Roy Ayers Ubiquity - Everybody Loves The Sunshine
Mudżyn atakuje w swoim stylu. To wrzutka dla niego bardzo charakterystyczna.
Nie znałem Ayersa, bo nie dość, że to bardzo stare, to jeszcze wiecie, iż ja w tych funkowo-soulowo-jazzowch dopiero raczkuję. Niemniej utwór jest całkiem dobry. Nie rzucił mnie wprawdzie na kolana, ale jest ok. Fajny rytm, basik, dobry wokal. Jedyne co mnie nieco drażni, to odzywające się chyba dwukrotnie (po raz pierwszy już w 4 sekundzie) piskliwe klawisze. Pewnie to te same syntezatorki, o których pisał Dragon, że szczypią w uszy. Poza tym jest bardzo dobry klimat. Taki klimat, jaki potrafię od niedawna docenić jak należy.
Póki co stripped prezentuje równy i dobry poziom w tej drugiej turze zabawy.
Marvin Gaye - Sexual Healing
Również dobry, a nawet bardzo dobry poziom prezentuje Hien. Kolejna znakomita wrzutka. Świetny, typowo amerykański klimat. Świetne brzmienie, ciekawa melodia i bardzo dobry wokal. Ciemnoskórzy wokaliści mają w tych swoich głosach coś takiego, czego jednak białym wokalistom częstoj brakuje. To są ludzie stworzeni do śpiewania soulu, jazzu, funky i hip-hopu.
Czytałem, że Marvina zastrzelił jego własny ojciec podczas bójki. Ale beznadziejna śmierć. Szkoda faceta, ale jeszcze nigdy pijaństwo i narkotyki nie uczyniły człowiekowi nic dobrego.
Utwór jest jeszcze lepszy od tego Murzynowego. Lepsze, tłustsze brzmienie, lepszy wokal i sama kompozycja też ciekawsza. Ale klimatycznie dosyć podobnie w sumie.
No i zgadzam się, że dużo tu luzu i letniej atmosfery.
Fiction Factory - Time Is Right
Dev rzadko daje nam odetchnąć od eitisów. Najczęściej nie trafiają ode w mój gust, bo fanem tej muzyki nie jestem. I tutaj też z zachwytu piał nie będę, choć nie powiem też, że jest źle. Jest całkiem przyzwoicie, nic tu mnie nie odrzuca. Solidna kompozycja, nieźle brzmiąca, dobrze zaśpiewana. Taki doskonały przebój do radia i TV. Wszystko jest poprawnie, może nawet dobrze, ale… no właśnie, znów nie potrafi ta piosenka przytrzymać mojej uwagi na dłużej. Szanuję, ale nie pokocham za bardzo.
2814 - 真実の恋
No i co my tu mamy tym razem? Co się kryje pod tą enigmatyczną, czterocyfrową nazwa wykonawcy i czterema domkami w tytule?
Przede wszystkim rzuca się w oczy doskonała okładka. Gdy słucham utworu i patrzę na nią, to jest dobrze. Za radą Dragona w myślach próbuję snuć się nocą po opustoszałych ulicach japońskiej metropolii i wtedy tworzy się fajny klimacik. Gdy z kolei słucham tego utworu w oderwaniu od takich wyobrażeń, na zimno, to już zalatuje mi jednak nieco nudą. Jest fajny odgłos jakby padającego deszczu przez cały utwór, są dobrze brzmiące klawisze, elegancko uaktywnia się automat perkusyjny, ale… no właśnie, to stanowczo za mało jak na 7 minutowy utwór. Przez cały czas mamy znowu jedno i to samo. Może i nawet w odpowiednich okolicznościach i przy odpowiednim nastawieniu nawet klimatyczne, ale to wciąż dla mnie za mało. Ja jednak lubię, jak w muzyce instrumentalnej coś się dzieje więcej.
Spiritualized - Ladies And Gentlemen We Are Floating In Space
No i tutaj Mentos trafił w mój gust dużo celniej, niż w poprzedniej kolejce. Bardzo dobry utwór. Te wielogłosy na wokalu są rewelacyjne. Lubię, gdy utwór zaczyna się cichutko i spokojnie z czasem dopiero nabierając wigoru. Piosenka bez żadnego podziału na zwrotki i refren, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Znam sporo takich numerów, które bardzo mi się podobają. Utwór fajnie brzmi, ładne klawisze w tle i super smyki. Ale gwoździem programu są oczywiście wokalizy.
Świetna wrzutka Mintaj.
Jeanette - Porque Te Vas
Utwór z rodzaju tych, które zna się od zawsze nie wiedząc jednocześnie, kto to wykonuje. W pierwszej chwili myślałem, że chodzi o inną Jeanette, dużo młodszą wokalistkę z Niemiec, którą pamiętam ze stacji muzycznych sprzed około dwóch dekad.
Gdy pierwszy raz włączyłem wrzutkę Czeza, to stałem akurat przed zlewem w kuchni i obierałem porzeczki. No i oczywiście z miejsca zacząłem przy tym zlewie się bujać, a potem tańczyć. Bo inaczej nie da się tego słuchać. Tak uroczy i cukierkowy wokal potrafią wyczarować chyba tylko Francuzki. Świetnie pracują instrumenty dęte. Czuć po brzmieniu, że to lata 70’. Ale to bardzo dobre brzmienie. Zresztą nie o brzmienie tutaj chodzi, a o świetny klimat. Człowiek słucha, buja się i morda mu się cieszy od ucha do ucha.
Brawo Czez!
Dobra kolejka jak dla mnie. Nie jestem przekonany kto wygrał, bo jest kilka bardzo wyrównanych utworów. Choć może jednak Czez za to, że potrafił mnie rozbujać przy tym zlewie.
A co, zasłużył chłopina za całokształt i udany powrót.
Wtop też nie ma, może co najwyżej lekkie zachwiania w stosunku do reszty.