Dobra ziomeczki, na poczatek przeprosiny - bedzie... bez polskich znakow

pisze z pracy, usmazyl mi sie komputer sluzbowy i dostalem zastepczy, gdzie na systemie nie mam zainstalowanego polskiego jezyka i nie da sie tego zrobic

na moje i Wasze nieszczescie.
Ale jedziemy.
Boards of Canada - Kid for Today
Z tym wykonawca jest zabawna historia w sumie, dlatego, ze latami duzo o nich slyszalem, gdzies sie ta nazwa zawsze przewijala, duzo osob mi low-key polecalo, zebym sie zapoznal, a ja jak to ja. Hype train wjechal wsrod wielu moich znajomych kiedy na jesieni 2013 ukazywalo sie Tomorrow's Harvest i wszyscy sie spuszczali, nawet przeczytalem recenzje na Piczforku ale nadal nic xD ciekawym jest, ze do zainteresowania sie ich muzyka przekonal mnie... Hien. Tym bardziej jest wesolo kiedy teraz czytam, ze Hien na dobra sprawe nigdy sie nie jakos mocno w nich nie zaglebil, a ja bylem przekonany, ze zna ich na wylot. W kazdym razie pod wplywem jakiejs rozmowy wczesnym latem 2017 postanowilem ich zassac no i coz, niemal sie zakochalem. Niemal, bo jednak w moim sercu rzeczy ze stajni Ghost Box, jak The Advisory Circle albo Belbury Poly, a to jednak takie lzejsze, bardziej nastrojowe bym powiedzial, spokojniejsze i soundtrackowe. Ale wciaz sluchalem na pelnej wszystkiego, co wydali (Tomorrow's Harvest to naprawde zloto). Takze wrzucony tu numer znam jak najbardziej i lubie. Nie mam problemu z tym, ze to "milion godzin tego samego" cytujac juz niegrajacego z nami Czezuczescu, bo to jest cos, co ja lubie sobie wrzucac na sluchawki jak pruje na rower gdzies daleko (np. w ubiegla niedziele zrobilem 130 km wokol Stolicy, az jestem zaskoczony, ze nie mialem ze soba nic BoC). Albo samochodem na wczasy. Taki jest vibe tego numeru - mocno duchologiczny, wyobrazam sobie (choc ja akurat wystarczy ze sobie przypomne) gorace lato nad polskim morzem w latach 90., zapach smazonej ryby, gofrow i kurczaka z rozna, dymu z wedzarni, halas i chaos i ludzie lazacy promenada i glownym deptakiem Mielna, tylko... bez twarzy. BoC z takimi rzeczami wlasnie mi sie kojarzy. Niby wszystko jest w porzadku, a jednak nie (czyli dewiza Cate Brooks). Cos wywoluje niepokoj. Chetnie bym znow wrocil do tych czasow, ale wlasnie z ta muzyka. To jest pierwsze miejsce pierwsze w tym zestawieniu, bowiem zlotych medali bedzie kilka.
Travis - Boxes
Kurde, Hien nie przestaje zaskakiwac, choc dla mnie osobiscie wrzutka nieco gorsza od poprzedniej, niemniej jednak wciaz sie broni. Bardzo nastrojowa muzyka, spokojny, wrecz eteryczny momentami glos wokalisty. Ale dla mnie to nie lato i nie morze, a jesien, spacery po jakims osiedlu domkow jednorodzinnych przy szerokich alejach i masie drzew. Ew. sam schylek lata. Mialem pare razy w zyciu takie mocno dojebane wakacje, ze np. bylem na 3 roznych wyjazdach latem, pomiedzy jezdzilem sobie po okolicach Lodzi samochodem zwracajac mocno uwage na uplyw czasu i realizacje swoich wypoczynkowych planow punkt po punkcie i az nie moglem sie doczekac, kiedy sie to zakonczy i co przyniesie koniec tych wakacji. Potem wlasnie lazac po takich miejscach jak to, co opisalem wyzej (Teofilow C w Lodzi nadaje sie swietnie), wspominalem owe wyjazdy. Numer wali nostalgia, jakos nie moge sie - co ciekawe - wczuc w tekst, choc na to vibe powinienem teraz miec dobry. Ale tez nostalgia to moje drugie imie, o czym Hien dobrze wie, wiec podejrzewam, ze bedzie sluchane na Porebach when the time comes. Bo to taka muzyka konca lata troche. A propos - bede mial dobra wrzutke na koniec lata, nawet 2 i podejrzewam, ze Hien dobrze wie jakie xD DRUGIE ZLOTO PROSZE PANSTWA.
Gong - The Isle of Everywhere
To jest prog, ktorego nie sluchalem dawno xD o Gongu wiedzialem tylko tyle, ze istnieje, ale nie moge powiedziec, bym przesluchal cokolwiek od nich az do teraz. Podobalo mi sie wejscie, podobaly mi sie gitary w srodku, ale troche za dlugi ten kawalek, w dodatku dziwnie sie urywa na sam koniec kiedy ja akurat zaczalem sie nieco wkrecac xD Melczet potrafi dowalic czyms osobliwym, tutaj rowniez mu sie udalo. Jest... osobliwie wlasnie xD i nie moge za bardzo powiedziec czegos innego na ten temat, po prostu nie szukam docelowo takiej muzyki, ale jak juz sie pojawi potrafi byc fajna. Ta tutaj jest nawet, NAWET, ale z takich rzeczy wole juz chocby Jethro Tull albo wczesne Genesis, choc najlepsze z tej stajni jest Porcupine Tree i siusiak. Takze ten opis bedzie najkrotszy i najmniej tresciwy. Tez sporo tego samego w gruncie rzeczy, ale na tym polu BoC wygrywa te kolejke. Wybaczcie
New Order - Blue Monday
To jest zloto posrod zlota dzis. Dalbym platyne, ale wszystko ma zloto ex aequo, wiec niech tak zostanie! Z tym numerem mam "osobiste porachunki". Pierwsza wersja, jaka uslyszalem byla... MIDI, i to w dodatku nie robiaca za wersje NO tylko bedaca "coverem" coveru Mansona xD jego wejscie bebnami w numer jest fenomenalne, potem tez jest dobrze AAAALE nie az tak. Ja potem dlugo myslalem, ze to jest wlasnie prawilna wersja NO zwlaszcza, ze MIDI bylo opisane jako... New Order. Kiedy jakis czas pozniej na MTV Classic zobaczylem video do Blue Monday-88 przepadlem w tym numerze, ale tez postanowilem samodzielnie "naprawic" problem z tym midem i wraz z kumplem przy pomocy Voyetry i Casio CTK-4costam, robiacego za klawiature sterujaca nagralismy wlasna wersje xD oczywiscie ja NADAL NIE WIEDZIALEM, ze to, co wzialem za NO bylo w rzeczywistosci Mansonem. Tego dowiedzialem sie jakos w 2006 roku? Cos takiego. A mida pierwszy raz uslyszalem w 2001, takze ten. Podobnie dlugo nie wiedzialem, ze byla wiecej niz jedna wersja BM, i kiedy z forum80s.pl zassalem plik opisany jako New Order - Blue Monday bylem mocno zaskoczony, ze nie dostalem wersji z 1988 roku... ale siusiak teraz. Kocham wszystkie wersje. Ta najbardziej mi sie oczywiscie kojarzy z jesienia 2005 (kolejny zaskok, ktory opisywalem juz wczesniej, czyli jak ci ludzie w ogole wygladaja - myslalem, ze NO to kolesie i laski z video do Crystal), kiedy zaczalem w NO wsiakac. Moja ulubiona wersja, jaka nagrali, czy wlasciwie zagrali pochodzi z zapisu ich wystepu na Reading Festival w 1993 roku. Wszystko tu jest dobre - bit, przestawiony przypadkiem, klawisze, sampel z Uranium (jestem zaskoczony, ze Golas nie wiedzial tbh), bas Hooka, tekst Sumnera o jego pierwszym rozwodzie,banger totalny. Nie dluzy mi sie, nigdy nie dluzyl, a zawsze jak poslucham tej klasycznej dwunastki musi potem poleciec The Beach. A potem 88. A potem MIDI xD z tym ostatnim niestety zarcik, gdyz swojego mida dawno stracilem

ale tak, ten kawalek byl dla mnie ekstremalnie istotny, jesli chodzi o moja przygode z muzyka tak ogolnie. I wciaz jest. NO for life! Oczywiste zloto w tym zestawieniu po raz trzeci.
Recoil - Luscious Apparatus
Alan Wilder jaki jest, kazdy widzi. Albo sie Recoilu nie lubi, albo go lubi. Ja lubie, choc dlugo podchodzilem. Musialem wyrobic w sobie pewna wrazliwosc muzyczna plus umilowanie (trwa do dzis) do dlugich, skomplikowanych i naszpikowanych przyprawami i dodatkami kompozycji, ktore - jak to Hien opisal - moglyby robic za showcase umiejetnosci producenta i wlasciwie tyle. Troche tak, jakby 3DMark zrobil wlasna muzyke zamiast prosic Poets of the Fall o uzycie Lift. Kawalek nie nalezy co prawda do moich all-time-favourites, ani z UM ani od Recoil w ogole, ale kupuje historie opowiedziana tekstem i ogolny klimat, ktorym numer wpasowuje sie idealnie w cale Unsound Methods. Album ten poznawalem zima 2007, tj. styczen-luty, i najjaskrawiejsze z nim wspomnienie mam z wyjazdu... na narty do Murzasichla xD pewnego wieczoru, jak to mielismy rodzina w zwyczaju (a zawsze jezdzilismy tam z kuzynka matki i jej najblizszymi) ruszalismy zorganizowanym kuligiem w strone Malego Cichego na wielkie ognisko posrodku lasu. I tak sanie pruja przez gleboki, osniezony jar, ojciec z wujem juz po paru glebszych falszuja Braci Pierdolec, brat naprzeciw mnie trzyma w lapie pochodnie a ja... jak to ja wtedy, sluchawki na uszach i THERE'S BLOOD ON THE LINE. Shunt do dzis kojarzy mi sie z tym kuligiem. Potem Recoil ciagnalem wlasciwie caly 2007 rok, zas kulminacja byla premiera subHumana. Wycieczka do Warszawy (ta sama, ktora zapoznala mnie z Kejwem) w lutym i Hydrology, wiosna z Hitmanem 2 i Bloodline, lato z Liquid i subHuman wlasnie, jesien znow z Bloodline... lubie wracac do Recoil, musze miec odpowiedni nastroj i czuc odpowiedni vibe, ale wracam i wracac lubie i bede. Za to wszystko i dobre wyczucie muzyczne shodan dostaje kolejne juz zloto. Co za kolejka!
Kylie Minogue - Can't Get You Out of My Head
Iiii wracam do czasow podstawowki, wycieczek szkolnych pod koniec roku, dyskotek, na ktorych glownie podpieralem sciany, bowiem panicznie balem sie poprosic jakakolwiek laske ("laske" lol) do tanca, a potem thrill wakacji, wyjazdy, rower, gra na kompie w GTA III, co to byl za okres w zyciu... dawny. Kiedys nie znosilem tego numeru, dzis bardzo przepadam, bo w nim nie ma nic zlego, a wrecz przeciwnie - dobra pop-klubowa muzyka, nogi same sie rwa, jest prosty bit, jeszcze prostszy bas i ten hook Minogue, ktory wkreca sie przepotwornie. Do teraz mi w glowie gra a specjalnie odsluch kolejki zaczalem od niego... Kylie znam wlasciwie wylacznie z pojedynczych numerow, nawet nie do konca wiem, dlaczego reklamowano Fever (a przynajmniej tak to zapamietalem) jako jej wielki comeback, przeciez nagrywala w latach 90.? Albo mnie cos umyka? Comeback czy nie, czysta nostalgia podparta zupelnie innym odbiorem tego numeru po latach skutkuja zachwytem. To jest kolejny przyklad gwiazdy - bylo nie bylo - ejtisow, ktora dobrze odnalazla sie w "nowej" rzeczywistosci. Oczywiscie, to nie tylko jej zasluga, ale wciaz w duzej mierze. Nie zestarzalo sie zle po tych 20 latach. Wrecz zestarzalo sie bardzo dobrze. Za chwile odpale na YT rip TYLKO DOBREJ MUZYKI od Radia Zet z tamtych czasow. Co mamy na trackliscie? To i... I Don't Know Eriki xD mamy komplet zlota prosze Panstwa, 5 sztuk! A najlepsze dopiero przed nami!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl