnie odejście kogokolwiek z Was byłoby ogromną stratą. W końcu i tak jest nas tu tylko garstka.
Lubię nasze zabawy naprawdę, ale czasami sytuacja życiowa krzyżuje nam plany mimo najlepszych intencji. A moim grzechem jest to, że mimo trudności nie chcę odpuszczać kolejek. Nawet za cenę jakiegoś opóźnienia kolejki. Bo mi zależy.
Lara Fabian - Je T'aime
Jak wspominałem jestem znowu na białoruskiej granicy i pozostanę tu aż do lutego. To dopiero trzeci tydzień, ale doskwiera mi już tęsknota. Za domem, za synem. Ale w szczególności za żoną. Tym bardziej, że od kilku miesięcy przeżywamy coś zupełnie wyjątkowego. Przeżywamy chyba najszczęśliwsze chwile naszego małżeństwa. Wspominałem Wam swego czasu o pewnych osobistych problemach, które nas dopadły, a o których nie chcę publicznie mówić. Problemach, w których zawiniłem tylko i wyłącznie ja. Ale po chwilach burzy nadeszła dla nas wiosna. Przemyślałem pewne sprawy i podjąłem odpowiednie decyzje. Jedyne słuszne, jakie mogłem podjąć. I spotkało mnie coś bardzo pięknego w zamian. Coś zupełnie niesamowitego. Nasz związek wskoczył na niespotykanie wysoki level pod każdym względem, a ja jestem pewny swoich uczuć do żony bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Dlatego obecna rozłąka jest dla mnie bardzo dotkliwa. Przeszywa mnie szczęście, ale jednocześnie zżera tęsknota. A to dopiero początek mojej nieobecności w domu. Dlatego przypomniałem sobie o piosence, która w podobnych okolicznościach 10 lat temu pozwalała mi przetrwać trudne chwile. Byłem w Kosovie na półrocznej misji wojskowej. I w piątym miesiącu dopadła mnie taka depresja z powodu tęsknoty za domem, że trudno mi było sobie z nią poradzić. Nie byłem w stanie przestać myśleć o żonie i dzieciach. Jestem raczej typem twardego gościa, ale wtedy naprawdę wymiękłem. Bo w głębi duszy jestem niepoprawnym wrażliwcem. I wtedy ten utwór pełnił dla mnie rolę lekarstwa. Pomógł mi przetrwać te trudne chwile. Mimo swojego dosyć smutnego klimatu podnosił mnie na duchu. Wysłałem link do tego utworu żonie chcąc za jego pomocą wyrazić swoje uczucia do niej. Bo to jest chyba najpiękniejsza miłosna piosenka jaką znam. Teraz też jej słucham, bo przypomina mi, że mimo kilkumiesięcznej rozłąki będę miał do kogo wracać. Że ktoś tam na mnie czeka z utęsknieniem. Teraz też jej wysłałem link chcąc jej powiedzieć to samo, co 10 lat temu.
https://www.youtube.com/watch?v=0HlZDKE ... rt_radio=1
A Ty Jakubie po raz kolejny po prostu sprawiasz wrażenie, jakbyś był tu na forum sam dla siebie. "Nie chcesz, to się nie baw, nikt Cię nie będzie zmuszał". Twoje słowa. Nie twierdzę, że robię komuś łaskę swoją obecnością. Ale nie sprawiaj wrażenia jakby Ci w ogóle nie zależało na innych uczestnikach zabawy. Bo dla mnie odejście kogokolwiek z Was byłoby ogromną stratą. W końcu i tak jest nas tu tylko garstka.
Lubię nasze zabawy naprawdę, ale czasami sytuacja życiowa krzyżuje nam plany mimo najlepszych intencji. A moim grzechem jest to, że mimo trudności nie chcę odpuszczać kolejek. Nawet za cenę jakiegoś opóźnienia kolejki. Bo mi zależy.
Lara Fabian - Je T'aime
Jak wspominałem jestem znowu na białoruskiej granicy i pozostanę tu aż do lutego. To dopiero trzeci tydzień, ale doskwiera mi już tęsknota. Za domem, za synem. Ale w szczególności za żoną. Tym bardziej, że od kilku miesięcy przeżywamy coś zupełnie wyjątkowego. Przeżywamy chyba najszczęśliwsze chwile naszego małżeństwa. Wspominałem Wam swego czasu o pewnych osobistych problemach, które nas dopadły, a o których nie chcę publicznie mówić. Problemach, w których zawiniłem tylko i wyłącznie ja. Ale po chwilach burzy nadeszła dla nas wiosna. Przemyślałem pewne sprawy i podjąłem odpowiednie decyzje. Jedyne słuszne, jakie mogłem podjąć. I spotkało mnie coś bardzo pięknego w zamian. Coś zupełnie niesamowitego. Nasz związek wskoczył na niespotykanie wysoki level pod każdym względem, a ja jestem pewny swoich uczuć do żony bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Dlatego obecna rozłąka jest dla mnie bardzo dotkliwa. Przeszywa mnie szczęście, ale jednocześnie zżera tęsknota. A to dopiero początek mojej nieobecności w domu. Dlatego przypomniałem sobie o piosence, która w podobnych okolicznościach 10 lat temu pozwalała mi przetrwać trudne chwile. Byłem w Kosovie na półrocznej misji wojskowej. I w piątym miesiącu dopadła mnie taka depresja z powodu tęsknoty za domem, że trudno mi było sobie z nią poradzić. Nie byłem w stanie przestać myśleć o żonie i dzieciach. Jestem raczej typem twardego gościa, ale wtedy naprawdę wymiękłem. Bo w głębi duszy jestem niepoprawnym wrażliwcem. I wtedy ten utwór pełnił dla mnie rolę lekarstwa. Pomógł mi przetrwać te trudne chwile. Mimo swojego dosyć smutnego klimatu podnosił mnie na duchu. Wysłałem link do tego utworu żonie chcąc za jego pomocą wyrazić swoje uczucia do niej. Bo to jest chyba najpiękniejsza miłosna piosenka jaką znam. Teraz też jej słucham, bo przypomina mi, że mimo kilkumiesięcznej rozłąki będę miał do kogo wracać. Że ktoś tam na mnie czeka z utęsknieniem. Teraz też jej wysłałem link chcąc jej powiedzieć to samo, co 10 lat temu.
https://www.youtube.com/watch?v=0HlZDKE ... rt_radio=1