Best of Forum VI

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Re:

Post 07 sty 2025 14:04

No tak, czego ja chcę od gór. Zazdro, ale nie zazdro "fantów".
Dragon pisze:
07 sty 2025 13:59
...a co z Redshiftów weszło?
RW2, Redshift i Faultline. Trochę zaniedbałem dalsze słuchanie, więc będzie nadrabiane.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 sty 2025 14:17

Nie widzę pewnej płyty, którą planuję wrzucić do bestki... Bardzo dobrze heh

To ja bym jeszcze śmiało polecił Life to Come i Toll.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 sty 2025 14:25

Zaopatrzone!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 08 sty 2025 12:35

David Bowie - No Plan

Murzyn wiedział, kiedy i jak się wstrzelić, albowiem dziś mija 9 lat od premiery Blackstar (trudno uwierzyć, że minęło AŻ TYLE czasu), zaraz będzie 9 lat od jego śmierci, ale też wypadku Blacka... początek 2016 był straszny. Nie muzycznie tho, Bowiemu Blackstar wyszło jak mało co. Tbh zapoznając się z materiałami pozostałymi poza albumem a z tych samych sesji zastanawiałem się, dlaczego nie zdecydowano się na dorzucenie tych kilku kawałków do albumu... Nieważne zresztą, najwyraźniej stał za tym jakiś zamysł, może nawet już o nim czytałem, tylko nie pamiętam. No Plan jest, prostytutka, doskonałe. Uwielbiam ten kawałek, to jest jakiś Bowie meets Lanegan, i muzycznie i tekstowo mamy do czynienia z wybitnym wprost poziomem. Cóż, wszak to Książę, czego innego można było się spodziewać. Cudowne pożegnanie, no ale właśnie... pożegnanie. Lekkość tego utworu jest nieziemska, podpisuję się pod słowami Hiena, jakoby była to pieśń z zaświatów. Szkoda, że nie usyszymy nic więcej.

The Verve - Bittersweet Symphony

Wiosna 2006, moje pierwsze skojarzenie. Numer pamiętam dobrze zarówno z radio, jak i z MTV Classic (już wtedy klip leciał głównie tam...). Teledysk przykuwał moją uwagę - Ashcroft idący bezceremonialnie przed siebie do tej piosenki dawał jakiś bezkompromisowy vibe, który jako wyjątkowo pretensjonalny 17-latek kupowałem. To było odkrycie, podniecałem się i muzyką i tekstem, a dziś... no, nie meham, nie wypada wręcz, albowiem wciąż jestem jakoś tam poruszony, gdy słyszę "symfonię". Pamiętam też, że kilka lat później poznałem gościa, który był w tej piosence wprost zakochany (chyba nadal jest). Zdarzyło nam się kiedyś po pijaku iść łódzką ulicą Sienkiewicza i śpiewać ów utwór na całe gardła (dziś ów ziomek siedzi w piwnicy i nagrywa popkulturowego vloga, pewnie nawet nie pamięta tamtego spaceru). Czy te smyczki były kradzione od Stonesów czy nie, pasowały - i nadal pasują - idealnie. Chyba w tamtym 2006 sięgnąłem po całe Urban Hymns, możliwe, że nawet zachwyciłem się czymś jeszcze (swego czasu miałem fazę na Drugs Don't Work), teraz sobie nie przypomnę. Czy Bittersweet Symphony jest nieco przeruchane? Jest. Czy sprawia to, że mniej to lubię? Nie. MELODY AND SILENCE, FRIENDS.

Stéphane Picq - Chani’s Eyes

Nie znam uniwersum Diuny i z pewnych względów nie mam ochoty/potrzeby poznawać. Względy zachowam dla siebie, dodam jedynie, że kiedyś odbiłem się od książki, za to obejrzałem ekranizację Lyncha. Miało to jednak miejsce jakieś pokolenie temu, więc niewiele dziś z tego dobrze pamiętam. Z grami z kolei w ogóle nie miałem do czynienia. Nie posiadam więc tutaj punktu odniesienia innego, niż po prostu muzyka z gier tamtego czasu. Nie było tego jakoś oporowo dużo w moim życiu, jakieś Prehistoriki, jakieś Skyroads, co tam akurat było dostępnego na starych kompach w podstawówkowej sali informatycznej. Diuny z pewnością tam NIE było, ale nie uważam tego, za jakoś nieziemsko istotne - zwyczajnie dużo OSTów brzmiało wówczas podobnie do siebie. Jak zamknę oczy, to przy propozycji Hiena aż widzę siebie siadającego do mocno już pożółkłej jednostki 486, wklepującego wiersze w linii komend i odpalającego rzeczy, któych już nawet na Abandonware się nie znajdzie. Do rzeczy jednak - klimatyczny jest to utwór. Biorąc pod uwagę ówczesne możliwości i dostępne środki uważam, że broni się nad wyraz dobrze. Fajnie było sobie posłuchać, to trochę jak znalezienie w starych szpargałach 30-letniego egzemplarza Świata Gier Komputerowych. W sam raz dla takiego fanatyka nostalgii, jakim jestem ja.

Richard Pinhas - Iceland Pt. 2

Ciekawe, jak by się tego słuchało na Islandii... A tak zupełnie serio, z początku pomyślałem sobie, eee tam, nic bardzo specjalnego. Ot, Dragon-core na pełnej, żadna nowość w stosunku do rzeczy, które serwował wcześniej, zapewne zaserwuje takich jeszcze z milion. A jednak coś tutaj jest takiego, co przykuwa uwagę. Może to ten elektrobasik, który pracuje w taki uroczy out of sync sposób? Klawisze w tle brzmiące niby moje improwizacje sprzed 15 lat? Najwyraźniej chwyciło, albowiem muszę powiedzieć, iż mi się to po prostu podoba. Jednocześnie i to dzieło podejrzewałbym o pochodzenie z jakiejś gry, a przynajmniej filmu (np. nieoficjalnej kontynuacji The Thing nakręconej na przełomie lat 80. i 90. z aktorami klasy B). Nie tyle czuć tu zimę, co jej symulację. Coś takiego mogłby się znaleźć na sountracku do Red Alert trololo, i mówię to (a raczej piszę) śmiertelnie poważnie. O, albo Iron Storm, to był świetny FPS! Tam też bym to widział (słyszał). Dobre, choć Dragon miewał lepsze propozycje. Pozostanę więc w swoim własnym kontekście swojego własnego headcannonu. Zwyczajnie nie pamiętam, z jakiej to gry numer, ale musiało mi się w nią grać bardzo dobrze.

Kamil Pivot - Sny o Intertoto

Z piłką nożną mam jeden zasadniczy problem - w ogóle mnie ona nie obchodzi. Tzn. nie wiem, czy nazwałbym to problemem, na przestrzeni mojego życia to raczej inni mieli z tym problem. Najpierw mój ojciec, potem "koledzy" ze szkoły, a potem znów mój ojciec. Najświeższy problem? Telemarketer z Play, który był okrutnie zaskoczony, iż nie jestem zainteresowany zestawem kanałów sportowych z futbolem. "NO JAK TO, CO ZA FACET BY TEGO NIE CHCIAŁ?!". Nawet bym się zaśmiał, gdyby nie to, że takie pytanie naprawdę z jego ust padło... Z tego powodu nie rozumiem żadnych referencji w tekście, jedynie Ruch Chorzów, bo to "siostrzany" klub Widzewa (jedyny tego powód to współpraca pseudokibiców obydwu drużyn w zakresie... produkcji i dystrybucji dragów lol). Co mogę powiedzieć... Fajny, senny i czilowy klimat utworu. Dobry bit, dobre sample, rozmarzony i taki totalnie na wyjebaniu wokal, wszystko to tworzy mocno heartwarming klimat. Idealny numer do popołudniowego zasypiania w fotelu. Gdybym tylko miał fotel, od razu bym to przetestował. Także - propsy, od prawdziwego profana piłki kopanej!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 09 sty 2025 12:13

David Bowie - No Plan

Blackstar znam bardzo dobrze, ale tych pozostałych utworów spoza podstawowego albumu już nie. A szkoda, bo widzę po No Plan, że jest tam czego słuchać. No nic, wszystko się da nadrobić przecież. Murzyn chyba nie za często proponuje ballady. Tutaj się zdecydował, no ale zapodając Bowiego trudno raczej chybić. Przynajmniej późniejszego Bowiego. Bardzo ładny utwór. Bowie czaruje głosem w swoim stylu. Ten jego wokal był naprawdę magiczny i niepowtarzalny. Bardzo fajna aranżacja. Dobrze pracuje perkusja, delikatne pianino. Ładna końcówka z saksofonem. W ogóle taki rozmarzony klimat ma ten utwór. Mógłby sobie płynąć i płynąć bez końca.
9 lat minęło od premiery Blackstar i śmierci Bowiego. To jest wręcz niemożliwe. Pamiętam jak dopiero co gruchnęła o tym wieść tu na forum. Pamiętam też jak w zeszłym roku miałem przeświadczenie, że te fakty wydarzyły się ze 2-3 lata wstecz.

Sophie Solomon feat. Ralph Fiennes - A Light That Never Dies

Od początku utwór bardziej niż Rosją zalatuje mi Francją. Pewnie za sprawą akordeonu. I mi ten lunaparkowy początek i koniec się podoba. Lubię akordeon. Skrzypce w sumie też, choć nie znam się na nich. Ale zagrywka jest spoko. Dobrze, że środek ma inny charakter. Trochę bitu nie zaszkodzi. Głos Fiennesa ładnie się wkomponowuje. Lubię go jako aktora i kojarzę z paru filmów. Theremin nadaje nieco upiorności utworowi. Generalnie jest spoko

Stéphane Picq – Chani’s Eyes

Widzę, że Hien też się nieźle zna na na soundtrackach. Ja z uniwersum Duny oglądałem jedynie film Lyncha. I było to tak dawno temu, że prawie nic oprócz występującego tam Stinga nie pamiętam. Ostatnio będąc w Empiku przyglądałem się nawet książkom z tego uniwersum zastanawiając się, czy sobie czegoś nie kupić. Ale było tego takie multum, że nie wiedziałem w ogóle od czego by zacząć. W ogóle tego typu sagi sci-fi przerażają mnie swoją opasłością. Jak choćby świat Star Wars. Nie wiem od czego by w ogóle zacząć, boję się w tym wszystkim po prostu pogubić. W gry ze świata Dune to już nie tylko nie grałem, ale nawet nie mam pojęcia, o czym one są. Nie przeszkadza mi to jednak poczuć kapitalny wręcz klimat tego utworu. Mam słabość do takich prymitywnych elektronicznych brzmień z ery starych platformówek czy pierwszych gier 3D. Te muzyczki miały w sobie tyle niepowtarzalnego uroku, że szok. Serce me się cieszy i raduje słysząc Chani's Eyes.

Richard Pinhas - Iceland (Part 2)

Co by o Dragonie nie mówić, to jedno jest pewne - o ileż uboższa byłaby ta nasza bestka bez niego. Dla takich utworów warto tutaj być. To jest po prostu klimat nie do przecenienia.
Ja jestem naprawdę miłośnikiem prawdziwej zimy. Mieszkanie na Mazurach ma tę zaletę, że tutaj zimy potrafiły być naprawdę srogie mimo, że w innych częściach kraju wyglądało to inaczej. I to jeszcze do niedawna. Ileż to razy się dziwiłem dzwoniąc do rodziców do Chojnic, że u nich czarno i na plusie, podczas gdy na Mazurach było śniegu po kolana i kilkanaście stopni mrozu. Niestety w tym roku nawet u mnie zimy nie ma. Jeziora pływają, mrozu nie ma, śniegu jak na lekarstwo. Iceland daje nam jednak trochę tego zimowego klimatu. Utwór dosyć minimalistycznie brzmiący. Ale nie raz się okazywało, że klimat wcale nie zależy od natłoku brzmień. Często mam nawet przeświadczenie, że skromny aranż jest sprzymierzeńcem klimatu. Klawisze w tle są tak cudownie filmowe. To jest coś, co naprawdę uwielbiam bezwarunkowo. Odgłos sonaru rewelacyjny. I potem jeszcze te wokalne sample w dalszej części utworu. Słucham tego i oczami wyobraźni widzę jakieś zmrożone krainy, jakieś statki czy u-booty płynące przez lodowate wody oceanu. Widzę zimowe mapy w np. Call of Duty. Mam wiele skojarzeń. A moja wyobraźnia pracuje tylko przy najlepszej muzyce.

Kamil Pivot - Sny o Intertoto

Lubię piłkę nożną, choć na pewno nie w wydaniu polsko-ligowym. Nasz rodzimy grajdołek kompletnie mnie od jakichś dwóch dekad nie interesuje. To znaczy od momentu, w którym zaczęliśmy być chłopcami do bicia dla klubów z np. Cypru, Azerbejdżanu czy Turcji. Nawet nie wiem, kto jest mistrzem Polski, bo to i tak nie ma żadnego znaczenia na arenie międzynarodowej. A tytuł mistrza najsłabszej ligi w układzie słonecznym jest naprawdę zupełnie nieistotny. Tym bardziej nie interesuje mnie żadne piłkarskie studio z „ekspertami” typu Hajto, Wichniarek czy inny Kowalczyk. Szkoda czasu. Tak samo, jak szkoda mi czasu na polski hip-hop (generalnie). Bestki lecą już trzeci rok, a moja niechęć do tej muzyki się raczej tylko pogłębiła. Tekst nawet sympatyczny, doceniam przynajmniej tematykę i brak wulgaryzmów. Słuchałem w towarzystwie kolegi z pracy, który lubi piłkę i miał on z tego tekstu pewną radochę jak widziałem. Ale mimo tego naprawdę nic mi to pod względem muzycznym nie robi. Szczególnie w tak doborowym towarzystwie, jak to wyżej.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 sty 2025 12:40

Szczerze, Wujas, to z Diuną bardzo łatwo zacząć, wystarczy sięgnąć po książkę pt "Diuna" xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 10 sty 2025 08:41

Sophie Solomon - A Light That Never Dies

Specyficzna muzyka dla każdego i jednocześnie dla nikogo chyba. Patrzę na okładkę tej płyty która wygląda jakby była cyknięta właśnie w jednej z takich przytulnych kawiarnii lat zerowych i mam poczucie że nikt za bardzo nie wiedział co z tym zrobić ani jak to zbytnio promować. Z braku laku właśnie wyszedł z tego materiał na składanki Sygnowano i inne RAMki. Musiał ma dużą słabość do takiego materiału, ja mocno szanuję na pewno przywiązanie do tych kompilacji z pozycji nałogowego kolekcjonera, choć ich zawartość mam wrażenie to jednak w większości właśnie kawiarniany muzak. Osobliwy numer, skrzypce po żydowsku, akordeon z Paryża, na to dowalony theremin, wibrafon a nawet jakiś arp pod spodem czasem. Całość uzupełnia spoken word aktora, tworzy to klimat noir, nawet taki trochę wręcz hehe szpiegowski. Nie jest to złe ale ogólnie nie grzeje ani nie ziębi.

The Verve - Bitter Sweet Symphony

Miałem coś tam się czepiać i coś tam mehać że endżoj itd. itp. ale nie będę. Wujas fartownie wstrzelił się tym doskonale znanym mi numerem w chwili kiedy czuję się przemęczony i wypalony i możliwość posłuchania czegoś znanego bez wysilania mózgownicy jest dla mnie zbawienna obecnie. To jest klasyk i mimo wszystko naprawdę fajny i dobry numer, wykorzystanie tych smyczków z orkiestrowej wersji numeru Stonesów to doskonały przykład dlaczego pewne tematy i melodie warto recyklingować w muzyce ale co innego mógłby napisać taki fan samplowania jak ja? Może się nie będę rozpływał zanadto nad tym numerem ale no daję zielone światło tej wrzutce.

Stephane Picq - Chani's Eyes

Hien uderza centralnie w serducho tym nostalgicznym 90sowym soundtrackiem do gry w którą nigdy niestety nie dane mi było zagrać ale czytałem o niej i byłem jej zawsze ciekaw - nie mając chyba dawniej nawet świadomości czym jest Diuna. To jest to brzmienie jakie wprost uwielbiam tylko trochę się teraz pogubiłem bo nie znam się na tym i ja byłem pewien że to jest brzmienie MIDI a nie 8 bitowe, tak zawsze pojmowałem to komputerowe brzmienie lat 90., jakiekolwiek by nie było to jest soundtrack do mojego dzieciństwa właśnie. Podoba mi się ten lekki lead, smutne pady i plumkający automat perkusyjny. Może kiedyś sam coś takiego zapodam jeszcze. Myślę że najlepsza soundtrackowa wrzutka w bestce obok Yakuzy.

Richard Pinhas - Iceland Pt. 2

Dragon atakuje mroźnym długasem trochę niekompatybilnym do obecnej wciąż mało zimowej aury za oknami. Szanuję znajomość wielu takich elektronicznych głów z czasów dawnych, obcowanie ze smoczymi wrzutami mocno poszerza mój alfabet klasyków gatunku, zawsze coś nawet jeśli nie grzebię w tym głębiej po czasie.
Na Islandii nigdy nie byłem i nie wiem jak brzmi, chyba że ten tytuł to bardziej miał być po prostu Lodowy Ląd, ale generalnie numer poprzez proste zabiegi oddaje lodową aurę myślę. Jedyny mankament dla mnie na ten moment to fakt że z czasem ta pętla zaczyna mnie nużyć, nawet jeśli są tu jakieś zmiany melodii czy barwy brzmienia to niewielkie, może gdyby panowało to -10 za oknem i świat przykrył śnieg byłoby latwiej mi to oswoić. Wrzucajacy ten tylko znowu pogoda nie ta.

Kamil Pivot - Sny o Intertoto

No dobra, wzmianka o Urbeku była w sumie nieistotna bo ten bit brzmi jak każdy i jak nikt trochę. O Pivocie usłyszałem gdy wyszedł Tato Hemingway bo płyta pojawiała się tu i ówdzie w podsumowaniach roku 2017 w polskim rapie a te sprawdzałem po odsłuchach 50/50 od Reno. Trochę beka że Kuba napisał o soccer-core bo to w sumie chyba jeden numer taki, a zasadniczo ta epka czy album z tego co kojarzę tyczyły się bardziej życia codziennego z pozycji młodego ojca, Pivot zatem może bardziej jest ojcem dad rapu niż soccer-core xD w każdym bądź razie nie jestem fanem, doceniam luz, humor i odmienną tematykę ale jakoś nie reluję i nie przepadam za jego flow i tym przeciąganiem słóóóów. Trochę zaskakujące ale jednak minimalnie najmniej mi ta wrzutka siedzi z całej kolejki.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 10 sty 2025 08:46

Nie no, to nie jest ośmiobitowe, to jest jak najbardziej pc speaker xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 12 sty 2025 18:00

bo Wie no Plan

Czy ja w ogóle jestem fanem muzyki Bowiego? To jeden z częściej słuchanych wykonawców na dystansie całego dotychczasowego dojrzalszego obcowania z kulturą. Kilka płyt kupionych jeszcze za czasów stoiska w Mediamarkcie, wieści o nadchodzącym Blackstarze, niedługo później śmierć, a potem nieustanne powroty, nowe odkrywki dotychczas nieznanego. Ogromny szacunek, ogromny sentyment. Z No Plan nie mam za dużo wspomnień, co pośrednio jest zasługą większości rzeczy zarzuconych przez Jacka. Nie znam zbyt wielu ludzi, którzy przynajmniej w elementarnym stopniu nie znali muzyki Bowiego. Nie wiem jak ich stosunek do tej EPki, kwestii musicalu, dzieła klatowego we wrocławskim Capitolu... Zgadzam się z Murzynem. Znacznie bardziej działa na mnie otoczka, okoliczności, estetyka wokół artystycznej kreacji, jak się okazało, na kresach życia. Jeśli nagrywał te utwory wiedząc o nieuchronnym, to naprawdę był/jest/będzie Wielkim Przedwiecznym, który miał w sobie coś więcej. Płyty z czarną gwiazdą słuchałem tak dużo, że ja siłą otrzaskania i tu słyszę tę nieuchronność, pozaczas. Jest to na swój sposób kojące i przerażające, bo to naprawdę brzmi jak Bowie machający do nas zza szklanej ściany. Gdzieś tam już wokół nas orbituje i jest bogatszy o tę wiedzę, co czeka dalej. Albo przynajmniej tak sobie mogę naiwnie wmawiać. Niby sesja do Blackstara, ale tercet z No Plan w ogóle by tam nie pasował. Tu bardziej przypomina The Next Day wzbogacone o ładne klawisze i jeszcze większej vibrato na wokalu. Przyjemnie słodko-gorzki materiał dla fana... aha, czyli się wydało. Solidny poziom, ale tylko przy When I Met You byłem wstrząśnięty - to jest dopiero niesamowity kawałek.

Sofia Salomon A Light That Never Dies

Ładnie Musiał zachęca i kusi, ale no nie wiem, nie wiem... Po opisie liczyłbym na więcej folku, klezmerzenia i generalnie eksperymentów, a nie coś porównywalnego do chill-jazzowych remiksów piosenek Fogga czy ogólnie easy listening do picia kawy w odpowiednio prestiżowym lokalu. Wszystko bardzo solidne wyprodukowane - są akcenty bardziej wysmakowane, jest ta wyjątkowo neutralna elektronika. Muza, po której nie zostaje w głowie nic szczególnego. Fabryka Trzciny... kiedyś miałem jakieś skojarzenia z tym hasłem, ale słyszę, że pod tym znakiem nie czeka mnie zbyt wiele ciekawostek. Już mi przeszła pryszczata faza na wielką miłość do dobrze wyprodukowanych pogadanek dla nich samych [Liquid], musi być bardziej gęste, pełnowartościowe. Półśrodki? Selekta w wykonaniu oficjeli Radia RAM bardziej mi pasuje. Za mało skrzypienia na tych skrzypkach!

VERVA Bitter Sweet Symphony

Fajny opis Wujasa, bo oddaje generalnie mój stosunek do tego kawałka. Początek super, dobrze zaangażowany, wszystko się zgadza, a potem takie elementy do uzupełnienia, przetrwania, elementarnego spięcia w całość. Przy bliższym wsłuchaniu ujawnia całkiem dużo poza charakterystycznym samplem, ale on ma tak dużą siłę rażenia... przy sześciominutowym kawałku zaczyna męczyć. Pierwsza zwrotka, refren i starczy, bo potem już jakieś rockerskie męczenie nie po mojemu. Chuyowa akcja z Rolling Stonesami wokół praw, tutaj dobrze, że wreszcie doszło do zmiany. Nie no serio, w jakichś wersjach radiowych jeszcze mógłbym słuchać w całości, ale im dłużej, tym bardziej usypiająco. Taki hymn im wyszedł, w którym po zapodaniu wszystkich elementów już nic więcej się nie dzieje. Trochę szkoda xd

Dune (Schulze/Tiepold) Chani's Eyes

Bardzo fajna wrzutka tak TYPOLOGICZNIE. Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek sprawdził moją muzykę to wie, że przez kilka lat bawiłem się w laptopowy chiptune, więc miło po tak długim czasie sprawdzić coś kompletnie nowego. Jeśli ktoś by mnie spytał - co ciebie zaintrygowało w ośmiobitowcach - odpowiadam: szeroka skala możliwości brzmieniowych. Jednocześnie na chłopski rozum to bardzo naiwne, prymitywne i dość tandetne rozwiązania, ale z drugiej strony można pobawić się w tak wiele konwencji, to bardzo wdzięczna materia pod rozmaite pomysły, stylizacje. Nie bez przyczyny tak wiele znakomitych motywów growych zostało na długo w społecznej świadomości. W tych układach tkwi moc. Za pierwszym razem mógłbym marudzić, bo pewnie ten konkretny motyw zaaranżowałbym trochę inaczej. Teraz wchodzę w tę konwencję bez problemu. Wyobrażałbym sobie jakiś bezkres przestrzeni dookoła, księżycowy albo właśnie pustynny krajobraz z lekką tajemnicą, niepokojem w tle. Szkoda, że nie ma więcej perkusyjnych patentów, ale bez takiego chamskiego tłuczenia tylko prędzej takie dudnienie hi-hatami na drugim planie, jak rytm bossanova u Żara np xD Podoba mi się ta surowość i jednocześnie plastyczność. Noo fajny numer, bez dwóch zdań. Gdybym miał czas to chętnie zrobiłbym swoją wersję. Myślę, że dość mam pewną lekkość i biegłość w odpowiednich wtyczkach.

Uniwersum Ekstraklasy (Main Theme)

Trochę tych poniedziałków spędziłem z Mietkiem, Julkiem, Leszkiem... i Smykiem, więc propozycja Seby już na poziomie czytania tytułu wzięła z zaskoczenia. W kwestii stosunku do piłki nożnej: nie lubię Śląska Wrocław, mój ulubiony zagraniczny klub to Sassuolo, a poza tym to nie przepadam generalnie za samą dyscypliną xD Ale ekipę Goala z Tetrykami na pierwszym planie szanuję bardzo. Pewnie dzięki nim bardzo dobrze orientuję się w środowiskowych pierdołach. Poza tym mają po prostu bardzo przyjazną manierę opowiadania o rzeczach, najczęściej sięgają po znane mi nawiązania, do tego są zabawni. W sumie to zaczęło się już w liceum od weszlackich programów jeszcze z Rokuszewskim, Paczulem, Kubą Białkiem. Obok całej lawiny zjawisk z innego świata zdarzało się pić piwo z kolegami z klasy, gadać o piłce, grać w FIFĘ, chodzić na wałbrzyską B klasę albo też samemu kopać w gałę na różnych okolicznych boiskach. W sumie to dziś ostatnie tak intensywne doświadczenia tego typu. Później w pandemię lubiłem wracać do quizów, a po czasie zorientowałem się w aktualnej sytuacji medialnej. Może piłka na marginesie, ale sztuka komizmu sytuacyjnego Leszka, kibolstwo znane z autopsji i koneksji rodzinnych u Olkiego, jedyny dobry stand-up by Sipika, wcześniejszy masochistyczny kontent Miecia - no kurza twarz, to są wystarczające powody, by odpalić w tle i bardzo często wytrwać te 3-4 godziny ze spoko gośćmi. Sam numer idzie jako czołówka poniedziałkowego programu, a tak właściwie to jego późniejsza część. Lirycznie bardzo odpowiada częstym dygresjom, historiom osobistym czy generalnie temu wszystkiemu, co najczęściej nie powinno być głównym tematem programu, a co mnie najsilniej przyciąga. Same Sny o Intertoto... wkurza mnie tylko to 'he' co jakiś czas. Ja wiem, że to taki nieraperski rap do końca, ale pewna maniera na dystansie całego kawałka drażni. Poza tą drobną przypierdolką 5/5 i do ulu, zobaczymy, co tam panowie jutro upichcą. Na poziomie pseudoeksperckiej analizy powiem tak: autor bitu mocno pomaga raperowi, by ten jakoś nie wypadł bardzo niekorzystnie hehhe
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 12 sty 2025 19:51

David Bowie - No Plan

Posypuję głowę popiołem - totalnie nie kojarzę tej epki. Mogłem ją w okresie premiery nawet i słyszeć, nie wiem, nie pamiętam, ale jej fakt istnienia totalnie wyrejestrowałem z umysłu - możliwe, że go nawet nie zajerestowałem, ale z drugiej strony okładka wygląda jakoś zbyt znajomo, więc CHYBA NIE. Generalnie to ja bardzo rzadko wracam do ostatniej płyty Bowiego, bo choćby przez otoczkę dookoła niej związaną ze śmiercią Bowiego, nie umiem jej słuchać ot tak "normalnie". Pisałem o tym kiedyś wrzucając Coltrane'a, bardzo podobny przypadek, tylko tutaj jest to jest dla mnie jakby bardziej… osobiste, jakkolwiek by to głupio nie zabrzmiało, bo od fascynacji Bowiem zaczęło się u mnie interesowanie muzyką na poziomie poważniejszym niż słuchanie jakichś radiowych przebojów zgranych z wrzuty. Ale gdybym miał przedstawić w formie muzycznej pożegnanie ze światem w wykonaniu ekscentrycznego geniusza - mniej więcej tak by brzmiało. Wybitny epilog wielkiej kariery i rzecz wielka. Gwiazdka i kropka.

Sophie Solomon feat. Ralph Fiennes - A Light That Never Dies

Jak to początek 2022 był TRZY lata temu? Welp, też akurat styczeń wspominam jako tako, ciupciać zaczęło się mniej-więcej z początkiem wybuchu tej operacji, co miała potrwać dwa dni, a potem to już (dua) lipa, kupa i chrust. No, ale mniejsza z tym. Kocham Musiała za to, że jest jedyną mi znaną osobą, która mogłaby napisać na serio, że jara się składanką sygnowaną marką Fabryka Trzciny. Inna sprawa to to, że niestety, ale nie jestem w stanie tej fascynacji podzielać. Dla mnie brzmi to jak jakiś Parov Stelar czy inny electro swing, czyli jak taka muzyka, która niby nie jest zła, ale męczy mnie po 10 minutach i nie jestem w stanie jej słuchać dla własnej przyjemności za cholerę. Może za krótko w pobliżu radia RAM mieszkałem, nie wiem. A Fiennes mnie zaś tu zupełnie nie grzeje ni ziębi - po prostu se jest i coś tam mamrocze i tyle. No ujdzie.

The Verve - Bittersweet Symphony

Wuja bestki pomylił, bo gdyby wrzucił do teledyskowej, to bym mu ładną laurkę wystawił. Podoba mi się lakoniczny opis wrzucającego, ale w sumie się z nim utożsamiam. Też nie mam jakichś ważnych ni ważkich ni godnych zapamiętania wspomnień związanych z tą piosenką i też sprawdzałem ich z ciekawości, aczkolwiek ich debiut (wydany jeszcze bez The w nazwie) zapamiętałem jako dość przyjemny shoegaze - jak ktoś takie klimaty lubi, to może sprawdzić. W ogóle to śmieszna sprawa, ale przez lata praktycznie w ogóle nie miałem styczności z tą piosenką, a już kolejny raz widzę, jak ktoś ją randomowo przywołuje. Ale to dobrze, bo ten no… jest dobra. I tyle.

Stéphane Picq – Chani’s Eyes

Czasem słucham waszych propozycji robiąc jakieś randomowe czynności i pamiętam, że słuchałem tej koleki pierwszy raz w pracy. Była jakaś godzina typu 22:00, może 23:00, w biurze ciemno, bo tak se lubię, ja skupiony klikam w konkuter i słyszę pierwszy raz TO. Nie miałem bladego pojęcia co to, skąd to, ale porwało mnie to od pierwszego odsłuchu, na tyle, że zapragnąłem od razu drugiego, trzeciego i kolejnego. Nie pamiętam kiedy ostatnio w tej zabawie trafiłem na równie mocny Złoty strzał, ale to musiało być dawno. Też nie jestem fanatykiem sceny ośmiobitowej, ale mam słabość do brzmienia tych wszystkich kilkubitowych sprzętów sprzed kilku dekad, które niby jest syntetyczne, plastikowe i prymitywne, ale ma swoją duszę. A jeśli jest otoczone świetną kompozycją, jak tutaj, to ja się jaram i to kupuję. No i muszę w końcu wgłębić się w lore Diuny lol.

Richard Pinhas - Iceland (Part 2)

Nie zgodzę się w kwestii Heldona, bo to wspaniała muzyka, a te niby nudne dysonanse o których pisze imć Robert są przepyszne i będę bronić tego projektu jak czegoś, czego się broni. A co do zimy - dajcie spokój. Jestem zimolubny i kocham tę porę roku, ale to co mamy od parunastu w sumie lat, to popierdółka, a nie zima. Nie pamiętam już prawdziwie hardkorowej zimy, ostatnią to ja mogłem być świadkiem.. bo ja wiem z 15-16 lat temu, jak nie dawniej? No ale nic - od czego mamy bestkę i muzykę. Może temperatura nie spadła u mnie w pokoju do -10, ale jest chłodnie, jest intrygująco, jest może nawet i nieco niepokojąco? Skojarzenia Shodana związane z łodzią podwodną tbh bardziej do mnie trafiają. Ale no, tak czy siak - jest to rzecz dobra.

Kolejka więcej niż dobra. DOWIEŹLIŚCIE.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 12 sty 2025 20:21

Piotr Kmieć – Muzeum w Dar-es-Balat

BEHOLD. To będzie najbardziej archeologiczna, dziwna i obskjurowa wrzuta w tej bestce i nie wiem, czy cokolwiek pod tymi względami ją kiedykolwiek przebije. Będzie to też duża ilość tekstu, więc zostaliście ostrzeżeni. Pozostajemy w temacie Diuny, ale też bardziej w moim życiu, dokładnie ćwierć wieku temu.

Na Gwiazdkę 1999 r., w naszym domu pojawił się pierwszy komputer. Z początku korzystałem z niego, jak każdy normalny młody człowiek, grając w gry. Niemniej, jakoś zaraz po nowym roku, podjarany ojciec przyszedł do mnie do pokoju i powiedział, że będziemy się łączyć z internetem. Do tego momentu, nie miałem pojęcia czym jest internet. Wspominano o tym czasami w branżowej prasie, np. w Secret Service, ale mnie to nie interesowało, bo to były chyba jakieś encyklopedie, czy coś i generalnie nie miałem pojęcia o co chodzi, a w ogóle, to kto by się interesował. Jakoś udało nam się połączyć według wskazówek, które ojcu ktoś tam zapisał. Nie miałem pojęcia, o co w tym „internecie” może chodzić, ale zauważyłem, że w przeglądarce Internet Explorer, operuje się zwrotem „www”. Coś mi zaświtało. Odwróciłem się i spojrzałem na mój wielki, zajebisty plakat z filmu „Mortal Kombat”, który wisiał na ścianie. Na dole, widniał mały napis „www.mortalkombat.com”. No to wklepałem to i bach. Tak się zaczęła moje przygoda z internetem. To było zupełnie co innego niż dziś. Oczywiście wtedy nikt by tak nie powiedział, ale z dzisiejszej perspektywy, internet z początku 00sów, był jakiś taki naiwny, przyjazny, BEZPIECZNY. Taki po prostu do czerpania funu. Poraziły mnie możliwości jakie to zjawisko stwarzało. Mogłem oglądać obrazki i zapisywać je na komputerze za darmo. Mogłem zassać tapetę z „2 Stupid Dogs”. Mogłem ściągać midi z muzyką. Mogłem wchodzić na strony z informacjami po angielsku, co oznaczało, że mam dostęp do tych samych źródeł, co ludzie na Zachodzie (co wtedy było ważne, bo stanowiło okno na świat z zacofanego getta pt. Polska). Niedługo potem odkryłem też mp3 oraz wspaniałe, fanowskie strony, które oferowały niezwykłe dla mnie rzeczy. Nie miałem wcześniej pojęcia o istnieniu tego wszystkiego, czułem się jakby ktoś mnie nagle wypuścił z piwnicy (nomen omen).

Ten czas zbiegł się z okresem mojej rosnącej fascynacji „Diuną”. Zaczęło się od gry „Dune 2000”, ale bardzo szybko rozlało na film (który pamiętałem z wcześniejszych lat) oraz książki. Akurat było głośno o nowym polskim przekładzie, który dosyć śmiało zmieniał dawno już utarte tłumaczenie (ten sam typ przełożył potem „Władcę Pierścieni”, w równie kontrowersyjny sposób). Oczywiście, udałem się do internetu i trafiłem na największą, o ile nie jedyną polską stronę o Diunie – „Muzeum w Dar-es-Balat”. Nie była to byle jaka strona, ponieważ jej twórca – Sławomir Folkman - czynnie wspomagał powstanie pierwszego wydania książkowej „Diuny” w naszym kraju. Fachowiec przy sterze, a i strona fachowa. Spędziłem na niej mnóstwo czasu, czytając to i tamto. I teraz tak. Nie wiem ilu z Was pamięta TAMTEN internet. Nie wiem, może Wuja, Murzyn, Musiał? Może Mentos trochę. Generalnie strony były proste, kolorowe, pełne popularnych wtedy elementów jak poruszający się tekst, licznik odwiedzin, księga gości, itd. Innym bardzo często spotykanym zabiegiem, było to, że zaraz po wejściu na stronę, w tle automatycznie odpalało się jakieś midi, np. na polskiej stronie Mortal Kombat leciało „Techno Syndrome”. Na stronie „Muzeum”, odpalało się to – moja wrzuta. Nadawało niesamowitego klimatu i mocno uprzyjemniało przeglądanie strony, a że bywałem na niej często, to i sam utwór szybko zadomowił się w głowie. Czas leciał, w najbliższych latach straciłem zainteresowanie „Diuną”, a sam internet i jego zawartość, ruszyły ostro do przodu. W 2004 r. zainstalowano u nas stałe łącze (ale nigdy nie byłem dzieckiem Neo) i to już w ogóle zmieniło wszystko, bo jednak w 2000 r., spędzenie kilku dłuższych nocek na bogatych graficznie stronach i ściągnięcie kilku mp3 za dużo, wiązało się migająca lampką w „Bankrucie” i wkurwionym ojcem, który zabierał mi kostkę do tepsowego gniazda, bo przyszedł kolejny rachunek na kilkaset złotych. O starych stronach zaczęło się zapominać, zresztą człowiek był przekonany, że zawsze będzie można do nich wrócić, bo technologia idzie do przodu, a nie do tyłu. Dziś wiemy, jakie są tego rezultaty, kiedy tysiące starych stron i ich zawartość, wraz z naszymi wspomnieniami, przepadła na zawsze, lądując na listach lost media (zwłaszcza w przypadku stron flash-heavy) albo w kompletnej nicości.

Motyw muzyczny „Muzeum w Dar-es-Balat” wracał mi w głowie wielokrotnie. Na jakimś etapie, zorientowałem się, że strony już nie ma. Wayback Machine chyba jeszcze wtedy nie istniała, a jeśli nawet, to nie była jeszcze wystarczająco popularna. Jakoś pod koniec poprzedniego dziesięciolecia, znowu zapragnąłem odszukać to midi, pamiętam, że przesłuchałem na szybko wszystkie osty z gier i filmu i nie znalazłem tego kawałka. Co to było? Skąd to było? Wayback Machine pozwoliło mi obejrzeć stronę główną, ale nie odtwarzało podkładu muzycznego (a ile ja się naszukałem oryginalnego, niealiasowego adresu http://friko.onet.pl/by/diuna/). Byłem w dupie i praktycznie dałem za wygraną. Jednocześnie, zaskakiwało mnie, jak dobrze pamiętałem te melodię, mimo że minęło prawie 20 lat. To nie mogło się tak skończyć. I wtedy, nie pamiętam już w jaki sposób, przyszło mi coś do głowy. Innym znakiem czasów, w latach późno90-wczesno00 było to, że na CD dodawanych do różnych magazynów branżowych, umieszczano często całe strony www do oglądania offline, właśnie ze względu na chore koszta jakie wiązały się z używaniem modemowego internetu z tepsy. Małe śledztwo doprowadziło mnie na archive.org, gdzie można znaleźć niezłe cuda z przeszłości, w tym obrazy pełnych płyt ze starych polskich czasopism o komputerach (drugim takim źródłem jest Chomik, niestety coraz bardziej czyszczony z kontentu). Na jednym z kompaktów dodanych do numeru znanego swego czasu magazynu pt. „WWW”, była offline’owa wersja „Muzeum w Dar-es-Balat” i image tego kompaktu był dostępny na archive. Z drżącym sercem ściągnąłem plik img, załadowałem do Daemona i odpaliłem stronę. Wszystko było cacy, ale… nie leciała żadna muzyka. ALE. Nowsze przeglądarki blokują chyba takie rzeczy, albo zwyczajnie nie są kompatybilne z midi w kodzie. W każdym razie, wszedłem w głąb folderu z plikami html i między innymi, znalazłem TO – „MAIN.MID”. I to było to. Odpaliłem to w winampie i zalała mnie olbrzymia fala nostalgii. Ten krótki fragment muzyki ułożony w midi, to dla mnie symbol nie tylko starej strony o Diunie, ale całego starego internetu, wielkich monitorów, prostych głośniczków, przewodowych myszek z kulką, klawiatur, z których wysypywało się po miesiącach żarcie, wydawnictw zbierających stare niemieckie płyty z demami, folderu „na luzie” z cd-ków z CD Action, flashowych gierek i prostszych czasów, w których internet nie był takim szambem jakim jest teraz.

To jednak nie jest koniec. W ubiegłym roku, znalazłem na fejsie twórcę tej strony i wysłałem mu podziękowania za pracę, którą w to włożył. Odpisał i zamieniliśmy kilka zdań. Zapytałem o ten motyw muzyczny, ale zlał to pytanie i tbh nie jestem z tego powodu zły, facet nie musi pamiętać wszystkiego, co robił ze stroną internetową 25 lat wcześniej. Okazało się jednak, że chociaż część informacji miałem przez cały czas pod nosem. W newsach wersji offline z 1999 r., jest notka o tym, że specjalnie na potrzeby „Muzeum”, niejaki Piotr Kmieć skomponował oryginalny motyw muzyczny. Dlatego nie mogłem tego nigdzie znaleźć. Ta strona miała nawet swój własny, dedykowany theme. Nie wiem kim jest Piotr Kmieć i nie czuję się, żeby męczyć o to autora strony, myślę że tyle wystarczy.

Ta historia, to coś czym w wersji maxi było poszukiwanie autorów „The Most Mysterious Song on the Internet”. Może nawet Justin Whang by zrobił o tym wideo, gdyby to kogokolwiek obchodziło poza mną. Dowaliłem ścianę tekstu, ale jeśli dotarliście do tego momentu, to raczej rozumiecie, dlaczego musiałem to wszystko opisać. To jest kawałek historii, o czasach, w których żyliśmy oraz przestroga o tym, jak łatwo można zgubić proste rzeczy, które mają wielką moc przenoszenia nas do pradawnych czasów, które bez pamiątek, zacierają się w pamięci i znikają, jak flashowe przygody Mariana ze strony Frugo.

Ps. Jedna kwestia techniczna. Wiecie pewnie jak działa midi, ale w razie czego przypomnę, że to tak naprawdę zbiór instrukcji, który sam w sobie nie zawiera żadnego dźwięku. Ten generowany jest przez software lub hardware. Ćwierć wieku temu, po opaleniu midi, komputer odtwarzał muzykę albo za pomocą PC-speakera (dźwięk dochodził z pudła) lub z głośników, efekty potrafiły brzmieć różnie, na różnych komputerach. Kombinowałem jak wół, już miałem robić wideo na YT z wersją przekonwertowaną na mp3, która brzmi, no po prostu średnio jak midi, ale dałem sobie spokój i wrzucam wam po prostu gołe midi. Dzięki temu, być może, u każdego zabrzmi to odrobinę inaczej. Potraktujcie to jako przygodę i performens artystyczny.

https://ln5.sync.com/dl/e127161a0/a2kss ... 4-atqtam8p
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 12 sty 2025 20:47

Jeremy Soule - Tundra (2011)

Póki za oknem zima, póki śnieg leży i wciąż sypie, wrzucam numer, który jest dla mnie pewnego rodzaju esencją zimy. 11-go listopada 2011 roku wydarzyły się przynajmniej dwie rzeczy - podczas Marszu Niepodległości w Warszawie podpalono słynną już wówczas tęczę postawioną na Placu Zbawiciela, zaś światową premierę miała piąta część serii erpegowej The Elder Scrolls, czyli Skyrim. Bańka tej gry była napompowana już przed premierą do granic możliwości, ale po tejże jedynie urosła, dla nikogo nie okazała się być rozczarowaniem.

Jak na tamte czasy była prawdziwie monumentalna, ale - przede wszystkim - dzięki nowemu silnikowi miała całkiem dobrą grafikę (choć już wtedy gorszą od innych gier, które ukazały się w tym samym roku, spójrzcie chociaż na drugiego Wieśka), a przynajmniej na tyle dobrą, żeby doskonale podkreślić surowość krajobrazu świata przedstawionego (prowincja Skyrim wielkiego imperium Tamriel geograficznie i klimatycznie odpowiada mniej więcej europejskiej Skandynawii). Do tego sporo polityki, smoki, długaśne wątki poboczne... Było w co wsiąknąć.

Najlepszy jednak w tej grze był jej soundtrack - a odpowiadał za niego w całości Jeremy Soule, amerykański muzyk, kompozytor i aranżer, który właściwie od początku swojej kariery siedzi w grach komputerowych. To jemu zawdzięczamy OSTy do takich gier, jak Icewind Dale, Neverwinter Nights, Total Anihilation, kilka części Harry'ego Pottera, Star Wars: KotOR, czy też Company of Heroes. No i, rzecz jasna, The Elder Scrolls od Morrowind po Skyrim. Już chrzanić to, że przynajmniej część numerów, jakie można usłyszeć w Skyrimie, to w zasadzie delikatne autoplagiaty utworów z czwartej części TES, czyli Obliviona; gość naprawdę zna się na rzeczy i potrafił stworzyć ścieżkę dźwiękową, która doskonale pasuje do leśno-tundrowo-śnieżnych krajobrazów. W zasadzie od momentu, w którym Skyrim znalazł się na moim dysku, mam tam także OST.

I słucham go bardzo często, choć w określone pory roku. Jesień i zima to w zasadzie must be w tym wypadku, zresztą, kto grał w Skyrima, ten wie. Muza w grze oczywiście odpala się w dość randomowych momentach (pomijając niektóre lokacje zamknięte, jaskinie i, ma się rozumieć, walkę), ale też niektóre z numerów "lokują się" w miejscach najbardziej do nich pasujących. I tak Tundra będzie nam towarzyszyć od... cóż, tundry w środku mapy aż po jej północne krańce, gdzie niemal bez wyjątku wszędzie wali śnieg (a przynajmniej leży). To też uwielbiam do tego właśnie utworu spacerować w padający śnieg, zrobiłem tak np. wczoraj na łódzkim Radogoszczu. Teraz, pisząc te słowa patrzę, jak za oknem mojego rodzinnego domu w Zgierzu biały puch leci z nieba coraz gęściej. Wreszcie zima, fantastycznie!

Za dobrze też nie może być, utwór ten - chcę tego czy nie - kojarzy mi się mocno ze styczniem 2022, a więc tzw. 5 minut przed pewną katastrofą. No ale też ile można w ten sposób na przeszłość patrzeć. To jest po prostu fine piece of music i mam nadzieję, że i Wy, PT Forumowicze, to docenicie. Na przeszłość muszą na pewno patrzeć z rozrzewnieniem fani jego twórczości dla serii TES, albowiem po oskarżeniach wobec Soule'a o molestowanie i gwałt, jakie wypłynęły przed niemal sześcioma już laty, gość dosłownie zapadł się pod ziemię, ba! nawet wywalił w kosmos swojego Bandcampa. Chyba nie ma już ludzi, którzy nie mieliby czegoś za uszami. Ale jego muzykę wciąż będę szanował, wciąż będę jej słuchał. Zwłaszcza zaś zimą, kiedy wchodzi najlepiej. Zapraszam na spacer przez Tundrę.

https://youtu.be/bEkXW1rOs9I?si=9J3QEyi8a5IT3COY
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 13 sty 2025 12:23

Thomas Baertschi – Menu (FarCry Soundtrack)

Jak już kolejka leci tak soundtrackowo, to niech leci dalej. Parę tracków z różnych ważnych dla mnie gier mi jeszcze zostało. Hien się pięknie rozpisał na temat początków internetu. Ja parę słów napiszę o pewnej grze, która była kamieniem milowym w kategorii gier komputerowych.
FarCry. Ten tytuł w 2004 roku spadł na graczy jak grom z jasnego nieba i wprawił wszystkich w osłupienie. Pamiętam, jak w CD Action ta gra dostała 10/10, co było wtedy czymś naprawdę wielkim. To były czasy, kiedy maksymalne noty dostawały gry naprawdę wielkie i rewolucyjne. W dalszych latach się to zmieniło i dziesiątki zaczęły się wysypywać jak grzyby po deszczu. Ale w 2004 na dychę trzeba było naprawdę zapracować srogo. Wspomnę tylko, że wcześniej o ile mnie pamięć nie myli maksymalne noty dostały jedynie System Shock 2 i Age of Empires II.
Twórcą gry FarCry było studio Crytek. Firma powstała w 1999 roku za sprawą braci Avni - obywateli Niemiec tureckiego pochodzenia. Czytając tak pochlebne recenzje w CDA wiedziałem, że muszę zagrać w ten tytuł. Ja już nie pamiętam skąd wytrzasnąłem tą grę. Prawdopodobnie dorwałem jakiegoś pirata. Ale jedno nie ulega wątpliwości – FarCry to jedna z absolutnie topowych gier mego życia. W tamtych czasach szata graficzna tej gry wręcz porażała swoją jakością. Wszyscy fachowcy z branży gier komputerowych zgodnie piali, że FarCry pod tym względem wyprzedza całą branżę o wiele lat do przodu. I to była prawda. Ja dysponowałem już starym wtedy komputerem z 1998r., w którym jedynie leciwego Celerona podmieniłem na jakiś Pentium II. Ale to i tak było za mało. Gra mi oczywiście chodziła płynnie, ale na minimalnych ustawieniach grafiki. Mimo tego i tak wyglądała pięknie i oszałamiająco. Można było jednak sobie podpatrzeć filmy z gameplayem na full detalach. To był dopiero widok! Tę grafikę podobno pobiła dopiero w 2007r. gra Crysis, tego samego zresztą studia. A wracając do FarCry – oprócz grafiki gra porażała ogromem i otwartością świata. Jeszcze nigdy gracz nie miał aż takiej swobody w poruszaniu się. Do tego sam mechanizm rozgrywki był rewelacyjny. Wszystko było idealnie zbalansowane i dopracowane. Mapy były oszałamiające. Te tropikalne wyspy zamieszkałe przez mutanty, pomiędzy którymi nasz bohater przemieszczał się za pomocą łodzi motorowej, robiły ogromne wrażenie i miały niepowtarzalny klimat. Klimat sielanki, ale i jednocześnie strachu. Piękna, tropikalna przyroda kontrastowała z czającym się w niej zagrożeniem. No ale może dość o samej grze, bo zaraz wyjdzie na to, że pomyliłem bestki. A przecież bestka o grach już jest raczej pogrzebana (a nawet nie zdążyłem dać FarCry’a). Niemniej FarCry do dziś powoduje u mnie wypieki na twarzy i tylko nie mogę odżałować, że ta gra nie jest obsługiwana przez nowsze systemy operacyjne. Nie można więc w nią zagrać. Pewnie jakieś tam sposoby istnieją, ale ja się nie znam. Pozostaje mi tylko popatrzeć na jakiś gameplay na YT lub posłuchać soundtracku.
Utwór „Menu” to nic innego jak swoisty „Main Theme” tej gry. Utwór, którego po prostu możemy posłuchać w menu gry. Bardzo go zawsze lubiłem. Czasami sobie siedziałem w menu, żeby po prostu tego posłuchać. Muzyczny temat przewodni gry powinien spełniać jedną rolę – powinien być charakterystyczny, zapamiętywalny. I Menu właśnie takie jest. Nie grałem w FarCry od prawie dwóch dekad, ale ten motyw wciąż pamiętałem przez te wszystkie lata doskonale. Utwór o symfonicznym zacięciu i wojskowym sznycie. Zawsze gdy go słyszę albo chociaż sam odtworzę w głowie, wracam myślami do tropikalnych wysp Mikronezji, do tego cudownego i zarazem przerażającego świata i czuję się wspaniale. To jeden z najważniejszych soundtracków dla mnie, bo dzięki niemu zawsze czuję się lepiej. Tak jak MAIN przypomina Hienowi początki internetu, tak Menu mnie zawsze przypomina złote czasy gier komputerowych, które już nigdy nie będą takie same.

https://www.youtube.com/watch?v=Wbk8WeQU0rc
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 13 sty 2025 12:26

Tematyczna kolejka się robi. Doskonale.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 13 sty 2025 12:36

Zaraz i tak ktoś popsuje.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 13 sty 2025 12:48

Zakazuję psucia motywu kolejki!!!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 13 sty 2025 12:58

Ok, skoro już lecimy tak soundtrackowo xD

Jon Hare - Sensible World of Soccer '96/'97 Menu Music

I tak myślałem to wrzucić niedługo, nawet niejako w odpowiedzi do hienowej wrzutki z Diuny. O grze SWOS '96/'97 mogliście już przeczytać w bestce growej gdzie wrzucałem ją jako jedną z ulubionych - jeśli nie ulubioną gre w moim żyćku. Nigdy głębiej nie zastanawiałem się nad muzyką grająca w menu tej gry a jednak jakby było jest to melodia przy której spędziłem wiele godzin mojego życia i na dobrą sprawę taka którą potrafiłbym zanucić wybudzony w środku nocy. Typowe MIDI brzmienie lat 90., automat perkusyjny wystukujący jakby bossa novę, ciepły bas i klawisze, melancholijne pady, coś jakby wzorowy muzak - elevator music, przyjemne tło idealne na długie wieczorne godziny przed kompem. Tak się zabawnie składa że ostatnio nareszcie po latach udało mi sie dzięki promce na GOGu nabyć znów moją ukochaną grę za grosze i co najważniejsze - w wersji kompatybilnej na Windę 10 i 11, bo to jedynie wstrzymywało mnie od grania w nią w minionych latach. Tak więc znów mogę w wolnej chwili zasiąść przed kompem i poprowadzić rodzimy GKS Bełchatów będący wówczas beniaminkiem ekstraklasy do sukcesów a następnie po paru sezonach zasiąść za sterami reprezentacji, a wszystko to w towarzystwie tego uroczego numeru który zapętlony gra w kółko (w moim linku można wyczaić że kawałek trwa tak naprawdę jakieś 2:11 i potem leci drugi raz).

Zapraszam do mojego świata, wpadajcie na kwadrat, pogramy w gierkę.


https://youtu.be/F6vTVl-owoM?si=eAv9q105fMDkiAGs
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 14 sty 2025 13:33

W sumie nie jestem zaskoczony tym, że Jacy nie siadła moja wrzuta, chociaż niby teoretycznie powinienem. xD I o co cho z Piotrem Żelaznym?
___

Kai Rosenkratz - Old Camp (Gothic OST)

Dobra, nie będę się wyłamywać. Nie grałem w Gothica od jakichś kilkunastu lat, ukończyłem go... można powiedzieć że raz, ale słowem klucz jest tu właśnie można powiedzieć, bo to wyglądało tak, że kiedyś odwiedziłem kumpla i spontanicznie przeszliśmy jakieś 2/3 tej gry za jednym posiedzeniem xD, ale jest to jednak ważna część mojego dzieciństwa i gra do której mam ogromny sentyment.

Bo generalnie to ja w nosie mam Morrowindy, Skyrimy i inne wielce kultowe RPGi. I może faktycznie Gothic nigdy nie bronił się oprawą graficzną (aczkolwiek ma ona swój specyficzny styl który kupuje), był drewniany, miał od siusiaka błędów, a pod koniec był strasznie liniowy i ewidentnie było widać, że twórcy lecieli na oparach, ale nadrabiał to jednym, cholernie ważnym aspektem.

Immersją. Ja wiem, że to efekt także i tego, że w wieku 13 lat nie miałem zbyt wielu doświadczeń okołogrowych, a i ówczesne gry były o wiele bardziej, że tak to ujmę, umowne pod tym kątem, ale cholera... Ja naprawdę miałem wrażenie, że ten świat żyje i trafiam do absolutnie przejebanego miejsca, w którym łatwo można wyłapać wpiernicz za krzywe spojrzenie, a do lasu to lepiej nie zachodzić po nocach, bo zagryźć cię mogą wilcury i rapujące leśne chochliki.

No i ten, fabuła. Nie jest może to najwybitniej napisana gra w dziejach gier, ale też ciężko mi coś konkretnego zarzucić. Duży plus za to, że Gothic jak nic mnie nauczył, że nieważne szyldy, miejscowości, bańki, grupki, skoro wszystkie większe społeczności są mniej lub bardziej spierdolone i warte czegokolwiek są pojedyncze jednostki.

Dobra, sam mam już dość tej paplaniny, tak długo jak mnie to nie dotyczy. A w ogóle to kiedyś takie sprawy załatwiało się inaczej.

Wrzucam wam muzyczkę, która leciała w tle Starego Obozu, czyli miejsca w którym spędzało się dość dużo czasu w tej grze, gdyż jest to pierwsze "dźwiękowe" skojarzenie jakie z nią mam. I przykład ww. immersji, bo pamiętam do dziś pierwszy szok, który miałem po trafieniu tamże i poczucie, że ten świat ŻYJE, że ci wszyscy niepodpisani kopacze i cienie smażący mięsa oraz jedzący sery ŻYJĄ naprawdę.

I nawet teraz, jak sobie tak puściłem w trakcie pisania tych słów tę muzykę, to poczułem się jakby znowu był 2005 rok, a ja na swoim komputerze z charakterystyczną białą jednostką centralną i monitorem CRT 15 cali w formacie 4:3 wchodzę do przejebanego świata Khorinis.

Bierzcie i słuchajcie tego.

https://youtu.be/ljyRWgdCsl8?si=0st3zlIIsxNMDsCi
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 14 sty 2025 13:39

Patrzcie jak to mimowolnie i niechcący zrobiła nam się edycja soundtrackowa.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 14 sty 2025 14:37

To jest DOSKONAŁY motyw edycji. A Goticzek z automatu dostanie u mnie wielkiego prejza <3
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl