Best of Forum VI
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Cóż, dziwienie się jest immanentną cechą życia osobników inteligentnych.stripped pisze:08 lut 2025 11:37To nawet nie jest moja wrzuta ale oczy mam jak 5 zeta czytając te recki Juicy xD
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Takie opinie utwierdzają mnie w przekonaniu że nastąpił jakiś glitch w matrixie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
devotees forum raperskie zawsze w awangardzie
ale sam bym powiedział to samo
ale sam bym powiedział to samo
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
pieprzycie
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
devotional
- Posty: 7404
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Ja solę
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Dobra, cza to zamknąć w końcu.
Roisin Murphy - Ten Miles High
Nie mam bladego pojęcia dlaczego, ale nigdy nie potrafię zapamiętać w jakim zespole występowała Roisin Murphy i gdyby ktoś mi zadał takie pytanie w Milionerach, dając do wyboru między poprawną odpowiedzią Goldfrapp, Royskopp i Azbest rozważałbym każdą opcję. Specyficzna rzecz, do jakiegoś 2/3 brzmi jak dość surowa wariacja na temat Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate (ciekawe, czy ktoś poza munlupem pamięta te wrzutę heh), potem nagle ni z dupy, ni z Rzeszowa wjeżda mocniejsza część i na końcu mamy całkiem strawną mieszankę ww. W sumie przyjemne, chociaż momentami ciut zbyt surowe, czasem mam wrażenie, że to brzmi jak coś, co bym mógł nagrać, gdybym był ciut mniej leniwy (okładka w sumie też wygląda jak moje do depeszwizji). Ale ugułem fajne i ciekawe, propsuję.
David Bowie - New Angel of Promise
Jak ktoś to czyta, to proszę o przypomnienie czy był tu faktycznie jakiś artysta, który zaliczył pokera, tj. pojawił się faktycznie u każdego z wyjątkiem Czezława i Melczeta (swoją droga, ciekawe czy pociągniemy tę zabawę tak długo, że i kogoś takiego znajdziemy). Chyba Radiohead, co nie? Dziwne, że Bowie jakimś cudem nie dołączył jeszcze do tego grona.
Rzecz jasna, zgadzam się z tym, że to człowiek-legenda i w ogóle IKONA. Od biedy mógłbym polemizować z tym, że to człowiek o którym nie da się nie słyszeć, bo tbh do 2010 roku nie miałem autentycznie pojęcia o jego istnieniu, ale to raczej kwestia mojej ówczesnej głupoty i braku obycia i nie świadczy to o niczym.
Mój stosunek do Hours wygląda niemal identycznie jak u kolegi Roberta - niby znam, niby coś tam, ale w kontekście dyskografii Davida zawsze to był dla mnie taki o średniak z paroma highlightami i dziwiło mnie uwielbienie Munlupa doń. Tbh traktowałem je jako swoiste hipsterstwo, bo nigdy nie widziałem nikogo poza nim, kto by wypowiadał się o tej płycie tak ciepło, ale przy tym kontekście w pełni to rozumiem.
Jeśli macie deja vu i uważacie, że małpuję Dragona, to mogę jeszcze wam dodać, że wieki nie słuchałem Hours i też mi się podoba ten utwór.
Fajne gitarki, też słyszę echa lat 70 i generalnie dobry, ciepły pop-rock. Gdybym miał użyć randomowego przymiotnika, to niech nim będzie KOMFORTOWY, może to przez to charakterystyczne ciepłe brzmienie Hours, może to maybelline, ale jest w tej piosence coś kojącego i czilującego. Duży props, jak prawie zawsze.
A, i w końcu trzeba tego Omnikrona ograć (zalega na Steamie od jakiejś dekady).
Fleetwood Mac - Isn't It Midnight
O, z ciekawości - jaki to był model Nokii? Może tę samą miałem na początku tamtej dekady, w każdym razie ta moja też miała przyciski muzyczne.
W każdym razie PŁYNNIE PRZECHODZĄC tylko nadmienię, że nie słuchałem na niej Fleetwood Mac, nad czym ubolewam. Gdzieś ten zespół zawsze mnie omijał, niby znam i cenię ich płyty z lat 70., ale to też nie są albumy, które umieszczę w swoim top 100. Tango In The Night całkiem lubię, chociaż bardziej na zasadzie docenienia, bo ciężko nie docenić wejścia bądź co bądź zasłużonego i istniejącego kawał czasu zespołu w inną epokę tak bezpośrednio z buta i na takim poziomie. A jeśli przy okazji ten zespół nie stracił talentu do pisania ładnych, zgrabnych piosenek i mitycznego TEGO CZEGOŚ, czego ta wrzuta jest niezaprzeczalnym przykładem, to jestem w domu. Świat generalnie jest niesprawiedliwym miejscem, ale jeśli miałbym szukać jakichkolwiek argumentów przeciwko tej tezie to niewątpliwie jednym z nich byłby fakt, że ten zespół ma opinię jednego z największych.
Pixies - Que Sera Sera
Nie wiem sam czy większym zaskoczeniem od faktu, że tylko Musiał nie wrzucił Bowiego jest tu to, że przez te 3 lata Pixies wylądowało tu tylko dwa razy, z czego raz dzięki Shodanowi. Co jeszcze śmieszniejsze - nie miałem pojęcia o istnieniu tego coveru, choćby z racji tego, że ani nie oglądam Netflixowych seriali, ani też nie śledzę Pixies po reaktywacji, bo raz robiłem podejście i uznałem, że nie ma co sobie psuć fajnego zespołu obserwowaniem jak się starzeje. Jak każdy, kto nie żył pod kamieniem przez ostatnie 100 lat, znam oryginał, ale nie mam o nim zdania - ani mnie grzeje, ani mierzi, wiem, że ta piosenka jest i tyle. I w sumie to fakt odegrania jej przez Pixies też odnotowałem bez jakichś większych emocji. Trochę Nick Cave w domu. Jestem na okej z tym.
Roxy Music - Jealous Guy
Kurde, ta kolejka wygląda jakbyśmy się zmówili wszyscy, by wrzucać WIELKIE NAZWISKA TM i aż żal, że zarówno ja i Musiał się nieco wyłamaliśmy od reszty wrzucając rzeczy bardziej oczywiste, bo wtedy to już w ogóle. Wersja słynnego żonobijcy jest niby okej, ale generalnie zgodzę się z Musiałem, że wersja Roxy Music ma w sobie to mityczne COŚ, czego mi brakuje w wersji oryginalnej. Tak sobię myślę, że coś może być na rzeczy w związku z faktem, że tę wersję wykonuje Bryan Ferry, który jednak jako człowiek klasę ma, a przy okazji nie jest hipokrytą oraz Johnem Lennonem (uprz3 czemu napisałem dwa razy to samo). Jesienią tamtego roku mnie i mojego kolegę odwiedził nasz wspólny serdeczny przyjaciel z Warszawy. Pod koniec posiadówy postanowiliśmy włączyć sobie Roxy Music i ww. przyjaciel stwierdził, że to jego zdaniem archetyp doskonałego zespołu muzycznego - taki, w którym każdy wie co ma robić, każdy jest odpowiednio utalentowany i wykształcony, była chemia i generalnie wszystko było tip-top. Ciężko mi było z tym stwierdzeniem polemizować - i niechaj to będzie puenta tejże notki.
Gdybym omawiał i swoją wrzutę, to bym mógł płynnie przejść do wspomnienia o tym, że z okazji urodzin dostałem wtedy koszulkę z Biggiem heh.
Anyway dobre zwieńczenie solidną kolejką.
Roisin Murphy - Ten Miles High
Nie mam bladego pojęcia dlaczego, ale nigdy nie potrafię zapamiętać w jakim zespole występowała Roisin Murphy i gdyby ktoś mi zadał takie pytanie w Milionerach, dając do wyboru między poprawną odpowiedzią Goldfrapp, Royskopp i Azbest rozważałbym każdą opcję. Specyficzna rzecz, do jakiegoś 2/3 brzmi jak dość surowa wariacja na temat Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate (ciekawe, czy ktoś poza munlupem pamięta te wrzutę heh), potem nagle ni z dupy, ni z Rzeszowa wjeżda mocniejsza część i na końcu mamy całkiem strawną mieszankę ww. W sumie przyjemne, chociaż momentami ciut zbyt surowe, czasem mam wrażenie, że to brzmi jak coś, co bym mógł nagrać, gdybym był ciut mniej leniwy (okładka w sumie też wygląda jak moje do depeszwizji). Ale ugułem fajne i ciekawe, propsuję.
David Bowie - New Angel of Promise
Jak ktoś to czyta, to proszę o przypomnienie czy był tu faktycznie jakiś artysta, który zaliczył pokera, tj. pojawił się faktycznie u każdego z wyjątkiem Czezława i Melczeta (swoją droga, ciekawe czy pociągniemy tę zabawę tak długo, że i kogoś takiego znajdziemy). Chyba Radiohead, co nie? Dziwne, że Bowie jakimś cudem nie dołączył jeszcze do tego grona.
Rzecz jasna, zgadzam się z tym, że to człowiek-legenda i w ogóle IKONA. Od biedy mógłbym polemizować z tym, że to człowiek o którym nie da się nie słyszeć, bo tbh do 2010 roku nie miałem autentycznie pojęcia o jego istnieniu, ale to raczej kwestia mojej ówczesnej głupoty i braku obycia i nie świadczy to o niczym.
Mój stosunek do Hours wygląda niemal identycznie jak u kolegi Roberta - niby znam, niby coś tam, ale w kontekście dyskografii Davida zawsze to był dla mnie taki o średniak z paroma highlightami i dziwiło mnie uwielbienie Munlupa doń. Tbh traktowałem je jako swoiste hipsterstwo, bo nigdy nie widziałem nikogo poza nim, kto by wypowiadał się o tej płycie tak ciepło, ale przy tym kontekście w pełni to rozumiem.
Jeśli macie deja vu i uważacie, że małpuję Dragona, to mogę jeszcze wam dodać, że wieki nie słuchałem Hours i też mi się podoba ten utwór.
A, i w końcu trzeba tego Omnikrona ograć (zalega na Steamie od jakiejś dekady).
Fleetwood Mac - Isn't It Midnight
O, z ciekawości - jaki to był model Nokii? Może tę samą miałem na początku tamtej dekady, w każdym razie ta moja też miała przyciski muzyczne.
W każdym razie PŁYNNIE PRZECHODZĄC tylko nadmienię, że nie słuchałem na niej Fleetwood Mac, nad czym ubolewam. Gdzieś ten zespół zawsze mnie omijał, niby znam i cenię ich płyty z lat 70., ale to też nie są albumy, które umieszczę w swoim top 100. Tango In The Night całkiem lubię, chociaż bardziej na zasadzie docenienia, bo ciężko nie docenić wejścia bądź co bądź zasłużonego i istniejącego kawał czasu zespołu w inną epokę tak bezpośrednio z buta i na takim poziomie. A jeśli przy okazji ten zespół nie stracił talentu do pisania ładnych, zgrabnych piosenek i mitycznego TEGO CZEGOŚ, czego ta wrzuta jest niezaprzeczalnym przykładem, to jestem w domu. Świat generalnie jest niesprawiedliwym miejscem, ale jeśli miałbym szukać jakichkolwiek argumentów przeciwko tej tezie to niewątpliwie jednym z nich byłby fakt, że ten zespół ma opinię jednego z największych.
Pixies - Que Sera Sera
Nie wiem sam czy większym zaskoczeniem od faktu, że tylko Musiał nie wrzucił Bowiego jest tu to, że przez te 3 lata Pixies wylądowało tu tylko dwa razy, z czego raz dzięki Shodanowi. Co jeszcze śmieszniejsze - nie miałem pojęcia o istnieniu tego coveru, choćby z racji tego, że ani nie oglądam Netflixowych seriali, ani też nie śledzę Pixies po reaktywacji, bo raz robiłem podejście i uznałem, że nie ma co sobie psuć fajnego zespołu obserwowaniem jak się starzeje. Jak każdy, kto nie żył pod kamieniem przez ostatnie 100 lat, znam oryginał, ale nie mam o nim zdania - ani mnie grzeje, ani mierzi, wiem, że ta piosenka jest i tyle. I w sumie to fakt odegrania jej przez Pixies też odnotowałem bez jakichś większych emocji. Trochę Nick Cave w domu. Jestem na okej z tym.
Roxy Music - Jealous Guy
Kurde, ta kolejka wygląda jakbyśmy się zmówili wszyscy, by wrzucać WIELKIE NAZWISKA TM i aż żal, że zarówno ja i Musiał się nieco wyłamaliśmy od reszty wrzucając rzeczy bardziej oczywiste, bo wtedy to już w ogóle. Wersja słynnego żonobijcy jest niby okej, ale generalnie zgodzę się z Musiałem, że wersja Roxy Music ma w sobie to mityczne COŚ, czego mi brakuje w wersji oryginalnej. Tak sobię myślę, że coś może być na rzeczy w związku z faktem, że tę wersję wykonuje Bryan Ferry, który jednak jako człowiek klasę ma, a przy okazji nie jest hipokrytą oraz Johnem Lennonem (uprz3 czemu napisałem dwa razy to samo). Jesienią tamtego roku mnie i mojego kolegę odwiedził nasz wspólny serdeczny przyjaciel z Warszawy. Pod koniec posiadówy postanowiliśmy włączyć sobie Roxy Music i ww. przyjaciel stwierdził, że to jego zdaniem archetyp doskonałego zespołu muzycznego - taki, w którym każdy wie co ma robić, każdy jest odpowiednio utalentowany i wykształcony, była chemia i generalnie wszystko było tip-top. Ciężko mi było z tym stwierdzeniem polemizować - i niechaj to będzie puenta tejże notki.
Gdybym omawiał i swoją wrzutę, to bym mógł płynnie przejść do wspomnienia o tym, że z okazji urodzin dostałem wtedy koszulkę z Biggiem heh.
Anyway dobre zwieńczenie solidną kolejką.
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Miałbyś ten sam problem gdyby ktoś spytał w jakim zespole występuje Alison Goldfrapp?mintaj pisze:09 lut 2025 22:34Nie mam bladego pojęcia dlaczego, ale nigdy nie potrafię zapamiętać w jakim zespole występowała Roisin Murphy i gdyby ktoś mi zadał takie pytanie w Milionerach, dając do wyboru między poprawną odpowiedzią Goldfrapp, Royskopp i Azbest rozważałbym każdą opcję.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Hours jak Hours, ja kocham Never Let Me Down i będę bronił tej płyty do upadłego.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Częściej słuchałem Time Will Crawl nic Thursday Child, więc Never Let Me Down >>> Hours
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Time Will Crawl się nie liczy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Dobra, to już hipsterstwoHien pisze:10 lut 2025 10:42Hours jak Hours, ja kocham Never Let Me Down i będę bronił tej płyty do upadłego.
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
My tu gadu gadu a tymczasem ja już podsumowanie napisałem.
Drodzy Dewoci, mamy za sobą kolejną gorącą 25. od każdego z nas więc nadeszła znów pora by na chwilę się zatrzymać, wrócić raz jeszcze do tego co było, wspomnieć ciepłe słowa Waszych recenzji a z tych kilku gorzkich - jeśli wpadały -wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Ogółem przyznam że mam to poczucie że albo poziom wrzutek się troszkę obniżył albo zwyczajnie rzadziej trafialiście w moje gusta i pokrótce odniosę się może do tego co tam się u Was pozmieniało i najbardziej rzuciło mi się w uszy.
Zacznę od Wujasa, naszego poczciwego Wujka shodana którego często się czepiałem w przeszłości ale kurczę ogółem chyba muszę przyznać że to była całkiem niezła 25. w jego wykonaniu. Owszem, zdarzały się momenty kiedy nasze gusta mocniej się rozbiegały (Ania Leon/CIFIKA) ale było poza nimi więcej: fajnych powrotów do przeszłości (Sade, Dire Straits, The Verve), kilka niezłych numerów znanych zespołów (Rednex, Spice Girls czy Junior Boys), trochę numerów z soundtracków (System Shock dobre było) czy nowsze rzeczy jak RAYE czy Pixies (!). Myślę że w tej 25. jak na kogoś upartego by wiecznie ciemiężyć Wujasa to mehałem i tak stosunkowo mało
Na drugi ogień Dragon, czyli Smoku który to jak wspominam rok wcześniej mocno zrobił mi sezon jesienno-zimowy swoimi wrzutami z okolic ambientu i elektroniki wszelakiej tym razem trochę zmienił front i ostro cisnął w pewnej chwili polską muzę gdzie poza Anną Jurksztowicz nie byłem w stanie nic strawić. Nie jest oczywiście tak że w ogóle miałem problem by coś wyróżnić niemniej te wrzuty które wyróżniam jakoś mocniej nie wryły mi się tym razem w pamięć. Pomimo swojego duchologicznego skrętu w trakcie bestki ta 25. Dragona stała wciąż jednak mocno elektroniką wszelakiej maści - od klasyków typu Throbbing Gristle czy Richarda Pinhasa przez najtisowy Orbital aż po klubowe nowinki spod znaku Six Sex. Tym razem z rzeczy ambientowych wyróżniam tylko jedną, za to last minute przy podsumowaniu uświadomiłem sobie że bardziej niż choćby wspomniane TG w pamięci mam niezwykle nastrojowe The Autumnal Crush od Clarka więc nastąpiła podmianka w finałowej topce.
Miętus czyli trochę one hit wonder man a może człowiek Billboard100 choć w te najbardziej oczywiste przeboje (Summertine Sadness, Voyage Voyage, Wonderwall? c'mon) wplątywał tradycyjnie parę nieoczywistych obskjurów (może przesadziłem, w tej roli chyba tylko Videosex tym razem? MOŻE W TYM CAŁY PROBLEM?), a poza tym wiadomo mentos jako moja prawa czarna ręka w zastępstwie poprowadził kilka fajnych lekcji rapu i miło że nie bd musiał nikomu już wspominać o takich oczywistościach jak K44 czy Juicy. Jeśli miałbym odrobinę ponarzekać to pewnie głównie na fakt że trochę za często wracałem w miejsca w których już bywałem i wolałbym prejzować mentosa może za inne rzeczy niż Budkę Suflera czy Lou Reeda, nie wróć, akurat Budkę nadrobiłem tak naprawdę, niemniej te proporcje numerów znanych/nieznanych chwilami bywały przytłaczające.
Munlup w tej 25. tradycyjnie solidnie "pomunlupował", ale przed nadejściem jesieni zdążył rzucić kilka żywszych propozycji którymi zaskoczył i je miło wspominam, później nawet przemógł się raz by spontanicznie w odpowiedzi na moją wrzutę wyciągnąć z kapelusza numer I To I, to wszystko były u mnie highlighty tej transzy, choć nie sposób nie wspomnieć i nie docenić wielu fajnych spokojniejszych numerów typu koleżka będący współczesnym ucieleśnieniem Nicka Drake'a i melancholijne wrzuty niejakiej Sary Robalo czy Griana Chattena. Koniec końców bank najbardziej chyba rozbijali śp. już niestety Stephane Picq czy prawdopodobnie najlepsza wrzuta dotąd (podtrzymuję) - numer Bryana Ferry'ego.
No i na koniec Mr. Devotional, człowiek-nostalgia-forum80s wszędzie słyszący echa Ghost Box i prejzujący pewien cover w wykonaniu Roxy Music jednocześnie dyskredytując zasługę autora utworu w tej kwestii xd NO ALE NIC, i tak Cię lubię - czasami. Tu zapowiadało się jako tako ale na laurki to mało, nasze gusta mocniej się rozjechały tym razem i w końcówce tej transzy ze świecą było szukać czegoś co by mnie kurde klepało. Niemniej tak do połowy bywało całkiem nieźle i prejzować mogę za niektóre przeboje lat 80./90. które mnie ominęły choć koniec końców laur konsumenta przyznałbym za ten jeden numer Kontravoid przede wszystkim - to była dla mnie najbardziej musiałowa wrzuta a jednocześnie klimat którego brakowało mi chyba we wrzutach mentosa tym razem a który kiedyś on dostarczał choć w bardziej popowej formie może.
Na sam koniec łapcie zatem moje zestawienie 25. ulubionych wrzutek jakie od Was usłyszałem (pogrubieniem wyłuściłem te najulubieńsze):
Best of the Best of Forum VI by Murzyn
devotional
Duran Duran - Ordinary World
Hannah Peel - The Almond Tree
Stakka Bo - People (And The Things We Do)
John Foxx - Europe After The Rain
Kontravoid - Undone
shodan
RAYE - Ice Cream Man
Spice Girls - Viva Forever
Dire Straits - Brothers In Arms
Junior Boys - FM
Pixies - Que Sera Sera
Hien
Sylvan Esso - Die Young
Pulp - Dishes
Bryan Ferry - Miss Otis Regrets
I To I - The Right Time
Stephane Picq - Chani's Eyes
Dragon
Leon Vynehall - Saxony
Loscil - Chinook
Clark - The Autumnal Crush
Akitaka Tohyama - Abyss of Time (Wayang Kulit)
Six Sex - Kappa Kitty Gatto 2
mintaj (Biggie był ponad konkurencją, nawet nie uwzględniałem)
Charli xcx - Von dutch
Budka Suflera - Jolka, Jolka, pamiętasz
Maria McKee - Show Me Heaven
Lou Reed & Various Artists - Perfect Day
ABC - The Look of Love (Instrumental)
Drodzy Dewoci, mamy za sobą kolejną gorącą 25. od każdego z nas więc nadeszła znów pora by na chwilę się zatrzymać, wrócić raz jeszcze do tego co było, wspomnieć ciepłe słowa Waszych recenzji a z tych kilku gorzkich - jeśli wpadały -wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Ogółem przyznam że mam to poczucie że albo poziom wrzutek się troszkę obniżył albo zwyczajnie rzadziej trafialiście w moje gusta i pokrótce odniosę się może do tego co tam się u Was pozmieniało i najbardziej rzuciło mi się w uszy.
Zacznę od Wujasa, naszego poczciwego Wujka shodana którego często się czepiałem w przeszłości ale kurczę ogółem chyba muszę przyznać że to była całkiem niezła 25. w jego wykonaniu. Owszem, zdarzały się momenty kiedy nasze gusta mocniej się rozbiegały (Ania Leon/CIFIKA) ale było poza nimi więcej: fajnych powrotów do przeszłości (Sade, Dire Straits, The Verve), kilka niezłych numerów znanych zespołów (Rednex, Spice Girls czy Junior Boys), trochę numerów z soundtracków (System Shock dobre było) czy nowsze rzeczy jak RAYE czy Pixies (!). Myślę że w tej 25. jak na kogoś upartego by wiecznie ciemiężyć Wujasa to mehałem i tak stosunkowo mało
Na drugi ogień Dragon, czyli Smoku który to jak wspominam rok wcześniej mocno zrobił mi sezon jesienno-zimowy swoimi wrzutami z okolic ambientu i elektroniki wszelakiej tym razem trochę zmienił front i ostro cisnął w pewnej chwili polską muzę gdzie poza Anną Jurksztowicz nie byłem w stanie nic strawić. Nie jest oczywiście tak że w ogóle miałem problem by coś wyróżnić niemniej te wrzuty które wyróżniam jakoś mocniej nie wryły mi się tym razem w pamięć. Pomimo swojego duchologicznego skrętu w trakcie bestki ta 25. Dragona stała wciąż jednak mocno elektroniką wszelakiej maści - od klasyków typu Throbbing Gristle czy Richarda Pinhasa przez najtisowy Orbital aż po klubowe nowinki spod znaku Six Sex. Tym razem z rzeczy ambientowych wyróżniam tylko jedną, za to last minute przy podsumowaniu uświadomiłem sobie że bardziej niż choćby wspomniane TG w pamięci mam niezwykle nastrojowe The Autumnal Crush od Clarka więc nastąpiła podmianka w finałowej topce.
Miętus czyli trochę one hit wonder man a może człowiek Billboard100 choć w te najbardziej oczywiste przeboje (Summertine Sadness, Voyage Voyage, Wonderwall? c'mon) wplątywał tradycyjnie parę nieoczywistych obskjurów (może przesadziłem, w tej roli chyba tylko Videosex tym razem? MOŻE W TYM CAŁY PROBLEM?), a poza tym wiadomo mentos jako moja prawa czarna ręka w zastępstwie poprowadził kilka fajnych lekcji rapu i miło że nie bd musiał nikomu już wspominać o takich oczywistościach jak K44 czy Juicy. Jeśli miałbym odrobinę ponarzekać to pewnie głównie na fakt że trochę za często wracałem w miejsca w których już bywałem i wolałbym prejzować mentosa może za inne rzeczy niż Budkę Suflera czy Lou Reeda, nie wróć, akurat Budkę nadrobiłem tak naprawdę, niemniej te proporcje numerów znanych/nieznanych chwilami bywały przytłaczające.
Munlup w tej 25. tradycyjnie solidnie "pomunlupował", ale przed nadejściem jesieni zdążył rzucić kilka żywszych propozycji którymi zaskoczył i je miło wspominam, później nawet przemógł się raz by spontanicznie w odpowiedzi na moją wrzutę wyciągnąć z kapelusza numer I To I, to wszystko były u mnie highlighty tej transzy, choć nie sposób nie wspomnieć i nie docenić wielu fajnych spokojniejszych numerów typu koleżka będący współczesnym ucieleśnieniem Nicka Drake'a i melancholijne wrzuty niejakiej Sary Robalo czy Griana Chattena. Koniec końców bank najbardziej chyba rozbijali śp. już niestety Stephane Picq czy prawdopodobnie najlepsza wrzuta dotąd (podtrzymuję) - numer Bryana Ferry'ego.
No i na koniec Mr. Devotional, człowiek-nostalgia-forum80s wszędzie słyszący echa Ghost Box i prejzujący pewien cover w wykonaniu Roxy Music jednocześnie dyskredytując zasługę autora utworu w tej kwestii xd NO ALE NIC, i tak Cię lubię - czasami. Tu zapowiadało się jako tako ale na laurki to mało, nasze gusta mocniej się rozjechały tym razem i w końcówce tej transzy ze świecą było szukać czegoś co by mnie kurde klepało. Niemniej tak do połowy bywało całkiem nieźle i prejzować mogę za niektóre przeboje lat 80./90. które mnie ominęły choć koniec końców laur konsumenta przyznałbym za ten jeden numer Kontravoid przede wszystkim - to była dla mnie najbardziej musiałowa wrzuta a jednocześnie klimat którego brakowało mi chyba we wrzutach mentosa tym razem a który kiedyś on dostarczał choć w bardziej popowej formie może.
Na sam koniec łapcie zatem moje zestawienie 25. ulubionych wrzutek jakie od Was usłyszałem (pogrubieniem wyłuściłem te najulubieńsze):
Best of the Best of Forum VI by Murzyn
devotional
Duran Duran - Ordinary World
Hannah Peel - The Almond Tree
Stakka Bo - People (And The Things We Do)
John Foxx - Europe After The Rain
Kontravoid - Undone
shodan
RAYE - Ice Cream Man
Spice Girls - Viva Forever
Dire Straits - Brothers In Arms
Junior Boys - FM
Pixies - Que Sera Sera
Hien
Sylvan Esso - Die Young
Pulp - Dishes
Bryan Ferry - Miss Otis Regrets
I To I - The Right Time
Stephane Picq - Chani's Eyes
Dragon
Leon Vynehall - Saxony
Loscil - Chinook
Clark - The Autumnal Crush
Akitaka Tohyama - Abyss of Time (Wayang Kulit)
Six Sex - Kappa Kitty Gatto 2
mintaj (Biggie był ponad konkurencją, nawet nie uwzględniałem)
Charli xcx - Von dutch
Budka Suflera - Jolka, Jolka, pamiętasz
Maria McKee - Show Me Heaven
Lou Reed & Various Artists - Perfect Day
ABC - The Look of Love (Instrumental)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Huehuehue przynajmniej pozbyłem się złudzeńJak ktoś to czyta, to proszę o przypomnienie czy był tu faktycznie jakiś artysta, który zaliczył pokera, tj. pojawił się faktycznie u każdego z wyjątkiem Czezława i Melczeta
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No chyba nie, Bowie poza devem a kto nie wrzucał PSB? Ja i Dragon i chyba munlup nawet nie. Dojdziemy do pokerów z czasem
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
PSB będę wrzucał kiedyś, więc się może uzbiera.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Sieroty z nas są
Przecież Radiohead zaliczyło pokera pierwsze jakiś czas temu
Przecież Radiohead zaliczyło pokera pierwsze jakiś czas temu
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7404
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Właśnie o tym pomyślałem, Radiogłowi zaliczyli
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zwracałem uwagę
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Btw ja też kiedyś PSB wrzucę pewnie więc reszta zależeć będzie od Smoka
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup